Newsy, ciekawostki Archives - przedeptane /category/newsy-ciekawostki/ Jedzoki w świat Tue, 26 May 2020 10:08:08 +0000 pl-PL hourly 1 https://wordpress.org/?v=6.2.9 Żegnajcie, Sydnejowice. Witaj … /2020/zegnajcie-sydnejowice-witaj/ /2020/zegnajcie-sydnejowice-witaj/#comments Tue, 26 May 2020 10:08:08 +0000 /?p=3529 Czyli o tym, jak w tych pięknych pandemicznych okolicznościach robimy wielki australijski myk. Są niespodzianki małe i duże. W skali od jeden do dziesięciu czekała nas solidna ósemka, bo oto w trakcie rutynowego przedłużania wizy okazało się, że za parę tygodni będziemy w innym stanie. Znaczy – stanie Australii, bo w stanie całkowitego zaskoczenia znaleźliśmy się od razu. Tak oto po kilku latach burzliwego związku z Sydney przyjdzie nam się pożegnać i przenieść się do jego mniejszej siostry, Adelajdy. No tak, wymieniamy stolicę Nowej Południowej Walii na stolicę Australii Południowej. Czy się cieszymy? Bardzo! Czy się martwimy? Jak diabli! Jesteśmy podekscytowani i zdezorientowani jednocześnie, ale nie ma tego złego, dopóki się ucho nie urwie. Do odważnych nożyce się odezwą. I tak dalej. Nasze obawy lekko tłumi fakt, że w zeszłym roku zwiedziliśmy Adelaide i okolice. […]

The post Żegnajcie, Sydnejowice. Witaj … appeared first on przedeptane.

]]>
Czyli o tym, jak w tych pięknych pandemicznych okolicznościach robimy wielki australijski myk.

Są niespodzianki małe i duże. W skali od jeden do dziesięciu czekała nas solidna ósemka, bo oto w trakcie rutynowego przedłużania wizy okazało się, że za parę tygodni będziemy w innym stanie. Znaczy – stanie Australii, bo w stanie całkowitego zaskoczenia znaleźliśmy się od razu. Tak oto po kilku latach burzliwego związku z Sydney przyjdzie nam się pożegnać i przenieść się do jego mniejszej siostry, Adelajdy. No tak, wymieniamy stolicę Nowej Południowej Walii na stolicę Australii Południowej.

Czy się cieszymy? Bardzo! Czy się martwimy? Jak diabli! Jesteśmy podekscytowani i zdezorientowani jednocześnie, ale nie ma tego złego, dopóki się ucho nie urwie. Do odważnych nożyce się odezwą. I tak dalej.

Nasze obawy lekko tłumi fakt, że w zeszłym roku zwiedziliśmy Adelaide i okolice. I bardzo nam się spodobało. Prawdę powiedziawszy oboje wtedy stwierdziliśmy, że gdyby przyszło nam żyć gdzieś poza Sydney, to wcale byśmy się za tę Adelę nie pogniewali – miasto jest schludne i urokliwe, to dobra baza wypadowa do eksploracji outbacku, gór i parków narodowych, wymarzona kraina na roadtripa (patrz poniższe zdjęcie). Także dzięki, losie czy przypadku, za podsłuchiwanie naszych rozmów.

Australia Południowa

Staramy się teraz ogarnąć całe przeprowadzkowe zamieszanie utrzymując pozory zenowego spokoju. Mamy nadzieję, że przed wyjazdem uda nam się pożegnać przynajmniej z połową znajomych, a także z naszymi ulubionymi miejscami w Sydney – z mostem Harbour Bridge i ogrodem botanicznym, z plażami wschodnich dzielnic i zielenią tych północnych, z promami na wodzie i ibisami na śmietnikach. Jeśli chcielibyście coś przekazać pani Operze, to migiem, bo od połowy czerwca zniknie już z naszego horyzontu.

Jeżeli macie jakichś znajomych w Adelajdzie, to dajcie znać, bo ruszamy tam w ciemno i bez kontaktów. A jeżeli nie, to trzymajcie kciuki cieszyńskim kangurom. Już wkrótce odwdzięczymy się za pamięć nową porcją zdjęć i opowieści.

The post Żegnajcie, Sydnejowice. Witaj … appeared first on przedeptane.

]]>
/2020/zegnajcie-sydnejowice-witaj/feed/ 4
Pożary buszu w Australii. Mity i fakty, aktualna sytuacja i prognozy. /2020/pozary-buszu-w-australii-mity-i-fakty-aktualna-sytuacja-i-prognozy/ /2020/pozary-buszu-w-australii-mity-i-fakty-aktualna-sytuacja-i-prognozy/#comments Thu, 09 Jan 2020 08:25:28 +0000 /?p=3254 W odpowiedzi na nieustającą rzekę pytań postanowiliśmy przygotować poniższy wpis – kompilację podstawowych informacji na temat fali pożarów, która od miesięcy nęka Australię. Aktualizacja: 12/02/2020 Najczęstsze pytania i odpowiedzi Jakie są obecne rozmiary zniszczeń? Szacuje się, że na dzień dzisiejszy pożary pochłonęły ponad 18,6 mln hektarów wegetacji (dane z 12 lutego 2020). Dla porównania – pożary w Kalifornii w 2018 roku zniszczyły 0,8 mln hektarów, a pożary Amazonii w 2019 – 0,9 mln ha. W australijskich pożarach straciły życie 34 osoby i spłonęło ponad 5900 budynków. W styczniu szacowano, że w ogniu zginęło ponad 480 milionów gadów, ptaków i ssaków, obecnie naukowcy szacują, że liczba ta przekroczyła 1 miliard. Mapa aktualnych pożarów z 12 lutego 2020: Najnowszą wersję mapy pożarów aktywnych w ciągu ubiegłych 72 godzin znajdziesz TUTAJ. Aby uzyskać lepsze pojęcie o spalonym obszarze, […]

The post Pożary buszu w Australii. Mity i fakty, aktualna sytuacja i prognozy. appeared first on przedeptane.

]]>
W odpowiedzi na nieustającą rzekę pytań postanowiliśmy przygotować poniższy wpis – kompilację podstawowych informacji na temat fali pożarów, która od miesięcy nęka Australię.

Aktualizacja: 12/02/2020

Najczęstsze pytania i odpowiedzi

Jakie są obecne rozmiary zniszczeń?

Szacuje się, że na dzień dzisiejszy pożary pochłonęły ponad 18,6 mln hektarów wegetacji (dane z 12 lutego 2020). Dla porównania – pożary w Kalifornii w 2018 roku zniszczyły 0,8 mln hektarów, a pożary Amazonii w 2019 – 0,9 mln ha. W australijskich pożarach straciły życie 34 osoby i spłonęło ponad 5900 budynków. W styczniu szacowano, że w ogniu zginęło ponad 480 milionów gadów, ptaków i ssaków, obecnie naukowcy szacują, że liczba ta przekroczyła 1 miliard.

Mapa aktualnych pożarów z 12 lutego 2020:

mapa pożarów Australia

Najnowszą wersję mapy pożarów aktywnych w ciągu ubiegłych 72 godzin znajdziesz TUTAJ.

Aby uzyskać lepsze pojęcie o spalonym obszarze, na interaktywnej mapce Guardiana możesz nałożyć powierzchnię pożarów na dowolne miasto na świecie. Zdjęcia i informacje z pożarów pojawiają się na Twitterze pod hashtagiem #AustraliaBurning.

Czy tegoroczne pożary są największe w historii Australii?

To zależy od kryteriów oceny, jakie przyjmiemy. Największą ilość ofiar przypisuje się pożarom w 2009 roku, które zniszczyły „tylko” 450.000 hektarów, ale w których zginęły aż 173 osoby. Najbardziej rozległe tereny – 117 milionów hektarów – spłonęły w 1974 roku. Przyroda szybko się jednak zregenerowała, spłonęły przede wszystkim trawiaste połacie w centrum kontynentu, a większość zniszczeń odkryto dopiero na zdjęciach satelitarnych. Tegoroczne pożary są rekordowe na przykład pod względem czasu trwania, ponieważ zaczęły się już w sierpniu 2019 roku, a wszystko wskazuje na to, że nie skończą się przez kolejnych parę miesięcy. Wyjątkowa jest też ich gwałtowność, która utrudni regenerację buszu i powrót zwierząt na zniszczone tereny (więcej w kolejnych punktach).

Czy tegoroczne pożary w Australii są związane ze zmianami klimatu?

Tak, zgodnie z ustaleniami australijskiej rządowej agencji badawczej CSIRO od kilku dekad nabierają na sile czynniki sprzyjające powstawaniu pożarów – mniej opadów, częstsze susze i upalne dni, mniejsza wilgotność powietrza (krótki przegląd zmian klimatycznych w Australii na przestrzeni XX wieku znajdziesz tutaj).

Anomalie temperatur Australia

Częstotliwość upałów Australia

Anomalie średnich temperatur w Australii w okresie 1910 – 2019 (źródło: Bureau of Meteorology)

anomalie temperatur Australia

Kombinacja tych czynników powoduje, że od lat wzrasta ilość dni z tzw. „ekstremalną pogodą pożarową” (extreme fire weather), czyli drugim najwyższym stopniem na skali FFDI (Forest Fire Danger Index).

Czy w Australii jest teraz bezpiecznie? Czy powinniśmy odwołać podróż?

Nie wyrzucajcie jeszcze biletów lotniczych. Australia jest duża, nie trzeba długo szukać, aby znaleźć jakieś ciekawe, a jednocześnie bezpieczne miejsce. Po prostu trzeba uważać nieco bardziej niż zwykle.

