Ciekawostki przyrodnicze Archives - przedeptane /category/ciekawostki-przyrodnicze/ Jedzoki w świat Wed, 06 May 2020 00:21:11 +0000 pl-PL hourly 1 https://wordpress.org/?v=6.2.9 Nie każdy kangur jest kangurem /2020/nie-kazdy-kangur-jest-kangurem/ /2020/nie-kazdy-kangur-jest-kangurem/#respond Tue, 04 Feb 2020 10:04:06 +0000 /?p=3309 … czyli krótki przegląd australijskiej fauny kicającej. Był taki brodaty dowcip: „Czym się różni krokodyl?” (odpowiedź: „Jest dłuższy niż zielony.” Badum tss). Okazuje się, że w przypadku kangurów podobne pytanie wcale nie jest tak głupie, ponieważ pod tą potoczną nazwą kryje się cała skala zwierząt z podrzędu kangurokształtnych. O ile Australijczycy całkiem dobrze je rozróżniają, Europejczykom wychodzi to już nieco gorzej, postanowiliśmy więc przynieść też nad Wisłę oświaty kaganiec i wyjaśnić, jaka jest różnica między poszczególnymi rodzajami tych zwierząt. Cały podrząd kangurokształtnych dzieli się na trzy rodziny: kangurowate, kanguroszczurowate i torebnikowate. I tu zaczynają się schody, ponieważ te trzy rodziny dzielą się na wiele podrodzin i rodzajów zwierząt zamieszkujących nie tylko kontynentalną Australię, ale też Tasmanię, a nawet Nową Gwineę (na Nowej Zelandii występują wyłącznie jako gatunki inwazyjne sprowadzone przez ludzi). Dla ułatwienia orientacji stworzyliśmy […]

The post Nie każdy kangur jest kangurem appeared first on przedeptane.

]]>
… czyli krótki przegląd australijskiej fauny kicającej.

Był taki brodaty dowcip: „Czym się różni krokodyl?” (odpowiedź: „Jest dłuższy niż zielony.” Badum tss). Okazuje się, że w przypadku kangurów podobne pytanie wcale nie jest tak głupie, ponieważ pod tą potoczną nazwą kryje się cała skala zwierząt z podrzędu kangurokształtnych. O ile Australijczycy całkiem dobrze je rozróżniają, Europejczykom wychodzi to już nieco gorzej, postanowiliśmy więc przynieść też nad Wisłę oświaty kaganiec i wyjaśnić, jaka jest różnica między poszczególnymi rodzajami tych zwierząt.

Cały podrząd kangurokształtnych dzieli się na trzy rodziny: kangurowate, kanguroszczurowate i torebnikowate. I tu zaczynają się schody, ponieważ te trzy rodziny dzielą się na wiele podrodzin i rodzajów zwierząt zamieszkujących nie tylko kontynentalną Australię, ale też Tasmanię, a nawet Nową Gwineę (na Nowej Zelandii występują wyłącznie jako gatunki inwazyjne sprowadzone przez ludzi).

Dla ułatwienia orientacji stworzyliśmy poniższą tabelkę całego podrzędu:

kangur, walabia, quokka, zwierzęta, torbacze

Troszku to skomplikowane, prawda? Już wyjaśniamy.

Kangurowate

Jak widzicie, pierwsza, największa rodzina (czyli kangurowate) dzieli się na podrodzinę kangurów i filanderków, a podrodzina kangurów dzieli się z kolei na dziesięć kolejnych rodzajów. Jednym z nich są właśnie prawdziwe kangury – i tylko je Australijczycy nazywają „kangaroos” czy „roos”.

Wyróżniają się one smukłą, muskularną budową i krótszą sierścią, a w odróżnieniu od mniejszych kuzynów preferują otwarte przestrzenie. Do tej rodziny należą największe żyjące torbacze – kangury rude mogą mieć aż 2 metry od nosa do czubka ogona. Od mniejszych torbaczy różnią się też szybkością poruszania się oraz zdolnością do wykonywania ogromnych skoków.

Podręcznikowy kangur wygląda o tak:

kangur, torbacz, Australia

Kangury zamieszkują praktycznie całą Australię i to właśnie one najczęściej występują na australijskich logotypach, ilustracjach i pocztówkach. W rzeczywistości niełatwo je spotkać w pobliżu dużych miast (my natknęliśmy się na nie tylko w jednym z miejskich parków w Perth) – o wiele liczniejsze są na rzadziej zamieszkanych terenach, najczęściej na obszarach uprawy bydła, gdzie korzystają z wybudowanych wodopojów.

Ich bliskimi krewnymi są walabie. Dzięki swoim niewielkim rozmiarom lepiej sobie radzą w pobliżu ludzkich siedzib, wiele razy spotykaliśmy je podczas spacerów po buszu na obrzeżach Sydney, Cairns czy Hobart. Australijczycy nazywają walabiami także kolejne dwa rodzaje kangurokształtnych – skalniaki i pazurogony. Walabie generalnie preferują bardziej zarośnięte tereny, poruszają się wolniej i mniejszymi skokami. Wszystkie różnią się też od „prawdziwych” kangurów drobniejszą budową i gęstszym futrem, które ułatwia im przeżycie także w chłodnych klimatach. Ta kombinacja cech – kompaktowe rozmiary, odporność na zimno i prosta dieta – sprawia, że całkiem dobrze powodzi się im także w Europie, gdzie walabie uciekające z ZOO lub prywatnych hodowli stworzyły już kilka dziko żyjących populacji. A jak wygląda walabia? Poniżej przykładowy okaz z przychówkiem.

walabia torbacz Australia

Swoistą miniaturką kangura jest pademelon, drobny torbacz hojnie występujący zwłaszcza na Tasmanii, ale spotykany też w Nowej Południowej Walii, w Queensland i na Nowej Gwinei. Pademelony to niepozorne zwierzęta, które – podobnie jak walabie – nie stronią zbytnio od ludzi i zwłaszcza w okolicach świtu lub zmierzchu lubią myszkować w pobliżu ich siedzib. Podczas podróży po Tasmanii praktycznie na każdym campingu czy polu namiotowym mieliśmy lokalnego, przydziałowego pademelona lub walabię.

Generalnie pademelony są jeszcze mniejsze i bardziej krępe od walabii, mają krótsze ogony i uszy, przez co ich pyszczki nabierają nieco gryzoniowatego charakteru. Patrz poniższe zdjęcie przedstawiające tasmańskiego pademelona.

pademelon torbacz Tasmania Australia

W dużym uproszczeniu można więc powiedzieć, że dla Australijczyka duże kangurowate zwierzę to kangur, a małe – walabia lub pademelon.

Bardzo ciekawym rodzajem są mało znane drzewiaki, czyli kangury nadrzewne (tree kangaroos). Występują one wyłącznie w lasach deszczowych północnego Queensland i Nowej Gwinei. Niestety w ostatnim czasie bardzo źle znoszą zmiany klimatyczne, o czym pisaliśmy w poniższym tekście na Facebooku:

Jednym z symboli Zachodniej Australii są z kolei quokki. Te malutkie torbacze występowały dawniej na całym zachodnim wybrzeżu, jednak stopniowo zostały wyparte przez ludzi (i ich koty), także obecnie spotkać je można tylko na kilku wyspach w okolicach Perth, a przede wszystkim na przepięknej Rottnest Island, gdzie osiągnęły status turystycznych celebrytów.

