australijskie zwierzęta Archives - przedeptane /tag/australijskie-zwierzeta/ Jedzoki w świat Tue, 11 Feb 2020 21:46:34 +0000 pl-PL hourly 1 https://wordpress.org/?v=6.2.9 Nie każdy kangur jest kangurem /2020/nie-kazdy-kangur-jest-kangurem/ /2020/nie-kazdy-kangur-jest-kangurem/#respond Tue, 04 Feb 2020 10:04:06 +0000 /?p=3309 … czyli krótki przegląd australijskiej fauny kicającej. Był taki brodaty dowcip: „Czym się różni krokodyl?” (odpowiedź: „Jest dłuższy niż zielony.” Badum tss). Okazuje się, że w przypadku kangurów podobne pytanie wcale nie jest tak głupie, ponieważ pod tą potoczną nazwą kryje się cała skala zwierząt z podrzędu kangurokształtnych. O ile Australijczycy całkiem dobrze je rozróżniają, Europejczykom wychodzi to już nieco gorzej, postanowiliśmy więc przynieść też nad Wisłę oświaty kaganiec i wyjaśnić, jaka jest różnica między poszczególnymi rodzajami tych zwierząt. Cały podrząd kangurokształtnych dzieli się na trzy rodziny: kangurowate, kanguroszczurowate i torebnikowate. I tu zaczynają się schody, ponieważ te trzy rodziny dzielą się na wiele podrodzin i rodzajów zwierząt zamieszkujących nie tylko kontynentalną Australię, ale też Tasmanię, a nawet Nową Gwineę (na Nowej Zelandii występują wyłącznie jako gatunki inwazyjne sprowadzone przez ludzi). Dla ułatwienia orientacji stworzyliśmy […]

The post Nie każdy kangur jest kangurem appeared first on przedeptane.

]]>
… czyli krótki przegląd australijskiej fauny kicającej.

Był taki brodaty dowcip: „Czym się różni krokodyl?” (odpowiedź: „Jest dłuższy niż zielony.” Badum tss). Okazuje się, że w przypadku kangurów podobne pytanie wcale nie jest tak głupie, ponieważ pod tą potoczną nazwą kryje się cała skala zwierząt z podrzędu kangurokształtnych. O ile Australijczycy całkiem dobrze je rozróżniają, Europejczykom wychodzi to już nieco gorzej, postanowiliśmy więc przynieść też nad Wisłę oświaty kaganiec i wyjaśnić, jaka jest różnica między poszczególnymi rodzajami tych zwierząt.

Cały podrząd kangurokształtnych dzieli się na trzy rodziny: kangurowate, kanguroszczurowate i torebnikowate. I tu zaczynają się schody, ponieważ te trzy rodziny dzielą się na wiele podrodzin i rodzajów zwierząt zamieszkujących nie tylko kontynentalną Australię, ale też Tasmanię, a nawet Nową Gwineę (na Nowej Zelandii występują wyłącznie jako gatunki inwazyjne sprowadzone przez ludzi).

Dla ułatwienia orientacji stworzyliśmy poniższą tabelkę całego podrzędu:

kangur, walabia, quokka, zwierzęta, torbacze

Troszku to skomplikowane, prawda? Już wyjaśniamy.

Kangurowate

Jak widzicie, pierwsza, największa rodzina (czyli kangurowate) dzieli się na podrodzinę kangurów i filanderków, a podrodzina kangurów dzieli się z kolei na dziesięć kolejnych rodzajów. Jednym z nich są właśnie prawdziwe kangury – i tylko je Australijczycy nazywają „kangaroos” czy „roos”.

Wyróżniają się one smukłą, muskularną budową i krótszą sierścią, a w odróżnieniu od mniejszych kuzynów preferują otwarte przestrzenie. Do tej rodziny należą największe żyjące torbacze – kangury rude mogą mieć aż 2 metry od nosa do czubka ogona. Od mniejszych torbaczy różnią się też szybkością poruszania się oraz zdolnością do wykonywania ogromnych skoków.