Mieszkańcy dużych metropolii zmagają się jedynie z dymem z okolicznych pożarów – śledzą wskaźniki zanieczyszczenia powietrza i w gorszych dniach wychodzą na ulice w maskach. Podróżowanie poza miastem wymaga ostrożnego planowania, ponieważ wiele parków narodowych, campingów i dróg jest zamkniętych, a sytuacja często może ulec szybkiej zmianie. Stosunkowo bez większych przeszkód można podróżować na przykład wzdłuż dużej części wschodniego wybrzeża lub na Tasmanii.

Podobno pożary w Australii są normalne. Czy to prawda?

W skrócie: zwykłe, lokalne pożary – tak; tegoroczne inferno – zdecydowanie nie.

Okresowe pożary są faktycznie typowym, nieodzownym elementem wielu australijskich ekosystemów. Wiele drzew i krzewów korzysta z ognia do oczyszczenia się ze złogów starej kory i pasożytów, a więc życie zazwyczaj szybko wraca na spalone obszary – roślinożercy szukają nowych, soczystych liści, mięsożercy szukają nowych, soczystych roślinożerców. Sami Aborygeni od tysięcy lat używali ognia w trakcie swoich polowań, co dodatkowo wzmocniło pozycję roślin szybko regenerujących się po przejściu ognia. Przed zaprószeniem ognia Aborygeni dokonywali jednak szczegółowego rozeznania w terenie, by wybrać najlepszy punkt i czas zapłonu tak, by płomienie ogarnęły tylko z góry wyznaczony teren. Ogień szerzył się więc z jednego punktu, umożliwiając ludziom i zwierzętom ucieczkę w dowolnym kierunku. Organizacje rządowe co roku dokonują wprawdzie planowego wypalania buszu w celu usuwania potencjalnego paliwa pod przyszłe „dzikie” pożary, jednak sposób i częstotliwość dokonywania tych operacji od lat poddawany jest krytyce.

Czym więc tegoroczne pożary różnią się od tych „normalnych”?

Jak już wspominaliśmy, tegoroczne pożary różnią się skalą, intensywnością i czasem trwania. Ogień szaleje od kilku miesięcy i dotarł już do pięciu stanów. Eksperci obawiają się, że tegoroczne pożary wyrządzą ogromne straty w australijskich ekosystemach, ponieważ w związku z rekordowo suchym sezonem ogień spala nawet wilgotne lasy, które zwykle stanowią dla niego barierę. Także w suchym buszu, w którym normalne są okresowe pożary na mniejszą skalę, ogień wyrządza ogromne szkody, ponieważ spala nie tylko niskie trawy, krzewy i korę drzew, ale wszystkie piętra roślinności – zwierzęta często znajdują się w ognistej pułapce, a te, które przeżyją, nie mają dokąd wrócić. Intensywność pożarów uszkadza roślinność w takim stopniu, że jej regeneracja jest spowolniona lub całkowicie niemożliwa. Roślinożercy głodują lub padają ofiarami drapieżników, ponieważ spalona ziemia nie oferuje żadnego schronienia. Dodatkowym ciosem dla lasów jest fakt, że w wyniku suszy i pożarów giną całe populacje australijskich ptaków i nietoperzy, które zwykle wspierają regenerację buszu poprzez rozsiewanie nasion i zapylanie kwiatów. W poniższym Facebookowym wpisie zdokumentowaliśmy wymarcie dużej części sydnejskiej kolonii nietoperzy, zjawiska, które także pojawia się coraz częściej w ostatnim czasie.

Ale Korwin mówił, że Australia się „spali i odrośnie”…

Patrz odpowiedź na poprzednie pytanie.

Jakie są przyczyny tej wyjątkowej sytuacji?

Tak naprawdę chodzi o kombinację wielu przyczyn, jednak najważniejsze są dwie – globalny kryzys klimatyczny połączony z nieudolnością australijskich polityków. Australia zawsze była podatna na wahania klimatu, przez co stanowi swoisty papierek lakmusowy ogólnoświatowych zmian. Naukowcy już od 1987 roku ostrzegali kolejne rządy przed tym, że globalne ocieplenie doprowadzi w końcu do gwałtownego wzrostu natężenia i frekwencji pożarów buszu. Australia dołączyła wprawdzie do grona państw Porozumienia Paryskiego i zobowiązała się do ograniczenia emisji dwutlenku węgla, jednak od 2015 roku emisje te nieustannie rosną, a kraj pozostaje w czołówce najbardziej „kopcących” zachodnich gospodarek. W rankingu wprowadzania zobowiązań klimatycznych Australia uplasowała się na 57. pozycji z 61 państw (siedem szczebli za Polską). Jeszcze w listopadzie wicepremier Michael McCormack nazwał naukowców i aktywistów wskazujących na powiązanie kryzysu klimatycznego z pożarami buszu „obłąkanymi, bredzącymi mieszczuchami”. Pomimo szalejących pożarów premier Scott Morrison nadal twierdzi, że Australia nie powinna przewartościować obecnych celów emisyjnych CO2.

Jak na pożary reaguje obecny rząd?

Powoli, z poślizgiem i niezdarnie, zwłaszcza działania premiera spotykają się z rosnącą falą krytyki. Pomimo doniesień o katastrofalnych rozmiarach pożarów Scott Morrison długo zwlekał z powrotem z wakacji na Hawajach, a po powrocie zaliczył kilka wpadek wizerunkowych. Podczas wizyt na poszkodowanych terenach niektórzy mieszkańcy, a nawet strażacy odmówili podania mu ręki przed kamerą.

Kiedy pożary się skończą?

Tego nie wie nikt. W chwili obecnej wydaje się, że dojdzie do przysłowiowego wybicia klina klinem – silne ulewy, burze i powodzie na początku lutego 2020 roku ugasiły jedną trzecią pożarów, których liczba spadła z 60 do 42. Te naprzemiennie występujące ekstremalne zjawiska pogodowe są kolejnym sygnał dla australijskich polityków, by aktywnie zająć się problemem kryzysu klimatycznego.

Mity, fake news (uzasadnienie w linkach)

„Policja złapała dwustu podpalaczy”

Policja oficjalnie zdementowała powyższą wiadomość. Podpalenia spowodowały zaledwie 1% obecnych pożarów.

„Pożary zawinili australijscy Zieloni, którzy zakazują wypalania buszu”

Zieloni nigdy nie forsowali ograniczeń w tym zakresie, przeciwnie – od wielu lat wspierają wypalanie buszu. Sami strażacy także potwierdzają, że zezwolenia na wypalanie nie są dla nich ograniczeniem.

„W wyniku pożarów koale zostały uznane za gatunek funkcjonalnie wymarły”

Koale są gatunkiem zagrożonym i wymagającym pomocy, ale wiadomość o ich wymarciu jest regularnie stosowanym chwytem promocyjnym organizacji zajmującej się ich ratowaniem.

„Wombaty pomagały innym zwierzętom schronić się przed pożarem”

Wiele zwierząt uciekających przed ogniem faktycznie szukało schronienia w wombacich norach. Wombaty są jednak terytorialnymi samotnikami, a więc raczej nie ma mowy o tym, aby świadomie i celowo prowadziły inne zwierzęta do bezpiecznych podziemi.

Aktualne mapy pożarów

Łączna mapa pożarów, ostrzeżeń i utrudnień w podróży dla stanów Nowa Południowa Walia + Australia Południowa + Queensland + Tasmania

Pozostałe stany:

Wiktoria

Australia Zachodnia

Terytorium Północne

Pomoc dla ofiar, zbiórki pieniędzy

Oto lista zaufanych organizacji niosących pomoc ludziom i zwierzętom poszkodowanym przez pożary.

Zbiórka dla społeczności aborygeńskich.

Wsparcie finansowe strażaków walczących z pożarami w Nowej Południowej Walii.

Zwykła i facebookowa zbiórka WIRES – renomowanej australijskiej organizacji zajmującej się ratowaniem i opieką nad dziko żyjącymi zwierzętami.

Zbiórka RSPCA, największej fundacji niosącej pomoc zwierzętom domowym i hodowlanym (w pożarach ucierpiały setki kotów i psów, a także całe stada koni, krów i owiec).

zdjęcie: Wiki Commons

grafy: CSIRO

The post Pożary buszu w Australii. Mity i fakty, aktualna sytuacja i prognozy. appeared first on przedeptane.

]]>
/2020/pozary-buszu-w-australii-mity-i-fakty-aktualna-sytuacja-i-prognozy/feed/ 5
Zakaz wspinaczek na Uluru /2017/zakaz-wspinaczek-na-uluru/ /2017/zakaz-wspinaczek-na-uluru/#comments Fri, 03 Nov 2017 11:58:04 +0000 /?p=3034 I masz, zapadła ostateczna decyzja – od października 2019 roku turyści nie będą już mogli wchodzić na Uluru. Smuteczek? Nie do końca. Australijskie władze od lat zajmowały w tej kwestii ambiwalentną pozycję. Podczas naszej wyprawy pod Ayers Rock w 2012 rozbawiły nas plakaty wiszące przy wjeździe do parku – na budce strażnika powieszony był napis „Szanuj kulturę miejscowej ludności, nie wspinaj się na Uluru”, a zaraz obok „Wspinanie na Uluru dozwolone od godz. 8 do 16”. Sami zrezygnowaliśmy z tej atrakcji, a podobnie robiło coraz więcej osób – odsetek turystów wchodzących na Uluru od lat spadał, od 1990 do 2015 roku zmniejszył się z 74 do 16,2 procent. Wchodzenie na skałę coraz częściej było postrzegane jako niestosowne, do czego przyczynił się fakt, że turyści regularnie robili wiochę w tym miejscu.  W latach 90. australijski sportowiec […]

The post Zakaz wspinaczek na Uluru appeared first on przedeptane.