 

View this post on Instagram

 

A post shared by Przedeptane (@przedeptane) on

Pozostałymi rodzajami należącymi do tej rodziny są tzw. kangury zajęcokształtne, czyli filandry oraz kangurniki i kangurowce występujące wyłącznie na Nowej Gwinei. Osobną podrodziną są filanderki.

Kanguroszczurowate

Jeżeli jeszcze nie zrobiło Wam się słabo od całej tej systematyki, to jedziemy dalej.

Przedstawiciele rodziny kanguroszczurowatych nadal przypominają walabie czy bettongi, jednak są od nich jeszcze mniejsze – osiągają maksymalnie rozmiary zająca, częściej jednak są niewiele większe od szczura. Te niegdyś liczne zwierzęta pełniły ważną rolę w wielu australijskich ekosystemach, jednak w XIX i XX wieku zostały praktycznie całkowicie wytępione na australijskim kontynencie – ich niewielkie, zagrożone populacje przeżywają na wyspach. Należą tutaj potoroo (kanguroszczury) oraz bettongi (kanguroszczurniki, na zdjęciu poniżej).

bettong kanguroszczurnik

Torebnikowate

Jedynym żyjącym przedstawicielem trzeciej i ostatniej rodziny kangurokształtnych jest torebnik piżmowy (musky rat-kangaroo), drobny torbacz zamieszkujący lasy deszczowe północnego Queensland.

Torebnik pizmowy torbacz Queensland

Jak może zauważyliście, torbacze skwapliwie skorzystały z tego, że dzięki kilkudziesięciu milionom lat izolacji do Australii nie dotarły duże ssaki łożyskowe. Kangury i walabie pełnią w lokalnych ekosystemach podobną rolę, jak antylopy w Afryce czy sarny w Europie, podczas gdy pademelony i mniejsze gatunki przypominają swoim zachowaniem i dietą gryzonie lub zajęczaki. Oczywiście kangurokształtne tworzą zaledwie część australijskiej fauny workowatej – pozostałe torbacze opanowały praktycznie wszystkie nisze ekologiczne wypełnione na innych kontynentach przez łożyskowce. Można tu spotkać torbacze żyjące pod ziemią, spędzające całe życie przekopując się przez pustynny piasek lub przelatujące z drzewa na drzewo lotem ślizgowym; w Australii żyją torbacze mrówkożerne, drapieżne, a nawet padlinożerne.

O nich jednak napiszemy innym razem.

zdjęcia: archiwum Przedeptane + WikiCommons (bettong, torebnik)

The post Nie każdy kangur jest kangurem appeared first on przedeptane.

]]>
/2020/nie-kazdy-kangur-jest-kangurem/feed/ 0
Muzeum Historii Naturalnej w Wiedniu /2018/wieden-muzeum-historii-naturalnej/ /2018/wieden-muzeum-historii-naturalnej/#comments Fri, 09 Mar 2018 10:04:57 +0000 /?p=2973 Wchodzi Franciszek Józef do sali, a tam słoń, wieloryb i stado zebr. To nie dowcip, ale sytuacja, jaka mogła się wydarzyć w najstarszym, największym, najlepszym muzeum przyrodniczym w naszej części Europy. Zwiedzanie Muzeum Historii Naturalnej rozpoczęliśmy od drugiego piętra przedstawiającego kolejno wszystkie grupy zwierzęce – od meduz, mięczaków i owadów aż po małpy człekokształtne. I od razu na wstępie poczuliśmy, że będzie grubo. Pomieszczenie wypełniały gabloty z morskimi bezkręgowcami, a ponieważ w XIX wieku trudno było zachować ich miękkie tkanki w nienaruszonym stanie, władze muzeum zlecały wykonywanie kolorowych kopii… ze szkła. Tak, miniaturowy głowonóg na poniższym zdjęciu to koronkowa robota artysty szklarza. Każde kolejne pomieszczenie ukrywało nowe skarby z dalekich lądów lub głębokich oceanów. Poniższy kawał rybska to latimeria – żywa skamieniałość, uważana za wymarłą od 60 milionów lat. Latimeria była trochę wyjątkiem z reguły, ponieważ […]

The post Muzeum Historii Naturalnej w Wiedniu appeared first on przedeptane.

]]>
Wchodzi Franciszek Józef do sali, a tam słoń, wieloryb i stado zebr. To nie dowcip, ale sytuacja, jaka mogła się wydarzyć w najstarszym, największym, najlepszym muzeum przyrodniczym w naszej części Europy.

Zwiedzanie Muzeum Historii Naturalnej rozpoczęliśmy od drugiego piętra przedstawiającego kolejno wszystkie grupy zwierzęce – od meduz, mięczaków i owadów aż po małpy człekokształtne. I od razu na wstępie poczuliśmy, że będzie grubo.

Pomieszczenie wypełniały gabloty z morskimi bezkręgowcami, a ponieważ w XIX wieku trudno było zachować ich miękkie tkanki w nienaruszonym stanie, władze muzeum zlecały wykonywanie kolorowych kopii… ze szkła. Tak, miniaturowy głowonóg na poniższym zdjęciu to koronkowa robota artysty szklarza.

szklana kałamarnica, Muzeum Historii Naturalnej, Wiedeń

Każde kolejne pomieszczenie ukrywało nowe skarby z dalekich lądów lub głębokich oceanów. Poniższy kawał rybska to latimeria – żywa skamieniałość, uważana za wymarłą od 60 milionów lat.

latimeria, Muzeum Historii Naturalnej w Wiedniu

Latimeria była trochę wyjątkiem z reguły, ponieważ motywem przewodnim naszego zwiedzania były spotkania z wymarłymi gatunkami – pojechaliśmy do Wiednia właśnie po to, aby zobaczyć rzadkie okazy zwierząt, które bezpowrotnie zniknęły z powierzchni naszej planety.

Pierwszym z nich był mamutak – madagaskarski struś zwany ptakiem-słoniem, ponieważ dorastał do wysokości 3 metrów i ważył aż pół tony. Ich jaja (zdjęcie po lewej) były do 6 razy większe od jaj współcześnie żyjących strusi (160 jaj kurzych!).

Mamutaki były prawdopodobnie pierwowzorem legendarnego ptaka „rukh” z arabskiej „Księgi tysiąca i jednej nocy” i wyginęły dopiero koło 1000 roku po tym, co na Madagaskarze zaczęli osiedlać się ludzie. Identyczny los spotkał także ptaka dodo (zdjęcie po prawej) z wyspy Mauritius na Oceanie Indyjskim. Ten z kolei wymarł w XVII wieku dzięki połączonym wysiłkom europejskich żeglarzy oraz ich kotów, psów i szczurów.

W końcu dotarliśmy też do naszej ukochanej Oceanii. W wiedeńskim muzeum można podziwiać szkielet nowozelandzkiego ptaka moa, którego pobratymców wybili w XV wieku Maorysi. Kolejne zdjęcia przedstawiają gabloty z gatunkami australijskich papug oraz nowozelandzkich nielotów – kiwi i papug kakapo.