Podręcznikowy kangur wygląda o tak:

kangur, torbacz, Australia

Kangury zamieszkują praktycznie całą Australię i to właśnie one najczęściej występują na australijskich logotypach, ilustracjach i pocztówkach. W rzeczywistości niełatwo je spotkać w pobliżu dużych miast (my natknęliśmy się na nie tylko w jednym z miejskich parków w Perth) – o wiele liczniejsze są na rzadziej zamieszkanych terenach, najczęściej na obszarach uprawy bydła, gdzie korzystają z wybudowanych wodopojów.

Ich bliskimi krewnymi są walabie. Dzięki swoim niewielkim rozmiarom lepiej sobie radzą w pobliżu ludzkich siedzib, wiele razy spotykaliśmy je podczas spacerów po buszu na obrzeżach Sydney, Cairns czy Hobart. Australijczycy nazywają walabiami także kolejne dwa rodzaje kangurokształtnych – skalniaki i pazurogony. Walabie generalnie preferują bardziej zarośnięte tereny, poruszają się wolniej i mniejszymi skokami. Wszystkie różnią się też od „prawdziwych” kangurów drobniejszą budową i gęstszym futrem, które ułatwia im przeżycie także w chłodnych klimatach. Ta kombinacja cech – kompaktowe rozmiary, odporność na zimno i prosta dieta – sprawia, że całkiem dobrze powodzi się im także w Europie, gdzie walabie uciekające z ZOO lub prywatnych hodowli stworzyły już kilka dziko żyjących populacji. A jak wygląda walabia? Poniżej przykładowy okaz z przychówkiem.

walabia torbacz Australia

Swoistą miniaturką kangura jest pademelon, drobny torbacz hojnie występujący zwłaszcza na Tasmanii, ale spotykany też w Nowej Południowej Walii, w Queensland i na Nowej Gwinei. Pademelony to niepozorne zwierzęta, które – podobnie jak walabie – nie stronią zbytnio od ludzi i zwłaszcza w okolicach świtu lub zmierzchu lubią myszkować w pobliżu ich siedzib. Podczas podróży po Tasmanii praktycznie na każdym campingu czy polu namiotowym mieliśmy lokalnego, przydziałowego pademelona lub walabię.

Generalnie pademelony są jeszcze mniejsze i bardziej krępe od walabii, mają krótsze ogony i uszy, przez co ich pyszczki nabierają nieco gryzoniowatego charakteru. Patrz poniższe zdjęcie przedstawiające tasmańskiego pademelona.

pademelon torbacz Tasmania Australia

W dużym uproszczeniu można więc powiedzieć, że dla Australijczyka duże kangurowate zwierzę to kangur, a małe – walabia lub pademelon.

Bardzo ciekawym rodzajem są mało znane drzewiaki, czyli kangury nadrzewne (tree kangaroos). Występują one wyłącznie w lasach deszczowych północnego Queensland i Nowej Gwinei. Niestety w ostatnim czasie bardzo źle znoszą zmiany klimatyczne, o czym pisaliśmy w poniższym tekście na Facebooku:

Jednym z symboli Zachodniej Australii są z kolei quokki. Te malutkie torbacze występowały dawniej na całym zachodnim wybrzeżu, jednak stopniowo zostały wyparte przez ludzi (i ich koty), także obecnie spotkać je można tylko na kilku wyspach w okolicach Perth, a przede wszystkim na przepięknej Rottnest Island, gdzie osiągnęły status turystycznych celebrytów.

 

View this post on Instagram

 

A post shared by Przedeptane (@przedeptane) on

Pozostałymi rodzajami należącymi do tej rodziny są tzw. kangury zajęcokształtne, czyli filandry oraz kangurniki i kangurowce występujące wyłącznie na Nowej Gwinei. Osobną podrodziną są filanderki.

Kanguroszczurowate

Jeżeli jeszcze nie zrobiło Wam się słabo od całej tej systematyki, to jedziemy dalej.

