This error message is only visible to WordPress admins

Error: API requests are being delayed for this account. New posts will not be retrieved.

Log in as an administrator and view the Instagram Feed settings page for more details.

Menu

Owocowo, odc. 3 – Rambutan

Zeszłym razem poznaliśmy królową, dzisiaj przyszła kolej na księcia owoców. Oto jego włochatość, Książę Jagodzian Rambutan!

Jest jednym z najbardziej powszechnych, a jednocześnie najsmaczniejszych owoców, z jakimi spotkaliśmy się w Azji Południowo-Wschodniej. Rambutan pochodzi z Malezji i Indonezji, jednak obecnie uprawiany jest w całym regionie, a także w Australii, na Hawajach oraz w Ameryce Centralnej.

Należy do rodziny mydleńcówatych, jest więc bliskim krewnym liczi, co zresztą „poznacie po owocach jego”. W odróżnieniu od liczi owoce rambutana są jednak dużo większe (5-7 cm), cechują się bardziej delikatnym smakiem, a ich skorupki nie są pokryte łuskami, ale miękkimi kolcami. To właśnie od nich wzięła się jego nazwa – „rambut” to po malajsku „włochaty”. Na Filipinach jest znany pod nazwą laguan, a w Wietnamie jako chôm chôm, czyli „zmierzwione włosy”.

źródło : Wikimedia Commons

Dojrzały owoc jest najczęściej koloru czerwonego, można jednak natknąć się także na odmiany czerwono-zielone, zielone lub pomarańczowe.

Rambutan dobry na wszystko

Po rozłupaniu skorupki odkrywamy soczysty miąższ przypominający miękkie, białe jajeczko. W środku znajduje się duża, gładka pestka – jeżeli nie da jej się oderwać, owoc prawdopodobnie jest przejrzały. Nawet dojrzały miąższ schodzi jednak z kawałkami pestki, która czasami jest lekko gorzka. Owoce w smaku przypominają winogrona i w medycynie ludowej używane są do leczenia biegunki i pozbywania się pasożytów układu pokarmowego. Kora podawana jest matkom po porodzie, a liście podobno pomagają przy bólu głowy.

Jak widzicie – same plusy. Rambutany można kupić praktycznie na każdym azjatyckim targu, są pyszne i tanie, a dzięki elastycznym skorupkom można je nosić przy sobie i podjadać na bieżąco. Wypatrujcie więc na targach czerwonych, włochatych potworków …

8 komentarzy

  • […] lubują się w obrazowych nazwach owoców. W późniejszych odsłonach serii przedstawimy króla i księcia owoców, jednak kobiety mają pierwszeństwo – poznajcie królową […]

    Reply
  • Ewa| Daleko niedaleko
    04/08/2015 at 08:43

    Uwielbiam, uwielbiam, uwielbiam! Zaraz po mangostanie mój drugi ulubiny owoc. Tęskni mi się za tym smakiem :)

    Reply
  • PatTravel
    04/08/2015 at 09:34

    Podpisuje się pod wypowiedzia Ewa| Daleko niedaleko :)

    Reply
  • Pamiętam, że kiedyś próbowałam w Azji i było bardzo smaczne, ale potem kupiłam w supermarkecie w Anglii i bardzo się roczarowałam. Nie ma to jak owoce w naturalnym środowisku

    Reply
    • Przedeptane
      04/08/2015 at 11:36

      Dokładnie :) My mamy podobny problem z mango – uwielbiamy je, ale doszliśmy do wniosku, że na naszej szerokości geograficznej po prostu nie da się go dobrze kupić. Albo jest zielone i twarde jak skała, albo brązowo-czarne i rozpada się w dłoniach.

      Reply
  • Natalia | Biegun Wschodni
    04/08/2015 at 11:29

    Brawo ja! Pierwsze moje skojarzenie to było liczi właśnie :)

    Reply
  • magda
    05/08/2015 at 11:34

    Strasznie lubię, a nie jadłam już wieki. Dzięki za przypomnienie mi o nim. Przy następnej wizycie w warzywniaku sobie kupię :)

    Reply
  • Marcin
    06/08/2015 at 20:01

    Jadłem podczas ostatniego objazdu po Azji i przyznaję, mega smaczny owoc, ale moim królem jest liczi. Jak pierwszy raz je zjadłem, gdy mieszkałem w CHRL, w jeden wieczór spałaszowałem 3 kg. Następnego dnia miałem pancerny, wypchany brzuch ;)

    Reply

Dodaj komentarz