]]>
I masz, zapadła ostateczna decyzja – od października 2019 roku turyści nie będą już mogli wchodzić na Uluru. Smuteczek? Nie do końca.

Australijskie władze od lat zajmowały w tej kwestii ambiwalentną pozycję. Podczas naszej wyprawy pod Ayers Rock w 2012 rozbawiły nas plakaty wiszące przy wjeździe do parku – na budce strażnika powieszony był napis „Szanuj kulturę miejscowej ludności, nie wspinaj się na Uluru”, a zaraz obok „Wspinanie na Uluru dozwolone od godz. 8 do 16”.

Sami zrezygnowaliśmy z tej atrakcji, a podobnie robiło coraz więcej osób – odsetek turystów wchodzących na Uluru od lat spadał, od 1990 do 2015 roku zmniejszył się z 74 do 16,2 procent. Wchodzenie na skałę coraz częściej było postrzegane jako niestosowne, do czego przyczynił się fakt, że turyści regularnie robili wiochę w tym miejscu.  W latach 90. australijski sportowiec odpalał z Uluru piłeczki golfowe, w 2010 roku francuska tancerka zrobiła na skale striptease „aby uczcić aborygeńską kulturę”. Wyobraźcie sobie, że ktoś zrobiłby taką akcję w Mekce albo w Fatimie.

Decyzja o zakazie wspinaczki dojrzewała od dawna, ponieważ nawet sami Aborygeni nie byli w tej kwestii jednogłośni. Zdaniem niektórych święte są przede wszystkim zagajniki otaczające skałę – i tam faktycznie nie wolno nawet robić zdjęć. Oprócz względów kulturowych zaważyły też kwestie bezpieczeństwa. Od 1950 roku na Uluru zginęło 36 osób, ostatnia w 2010 roku. Bo wiatr, bo ślisko, bo włażenie w szpilkach lub klapkach. Kasprowy się kłania.

Tak czy owak, już wkrótce koniec tej zabawy. Era wspinaczek skończy się 26 października 2019 roku, dokładnie w 34 lata od przekazania tego miejsca jego pierwotnym, aborygeńskim zarządcom. Ale nic to, Uluru jest przecież piękne, a może nawet najpiękniejsze własnie z dołu.

źródło: abc.net.au, zdjęcie: Przedeptane

The post Zakaz wspinaczek na Uluru appeared first on przedeptane.

]]>
/2017/zakaz-wspinaczek-na-uluru/feed/ 1
Takie rzeczy tylko w Australii (galeria) /2016/tylko-w-australii/ /2016/tylko-w-australii/#comments Mon, 15 Aug 2016 06:11:19 +0000 /?p=2311 Kolekcja internetowych wykopalisk z Czerwonego Kontynentu. Straszno i śmieszno. Po kliknięciu wejdziesz w galerię z opisami/tłumaczeniami, z galerii można wyjść naciskając Escape.

The post Takie rzeczy tylko w Australii (galeria) appeared first on przedeptane.

]]>
Kolekcja internetowych wykopalisk z Czerwonego Kontynentu. Straszno i śmieszno.

Po kliknięciu wejdziesz w galerię z opisami/tłumaczeniami, z galerii można wyjść naciskając Escape.

The post Takie rzeczy tylko w Australii (galeria) appeared first on przedeptane.

]]>
/2016/tylko-w-australii/feed/ 18
Smutne statystyki: Aborygeńskie kobiety potrzebują pomocy /2016/aborygeni-kobiety-przemoc/ /2016/aborygeni-kobiety-przemoc/#comments Mon, 18 Jul 2016 08:38:45 +0000 /?p=2251 Od dawna wiadomo, że aborygeńska społeczność zmaga się z dużymi problemami, jednak wyniki nowych badań socjologicznych są po prostu zatrważające.  Najpierw poddano analizie statystyki zgonów spowodowanych przez czynniki zewnętrzne (okres 1983-2010, Zachodnia Australia). Okazało się, że aż 1/4 Aborygeńskich matek z tej grupy zginęło w wyniku zabójstwa. To aż 6,5x więcej niż w przypadku nie-aborygeńskich kobiet. Było źle, jest gorzej – przemoc domowa staje się plagą tubylczej społeczności. Jak nie mąż, to samochód Najczęstszą przyczyną zgonu były wypadki drogowe, w których zginęło aż 40 procent aborygeńskich matek. Zdaniem autorów badań jest to spowodowane przez fakt, że Aborygeni często żyją w odległych regionach o słabo rozbudowanej infrastrukturze. Drogi są złe, nikt nie przestrzega ograniczeń prędkości, ludzie nie zapinają pasów. Do tego znowu dochodzi czynnik socjo-ekonomiczny – Aborygeni z takich społeczności często poruszają się przestarzałymi, niebezpiecznymi samochodami. Ostatnim gwoździem do przysłowiowej trumny jest wzmożone spożycie alkoholu i narkotyków. Niemniej […]

The post Smutne statystyki: Aborygeńskie kobiety potrzebują pomocy appeared first on przedeptane.

]]>
Od dawna wiadomo, że aborygeńska społeczność zmaga się z dużymi problemami, jednak wyniki nowych badań socjologicznych są po prostu zatrważające. 

Najpierw poddano analizie statystyki zgonów spowodowanych przez czynniki zewnętrzne (okres 1983-2010, Zachodnia Australia). Okazało się, że aż 1/4 Aborygeńskich matek z tej grupy zginęło w wyniku zabójstwa. To aż 6,5x więcej niż w przypadku nie-aborygeńskich kobiet. Było źle, jest gorzej – przemoc domowa staje się plagą tubylczej społeczności.

Jak nie mąż, to samochód

Najczęstszą przyczyną zgonu były wypadki drogowe, w których zginęło aż 40 procent aborygeńskich matek. Zdaniem autorów badań jest to spowodowane przez fakt, że Aborygeni często żyją w odległych regionach o słabo rozbudowanej infrastrukturze. Drogi są złe, nikt nie przestrzega ograniczeń prędkości, ludzie nie zapinają pasów. Do tego znowu dochodzi czynnik socjo-ekonomiczny – Aborygeni z takich społeczności często poruszają się przestarzałymi, niebezpiecznymi samochodami. Ostatnim gwoździem do przysłowiowej trumny jest wzmożone spożycie alkoholu i narkotyków.

Niemniej ponuro prezentują się statystyki samobójstw. Z własnej ręki ginie aż 14 procent Aborygenek, co 3,5x przewyższa ilość samobójstw wśród kobiet z nie-aborygeńskiej populacji. Powód? Tragiczne warunki życiowe, brak perspektyw i dobrych wzorców w społeczeństwie, oderwanie od rodziny i tradycyjnej społeczności. Wszystkie te czynniki znane są od lat, jednak pomimo wielu projektów nie udało się z nimi znacząco ruszyć. Badacze zwracają też uwagę na wysokie ryzyko przemocy fizycznej i seksualnej między partnerami, co dodatkowo pogarsza ogólny dobrostan i zdrowie psychiczne wielu Aborygeńskich kobiet.

A dzieci?

No właśnie. Równolegle z powyższymi badaniami poddano też analizie dane ze szpitali, położnic i rejestrów zgonów w Zachodniej Australii. Okazało się, że aborygeńskie matki umierają młodo – zaledwie w wieku 33 lat (mediana wieku w chwili śmierci). A młoda matka oznacza młode dziecko – mediana wieku najmłodszego potomstwa w takich rodzinach wynosi zaledwie 4,8 roku.

Nietrudno się domyślić, jak ta masowa produkcja sierot wpłynie na kondycję fizyczną i psychiczną przyszłych generacji Aborygenów. „Trauma przeżyta w tak młodym wieku może później skutkować skłonnością do uzależnień, samookaleczania, samobójstw, zachowań antyspołecznych i innych problemów” – podsumowują autorzy badań.

Rhonda Marriott z Uniwersytetu Mardocha podkreśla, że nie należy tutaj winić tubylczych rodzin – trzeba wzmacniać instytucje, które pomogą młodym matkom w trudnych życiowych chwilach i podniosą ogólny dobrostan ludzi żyjących w tubylczych społecznościach.

Zdaniem Marriott należy dążyć do poprawy: „bezpiecznego kulturowo doświadczenia porodu i troski o zdrowie dzieci, edukacji respektującej i budującej tożsamość etniczną, wspierającej życiowe aspiracje młodych ludzi.” W skrócie – organizacje rządowe muszą w końcu załatać następstwa 200 lat prześladowań, ludobójstw i przymusowej asymilacji.

Czas na zmianę

Pomimo złogów rasizmu z czasów kolonizacji Australijczycy powoli zaczynają uświadamiać sobie skalę problemu. Pojawiają się głosy żądające poprawy, powstają nowe organizacje. Jedna z nich (NACCHO) dąży obecnie do założenia specjalnej królewskiej komisji, która miałaby się zająć rozwiązaniem problemu samobójstw.

„W samym rejonie Kimberley (Australia Zachodnia) ilość samobójstw wzrosła dwukrotnie, przy czym 71 procent tych wypadków tworzyli młodzi ludzie.” – mówi prezes NACCHO, Matthew Cooke. „Musi powstać komisja wykrywająca błędy w systemie, który doprowadza ludzi w naszej społeczności do takiego poziomu desperacji, że samobójstwo jest dla nich jedynym rozwiązaniem.”

Petycja na stronie Change.org zebrała już ponad 22.000 z wymaganych 25 tysięcy podpisów.

Interesuje Cię temat rdzennej ludności Australii? Tutaj znajdziesz nasze kompendium wiedzy na temat Aborygenów.

źródła: ABC Net, MSN, BBC

zdjęcie: © NACCHO / Facebook National Aboriginal Community Controlled Health Care Organisation

The post Smutne statystyki: Aborygeńskie kobiety potrzebują pomocy appeared first on przedeptane.