Gwoździem programu był dla nas oczywiście wilk tasmański. Te fascynujące drapieżniki wyginęły dopiero w latach 30. XX wieku, jednak na całym świecie istnieje zaledwie kilkadziesiąt wypchanych okazów, przy czym ten wiedeński należy do najlepiej zachowanych. Mamy porównanie – zwierzak, którego widzieliśmy w muzeum na Tasmanii, przypominał susła uzależnionego od metamamfetaminy.

tygrys tasmański, wilkowór, Muzeum Historii Naturalnej, Wiedeń, Austria

Ale dość tych smutów – podczas zwiedzania trafiały się też różne dziwaczne odkrycia. Na przykład w sali ssaków natknęliśmy się na taką oto mysz przeglądającą się w lustrze.

mysz, taksydermia, muzeum historii naturalnej wiedeń austria

Ponieważ zaś nie władamy językiem Goethego, z pewnym rozbawieniem zauważyliśmy, że niemieckim przyrodnikom podejrzanie dużo fauny kojarzy się ze świniami. Bynajmniej nie poprzestali na śwince morskiej („Meerschweinchen”) i morświnie („Seeschwein”) – po niemiecku jeżozwierz to „Stachelschwein” (kolczasta świnia), diugoń to „Schweinswal” (świnio-waleń), a kapibara to „Wasserschwein” (wodna świnia). W ogóle całe germańskie nazewnictwo zoologiczne jest urocze, co demonstruje następująca infografika.

Po świntuszeniu nadszedł czas na największe okazy w zbiorach wiedeńskiego muzeum – salę ze słoniowatymi i ssakami morskimi.

Muzeum Historii Naturalnej w Wiedniu, Austria

To właśnie tutaj można zrozumieć, dlaczego taksydermia cieszyła się w swoim czasie tak dużą estymą. Rachel Poliquin w swojej książce „The Breathless Zoo” opisała historię i przemiany tej makabrycznej sztuki, której wspięła się na wyżyny popularności właśnie na przełomie XIX i XX wieku. Cytacik:

U schyłku XIX wieku umiejętnie wypchane zwierzęta uznawane były za połączenie wysokiej sztuki i nauki, czyli coś, z czego imperium może być dumne. Dobra taksydermia zależna była od wysokiej jakości skór oraz precyzyjnej wiedzy przyrodniczej, która z kolei oparta była na odkryciach, podróżach, badaniach i podbojach.

 

Galerie wypełnione imponującymi stworami z całego świata stały się więc symbolem pozytywistycznego boomu wiedzy, odkryć i nowych technologii.

Muzeum Historii Naturalnej, Wiedeń, ssaki

Przedstawicielami tego szczytowego okresu są na przykład wiedeńskie dioramy, w których zwierzęta ustawiane są w pieczołowicie odtworzonym wycinku ich naturalnego środowiska. Gablota z zebrami wysypana jest piaskiem i ozdobiona afrykańską roślinnością, na podłodze leżą nawet spreparowane odchody. W kolejnym pomieszczeniu znajduje się wielgachny model europejskiej puszczy – rodzina żubrów stoi wśród buków i dębów, na mchu zastygły sikorki, na pniach i korzeniach można dostrzec dzięcioła, wiewiórkę, czy łasiczkę, spod jednego z konarów wychyla się borsuk.

Muzeum Historii Naturalnej, Wiedeń, zebry

Ale wystarczy już drugiego piętra, schodzimy w dół. Po drodze przebijamy się przez tabun dzieci, które przyszły obejrzeć wystawę czasową poświęconą obecności zwierząt w kulturze, społeczeństwie i sztuce.

Na pierwszym piętrze Muzeum Historii Naturalnej znajdują się pokaźne zbiory mineralogiczne i paleontologiczne. W części poświęconej ewolucji życia na ziemi można podziwiać kopię czaszki ryby pancernej – Dunkleosteusa, największego drapieżnika występującego w morzach późnego dewonu. W innej sali znajduje się z kolei rzadki, kompletny szkielet ogromnego Glyptodona (1 tona masy, proszę państwa). Ten krewniak dzisiejszych pancerników jeszcze 11 tysięcy lat temu żył w Ameryce Południowej, zanim nie pojawili się tam Indianie i nie zrobili z nim porządek.

W ten sposób skompletowaliśmy kolekcję wymarłej megafauny, czyli zwierząt-gigantów, które nie przeżyły kontaktu z ludźmi – w towarzystwie amerykańskiego glyptodona, afrykańskiego mamutaka, azjatyckiego dodo, oceanicznego moa i tygrysa zabrakło jeszcze europejskiego tura czy mamuta. Do obecnie żyjących przedstawicieli megafauny można zaliczyć azjatyckie i afrykańskie słonie czy nosorożce – a i z nimi jest ostatnio raczej krucho.

Jednak nasze zwiedzanie nie skończyło się w mollowym nastroju. W kolejnym pomieszczeniu natknęliśmy się na nieoczekiwaną perełkę, a raczej dar z niebios – meteoryty! Wiele wystawionych okazów pochodzi z terenów Europy (także z Polski), najstarszy spadł bodajże w XV wieku. W gablotach można obejrzeć nie tylko surowe bryły, ale też przekroje, które przyciągają uwagę misternymi strukturami, a czasem nawet tęczowymi kolorami.

W salach z okazami mineralogicznymi można z kolei podziwiać prezenty nadsyłane Franzowi Josefowi z różnych zakątków Austro-Węgier – złoto, srebro i kamienie szlachetne, ale też tonową bryłę soli z Wieliczki. I tu kolejne zwierzakowe intermezzo – w jednej z gablot znajduje się wystawa minerałów, których nazwy pochodzą od zwierząt (kwarcowe tygrysie oko, oczy „kocie” i „wilcze” itp.)

Podsumowanie? Co tu dużo gadać – przez większość czasu czuliśmy się jak dziecko w cukierni. Wiedeńskie Muzeum Historii Naturalnej przypomina wiktoriański wehikuł czasu – to miejscami sentymentalna, miejscami surrealistyczna wycieczka w klimacie książek Juliusza Verne’a, Josepha Conrada, czy Tomkowych serii Alfreda Szklarskiego.

Brawo, Franz. Masz swoje za uszami, ale toto Ci się udało.


Jeżeli wybieracie się do Wiednia, to rzućcie okiem na nasz mini poradnik – co, gdzie, jak w stolicy Austrii :)

The post Muzeum Historii Naturalnej w Wiedniu appeared first on przedeptane.

]]>
/2018/wieden-muzeum-historii-naturalnej/feed/ 1
Australia: Dziko żyjące papugi uczą się angielskiego /2017/papugi-jezyk/ /2017/papugi-jezyk/#respond Fri, 18 Aug 2017 11:35:46 +0000 /?p=2875 Idziesz przez busz, a tu z gałęzi: „Sie ma, turysto!”. Australijska fauna znowu zaskakuje. W wielu częściach Australii łatwiej trafić na papugę niż na kangura. Od kilu lat w Nowej Południowej Walii mnożyły się doniesienia o dziko żyjących ptakach, które skrzeczą w sposób przypominający ludzką mowę, jednak ornitolodzy długo uważali to za kolejną z miejscowych legend. Dopiero niedawno naukowcy potwierdzili, że informacje te są prawdziwe i mają całkiem prozaiczne wyjaśnienie – dzikie papugi uczą się angielskiego od swoich pobratymców, którzy uciekli z niewoli. „Dzwonili do nas ludzie przekonani o tym, że tracą zmysły, albo że ktoś dosypał im czegoś do drinka, ponieważ na ich ganku pojawiły się stada papug przerzucających się angielskimi frazami!” – przyznaje Martyn Robinson, pracownik Australian Museum. W Sydney mieszkają obecnie duże stada papug, które uciekły wcześniej przed suszą z mniej zaludnionych […]

The post Australia: Dziko żyjące papugi uczą się angielskiego appeared first on przedeptane.

