Menu

Wielkanoc w Australii. Bilby wielkouch kontra zajączek.

Od ponad 150 lat trwa walka między europejskimi królikami a australijskim wielkouchem. Czy bitwa na czekoladowym froncie ostatecznie rozstrzygnie sprawę?

Króliki były sprowadzane do Australii już od samego początku angielskiej kolonizacji, jednak prawdziwa epidemia rozpoczęła się w 1858 roku, kiedy to w stanie Victoria wypuszczono na wolność 24 pary. Ku powszechnemu zaskoczeniu króliki rozmnażały się jak króliki i w latach 20. XX wieku na terenie Australii żyło ich już około 10 miliardów.

króliki Australia

Plaga królików. Zdjęcie: Wikimedia Commons

Europejska inwazja

Granica króliczego imperium przesuwała się o 130 kilometrów rocznie – naoczni świadkowie mówią, że czasami masa ciał pokrywała cały krajobraz jak rozległy, futrzasty ocean. Gdy nie pomagały ogrodzenia, odstrzał ani trucie, słynny Louis Pasteur zaproponował użycie broni biologicznej. Pomysł był trafem w dziesiątkę – od tego czasu nowo wprowadzone choroby kilka razy dziesiątkowały populację królików.

Niestety dla wielu rodzimych gatunków było już za późno. Roślinożercy padali z głodu, a zwierzęta żyjące w norach traciły schronienie. Jednym z takich poszkodowanych był właśnie wielkouch, czyli bilby.

Macrotis lagotis Wielkouch króliczy bilby

Rycina przedstawiająca wielkoucha, rok 1863. Zdjęcie: CC wikimedia commons

Od milionera prawie do zera

Pierwotnie istniały dwa gatunki tych pustynnych torbaczy. Jeden – wielkouch mniejszy – niestety nie wytrzymał presji i w połowie XX wieku mu się wymarło. Przetrwał jego krewny, wielkouch króliczy, który jednak do dzisiaj figuruje na liście zagrożonych gatunków. Z wielomilionowego pogłowia przeżyło zaledwie 1500 osobników.

Nic więc dziwnego, że wielu Australijczykom coraz mniej podobał się symbol królika wielkanocnego (który u Anglosasów zastępuje naszego zajączka). Przecież symbolem życia i odrodzenia nie może być europejski najeźdźca i szkodnik pustoszący lokalną przyrodę – trzeba było znaleźć godnego, australijskiego następcę. Problem pomogła rozwiązać dziewięcioletnia dziewczynka.

Mała Rose-Marie Dusting napisała w 1968 roku krótką historyjkę o wielkanocnym bilby, a w 11 lat później wydała ją w postaci książki. Wielkouch zaczął podbijać serca Australijczyków, a temat szybko podchwyciły organizacje ekologiczne. I tak oto narodził się bilby wielkanocny.

Bilby wielkouch - Wielkanoc w Australii

zdjęcie: Howard Hughes © Australian Museum

Nowy symbol Wielkanocy

Wielkouch zaczął wypierać europejskiego rywala z programów telewizyjnych, książek i kartek świątecznych, przejął też dystrybucję czekoladowych jajek. Zyski ze sprzedaży często zasilają konta organizacji zwalczających króliki lub budujących dla rodzimej fauny bezpieczne, ogrodzone strefy, w których udało się wytępić europejskie drapieżniki – koty i lisy. Bilby wygrywa dzięki czekoladzie.

Jeżeli więc znajdziesz się kiedyś do Australii w okolicach Wielkanocy, to nie zdziw się, gdy zobaczysz w sklepie dziwne, zającopodobne figurki. Kupuj i wcinaj. Pójdzie w tyłek, ale też na ratunek pewnego niezwykle interesującego zwierza.

czekoladowy bilby wielkouch

zdjęcie: Haigh’s Chocolates, źródło dla tekstu: NPR, zdjęcie w nagłówku: AAP/Wild Life

Ciekawe? Rzuć okiem na nasz wpis o australijskim Bożym Narodzeniu – tam to dopiero jest egzotyka! Jeżeli interesuje Cię fauna z Antypodów, to zapraszamy też do tekstu o najciekawszych australijskich ptakach.