]]>
/2016/aborygeni-kobiety-przemoc/feed/ 10
Takie rzeczy tylko w Australii – lista najdziwniejszych nagłówków /2016/australijskie-naglowki/ /2016/australijskie-naglowki/#comments Mon, 11 Jul 2016 06:17:07 +0000 /?p=2225 Z Australii napływa tyle łotdefakowych newsów, że nie nadążamy z tłumaczeniem. Postanowiliśmy więc przynajmniej kolekcjonować najbardziej zwariowane nagłówki. Niektóre tytuły pochodzą z tabloidów, ale na liście nie ma żartów primaaprilisowych. Po kliknięciu na linki możecie przeczytać oryginalne artykuły. Jadowity pająk ukąsił mężczyznę w penisa w tojtoju Kookaburra uzależniona od parówek jest za gruba, aby latać Nastolatek pogryziony przez rekina pojechał na rowerze do domu i zrobił sobie śniadanie Uczeń nakrył koalę próbującą ukraść rodzinny samochód Zdziczała świnia ukradła piwo, upiła się i wdała się w bójkę z krową Mężczyzna ukąszony przez śmiertelnie jadowitego węża: „Skoro mam umrzeć, wypiję sobie jeszcze piwko” Bójka na parkingu: ksiądz odgryzł ucho drugiemu księdzu Mężczyzna stracił pracę, ponieważ mocował się z rekinem będąc na zwolnieniu lekarskim A dla nieangielskojęzycznych: Artykuły po polsku Naćpane kangury niszczą uprawy na Tasmanii Krokodyl wyciągnął turystę z namiotu Australijscy […]

The post Takie rzeczy tylko w Australii – lista najdziwniejszych nagłówków appeared first on przedeptane.

]]>
Z Australii napływa tyle łotdefakowych newsów, że nie nadążamy z tłumaczeniem. Postanowiliśmy więc przynajmniej kolekcjonować najbardziej zwariowane nagłówki.

Niektóre tytuły pochodzą z tabloidów, ale na liście nie ma żartów primaaprilisowych. Po kliknięciu na linki możecie przeczytać oryginalne artykuły.

Jadowity pająk ukąsił mężczyznę w penisa w tojtoju

Kookaburra uzależniona od parówek jest za gruba, aby latać

Nastolatek pogryziony przez rekina pojechał na rowerze do domu i zrobił sobie śniadanie

Uczeń nakrył koalę próbującą ukraść rodzinny samochód

Zdziczała świnia ukradła piwo, upiła się i wdała się w bójkę z krową

Mężczyzna ukąszony przez śmiertelnie jadowitego węża: „Skoro mam umrzeć, wypiję sobie jeszcze piwko”

Bójka na parkingu: ksiądz odgryzł ucho drugiemu księdzu

Mężczyzna stracił pracę, ponieważ mocował się z rekinem będąc na zwolnieniu lekarskim

A dla nieangielskojęzycznych:

Artykuły po polsku

Naćpane kangury niszczą uprawy na Tasmanii

Krokodyl wyciągnął turystę z namiotu

Australijscy dżihadyści chcieli użyć wybuchowych kangurów

Kto nie czytał, nie uwierzy.

 

 

The post Takie rzeczy tylko w Australii – lista najdziwniejszych nagłówków appeared first on przedeptane.

]]>
/2016/australijskie-naglowki/feed/ 12
Jeszcze tu, wkrótce tam. Notka z linii Cieszyn – Sydney. /2016/cieszyn-sydney/ /2016/cieszyn-sydney/#comments Mon, 04 Jul 2016 06:22:44 +0000 /?p=2181 Stało się. Kupiliśmy bilety, podpisaliśmy stertę dokumentów, za kilka tygodni lecimy po raz trzeci na nasz ulubiony koniec świata. Na długo? Oj, na długo. Ten pomysł kiełkował w nas już od ładnych kilku lat, jednak dopiero niedawno wszystkie te rozważne i ostrożne „dlaczego?” przyćmiło jedno stanowcze „dlaczego nie?”. Już tak długo bujamy się w tych Antypodach, pora zmienić związek na odległość w bardziej intymną znajomość. Nigdy nie będzie lepszej okazji, więc byłoby grzechem ją zmarnować – nie chcielibyśmy do końca życia żałować tego, że w kluczowym momencie zatrzęśliśmy gaciami. No dobrze. Co teraz? Teraz całkowity demontaż. Mamy niecałe dwa miesiące na sprzedanie przysłowiowej lodówki (i pieca, i książek, i auta, i mieszkania, słodki Jezu z czekolady!), do końca sierpnia musimy zmieścić cały nasz dotychczasowy żywot w dwóch plecakach. Po wylocie z Pragi czeka nas dziesięciodniowy pit-stop na Sri Lance, a następnie skok przez Kuala […]

The post Jeszcze tu, wkrótce tam. Notka z linii Cieszyn – Sydney. appeared first on przedeptane.

]]>
Stało się. Kupiliśmy bilety, podpisaliśmy stertę dokumentów, za kilka tygodni lecimy po raz trzeci na nasz ulubiony koniec świata. Na długo? Oj, na długo.

Ten pomysł kiełkował w nas już od ładnych kilku lat, jednak dopiero niedawno wszystkie te rozważne i ostrożne „dlaczego?” przyćmiło jedno stanowcze „dlaczego nie?”. Już tak długo bujamy się w tych Antypodach, pora zmienić związek na odległość w bardziej intymną znajomość. Nigdy nie będzie lepszej okazji, więc byłoby grzechem ją zmarnować – nie chcielibyśmy do końca życia żałować tego, że w kluczowym momencie zatrzęśliśmy gaciami.

No dobrze. Co teraz?

Teraz całkowity demontaż. Mamy niecałe dwa miesiące na sprzedanie przysłowiowej lodówki (i pieca, i książek, i auta, i mieszkania, słodki Jezu z czekolady!), do końca sierpnia musimy zmieścić cały nasz dotychczasowy żywot w dwóch plecakach. Po wylocie z Pragi czeka nas dziesięciodniowy pit-stop na Sri Lance, a następnie skok przez Kuala Lumpur do koali. Piętnastego lądujemy w Sydney, gdzie dzięki przychylności znajomych upolowaliśmy już kawałek kąta z łóżkiem, prysznicem i possumem na pobliskim drzewie.

Paszporty zostały rzucone – po ponad 10 latach opuszczamy Cieszyn, w którym straszyliśmy już od czasów studenckich. Na jakiś czas wymieniamy słodką Olzę na słone wody Zatoki Botanicznej, Wieżę Piastowską na gmach Opery, brzozy na eukaliptusy. Sercu będzie ciężko, ale płuca odetchną. Pa, miasto, zadzwoń czasem.

Dlaczego Sydney?

To pytanie z kategorii „Dlaczego lubisz pomidorową?”. Po prostu tak nam wyrosło, nic na to nie poradzimy. Każde australijskie miasto oczarowało nas w inny sposób: Melbourne – swoją europejską nonszalancją, Perth – gorącym, słonecznym uśmiechem, Cairns – duszną egzotyką. Jednak tylko w Sydney już w trakcie wysiadania z autobusu stwierdziliśmy unisono, że „tutaj by się dało”. A więc i w tym wypadku spychamy rozsądek na boczny tor. Praktycznie w każdym innym mieście byłoby łatwiej, taniej, spokojniej, ale to właśnie tutaj chcemy zacząć i sprawdzić, czy faktycznie się da.

Resztę pozostawiamy słodkiej improwizacji, wstępny plan najazdu na Kangurlandię przedstawia się tak, że planu nie ma. W połowie września Zosia zaczyna szkołę i oboje szukamy pracy w Sydney, wspólna wiza ma ważność osiem miesięcy – a potem? Czort wie. Sami czekamy na kolejne zwroty akcji z mieszanką obaw i podekscytowania, ale przecież na tym polega urok wychodzenia poza strefę komfortu.

Wyprawa, Grzegorz Rosiński

Co z blogiem?

Cóż, mamy nadzieję – ba, pewność! – że na tym naszym skoku w nieznane skorzystacie i Wy, dusze po drugiej stronie monitorów. No bo umówmy się – kto z wypiekami na twarzy rozczytuje się w blogach o spłacaniu hipoteki i rozsądnej stopie zwrotu? Najchętniej słuchamy przecież opowieści o wyzwaniach, o zwariowanych, ryzykownych decyzjach. A tych ci u nas dostatek. Bez względu na to, czy Przedeptane wypełni się opisami sukcesów czy porażek, na pewno nie będzie nudno. Już teraz możemy Wam obiecać więcej Antypodów, więcej zwierzaków, więcej osobistych momentów.

A więc trzymajcie czapki i kalesony, zaczynamy transmisję. Kierunek – Australia.

Do wyjazdu postaramy się wrzucić na bloga dotychczas nieopublikowane zdjęcia i relacje, w międzyczasie zapraszamy do lektury wpisów z naszej poprzedniej wyprawy: byliśmy w najwyższym lesie świata, na Tasmanii w końcu spotkaliśmy dziobaka i kolczatkę, a w Zachodniej Australii – najbardziej fotogeniczne zwierzę świata. Przejechaliśmy po Great Ocean Road, w Melbourne zachwycił nas streetart i… seks pingwinów. W międzyczasie publikujemy ciekawostki przyrodnicze (świecąca rzeka na Tasmanii, kangury na haju, walka rekina z krokodylem…), zapraszamy też do naszej pęczniejącej kolekcji australijskich kuriozów oraz serii Kino na Antypodach.

Rysunek: „Wyprawa”, Rosiński/Van Hamme

The post Jeszcze tu, wkrótce tam. Notka z linii Cieszyn – Sydney. appeared first on przedeptane.