]]>
Idziesz przez busz, a tu z gałęzi: „Sie ma, turysto!”. Australijska fauna znowu zaskakuje.

W wielu częściach Australii łatwiej trafić na papugę niż na kangura. Od kilu lat w Nowej Południowej Walii mnożyły się doniesienia o dziko żyjących ptakach, które skrzeczą w sposób przypominający ludzką mowę, jednak ornitolodzy długo uważali to za kolejną z miejscowych legend. Dopiero niedawno naukowcy potwierdzili, że informacje te są prawdziwe i mają całkiem prozaiczne wyjaśnienie – dzikie papugi uczą się angielskiego od swoich pobratymców, którzy uciekli z niewoli.

„Dzwonili do nas ludzie przekonani o tym, że tracą zmysły, albo że ktoś dosypał im czegoś do drinka, ponieważ na ich ganku pojawiły się stada papug przerzucających się angielskimi frazami!” – przyznaje Martyn Robinson, pracownik Australian Museum. W Sydney mieszkają obecnie duże stada papug, które uciekły wcześniej przed suszą z mniej zaludnionych obszarów. Oswojone papugi po wydostaniu się na wolność dołączają do takich zbiorowisk.

W Australii żyje wiele rodzajów ptaków, które potrafią naśladować dźwięki, melodie, a nawet ludzki głos. Lirogon (więcej o nim tutaj) stara się w ten sposób zwabić samice, z kolei dla kakadu bogate „słownictwo” przekłada się na status w hierarchii danego stada. Najbardziej wygadane osobniki osiągają najwyższe pozycje, a więc nie trzeba ich dwa razy namawiać do nauki nowych dźwięków.

„Papugi są bardzo inteligentne i towarzyskie, komunikacja i kontakt odgrywają w ich grupach ważną rolę.” – kontynuuje Robinson – „Stado szybko podchwytuje i stara się naśladować słowa, które usłyszy od papugi wychowanej przez ludzkiego właściciela. Mam tylko nadzieję, że do stad nie dołączą ptaki, które nauczyły się w domu jakichś wulgaryzmów.”

Jeżeli lubisz australijskie papugi, to rzuć okiem na pęczniejącą galerię ich zdjęć.

źródła: Australian Geographic, Daily TelegraphNextNature

The post Australia: Dziko żyjące papugi uczą się angielskiego appeared first on przedeptane.

]]>
/2017/papugi-jezyk/feed/ 0
Północna Australia: Krokodyl wyciągnął turystę z namiotu /2016/krokodyl-wyciagnal-turyste-z-namiotu/ /2016/krokodyl-wyciagnal-turyste-z-namiotu/#comments Tue, 26 Apr 2016 15:43:33 +0000 /?p=1946 Typowy australijski kemping. Gwieździste niebo, szum eukaliptusów i szczęka czterometrowego krokodyla zaciśnięta na kostce. Zębaty budzik Australijskie media żyją wiadomością o 19-letnim turyście, który przeżył bliskie spotkanie z krokodylem podczas noclegu w północnoaustralijskim buszu. Rzecz stała się w pobliżu miasta Katherine, bramy do słynnego parku narodowego Kakadu. Chłopak nocował nad odległym creekiem (australijska nazwa okresowych rzek) w namiocie składającym się właściwie tylko z cienkiej moskitiery, która siłą rzeczy stanowiła słabą ochronę przeciwko kilkumetrowym gadom. Jak powiedział sam poszkodowany: Spałem pod siatką, ale nagle się budzę i czuję, że coś szarpie mnie za nogę. Krokodyl różańcowy starał się zaciągnąć ofiarę do wody, jednak niedoszła kolacja zachowała zimną krew i tak długo uderzała go w paszczę, aż gad zrezygnował i uciekł. Na szczęście obyło się bez większych obrażeń – rodzice odwieźli chłopaka do najbliższego szpitala, gdzie został opatrzony i otrzymał dawkę […]

The post Północna Australia: Krokodyl wyciągnął turystę z namiotu appeared first on przedeptane.

]]>
Typowy australijski kemping. Gwieździste niebo, szum eukaliptusów i szczęka czterometrowego krokodyla zaciśnięta na kostce.

Zębaty budzik

Australijskie media żyją wiadomością o 19-letnim turyście, który przeżył bliskie spotkanie z krokodylem podczas noclegu w północnoaustralijskim buszu. Rzecz stała się w pobliżu miasta Katherine, bramy do słynnego parku narodowego Kakadu. Chłopak nocował nad odległym creekiem (australijska nazwa okresowych rzek) w namiocie składającym się właściwie tylko z cienkiej moskitiery, która siłą rzeczy stanowiła słabą ochronę przeciwko kilkumetrowym gadom. Jak powiedział sam poszkodowany:

Spałem pod siatką, ale nagle się budzę i czuję, że coś szarpie mnie za nogę.

Krokodyl różańcowy starał się zaciągnąć ofiarę do wody, jednak niedoszła kolacja zachowała zimną krew i tak długo uderzała go w paszczę, aż gad zrezygnował i uciekł. Na szczęście obyło się bez większych obrażeń – rodzice odwieźli chłopaka do najbliższego szpitala, gdzie został opatrzony i otrzymał dawkę antybiotyków.

Historia nocnego ataku może być dla wszystkich nauczką, że nie warto ignorować ostrzeżeń zarządców australijskich parków narodowych. Rodzina rozbiła namioty w odległości zaledwie 15 metrów od wody, przy czym zalecany dystans wynosi co najmniej 50 metrów.

Jak wygrać z krokodylem?

Od zakończenia odstrzału krokodyli różańcowych w 1971 wzrosła ilość ataków na ludzi, jednak do większości wypadków dochodzi właśnie w wyniku złamania przepisów – pływaniu lub łowieniu ryb w niedozwolonych miejscach lub w niewłaściwym czasie. W zeszłym roku australijski Departament Parków Narodowych uruchomił specjalną kampanię społeczną skierowaną na szerzenie oświaty nie tylko wśród turystów, ale także miejscowej ludności. Poniższy spot emitowany był po angielsku, kreolsku oraz w kilku aborygeńskich językach.

Oczywiście jak zawsze podkreślamy, że nocowanie pod gołym niebem w Australii wcale nie jest takie niebezpieczne – pod wieloma względami jest nawet mniej ryzykowne niż na przykład nocleg w Tatrach lub Bieszczadach. O tym jednak napiszemy innym razem.

Osoby zainteresowane tymi niebezpiecznymi, ale fascynującymi gadami odsyłamy do naszego starszego wpisu o pojedynku krokodyla różańcowego z rekinem.

źródło: The Week

The post Północna Australia: Krokodyl wyciągnął turystę z namiotu appeared first on przedeptane.