Przedstawiciele rodziny kanguroszczurowatych nadal przypominają walabie czy bettongi, jednak są od nich jeszcze mniejsze – osiągają maksymalnie rozmiary zająca, częściej jednak są niewiele większe od szczura. Te niegdyś liczne zwierzęta pełniły ważną rolę w wielu australijskich ekosystemach, jednak w XIX i XX wieku zostały praktycznie całkowicie wytępione na australijskim kontynencie – ich niewielkie, zagrożone populacje przeżywają na wyspach. Należą tutaj potoroo (kanguroszczury) oraz bettongi (kanguroszczurniki, na zdjęciu poniżej).

bettong kanguroszczurnik

Torebnikowate

Jedynym żyjącym przedstawicielem trzeciej i ostatniej rodziny kangurokształtnych jest torebnik piżmowy (musky rat-kangaroo), drobny torbacz zamieszkujący lasy deszczowe północnego Queensland.

Torebnik pizmowy torbacz Queensland

Jak może zauważyliście, torbacze skwapliwie skorzystały z tego, że dzięki kilkudziesięciu milionom lat izolacji do Australii nie dotarły duże ssaki łożyskowe. Kangury i walabie pełnią w lokalnych ekosystemach podobną rolę, jak antylopy w Afryce czy sarny w Europie, podczas gdy pademelony i mniejsze gatunki przypominają swoim zachowaniem i dietą gryzonie lub zajęczaki. Oczywiście kangurokształtne tworzą zaledwie część australijskiej fauny workowatej – pozostałe torbacze opanowały praktycznie wszystkie nisze ekologiczne wypełnione na innych kontynentach przez łożyskowce. Można tu spotkać torbacze żyjące pod ziemią, spędzające całe życie przekopując się przez pustynny piasek lub przelatujące z drzewa na drzewo lotem ślizgowym; w Australii żyją torbacze mrówkożerne, drapieżne, a nawet padlinożerne.

O nich jednak napiszemy innym razem.

zdjęcia: archiwum Przedeptane + WikiCommons (bettong, torebnik)

The post Nie każdy kangur jest kangurem appeared first on przedeptane.

]]>
/2020/nie-kazdy-kangur-jest-kangurem/feed/ 0
Wieloryby w Sydney /2017/wieloryby-w-sydney/ /2017/wieloryby-w-sydney/#comments Tue, 04 Jul 2017 10:25:42 +0000 /?p=2830 Nie samymi kangurami i koalami Australia stoi! Przedstawiamy kilka migawek z naszego spotkania z humbakami. Nawet w środku tutejszej zimy zwierzolubni turyści mogą liczyć na DUŻĄ dawkę wrażeń. Dwa razy w roku koło Sydney przepływają stada wielorybów, które można obserwować nawet z miejskich plaż. My jednak postanowiliśmy spełnić sobie kolejne marzenie i dotrzeć odrobinę bliżej do tych fascynujących ssaków. Najpierw jednak garść przydatnych informacji. WIELORYBY W SYDNEY – CO / GDZIE / JAK W mieście działa kilka firm oferujących wyprawy dużymi łodziami lub mniejszymi, szybkimi motorówkami. Zwierzęta nie boją się statków, ponieważ Australijczycy zakazali wielorybnictwa w 1963 roku. Od tego czasu liczba humbaków skoczyła z setki do 8000 sztuk i nadal rośnie o 10-11% rocznie. Dzisiaj stada humbaków (vel długopłetwców oceanicznych) są tak liczne, że organizatorzy wycieczek oferują gwarancję zwrotu pieniędzy lub darmowe bilety na […]

The post Wieloryby w Sydney appeared first on przedeptane.

]]>
Nie samymi kangurami i koalami Australia stoi! Przedstawiamy kilka migawek z naszego spotkania z humbakami.

Nawet w środku tutejszej zimy zwierzolubni turyści mogą liczyć na DUŻĄ dawkę wrażeń. Dwa razy w roku koło Sydney przepływają stada wielorybów, które można obserwować nawet z miejskich plaż. My jednak postanowiliśmy spełnić sobie kolejne marzenie i dotrzeć odrobinę bliżej do tych fascynujących ssaków.