]]>
/2016/cieszyn-sydney/feed/ 65
Zwierzęta w turystyce. Lista nieetycznych atrakcji. /2016/zwierzeta-turystyka/ /2016/zwierzeta-turystyka/#comments Mon, 20 Jun 2016 07:03:46 +0000 /?p=2026 … czyli kilkanaście miejsc z całego świata, w których można stracić wiarę w człowieka. Zamknięcie niechlubnie znanej Świątyni Tygrysów w Tajlandii ponownie otworzyło temat wykorzystania zwierząt w przemyśle turystycznym. Ponieważ tematyka ekologii, praw zwierząt i etycznego podróżowania zawsze była nam bliska, postanowiliśmy zapytać znajomych globtroterów, czy zdarzyło im się otrzeć o podobne atrakcje. Dzisiaj więc wpis ostrzegawczy. Dokąd nie jechać? Czego nie oglądać? Cywety produkujące Kopi Luwak „Kopi luwak, słynna „gówniana kawa”, to w Indonezji (i w Wietnamie czy na Filipinach) biznes pełen oszustw – ziarna kawy, zamiast przechodzić przez układ trawienny zwierząt, bywają poddawane sztucznym enzymom, aby wywołać podobny efekt, mielona kawa mieszana jest z prażoną kukurydzą lub mączką ryżową… Ale takie „drobne” oszustwa przynajmniej nie szkodzą zwierzętom, najgorsze, że miejscowi wyczuwając kasę zaczęli zakładać farmy, na których zwierzęta w klatkach karmione są wyłącznie kawą, […]

The post Zwierzęta w turystyce. Lista nieetycznych atrakcji. appeared first on przedeptane.

]]>
… czyli kilkanaście miejsc z całego świata, w których można stracić wiarę w człowieka.

Zamknięcie niechlubnie znanej Świątyni Tygrysów w Tajlandii ponownie otworzyło temat wykorzystania zwierząt w przemyśle turystycznym. Ponieważ tematyka ekologii, praw zwierząt i etycznego podróżowania zawsze była nam bliska, postanowiliśmy zapytać znajomych globtroterów, czy zdarzyło im się otrzeć o podobne atrakcje.

Dzisiaj więc wpis ostrzegawczy. Dokąd nie jechać? Czego nie oglądać?

Cywety produkujące Kopi Luwak

cyweta, kopi luwak

„Kopi luwak, słynna „gówniana kawa”, to w Indonezji (i w Wietnamie czy na Filipinach) biznes pełen oszustw – ziarna kawy, zamiast przechodzić przez układ trawienny zwierząt, bywają poddawane sztucznym enzymom, aby wywołać podobny efekt, mielona kawa mieszana jest z prażoną kukurydzą lub mączką ryżową… Ale takie „drobne” oszustwa przynajmniej nie szkodzą zwierzętom, najgorsze, że miejscowi wyczuwając kasę zaczęli zakładać farmy, na których zwierzęta w klatkach karmione są wyłącznie kawą, aby “produkowały” jej więcej. Tej prawdziwej kopi luwak od zwierząt na wolności zbiera się raptem kilkaset kg rocznie, a znaczy to, że 99% kawy, którą kupujemy w miejscach, do których zaprowadzi nas przewodnik na Jawie, Bali czy Sumatrze (i zapewnia, że żadna cyweta podczas jej produkcji nie została skrzywdzona), to podróbki. Czasem do opakowania kawy dołączony jest nawet certyfikat potwierdzający jej autentyczność, ale jako, że w Indonezji nie istnieje żadna instytucja to regulująca, w Photoshopie może go sobie zrobić każdy.”

Tekst: Emilia z bloga Emiwdrodze.pl / Zdjęcie: Wikimedia Commons

Delfiny na Bali

delfiny na Bali

Mały, ciasny basen, woda wydaje się czysta, ale już z daleka dociera do nas zapach chloru. Jesteśmy w północnej części Bali, w Melka Dolphin Hotel,w Lovinie. Delfinów w hotelu jest 5, z czego dwa prawie już ślepe, od chloru znajdującego się w wodzie. Hotel szczyci się, że uratował delfiny z dawnego cyrku na Jawie, gdzie były przetrzymywane w znacznie gorszych warunkach. Czy tutaj mają lepiej? Podobno mają lekarza, i tylko tyle. Hotel zarabia $125 od osoby, za możliwość popływania z delfinami. Można je do woli głaskać, całować, łapać za płetwę i dać się ciągnąć dookoła basenu, który ma rozmiar 10 na 20 metrów. Delfiny na zawołanie skaczą, pozują do zdjęć, wykonują różne akrobacje.

Ludzie reagują rożnie, niektórzy są nerwowi, co udziela się zwierzętom , inni pakują łapy gdzie popadnie, po ciele zwierzęcia, nawet w oczy, by sprawdzić jak działają. Delfiny w naturze pływają około 170 km dziennie. Tutaj nie mają na to szans – te piękne, inteligentne zwierzęta są trzymane całe dnie w śmierdzącej wodzie basenu na uciechę gawiedzi. Miejsca jak to będą istniały tak długo, dopóki turyści będą płacić pieniądze za takie atrakcje. Czyż nie piękniej byłoby zobaczyć te cudowne stworzenia na żywo, w oceanach?

Tekst i zdjęcie: Dee z bloga Nie zawsze poprawne zapiski Dee

Konie w Zakopanem

konie Tatry

Morskie Oko – największe jezioro w Tatrach, do którego cały rok ściągają rzesze turystów spragnionych wysokogórskich wrażeń. Niestety wiele z nich nie przyjeżdża tutaj obcować z górskim światem, ale zrobić selfie, wypić piwo i pokrzyczeć do telefonu „Ej, stary zgadnij k…wa skąd do Ciebie dzwonię?”. Dla nich powstają pseudoregionalne atrakcje, dla nich tworzą się kilometrowe kolejki do kas na Kasprowy Wierch i dla nich konie z Morskiego Oka ciągną przeładowane wozy.

Do szału doprowadzają mnie komentarze, że górale to rzeźnicy, że męczą konie, że wyciągają pieniądze z turystów. A kto, jak nie turyści, jest odpowiedzialny za taki stan rzeczy? Kto zapłaci każdą cenę za to, żeby się nie zmęczyć? Fiakrzy w Morskim Oku nie wożą przecież w wozach powietrza, ale zdrowych i pełnosprawnych ludzi, którym nie chce się ruszyć tyłka i pomaszerować o własnych siłach pod górę. To my, turyści, napędzamy tę machinę, bo oczekujemy tych atrakcji i dajemy na nie pieniądze. Popyt generuje podaż i zawsze znajdzie się ktoś, kogo nie obchodzi świadome i etyczne podróżowanie. Byle zgadzał się hajs i ilość zdjęć w smartfonie.

Tekst i zdjęcie: Magda z bloga W 10 inspiracji dookoła świata

Kozy w Maroku

kozy w Maroku zwierzęta

Przed wyjazdem do Maroka sporo słyszałam o „kozach na drzewach”. Nie kręciło mnie to. Kozice na drzewach widziałam już w parku narodowym w Izraelu. Swobodnie skakały po gałązkach i zajadały liście. To naturalna zdolność, która pozwala zwierzakom na przetrwanie w pustynnych warunkach, gdzie na ziemi zieleni niewiele.

Jakie było moje zdziwienie, jak zobaczyłam skąd marokańscy turyści mają zdjęcia kóz. Zatrzymaliśmy się busem jadącym z Marrakeszu do As-Sawiry. Wokół drogi rosło wiele drzew, a kozy stały nerwowo na jednym z nich patrząc na swoich strażników, którzy stali zaraz przy drzewie. Co i rusz jakaś próbowała uciec i była łapana przez pilnujących, po czym na drabinie wkładana z powrotem. Biedaczki czekały na godzinę, gdy turyści już się rozjadą, a te spokojnie będą mogły jeść trawę tam, gdzie mają ochotę. Jak tylko się pojawiłam jeden z Marokańczyków wręczył mi małe koźlątko w ramiona.

Po oddaniu zaczął się awanturować, że nie chcę mu zapłacić za możliwość potrzymania maleństwa. Krew mnie zalała.

Tekst i zdjęcie: Agnieszka z bloga Zależna w podróży

Kurczaki w Wenezueli

kurczaki Wenezuela

Gdy włóczyliśmy się po jednej z wenezuelskich ulic, naszą uwagę przykuł jeden z wielu, rozłożonych przy głównym placu miasta, stragan. Zresztą nie tylko naszą, bo otaczało go sporo ludzi. Okazało się, że sprzedawca handlował na nim… farbowanymi kurczakami! Cena tych kolorowych wynosiła około 5 zł, podczas, gdy „zwykłe” kurczaki chodziły za po 2zł. Straganiarz zapytany dlaczego je farbuje, powiedział, że takie cieszą się dużo większą popularnością, szczególnie wśród małych dzieci, które rzeczywiście tłumnie otoczyły stragan i z piskami radości tuliły i głaskały umęczone pisklaki.

Zastanawialiśmy się co stanie się z ptakami za kilka tygodni, gdy już znudzą się maluchom albo, co gorsza, stracą kolorowe piórka, więc słodkie pisklęta wraz z tym jak będą rosły stracą sporo na uroku i mogą stać się problemem. W końcu trzymanie w domu kury czy koguta to nie taka łatwa sprawa. Odpowiedź okazała się być prosta: większość z nich pewnie nie dotrwa do tego czasu, a te którym jakimś cudem się się uda… cóż, zawsze można przecież dać kotu.