]]>
/2016/krokodyl-wyciagnal-turyste-z-namiotu/feed/ 12
Wielkanoc w Australii. Bilby wielkouch kontra zajączek. /2016/australia-wielkanoc-bilby/ /2016/australia-wielkanoc-bilby/#comments Mon, 21 Mar 2016 06:55:32 +0000 /?p=1844 Od ponad 150 lat trwa walka między europejskimi królikami a australijskim wielkouchem. Czy bitwa na czekoladowym froncie ostatecznie rozstrzygnie sprawę? Króliki były sprowadzane do Australii już od samego początku angielskiej kolonizacji, jednak prawdziwa epidemia rozpoczęła się w 1858 roku, kiedy to w stanie Victoria wypuszczono na wolność 24 pary. Ku powszechnemu zaskoczeniu króliki rozmnażały się jak króliki i w latach 20. XX wieku na terenie Australii żyło ich już około 10 miliardów. Plaga królików. Zdjęcie: Wikimedia Commons Europejska inwazja Granica króliczego imperium przesuwała się o 130 kilometrów rocznie – naoczni świadkowie mówią, że czasami masa ciał pokrywała cały krajobraz jak rozległy, futrzasty ocean. Gdy nie pomagały ogrodzenia, odstrzał ani trucie, słynny Louis Pasteur zaproponował użycie broni biologicznej. Pomysł był trafem w dziesiątkę – od tego czasu nowo wprowadzone choroby kilka razy dziesiątkowały populację królików. Niestety dla wielu rodzimych gatunków było już za późno. Roślinożercy padali z głodu, a zwierzęta żyjące […]

The post Wielkanoc w Australii. Bilby wielkouch kontra zajączek. appeared first on przedeptane.

]]>
Od ponad 150 lat trwa walka między europejskimi królikami a australijskim wielkouchem. Czy bitwa na czekoladowym froncie ostatecznie rozstrzygnie sprawę?

Króliki były sprowadzane do Australii już od samego początku angielskiej kolonizacji, jednak prawdziwa epidemia rozpoczęła się w 1858 roku, kiedy to w stanie Victoria wypuszczono na wolność 24 pary. Ku powszechnemu zaskoczeniu króliki rozmnażały się jak króliki i w latach 20. XX wieku na terenie Australii żyło ich już około 10 miliardów.

króliki Australia

Plaga królików. Zdjęcie: Wikimedia Commons

Europejska inwazja

Granica króliczego imperium przesuwała się o 130 kilometrów rocznie – naoczni świadkowie mówią, że czasami masa ciał pokrywała cały krajobraz jak rozległy, futrzasty ocean. Gdy nie pomagały ogrodzenia, odstrzał ani trucie, słynny Louis Pasteur zaproponował użycie broni biologicznej. Pomysł był trafem w dziesiątkę – od tego czasu nowo wprowadzone choroby kilka razy dziesiątkowały populację królików.

Niestety dla wielu rodzimych gatunków było już za późno. Roślinożercy padali z głodu, a zwierzęta żyjące w norach traciły schronienie. Jednym z takich poszkodowanych był właśnie wielkouch, czyli bilby.

Macrotis lagotis Wielkouch króliczy bilby

Rycina przedstawiająca wielkoucha, rok 1863. Zdjęcie: CC wikimedia commons

Od milionera prawie do zera

Pierwotnie istniały dwa gatunki tych pustynnych torbaczy. Jeden – wielkouch mniejszy – niestety nie wytrzymał presji i w połowie XX wieku mu się wymarło. Przetrwał jego krewny, wielkouch króliczy, który jednak do dzisiaj figuruje na liście zagrożonych gatunków. Z wielomilionowego pogłowia przeżyło zaledwie 1500 osobników.

Nic więc dziwnego, że wielu Australijczykom coraz mniej podobał się symbol królika wielkanocnego (który u Anglosasów zastępuje naszego zajączka). Przecież symbolem życia i odrodzenia nie może być europejski najeźdźca i szkodnik pustoszący lokalną przyrodę – trzeba było znaleźć godnego, australijskiego następcę. Problem pomogła rozwiązać dziewięcioletnia dziewczynka.

Mała Rose-Marie Dusting napisała w 1968 roku krótką historyjkę o wielkanocnym bilby, a w 11 lat później wydała ją w postaci książki. Wielkouch zaczął podbijać serca Australijczyków, a temat szybko podchwyciły organizacje ekologiczne. I tak oto narodził się bilby wielkanocny.

Bilby wielkouch - Wielkanoc w Australii

zdjęcie: Howard Hughes © Australian Museum

Nowy symbol Wielkanocy

Wielkouch zaczął wypierać europejskiego rywala z programów telewizyjnych, książek i kartek świątecznych, przejął też dystrybucję czekoladowych jajek. Zyski ze sprzedaży często zasilają konta organizacji zwalczających króliki lub budujących dla rodzimej fauny bezpieczne, ogrodzone strefy, w których udało się wytępić europejskie drapieżniki – koty i lisy. Bilby wygrywa dzięki czekoladzie.

Jeżeli więc znajdziesz się kiedyś do Australii w okolicach Wielkanocy, to nie zdziw się, gdy zobaczysz w sklepie dziwne, zającopodobne figurki. Kupuj i wcinaj. Pójdzie w tyłek, ale też na ratunek pewnego niezwykle interesującego zwierza.

czekoladowy bilby wielkouch

zdjęcie: Haigh’s Chocolates, źródło dla tekstu: NPR, zdjęcie w nagłówku: AAP/Wild Life

Ciekawe? Rzuć okiem na nasz wpis o australijskim Bożym Narodzeniu – tam to dopiero jest egzotyka! Jeżeli interesuje Cię fauna z Antypodów, to zapraszamy też do tekstu o najciekawszych australijskich ptakach.

The post Wielkanoc w Australii. Bilby wielkouch kontra zajączek. appeared first on przedeptane.

]]>
/2016/australia-wielkanoc-bilby/feed/ 10
Kangur obejmuje umierającą samicę. Żałoba czy ostatni seks? /2016/zdjecia-kangura-obejmujacego-umierajaca-samice-zaloba-czy-seks/ /2016/zdjecia-kangura-obejmujacego-umierajaca-samice-zaloba-czy-seks/#comments Thu, 14 Jan 2016 08:07:07 +0000 /?p=1658 Internet obiegła kolejna wzruszająca historia – zdjęcia kangurzej samicy umierającej w towarzystwie samca i młodego kangurzątka. Ale czy to na pewno żałoba? Pierwsze doniesienia prasowe powtórzyły komentarz autora zdjęć, Evana Switzera ze stanu Queensland. “Widziałem samca podnoszącego samicę. Wyglądało na to, że próbuje ją postawić na nogi i zobaczyć, co jej się stało” – powiedział Switzer dziennikarzom z The Daily Mail. “Nie potrafiła już wstać, więc potrącał ją, stał przy niej… To była wyjątkowa chwila, samiec był w żałobie po utracie swojej partnerki. (…) Samiec odganiał od samicy inne kangury, troszczył się o nią.” Fotograf wspominał także o młodym kangurku, który po raz ostatni chciał dotknąć umierającej mamy. I wszystko byłoby pięknie, gdyby nie przyszli fachowcy i nie popsuli zabawy. Serwer Mashable poprosił o opinię Dra Marka Eldridga z instytutu badawczego przy Australian Museum, który przedstawił trzeźwą interpretację zachowania uchwyconego na zdjęciach. „Samiec ma […]

The post Kangur obejmuje umierającą samicę. Żałoba czy ostatni seks? appeared first on przedeptane.

]]>
Internet obiegła kolejna wzruszająca historia – zdjęcia kangurzej samicy umierającej w towarzystwie samca i młodego kangurzątka. Ale czy to na pewno żałoba?

Pierwsze doniesienia prasowe powtórzyły komentarz autora zdjęć, Evana Switzera ze stanu Queensland.