Najpierw jednak garść przydatnych informacji.

WIELORYBY W SYDNEY – CO / GDZIE / JAK

W mieście działa kilka firm oferujących wyprawy dużymi łodziami lub mniejszymi, szybkimi motorówkami. Zwierzęta nie boją się statków, ponieważ Australijczycy zakazali wielorybnictwa w 1963 roku. Od tego czasu liczba humbaków skoczyła z setki do 8000 sztuk i nadal rośnie o 10-11% rocznie.

Dzisiaj stada humbaków (vel długopłetwców oceanicznych) są tak liczne, że organizatorzy wycieczek oferują gwarancję zwrotu pieniędzy lub darmowe bilety na kolejny kurs, jeżeli nie uda się zobaczyć żadnych wielorybów.

Czas migracji: maj – sierpień / wrzesień – listopad

Najlepsze miejsca do obserwacji z lądu: LINK

Ceny wycieczek statkiem: 30-90 $ w zależności od czasu trwania i wielkości grupy

Odzież: buty z antypoślizgową podeszwą, nieprzemakalna kurtka, Aviomarin

Aktualna ilość wielorybów w Sydney: LINK

Wróćmy do naszej zimowej wyprawy. Po wyruszeniu spod Opery w trakcie kilkunastu minut wypłynęliśmy z sydnejskiej zatoki na otwarty ocean. Tam dołączyła do nas grupka delfinów, które ewidentnie świetnie się bawiły w falach tworzonych przez dziób szybko płynącego statku.

Chwilę później zauważyliśmy też rozproszone stadka głuptaków australijskich. Wcześniej nieraz podziwialiśmy ich widowiskowe polowania, podczas których pionowo pikują do wody nawet z wysokości kilkudziesięciu metrów. Tym razem jednak kołysały się na falach, co oznacza, że w pobliżu mogą poruszać się wieloryby.

I faktycznie nie trzeba było długo czekać.

Kapitan ogłosił, że w odległości kilkuset metrów nad taflę wytrysnęły fontanny wody. Statek szybko zmienił kurs i ruszył w ich kierunku. Gdy woda opadła, między falami powoli prześliznęły się grube, czarne grzbiety. Są!

 

Sytuacja powtórzyła się kilka razy. Wszystkich obserwujących obowiązują surowe reguły – jedną grupę wielorybów mogą śledzić najwyżej trzy statki i można pływać tylko wzdłuż trasy poruszającego się stada. Nie wolno zagradzać im drogi ani podpływać zbyt blisko (o ile wieloryby same się nie ośmielą).

Nie wszystkie wieloryby lubią pozować do zdjęć. Starsze osobniki powoli prą do przodu, wystawiając z wody tylko grzbiet lub ogon. Operatorzy wycieczek dobrze o tym wiedzą i starają się znaleźć stada z młodymi samcami, w których – jak w każdym nastolatku, c’nie? – buzują hormony i którzy lubią się popisywać przed rówieśnikami lub potencjalnymi partnerkami.

W ciągu ponad dwugodzinnego rejsu podpływaliśmy więc do kilku grup, aż udało się trafić na takiego performera. I wtedy się zaczęło!

Nasz bohater dnia nie był żadnym Pudzianem swojego gatunku, mierzył – bagatela – około 10 metrów (dorosłe humbaki osiągają 12-16m). Braki w gabarytach nadrabiał jednak uporem i energią – w ciągu pół godziny naliczyliśmy ponad sto skoków!

Podobne widowiska zdarzają się najczęściej właśnie w czasie pierwszej migracji, kiedy humbaki uciekają z Antarktydy na północne wybrzeże Australii, by urodzić młode w ciepłych wodach Pacyfiku. Każdy z tych dwóch etapów liczy ponad 5000 kilometrów, a więc w ciągu roku australijskie humbaki pokonują aż 1/4 długości równika.