Tekst i zdjęcie: Kasia Adamczyk-Tomiak z bloga Vanillaisland.pl

Lamy w Peru

lamy, Ameryka Południowa, Peru

Lamy w środowisku naturalnym. Rzecz jasna nie mamy zdjęcia z lamą w przebraniu, bo nie przykładamy do tego ręki. Jadąc do Peru, każdy chce mieć zdjęcie z lamą. Albo chociaż zdjęcie lamy. W rzeczywistości zrobienie sobie zdjęcia z lamą jest dość trudne, bo kiedy pójdzie się w góry, gdzie lamy się pasą, to te uciekają przed człowiekiem, co jest zupełnie zrozumiałe. Peruwiańczycy jednak wymyślili sposób, żeby wyjść naprzeciw oczekiwaniom turystów, a przy okazji zarobić. Za kilka soli można sobie zrobić zdjęcie z kolorową ubraną lamą, alpaką lub nawet z cielakiem lamy… Te biedne zwierzęta chodzą ze swoimi kolorowo ubranymi właścicielkami po ulicach Cusco lub Arequipy, żeby turyści mogli sobie z nimi robić zdjęcia. Nie trzeba chyba dodawać, że miejsce lam jest na pastwiskach, gdzie mogą sobie przygryzać trawę, a nie na ulicach miast poubierane do tego w idiotyczne, kolorowe stroje…

Tekst i zdjęcie: K. Wudniak / TropiMy Przygody

Lwy w RPA

lwy, turystyka, zwierzęta

Wolontariat ze zwierzętami w egzotycznym miejscu świata to marzenie wielu ludzi, a jego najbardziej ekstremalną formułą potrafią być ośrodki, w których opieką można otoczyć duże koty. Urocze zdjęcia wolontariuszy z lwami czy gepardami podsycają wyobraźnię, przez co liczba chętnych z roku na rok rośnie, a wraz z nimi przyrastają miejsca które oferują coś, co wydawać się może przygodą życia. Niestety faktyczna pomoc dla zwierząt zamieniła się w prężną gałąź biznesu – obecnie większość miejsc, w których za skromną „opłatą” kilku tysięcy złotych miesięcznie można opiekować się kotowatymi to miejsca, które koty rozmnażają i trzymają w niewoli tylko w celu zarabiania na tzw „woloturystach”. Koty w takich miejscach, po dorośnięciu często kończą jako trofea dla myśliwych z zachodu i w samym RPA w takich miejscach przebywa więcej lwów niż na wolności. Każdemu zainteresowanemu wolontariatem w Afryce przy kotowatych powinna zapalić się czerwona lampka gdy strona www reklamuje jakiekolwiek interakcje ludzi np. z lwami – bez odpowiedniego prześwietlenia takiego miejsca można skończyć jako trybik w brudnym biznesie opartym na krzywdzie zwierząt.

Tekst: Maciej Bielak / Animalus.eu

Zdjęcie: Wikimedia Commons (CC BY-SA 1.0)

Małpy w Indiach

małpy Indie zwierzęta

Popularnym w Indiach rodzajem „rozrywki” prezentowanej turystom i Hindusom jest pokaz tresury małp. Zwierzę uczone jest kilku trików, takich jak witanie się z przechodniem, taniec, akrobacja i kilka innych. W zamian za pokaz widzowie zostawiają kilkadziesiąt rupii trenerowi.

Małpy są zwierzętami bardzo inteligentnymi i wytresowanie ich do takiego posłuszeństwa może odbywać się tylko poprzez znęcanie się. Zwierzę jest bite i głodzone,, by spełniało polecenia właściciela. Wyrywa im się zęby, aby uniemożliwić im gryzienie w samoobronie. Co zaskakujące, taki proceder już od dawna zakazany jest przez indyjskie prawo, jednak jego egzekwowanie jest żałośnie słabe. Większość małp trenowanych do pokazów łapana jest w dżungli i odbierana rodzicom w młodym wieku.

Rada: nigdy nie bierz udziału w takich pokazach. Nie zgadzaj się, gdy ktoś proponuje taki pokaz dla Ciebie i znajomych. Nie dawaj też pieniędzy treserom.

Tekst i zdjęcie: Łukasz z bloga www.lukaszsupergan.com

Orangutany na Sumatrze

orangutan, Indonezja, wikimedia

Orangutany są krytycznie zagrożonym gatunkiem małp człekokształtnych, które obecnie można spotkać w lasach deszczowych jedynie na Sumatrze i Borneo. Poza wycinaniem lasów pod plantacje palmy oleistej, swego czasu gatunkowi zagrażało odławianie młodych osobników przez człowieka. Gdy dorastały, okazywały się zbyt niebezpieczne i dzikie, by być domowym pupilem. Trafiały do Ośrodka Rehabilitacji przy Parku Narodowym Gunung Leuser, gdzie starano się je przywrócić naturze. Dziś orangutany zamieszkują dżunglę w okolicach Bukit Lawang, a w porze, kiedy owoców jest niewiele, są dokarmiane przez pracowników parku.

Najgorszym procederem jest jednak oferowanie trekingów z możliwością zobaczenia orangutana (pewność 100%, opłata za wycieczki pobierana w euro). Miejscowi wprost nazywają to biznesem, a turyści wracający z wycieczek chwalą się kadrami niczym z National Geographic. Jak to możliwe? Okazuje się, że wśród „przewodników” powszechny jest proceder dokarmiania orangutanów, na TripAdvisor pojawiają się informacje, że przewodnicy wręcz zachęcają turystów do dotykania zwierząt. Ponadto w obozowiskach często zostawiane jest jedzenie, by zwabić do nich też makaki i gibony. Tak właśnie wygląda „przywracanie orangutanów naturze” w Bukit Lawang.

Tekst: Agnieszka Muzińska / Zdjęcie: Wikimedia Commons

Osły i wielbłądy

osły

Osły i wielbłądy są w turystyce wykorzystywane głównie jako środek transportu. Popularną atrakcją są przejażdżki na wielbłądach a osłom przykleja się naklejkę TAXI i obwozi turystów po mieście (np. Mijas Pueblo) lub wwozi pod górę (np. Lindos na Rodos). W Turcji widziałam, jak eksploatowane za dnia wielbłądy, były wieczorem „parkowane” w lesie, przywiązane krótkim sznurkiem do drzewa, w czasie wczesnojesiennych burz, a miejscowe dzieci rzucały w nie kamieniami. W Maroku odmówiłam udziału w wielbłądzim safari – zwierzęta były brudne, wychudzone i wyglądały na bardzo zmęczone. W jednym z parków w Polsce widziałam samotnego osła (a one lubią towarzystwo!), zamkniętego na malutkim terenie, biegającego obłąkańczo dookoła ogrodzenia. Osły są zwierzętami silnymi i wytrzymałymi, jednak warto zastanowić się nad tym, jak są traktowane i w jakich warunkach przebywają. Zwierzęta to nie zabawki!

Tekst i zdjęcie: Agnieszka z bloga Całe życie w podróży

Rafy koralowe

rafa koralowa, nurkowanie, Cairns

Kurs nurkowania zrobiłam w Australii, gdzie każdy instruktor wielokrotnie powtarza, żeby niczego pod wodą nie dotykać. Dla naszego bezpieczeństwa i dla dobra rafy. Wiadomo, niepotrzebne dotykanie, zrywanie, łamanie czy deptanie rafy może ją zabić. Tak byłam nauczona i tego przestrzegam. Inaczej było w Ameryce, na Hawajach, gdzie miałam okazję nurkować. Dive master miał specjalną pałkę, którą wsadzał w każdą dziurę i dotykał każdej możliwej rośliny. Inni amerykańscy turyści – śladem przewodnika – robili to samo. Nagle przewodnik urwał kawałek rafy i zaczął ją kruszyć jako pokarm dla ryb. Ryby od razu okrążyły nurków i instruktor zaczął robić nam zdjęcia. Na koniec powiedział, że to taka atrakcja dla turystów. No tak, ale czy trzeba niszczyć rafę, żeby zadowolić turystów? Widziałam ogromne ławice ryb i dwa ogromne żółwie bez zbędnego niszczenia podwodnego świata.

Tekst: Karolina z bloga Moja Australia / Zdjęcie: Przedeptane

Rekiny wielorybie na Filipinach

rekin wielorybi, łukasz kędzierski

Kto nie chciałby zobaczyć rekinów wielorybich w ich naturalnym środowisku? Móc podziwiać olbrzymie ryby pływając obok nich na wyciągnięcie ręki to niesamowite przeżycie i bardzo chciałem to zrobić. Cisza, spokój, niczym nie zmącona woda a w niej ja, który obserwuje przepiękne olbrzymy. Przynajmniej tyle w teorii.

Niestety rzeczywistość potrafi brutalnie rozczarować. Okazało się, że w Oslob, czyli najpopularniejszym miejscu na Filipinach, gdzie można podziwiać rekiny wielorybie, wygląda to zdecydowanie inaczej. Dużo łodzi, dużo turystów, nie ma ciszy i spokoju i w tyle głowy pojawiają się wątpliwości dotyczące naturalności tego miejsca, jak działalność turystyczna wpływa na rekiny i ich naturalne zachowania. Pomimo, że nie wolno karmić ryb, miejscowi przewodnicy cały czas je dokarmiają. Co tu się dzieje? Warto przeczytać mój tekst, aby dowiedzieć się więcej szczegółów i wyrobić sobie własne zdanie, aby podjąć decyzję w oparciu o wiedzę. Tyle i aż tyle.