10 komentarzy

  • Mariusz Stachowiak
    23/03/2016 at 12:45

    Ta opcja mi się podoba, aby jeść na ratunek, ale spokojnie po świętach znowu dieta :) A tak poważnie, to plaga okrutna z nimi. Tak właśnie bywa, ktoś chciał dobrze…

    Reply
    • Przedeptane
      25/03/2016 at 08:26

      Australijczycy niestety zaliczyli kilka takich wpadek. Zdarzało się nawet, że próbując wybić jeden gatunek inwazyjny sprowadzali drugi, który znowu się rozmnożył i dodatkowo pogorszył sprawę :) Dobrze, że pomysł z króliczymi chorobami nie miał podobnych skutków ubocznych…

      Reply
  • Ewa | Daleko niedaleko
    23/03/2016 at 15:58

    Ja przepraszam, ale ten czekoladowy bilby wygląda trochę jak z horroru :D Co nie zmienia faktu, że niestety to kolejny przykład, jak działanie człowieka może mieć czasem negatywne konsekwencje dla całego środowiska. No i uśmiałam się przy zdaniu o rozmnażaniu królików :) Wesołego jajka!

    Reply
  • Justyna Karolina
    23/03/2016 at 21:34

    Każdy powód do zjedzenia czekolady jest dobry. A jak przy okazji wspieramy szczytne cele, to już naprawdę nie wypada wykręcać się troską o linię^^ Pocieszny ten bilby, chociaż zgadzam się z przedmówczynią, że w wersji wielkanocnej wygląda nieco strasznie :)

    Reply
    • Przedeptane
      25/03/2016 at 08:24

      Może to celowo – jak ostaną się figurki po Wielkanocy, to można wykorzystać w Halloween ;)

      Reply
  • Karolina
    25/03/2016 at 05:44

    ‚króliki rozmnażały się jak króliki’ – uwielbiam to zdanie. Jescze ani razu nie widziałam czegoś takiego w sklepie, a od kilku lat mieszkam w Australii. Może takie ‚wrednie wyglądające’ zające można kupić tylko w wybranych sklepach?

    Reply
    • Przedeptane
      25/03/2016 at 08:22

      Może mieliśmy farta, widzieliśmy czekoladowego bilby’ego u znajomych :) Nie udało nam się dotrzeć do konkretnych danych – firma Haigh’s chwali się tylko, że Bilby jest od dłuższego czasu najlepiej sprzedającym się produktem wielkanocnym, a od momentu rozpoczęcia akcji w 1993 roku sprzedaż nieustannie rośnie i bezpośrednio sfinansowała już kilka skutecznych programów reintrodukcji wielkouchów. http://www.afr.com/news/killing-the-easter-bunny-hasnt-hurt-haighs-20140416-ix4a7 Ale pewnie masz rację, to stosunkowo mała firma (1% udziału na krajowym rynku) – duże, zagraniczne koncerny niezbyt garną się do tej akcji.

      Reply
  • Asia
    25/03/2016 at 09:17

    A mi ten „australijski króliczek” bardzo się podoba, może ciut mniej w wersji czekoladowej, ale chętnie ugościłabym takiego w domu. Taka myszka zmiksowana z nietoperzem i odrobiną naszego królika.

    Reply
  • rosik93
    27/03/2016 at 18:47

    Śmieszne te zwierzątka, jednak wole nasze zajączki ;)

    Reply
  • […] Reszta świąt już nam oszczędziła wzruszeń, a niedziela powitała nas obfitością ulubionych australijskich wielkanocnych wypieków – hot cross buns, bułeczek drożdżowych z bakaliami, pieczoną baraniną i grillowanymi warzywami, czyli że kompletnie bez kulinarnego polotu, dokładnie, jak na Australię przystało 😉. O tym, gdzie i kiedy się właśnie znajdujemy przypominały tylko czekoladowe wielkouchy, rodzime torbacze o uszach zamaszystych, które dawno już z lokalnych wielkanocnych tradycji wyparły tak bardzo znienawidzone przez Australijczyków króliki[1]. Po więcej informacji z frontu wielkouch contra królik zajrzyjcie tutaj. […]

    Reply

Dodaj komentarz