“Widziałem samca podnoszącego samicę. Wyglądało na to, że próbuje ją postawić na nogi i zobaczyć, co jej się stało” – powiedział Switzer dziennikarzom z The Daily Mail. “Nie potrafiła już wstać, więc potrącał ją, stał przy niej… To była wyjątkowa chwila, samiec był w żałobie po utracie swojej partnerki. (…) Samiec odganiał od samicy inne kangury, troszczył się o nią.” Fotograf wspominał także o młodym kangurku, który po raz ostatni chciał dotknąć umierającej mamy.

I wszystko byłoby pięknie, gdyby nie przyszli fachowcy i nie popsuli zabawy.

Serwer Mashable poprosił o opinię Dra Marka Eldridga z instytutu badawczego przy Australian Museum, który przedstawił trzeźwą interpretację zachowania uchwyconego na zdjęciach.

„Samiec ma bardzo wilgotne przedramiona – kangury liżą je, gdy są przegrzane lub podekscytowane. Wnioskuję, że był podniecony.” – powiedział Eldridge. „Przy bliższej analizie zdjęć można zresztą zauważyć, że samiec ma erekcję. Podejrzewam, że starał się utrzymać samicę w pionie, aby kontynuować zaloty, samce mogą być dosyć agresywne, gdy starają się zmusić samice do godów.”

Oczywiście kangury – jak wszystkie ssaki – nie są bezdusznymi automatami. Po prostu ich grupy rządzą się innymi prawami, a więc powstają też inne relacje niż w skupiskach ludzkich.

„Samice często tworzą wzajemne więzi z innymi samicami, z którymi lubią przebywać i które rozpoznają. Jednak u kangurów olbrzymich (Eastern grey kangaroo) nie występuje społeczna więź między samcem i samicą,” – dodał Eldridge.

Zdjęcie: Evan Switzer, kangur, australijskie zwierzęta

Kangury nie tworzą stałych par. Wprawdzie samce po wypatrzeniu samicy stanowczo przeganiają rywali, ale po kopulacji szybko zaczynają szukać innego celu. W dodatku samce nabuzowane hormonami często atakują i ranią nawet potencjalne partnerki, jeżeli te starają się uniknąć amorów. Inny ekspert, Dr. Derek Spielman, przypuszcza nawet, że to właśnie zbyt gwałtowne zaloty mogły być przyczyną śmierci samicy.

Krótko mówiąc – jakkolwiek cynicznie to brzmi, najbardziej prawdopodobna jest właśnie teoria „ostatniego seksu”.

Badania nad emocjami i inteligencją zwierząt są fascynującym tematem i w ciągu ostatnich lat odkrywamy złożone emocje u coraz to nowych gatunków. Ciekawy zbiór historii zwierząt w żałobie przedstawiła Barbara J. King w książce „How Animals Grieve„. W podobnych przypadkach należy jednak zachować ostrożność, ponieważ nieraz zbyt łatwo ulegamy pokusie antropomorfizacji.

Zawsze należy zwrócić uwagę na to, jak działa społeczność danego gatunku i jakie więzi w niej panują. Zwierzęta żyjące w grupach i tworzące stałe, długoletnie pary tworzą też mocne związki i często boleśnie przeżywają utratę najbliższych – takie zachowania zaobserwowano nie tylko u małp, słoni, ssaków morskich, szczurów, ale też krukowatych, papug czy łabędzi.

W przypadku gatunków o mniej skomplikowanej budowie mózgu lub żyjących samotniczo występowanie takich emocji jest o wiele mniej prawdopodobne, ponieważ takie uczucia są im po prostu… niepotrzebne.

My, ludzie, jesteśmy gatunkiem wybitnie społecznym. Potrzebujemy relacji jak tlenu, żywimy się uczuciami i nie potrafimy bez nich żyć. To jednak nie oznacza, że zwierzęta nie odczuwające całej gamy naszych uczuć są bezduszne albo okrutne. Po prostu mają inną strategię przetrwania – nieraz równie fascynującą jak nasza.

P.S.
Jeżeli chcesz się dowiedzieć więcej o kangurach i ich krewniakach, rzuć okiem na nasz tekst opisujący różnice między kangurem, a na przykład walabią.

Zdjęcia: Ewan Switzer; źródła: The Daily MailMashable

The post Kangur obejmuje umierającą samicę. Żałoba czy ostatni seks? appeared first on przedeptane.

]]>
/2016/zdjecia-kangura-obejmujacego-umierajaca-samice-zaloba-czy-seks/feed/ 5
Migracja krabów na Wyspie Bożego Narodzenia /2015/kraby-migracja-wyspa-bozego-narodzenia/ /2015/kraby-migracja-wyspa-bozego-narodzenia/#comments Mon, 14 Dec 2015 15:13:12 +0000 /?p=1567 Wielkie poruszenie na małej wyspie. Co roku w grudniu miliony krwistoczerwonych krabów wyruszają w podróż swojego życia. Chociaż Wyspa Bożego Narodzenia oficjalnie należy do Australii, trudno na nią dotrzeć z kontynentu. Znajduje się w odległości 2600 kilometrów na zachód i zamieszkuje ją około 1500 osób oraz 120 milionów krabów. Co roku można tutaj obserwować niesamowite widowisko – miliony krabów czują przyrody zew i wyruszają z dżungli w stronę morza, pokrywając jak czerwony dywan nie tylko las, ale też ogrody, chodniki i pola golfowe. Drogę blokują im też drogi i wiele zwierzaków ginie pod kołami samochodów, władze miejscowych parków narodowych współpracują więc z mieszkańcami wyspy, by jak najbardziej ograniczyć te straty. Wzdłuż szos zbudowano ponad 20 kilometrów plastikowych barier, które kierują kraby w stronę przejść pod jezdnią. Barierki zamontowano też w drzwiach miejscowej szkoły, aby kraby nie wchodziły do klas. […]

The post Migracja krabów na Wyspie Bożego Narodzenia appeared first on przedeptane.

]]>
Wielkie poruszenie na małej wyspie. Co roku w grudniu miliony krwistoczerwonych krabów wyruszają w podróż swojego życia.

Chociaż Wyspa Bożego Narodzenia oficjalnie należy do Australii, trudno na nią dotrzeć z kontynentu. Znajduje się w odległości 2600 kilometrów na zachód i zamieszkuje ją około 1500 osób oraz 120 milionów krabów.

Wyspa Bożego Narodzenia

Co roku można tutaj obserwować niesamowite widowisko – miliony krabów czują przyrody zew i wyruszają z dżungli w stronę morza, pokrywając jak czerwony dywan nie tylko las, ale też ogrody, chodniki i pola golfowe. Drogę blokują im też drogi i wiele zwierzaków ginie pod kołami samochodów, władze miejscowych parków narodowych współpracują więc z mieszkańcami wyspy, by jak najbardziej ograniczyć te straty.

Wzdłuż szos zbudowano ponad 20 kilometrów plastikowych barier, które kierują kraby w stronę przejść pod jezdnią. Barierki zamontowano też w drzwiach miejscowej szkoły, aby kraby nie wchodziły do klas.

Wyspa Bożego Narodzenia, kraby

zdjęcie: Kristy Faulkner

Po dotarciu nad ocean kraby oddają się uciechom prokreacji – następnie samce wracają wgłąb lądu, podczas gdy samice zostają w wygrzebanych norkach i pilnują złożonych jaj. Cykl rozwojowy ma wiele etapów i jest ściśle zsynchronizowany z fazami księżyca – w tej galerii zdjęć możecie prześledzić całą sekwencję przemian od szkraba do kraba.