Tekst i zdjęcie: Łukasz Kędzierski. Cały tekst o rekinach znajduje się na blogu www.lkedzierski.com

Salamandry olbrzymie w Chinach

salamandra olbrzymia, chiny

Po raz pierwszy natknęliśmy się na nie podczas naszej wizyty w Zhangjiajie National Park w Chinach. Szczerze mówiąc, wcześniej nie wiedzieliśmy nawet, że taki gatunek istnieje. Okazało się, że obecnie żyją trzy gatunki takiej salamandry, z czego dwa w Azji (w Chinach i Japonii) i jeden w Ameryce Północnej. Azjatyckie salamandry są zagrożone wyginięciem i znajdują się pod ochroną, ale w Chinach i tak poławia się je dla mięsa. We wspomnianym parku kilka salamandr znajdowało się w małym akwarium i oczywiście nie miały możliwości się poruszać. Czekały na śmierć, a na półkach obok leżały już porcje ich mięsa przygotowane dla turystów. Kilka dni później widzieliśmy je ponownie na terenie często odwiedzanej przez turystów jaskini. Znajdowały się w małych i płytkich studniach, gdzie nie mogły się nawet obrócić wokół własnej osi, a poza tym narażone były na bezpośredni kontakt z turystami.

Tekst: Gosia i Kasper z bloga wysrodkowani.blog.pl / Zdjęcie: Wikimedia Commons

Słonie na Sri Lance

słonie, Sri Lanka, Azja

„Atrakcją” w wielu krajach Azji, w tym na Sri Lance, są sierocińce słoni i przejażdżki na nich. Niestety, słonie nie są zwierzętami udomowionymi, można je tylko oswoić, czyli zmusić torturami (np. głodzenie, przypalanie ogniem…) do przebywania z ludźmi i słuchania ich. Im młodszy słonik, tym łatwiej będzie go złamać i nauczyć pracować dla człowieka, np. dla turystów. Najgorsze są przejażdżki w specjalnych klatkach (houdach) na grzbiecie zwierzęcia, ponieważ uszkadzają one jego żebra i organy wewnętrzne skazując tym samym na szybszą śmierć.

Problem polega też na tym, że słonie, które zostały uratowane z niewoli nie mogą trafić na wolność – nauczone pracy dla ludzi od małego nie będą wiedziały jak tam przeżyć, więc trafiają do specjalnych fundacji i sierocińców. Jednak utrzymanie słonia sporo kosztuje, więc tam także musi on na siebie zarobić…

Wybierając się do sierocińca albo fundacji sprawdźmy jakie warunki oferują one zwierzętom – czy np. nie trzymają ich w ciasnych boksach. Nie jeździjmy również na słoniach wiedząc, ile musiały te zwierzęta wycierpieć, żebyśmy czerpali „radość” z przejażdżki. Najlepiej oglądać słonie w ich naturalnym środowisku, np. podczas safari, co wszystkim gorąco polecam!

Tekst i zdjęcie: Hanna Sobczuk z bloga Plecak i walizka

Wpis o słoniach na Sri Lance: blog Plecak i walizka

Wpis o słoniach w Birmie: blog JedźBawSię

Wpis o słoniach w Kambodży: blog Okiem Maleny

Tygrysy w Tajlandii

tygrysy Tajlandia

Usłyszałam, że w obecnej sytuacji związanej z zamknięciem Tiger Temple w Kanchanburi, nie powinnam przyznawać, że byłam w tej tajskiej świątyni tygrysów. Ale przecież nie będę udawać. Byłam.
10 lat temu pojechałam w pierwszą daleką podróż i chciałam zobaczyć tygrysy – pijar to miejsce miało wtedy dobry: mnisi, zajmujący się osieroconymi tygrysami, a finansowe wsparcie zwiedzających utrzymuje ośrodek. Pamiętam poczucie, że to niesamowite siedzieć blisko żywego tygrysa i jednoczesny smutek, że jestem przy uwięzionym zwierzęciu. Znalazłam teraz raport z kontroli, która odbyła się parę miesięcy po mojej wizycie – nie stwierdzono żadnych nieprawidłowości.
Co myślę teraz, kiedy wyszła na jaw afera z nieludzkim traktowaniem tygrysów? Zdobyte doświadczenia sprawiły, że odpowiedzialne podróżowanie stało się dla mnie ważne, jednak dopiero prawdziwe afrykańskie safari i zobaczenie zwierząt w naturalnym środowisku, na dużych przestrzeniach sprawiło, że żadne sanktuarium ze zwierzętami nigdy już nie będzie dla mnie atrakcją. Nawet zoo jest teraz smutnym miejscem.

Tekst i zdjęcie: Monika z bloga Amused Observer

Węże i kameleony w Marakeszu

kameleony maroko marakesz przedeptane

Plac Jemaa el-Fnaa, perła Marakeszu, obfituje w kolory, dźwięki, zapachy i… wątpliwe etycznie atrakcje. W bocznych uliczkach można kupić nie tylko ubrania i świecidełka, ale też żywe jeże uszate, kameleony, a nawet ptaki drapieżne, przy czym zwierzęta trzymane są w paskudnych warunkach. Co zdechnie, to zdechnie – martwe osobniki od razu zastępowane są nowymi. Z kolei na głównym placu pchają się do zdjęć „treserzy” małp i węży, którzy często bez pytania zarzucają turystom zwierzaka na szyję i od razu domagają się zapłaty. Zestresowane małpy spędzają całe życie na przemian w ciasnej klatce i na postronku, większość węży pokrytych jest ranami, mają połamane ogony i wyrwane zęby jadowe.

Jeżeli kiedykolwiek zobaczycie odważnego poskramiacza gadów, to pamiętajcie – w tych atrakcjach zawsze zagrożone jest zwierzę, a nie jego właściciel. Nawet najlepsze zdjęcie nie jest warte kaca moralnego po powrocie.

Tekst i zdjęcie: my Przedeptani. Cały wpis o Maroku znajdziecie tutaj.

Żółwie na Sri Lance

żółwie, Sri Lanka

Jedną z atrakcji podczas pobytu na południu Sri Lanki jest odwiedzenie wylęgarni żółwi i wypuszczenie małych żółwików do oceanu. Najpierw pokazano nam kopczyki piasku z powtykanymi tabliczkami, w których rzekomo znajdowały się jaja żółwi. Jaja do wylęgarni znoszą okoliczni rybacy i dostają za to zapłatę, co powoduje, że tym chętniej je wykopują zamiast zostawić je tam gdzie zostawiają je żółwice. Żółwie w wylęgarni znajdują się w małych betonowych basenach, malutkie żółwiki są wciskane turystom do rąk i do zrobienia zdjęć, a do oceanu można je wypuścić za dodatkową opłatą. Na każdym kroku przypominano nam, żebyśmy wpłacili darowiznę na rozwój tego miejsca, pomimo bardzo drogiego biletu wstępu. Wszystko było prowizoryczne i mało wiarygodne. Nie wiemy, czy wszystkie wylęgarnie takie są, ale ta wyglądała na maszynkę do zarabiania na turystach. Lepiej trzymać się od takich miejsc z daleka.

Tekst i zdjęcie: Przemek i Magda z bloga www.tropimy.com

***

Oczywiście to zaledwie przysłowiowy czubek góry lodowej. Moglibyśmy przecież wspomnieć także o korridzie lub gonitwach z bykami w Hiszpanii, o walkach kogutów na Filipinach, o breloczkach z żywymi żółwiami. Moglibyśmy napisać o cyrkach, które – miejmy nadzieję – wkrótce staną się wstydliwym wspomnieniem.

Każdy z nas może pomóc – nagłaśniając poszczególne atrakcje lub po prostu odmawiając uczestnictwa. Podróżujmy z głową.

P.S.

Jeżeli masz w zanadrzu podobną historię, napisz do nas – chętnie dołączymy ją do tego wpisu.

The post Zwierzęta w turystyce. Lista nieetycznych atrakcji. appeared first on przedeptane.

]]>
/2016/zwierzeta-turystyka/feed/ 60
10 najdziwniejszych faktów o australijskich skazańcach /2016/fakty-ciekawostki-australia-skazancy/ /2016/fakty-ciekawostki-australia-skazancy/#comments Sun, 05 Jun 2016 18:05:47 +0000 /?p=1916 Temat skazańców do dzisiaj wywołuje w Australii spore kontrowersje. Oto kilka ciekawostek ze świata rumu, kajdanów i gołych tyłków. Na początku XIX wieku żegluga z Anglii do Australii trwała nawet 8 miesięcy, w trakcie podróży umierał 1 na 10 skazańców. Od 1787 do 1867 roku do Australii wywieziono około 160 tysięcy skazańców na 806 statkach, 28 tysięcy osób zostało skazanych na dożywotnie wygnanie. Wśród skazańców było 603 Johnów Smithów. Kobiety tworzyły 20 procent populacji, średnia wieku skazańców wynosiła 26 lat, dużą grupę stanowili młodociani przestępcy w wieku 9-18 lat. Najczęstszymi powodami zsyłki były (w podanej kolejności): kradzieże, przywłaszczenie mienia, napady, kradzieże owiec, napady na podróżnych, kradzieże kieszonkowe, włamania, kradzieże koni. Ponieważ karą za poważne przestępstwa był stryczek, do Australii zsyłano często za mniejsze wykroczenia – kradzież chleba lub bielizny. Mordercy tworzyli tylko 1,4% populacji. Są też do dyspozycji statystyki dotyczące […]

The post 10 najdziwniejszych faktów o australijskich skazańcach appeared first on przedeptane.

]]>
Temat skazańców do dzisiaj wywołuje w Australii spore kontrowersje. Oto kilka ciekawostek ze świata rumu, kajdanów i gołych tyłków.