Kolejnym problemem nie tylko dla krabów, ale też dla wielu innych miejscowych, często endemicznych gatunków, są… mrówki. Tzw. crazy ants przedostały się na wyspę w pierwszej połowie XX wieku i dzięki nieobecności naturalnych wrogów zaczęły szybko tworzyć superkolonie. Zwierzęta z Wyspy Bożego Narodzenia nigdy wcześniej nie spotkały takiego przeciwnika, a więc nie posiadają żadnych mechanizmów obronnych. Najbardziej cierpią właśnie kraby, które po ataku szalonych przybyszy zostają oślepione kwasem mrówkowym i najczęściej umierają z głodu i pragnienia.

Yellow crazy ants v beetle (5698996539)

„Crazy ants” są tragicznym przykładem tego, jakie zniszczenia mogą powodować tzw. gatunki inwazyjne. Być może jednak nie jest za późno – na ratunek przybywają australijscy i malezyjscy naukowcy. Mrówki mogą tworzyć superkolonie dzięki bogatemu źródłu pożywienia – czerwcom, małym insektom produkującym słodką wydzielinę – więc ekolodzy zamierzają sprowadzić gatunek małej osy, która zabija czerwce składając w nich jajeczka. Mechanizm akcji ratunkowej możecie zobaczyć na poniższym filmiku.

Wracając jednak do samej przeprawy – mieszkańcy wyspy coraz bardziej dbają o bezpieczną przeprawę słynnych skorupiaków. Od kilku lat na wyspie zainstalowano nie tylko przejścia pod jezdnią, ale też specjalny most. Pomysłowa konstrukcja natychmiast stała się jedną z największych atrakcji turystycznych wyspy.

W Święta 2019 roku jeden z właścicieli miejscowych resortów przedstawił samochód specjalnie zmodyfikowany z myślą o bezpieczeństwie krabów. Każde koło wyposażone jest w mały spychacz, który ochroni skorupiaki przez zmiażdżeniem.

Oprócz tego wielu mieszkańców wyspy nadal biega wzdłuż dróg z miotłami i sprząta z asfaltu niekończący się przypływ czerwonych podróżników. Pamiętajcie o tym na wiosnę, gdy będziecie przeklinać żaby przechodzące przez drogę z jednego  stawu do drugiego. Mogło być o wiele, wiele gorzej.

zdjęcie w nagłówku: Max Orchard, Parks Australia

źródła: ABC.net.auParks Australia, Yahoo Travel

The post Migracja krabów na Wyspie Bożego Narodzenia appeared first on przedeptane.

]]>
/2015/kraby-migracja-wyspa-bozego-narodzenia/feed/ 12
Tajemnica kręgów na tasmańskich polach wyjaśniona! /2015/tajemnica-kregow-na-tasmanskich-polach-wyjasniona/ /2015/tajemnica-kregow-na-tasmanskich-polach-wyjasniona/#comments Wed, 05 Aug 2015 12:41:02 +0000 /?p=1116 Ku wielkiemu rozczarowaniu ufologów komisja badająca tajemnicze zjawisko stwierdziła, że winowajcami są… zwierzęta na haju. Tasmańskich rolników od lat niepokoiły kręgi pojawiające się w miejscowych uprawach maku. Po zbadaniu sprawy udało się odkryć przyczynę – okazało się, że miejscowe walabie (mniejsi krewni kangurów) przychodzą na pola, by żywić się makówkami zawierającymi liczne alkaloidy wykorzystywane do produkcji leków. „Mamy problem z kangurami” – przyznaje Lara Giddings, Prokurator Generalny Tasmanii – „Przychodzą na pola, ćpają i biegają w kółko”. Jeden z farmerów twierdzi, że walabie wracają regularnie: „Przyjdą, zjedzą kilka maków i znikają. Później wracają, zrobią kilka kółek jak konie na wybiegu. Wygląda to tak, jakby wiedziały, kiedy mają dosyć.” Tasmania jest jednym z największych światowych producentów opium przetwarzanego na kodeinę, morfinę i inne leki. Biznes wart 80 milionów dolarów generuje około 50 procent ogólnoświatowej produkcji legalnego opium. Walabie nie są jedynymi australijskimi zwierzętami, które zasmakowały w używkach. W innych […]

The post Tajemnica kręgów na tasmańskich polach wyjaśniona! appeared first on przedeptane.

]]>
Walabia, Południowa Tasmania

Ku wielkiemu rozczarowaniu ufologów komisja badająca tajemnicze zjawisko stwierdziła, że winowajcami są… zwierzęta na haju.
Tasmańskich rolników od lat niepokoiły kręgi pojawiające się w miejscowych uprawach maku. Po zbadaniu sprawy udało się odkryć przyczynę – okazało się, że miejscowe walabie (mniejsi krewni kangurów) przychodzą na pola, by żywić się makówkami zawierającymi liczne alkaloidy wykorzystywane do produkcji leków.

„Mamy problem z kangurami” – przyznaje Lara Giddings, Prokurator Generalny Tasmanii – „Przychodzą na pola, ćpają i biegają w kółko”. Jeden z farmerów twierdzi, że walabie wracają regularnie: „Przyjdą, zjedzą kilka maków i znikają. Później wracają, zrobią kilka kółek jak konie na wybiegu. Wygląda to tak, jakby wiedziały, kiedy mają dosyć.”

Tasmania jest jednym z największych światowych producentów opium przetwarzanego na kodeinę, morfinę i inne leki. Biznes wart 80 milionów dolarów generuje około 50 procent ogólnoświatowej produkcji legalnego opium.

Kakadu, Sydney

Walabie nie są jedynymi australijskimi zwierzętami, które zasmakowały w używkach. W innych częściach Australii uprawy maku są atakowane przez papugi kakadu – w tym wypadku powiedzenie „dać sobie w czuba” nabiera całkowicie nowego znaczenia.

źródło: Reset.me

The post Tajemnica kręgów na tasmańskich polach wyjaśniona! appeared first on przedeptane.

]]>
/2015/tajemnica-kregow-na-tasmanskich-polach-wyjasniona/feed/ 11
Tasmania i rzeka, która świeci /2015/tasmania-swiecaca-rzeka/ /2015/tasmania-swiecaca-rzeka/#comments Wed, 27 May 2015 11:13:10 +0000 /?p=1002 Dlaczego woda w Hobart zaczęła świecić? Wpis z cyklu „Nie, to naprawdę nie jest Photoshop”. W połowie maja 2015 roku mieszkańcy Hobart, głównego miasta Tasmanii, zaczęli zauważać niebieskie światło pojawiające się na brzegach rzeki Derwent River. Podziękowania za to niesamowite widowisko należą się nocoświetlikom, pierwotniakom o zdolności bioluminescencji. Jak wygląda nocoświetlik w dzień? Niepozornie. Co innego w nocy. Ciała nocoświetlików zawierają lucyferynę, czyli tę samą substancję świecącą, którą wykorzystują nasze świetliki. Nocoświetliki aktywują lucefyrynę podczas podrażnienia wywołanego na przykład przez falę lub inne poruszenie wody. I wtedy dzieją się wielkie rzeczy. To świetlne show ma oczywiście swoje ciemne strony – tak naprawdę zjawisko to jest efektem ubocznym tzw. zakwitu, czyli masowego przerostu mikroskopijnych organizmów. Zakwity są problemem także w naszych jeziorach, są niebezpieczne zarówno dla ryb, jak i dla pływaków, umierający nocoświetlik wydziela trujący amoniak. Magia magią, ale wiele plaż w Australii […]

The post Tasmania i rzeka, która świeci appeared first on przedeptane.