  • Na początku XIX wieku żegluga z Anglii do Australii trwała nawet 8 miesięcy, w trakcie podróży umierał 1 na 10 skazańców.
  • Od 1787 do 1867 roku do Australii wywieziono około 160 tysięcy skazańców na 806 statkach, 28 tysięcy osób zostało skazanych na dożywotnie wygnanie.
  • Wśród skazańców było 603 Johnów Smithów.
  • Kobiety tworzyły 20 procent populacji, średnia wieku skazańców wynosiła 26 lat, dużą grupę stanowili młodociani przestępcy w wieku 9-18 lat.
  • Najczęstszymi powodami zsyłki były (w podanej kolejności): kradzieże, przywłaszczenie mienia, napady, kradzieże owiec, napady na podróżnych, kradzieże kieszonkowe, włamania, kradzieże koni. Ponieważ karą za poważne przestępstwa był stryczek, do Australii zsyłano często za mniejsze wykroczenia – kradzież chleba lub bielizny. Mordercy tworzyli tylko 1,4% populacji.
  • Są też do dyspozycji statystyki dotyczące zawodów skazanych Anglików. Najczęściej byli to robotnicy, szewcy, farmerzy, służący, żołnierze, pokojówki itp.
  • Ocenia się, że społeczność pierwszych australijskich osadników i skazańców odznaczała się statystycznie najwyższym spożyciem alkoholu na głowę w całej historii ludzkości. Niektórzy lingwiści twierdzą, że ten fakt był jednym z kluczowych elementów kształtujących dzisiejszy australijski angielski (czyli dosłownie powstał z pijackiego bełkotu).
  • W pierwszych dniach osadnictwa główną walutą był rum…
  • … a pierwszymi policjantami byli najlepiej zachowujący się skazańcy.
  • Z badań genealogicznych wynika, że skazańcy są przodkami 22% obecnych mieszkańców Australii.
  • Skazańcy nie mieli dokąd uciec, co wcale nie znaczy, że nie próbowali. Jedna grupa ukradła łódkę i wyruszyła w stronę Chin – wrócili w kilka dni później po tym, co część wyprawy zatłukli Aborygeni.
  • Jeden z osadników w Zachodniej Australii, Moondyne Joe, tyle razy uciekał z więzienia, że gubernator zbudował dla niego osobną celę i obiecał, że jeżeli znowu uda mu się uciec, zostanie ostatecznie ułaskawiony. Moondyne Joe uciekł, a gdy go złapano, gubernator dotrzymał słowa i puścił go wolno. Joe do końca życia nie popełnił żadnego przestępstwa.
  • W ramach protestu w 1838 roku grupa 300 skazanych kobiet wypięła gołe tyłki na gubernatora Tasmanii.

źródła: Convict Records, Convict Creations

The post 10 najdziwniejszych faktów o australijskich skazańcach appeared first on przedeptane.

]]>
/2016/fakty-ciekawostki-australia-skazancy/feed/ 14
Jakie zwierzęta czyhają na Ciebie w australijskiej toalecie? /2016/zwierzeta-w-australijskich-toaletach/ /2016/zwierzeta-w-australijskich-toaletach/#comments Mon, 30 May 2016 06:45:56 +0000 /?p=2007 Media żyją teraz newsem o mężczyźnie z Tajlandii, którego ugryzł w przyrodzenie wąż ukryty w sedesie. Australijczycy nie chcieli zostać w tyle, przypominają więc o własnym zestawie toaletowej fauny. Oto krótka lista. Jeżeli niepokoi Cię wizja gadów w pomieszczeniach sanitarnych, to uspokajamy – wcale nie pełzną tam po to, by podgryzać ludziom narządy płciowe. Najczęściej idą w ślad za potencjalnym obiadem, czyli szczurami. Już lepiej? Ratatouille w porcelanie Najbardziej prawdopodobne jest właśnie spotkanie ze szczurem. I wcale nie trzeba wcale jechać aż do Australii. Jak opowiada mieszkanka zachodniego Londynu: „O czwartej nad ranem obudziło mnie pluskanie. Pobiegłam do łazienki i wpadłam na szczura, który bezskutecznie starał się wydostać z sedesu. Opuściłam klapę i spuściłam wodę, zwierzak zniknął. Wróciłam do łóżka, jednak po godzinie obudził mnie identyczny hałas. Szczur wrócił, rano znalazłam je także pod zlewem i słyszałam chrobotanie […]

The post Jakie zwierzęta czyhają na Ciebie w australijskiej toalecie? appeared first on przedeptane.

]]>
Media żyją teraz newsem o mężczyźnie z Tajlandii, którego ugryzł w przyrodzenie wąż ukryty w sedesie. Australijczycy nie chcieli zostać w tyle, przypominają więc o własnym zestawie toaletowej fauny. Oto krótka lista.

Jeżeli niepokoi Cię wizja gadów w pomieszczeniach sanitarnych, to uspokajamy – wcale nie pełzną tam po to, by podgryzać ludziom narządy płciowe. Najczęściej idą w ślad za potencjalnym obiadem, czyli szczurami. Już lepiej?

Ratatouille w porcelanie

Najbardziej prawdopodobne jest właśnie spotkanie ze szczurem. I wcale nie trzeba wcale jechać aż do Australii. Jak opowiada mieszkanka zachodniego Londynu: „O czwartej nad ranem obudziło mnie pluskanie. Pobiegłam do łazienki i wpadłam na szczura, który bezskutecznie starał się wydostać z sedesu. Opuściłam klapę i spuściłam wodę, zwierzak zniknął. Wróciłam do łóżka, jednak po godzinie obudził mnie identyczny hałas. Szczur wrócił, rano znalazłam je także pod zlewem i słyszałam chrobotanie w ścianie.”

Jak możecie zobaczyć na poniższym filmiku National Geographic, szczury są wytrzymałymi pływakami i świetnymi nurkami, a dzięki elastycznej klatce piersiowej potrafią się przecisnąć nawet przez bardzo małe otwory. Przepłynięcie z kanału do sedesu nie przedstawia dla nich większego wyzwania, co chyba zauważyły też niektóre australijskie węże.

Wunsz!

Tu już mówimy z autopsji, ponieważ osobiście wyciągaliśmy kilka węży z australijskich domów. We wszystkich dużych miastach działają licencjonowani „wyłapywacze” dzikich zwierząt, a my mieliśmy okazję pomagać przez jeden dzień Davidovi, który usuwa węże z budynków w Cairns na tropikalnej północy kontynentu. W ciągu zaledwie kilku godzin wspólnie z Davidem wyciągnęliśmy ze strychów i piwnic kilka węży, przy czym największy pyton zamieszkiwał właśnie toaletę małego bungalowu na przedmieściach (patrz pierwsze zdjęcie).

Na szczęście nie taki pyton straszny. Największe okazy – czyli te od pięciu metrów w górę – nie przepchną się przez rury, a nawet na otwartej przestrzeni same nie atakują ludzi. Po prostu nie byłyby w stanie nas połknąć, a więc szkoda im czasu i energii na takie przedsięwzięcie. Mogą jednak boleśnie ugryźć, a więc przed wizytą w ustronnym miejscu zdecydowanie polecamy sprawdzać, czy biały tron na pewno jest pusty.

Zresztą węże to jeszcze nie wszystko.

WC kum kum

Do stosunkowo miłych gości należą tropikalne żabki. Znajomi pracujący w parkach narodowych w Queenslandzie i Terytorium Północnym mówili, że w niektórych muszlach na stałe zadomowiły się soczystozielone rzekotki, w tropikalnych obszarach często można spotkać też gekony. W tej sytuacji wszyscy są zadowoleni, ponieważ dobrze ulokowana żaba lub jaszczurka potrafi powstrzymać mniej pożądanych intruzów sanitariatu. Na przykład pająki.

W publicznych łazienkach Parku Narodowego Kakadu (Terytorium Północne) naliczyliśmy kiedyś osiem gniazd tzw. „redbacków”, czyli australijskich kuzynów czarnej wdowy, których łatwo rozpoznać po czerwonym znaku na odwłoku. Redbacki lubią mieszkać w pobliżu ludzkich domostw, są jadowite jak diabli i polują na wszystko, co się rusza – insekty, jaszczurki, a nawet małe węże i myszy. Gorszy od nich jest tylko ptasznik australijski, występujący też pod nazwą „atraks”, „podkopnik” lub „najbardziej agresywny i jadowity pająk świata”. Mieszkańcy Sydney znają go jednak jako sąsiada z ogródka.

View post on imgur.com

Jak można przeczytać na stronie Muzeum Australijskiego, ptaszniki nie potrafią pływać, ale dzięki włoskom na odnóżach utrzymują się długo na powierzchni, a po zatonięciu mogą przeżyć pod wodą nawet do 30 godzin. Jak mówi Geoff Jacobs, kolejny wyłapywacz dzikiej zwierzyny: „Czasem spadają do sedesu i nie mogą się wydostać, czasem podróżują w rurach. Mogą podróżować w obie strony, wiele pająków tak robi.”

Jakie są szanse na spotkanie?

Szczerze? Dla mieszkańców Australii znikome, a dla turysty – praktycznie zerowe. Trzeba mieć naprawdę dużego pecha, aby wyjść z latryny z pytonem wgryzionym w pytona (patrz lista dziwnych australijskich zwrotów).

Do większości incydentów dochodzi na dalekiej północy, a nawet tam jesteście całkowicie bezpieczni zarówno w mieście (dzięki wspomnianym panom wyłapywaczom), jak i w buszu (bo busz jest duży, a wunsz woli sobie powisieć na gałęzi, niż wąchać w śpiworze czyjeś skarpetki). Bardziej prawdopodobne, że spotkacie na przykład taką pałankę, jak na poniższym filmie:

A więc spokojna głowa, nie musicie wyrzucać biletów do Australii. Jeżeli jednak nie rozwialiśmy wszystkich wątpliwości, to podręczny miotacz ognia można kupić tutaj.

źródło: BBC, Australian Museum

The post Jakie zwierzęta czyhają na Ciebie w australijskiej toalecie? appeared first on przedeptane.

]]>
/2016/zwierzeta-w-australijskich-toaletach/feed/ 52