]]>
Dlaczego woda w Hobart zaczęła świecić? Wpis z cyklu „Nie, to naprawdę nie jest Photoshop”.

W połowie maja 2015 roku mieszkańcy Hobart, głównego miasta Tasmanii, zaczęli zauważać niebieskie światło pojawiające się na brzegach rzeki Derwent River. Podziękowania za to niesamowite widowisko należą się nocoświetlikom, pierwotniakom o zdolności bioluminescencji.

Jak wygląda nocoświetlik w dzień? Niepozornie.

70f41e27

Co innego w nocy. Ciała nocoświetlików zawierają lucyferynę, czyli tę samą substancję świecącą, którą wykorzystują nasze świetliki. Nocoświetliki aktywują lucefyrynę podczas podrażnienia wywołanego na przykład przez falę lub inne poruszenie wody. I wtedy dzieją się wielkie rzeczy.

Tasmania Hobart świecąca rzeka

To świetlne show ma oczywiście swoje ciemne strony – tak naprawdę zjawisko to jest efektem ubocznym tzw. zakwitu, czyli masowego przerostu mikroskopijnych organizmów. Zakwity są problemem także w naszych jeziorach, są niebezpieczne zarówno dla ryb, jak i dla pływaków, umierający nocoświetlik wydziela trujący amoniak. Magia magią, ale wiele plaż w Australii jest co roku zamykanych nie z powodu rekinów, ale właśnie ze względu na inwazję tych malutkich, świecących stworzeń.

11088813_909431302470278_4257734546714633516_o

No cóż – czy można się na nie złościć, skoro fundują nam tak piękne widoki?

11255814_906834406063301_1241841639980269717_o

Tasmania świecąca rzeka

Tasmania przyroda

Tasmania przyroda

11336932_906834539396621_1681226144851258537_o

Zdjęcia pochodzą ze strony Lena’s Lens Photography. Jeżeli interesuje Cię Tasmania, to zapraszamy do innych wpisów poświęconych tej fascynującej wyspie.

The post Tasmania i rzeka, która świeci appeared first on przedeptane.

]]>
/2015/tasmania-swiecaca-rzeka/feed/ 9
Wdzięczny jak zwierzę. Historia Penguina. /2015/wdzieczny-jak-zwierze/ /2015/wdzieczny-jak-zwierze/#comments Sat, 14 Mar 2015 17:44:07 +0000 /?p=881 O ptaku, któremu pewna rodzina odmieniła życie. I o rodzinie, której odmienił życie pewien ptak. W 2013 roku dziewięcioletni Noah Bloom znalazł w trawie pisklę srokacza, które wypadło z gniazda. Zaniósł je do domu, gdzie znajda otrzymała imię Penguin (pingwin) i cała rodzina – rodzice Cameron i Sam oraz trójka dzieci – przez kilka tygodni opiekowali się sierotą, aż ta w końcu wróciła do zdrowia. Okazało się jednak, że to był dopiero początek przygody rodziny Bloomów z Nowej Południowej Walii. A photo posted by Penguin Bloom (@penguinthemagpie) on Jan 2, 2014 at 7:29pm PST Gdy Penguin w końcu podrósł na tyle, aby się usamodzielnić, został wypuszczony na wolność. Jednak wkrótce okazało się, że on sam wcale nie zamierza zniknąć z życia swoich opiekunów – od tego czasu codziennie odwiedza ich dom, towarzyszy domownikom w trakcie obiadu i poobiedniej sjesty, […]

The post Wdzięczny jak zwierzę. Historia Penguina. appeared first on przedeptane.

]]>
penguin, ptak, Australia

O ptaku, któremu pewna rodzina odmieniła życie. I o rodzinie, której odmienił życie pewien ptak.

W 2013 roku dziewięcioletni Noah Bloom znalazł w trawie pisklę srokacza, które wypadło z gniazda. Zaniósł je do domu, gdzie znajda otrzymała imię Penguin (pingwin) i cała rodzina – rodzice Cameron i Sam oraz trójka dzieci – przez kilka tygodni opiekowali się sierotą, aż ta w końcu wróciła do zdrowia. Okazało się jednak, że to był dopiero początek przygody rodziny Bloomów z Nowej Południowej Walii.

Gdy Penguin w końcu podrósł na tyle, aby się usamodzielnić, został wypuszczony na wolność. Jednak wkrótce okazało się, że on sam wcale nie zamierza zniknąć z życia swoich opiekunów – od tego czasu codziennie odwiedza ich dom, towarzyszy domownikom w trakcie obiadu i poobiedniej sjesty, popołudniami czeka na dzieci wracające ze szkoły. „Wygląda jak pies merdający ogonem – siedzi na drzewie i bije skrzydłami z radości” – powiedział ojciec rodziny w wywiadzie dla stacji ABC.


Penguin stał się także gwiazdą Internetu, jego konto na Instagramie ma obecnie ponad 38 tysięcy fanów (już trzeci raz zmieniamy tę liczbę – gdy zaczynaliśmy pisać tę notkę, profil Penguina śledziło „tylko” 10 tysięcy fanów).

Chociaż srokacze z wyglądu przypominają nasze krukowate – wrony, gawrony, sroki – to należą one do osobnej rodziny. Z krukowatymi mają jednak jedną wspólną cechę: nieprzeciętną inteligencję, ciekawość i zamiłowanie do zabawy.


Już podczas pierwszego pobytu w Australii szybko przyciągnęły naszą uwagę, gdy zaintrygowane jakimś ruchem lub przedmiotem przylatywały na wyciągnięcie ręki. Wiele ptaków z rodziny srokaczy wydaje też przenikliwy, dźwięczny głos, którego możecie posłuchać w poniższym filmiku:

Zresztą Penguin – jak widać – jest też melomanem:


Srokacze szybko zaprzyjaźniają się z ludźmi, a więc nic dziwnego, że Penguin tak przywiązał się do rodziny Bloomów.

Od jakiegoś czasu w Australii trwa dyskusja nad ekologicznymi następstwami trzymania w domu zwierząt pochodzących z innych kontynentów. Obce gatunki często wyrządzają katastrofalne szkody w lokalnym ekosystemie – największym zagrożeniem są przede wszystkim koty, które od początku były jednym z głównych czynników powodujących wymieranie rodzimych, australijskich gatunków.


Niektórzy naukowcy – na przykład Tim Flannery w swojej fenomenalnej pracy The Future Eaters – proponują, aby Australijczycy zamiast psów, kotów i egzotycznych papug zaczęli oswajać właśnie srokacze, australijskie papugi, oposy i jaszczurki – tak, jak robili to ich dziadkowie jeszcze do połowy XX wieku. Być może najlepszym argumentem „za” jest właśnie historia Penguina i jego nowej rodziny.

Post scriptum: jeżeli nie przedeptaliście jeszcze na nasz Instagram, to serdecznie zapraszamy :)

źródła: BoredPanda, Instagram

The post Wdzięczny jak zwierzę. Historia Penguina. appeared first on przedeptane.

]]>
/2015/wdzieczny-jak-zwierze/feed/ 9