W trakcie powrotnej podróży młodzież jest już wybrykana, ale można z kolei obserwować krowy z cielakami (tak oficjalnie nazywa się panie humbakowe i ich przychówek). Podobno matki często są na tyle ufne, że podprowadzają młode aż do burty statków, aby pokazać juniorom dziwne, dwunożne ssaki podskakujące z ekscytacji na pokładzie. Chyba mamy już więc plan na listopad.

Naoglądaliśmy się młodzieńczych wybryków, ale w trakcie wypraw można zaobserwować cały szereg innych zachowań.

W oceanie nie ma się o co podrapać, a więc oprócz czysto popisowych skoków z półobrotem (pozdrowienia dla Chucka) humbaki czasem wyskoczą i prasną całym cielskiem o taflę, co zdaniem zoologów pomaga im usuwać skórne pasożyty.

Oprócz tego repertuar wielorybów obejmuje też uderzenia ogonem, machanie płetwą, pionowe zastyganie w wodzie itp. Pełną listę zachowań znajdziecie tutaj.

No ale cóż, wszystko co dobre… Po dwóch godzinach na oceanie trzeba było wrócić do przystani, a więc statek ruszył pełną parą w stronę sydnejskiej zatoki. Jeżeli macie mocny żołądek, to gorąco polecamy zostać na dziobie – wieje jak diabli, ale wrażenia jak z kolejki górskiej.

Tym razem nikt nie „odrzucał boa”, ale znajomi opowiadali, że czasem jakiś biedny, zielonkawy pasażer uruchomi reakcję łańcuchową i wzdłuż burt ustawia się więcej rzygaczy niż na gotyckiej katedrze. My mieliśmy szczęście, ale lepiej zaopatrzyć się przed wyprawą w jakiś Aviomarin.

Na pożegnanie kilka widoczków z powrotu do sydnejskiej zatoki. A my cieszymy się już na jesień jak humbak na tonę krylu.

The post Wieloryby w Sydney appeared first on przedeptane.

]]>
/2017/wieloryby-w-sydney/feed/ 5
Fauna z werandy. Jakie zwierzęta żyją w sydnejskich ogrodach? /2017/zwierzeta-ogrody-sydney-australia/ /2017/zwierzeta-ogrody-sydney-australia/#comments Wed, 18 Jan 2017 07:57:47 +0000 /?p=2569 Jedną z zalet życia na przedmieściach Sydney jest to, że nie trzeba tutaj długo szukać kontaktu z naturą – zwierzęta same przychodzą pod próg. Oto kilka z nich. Aby nie było, że koloryzujemy – wszystkie poniższe zdjęcia zostały wykonane na obszarze zaledwie kilkudziesięciu metrów kwadratowych, niektóre bez wstawania z krzesła. Ptaki Pierzaków jest oczywiście najwięcej – od małych, kolorowych ziarnojadów, poprzez mniejsze i większe papugi, aż po ibisy. Wiele z nich gniazduje na dwóch palmach przy werandzie. Jednym z najładniejszych ptasich gości jest chwostka szafirowa (Malurus cyaneus, wiki). O jej kuzynce pisaliśmy w tekście o gigantycznych eukaliptusach z Zachodniej Australii – jak widać, wszystkie samce ptaków z tej rodziny mają podobnie wyraziste, niebieskie upierzenie. Chwostki mają plus za wrażenia estetyczne, ale minus za charakter – są tak naspidowane, że Darek od lat daremnie próbuje zdobyć chociaż jedno ostre zdjęcie. Poniżej zamieszczamy fotkę z szufladki „close […]

The post Fauna z werandy. Jakie zwierzęta żyją w sydnejskich ogrodach? appeared first on przedeptane.

]]>
Jedną z zalet życia na przedmieściach Sydney jest to, że nie trzeba tutaj długo szukać kontaktu z naturą – zwierzęta same przychodzą pod próg. Oto kilka z nich.

Aby nie było, że koloryzujemy – wszystkie poniższe zdjęcia zostały wykonane na obszarze zaledwie kilkudziesięciu metrów kwadratowych, niektóre bez wstawania z krzesła.

Ptaki

Pierzaków jest oczywiście najwięcej – od małych, kolorowych ziarnojadów, poprzez mniejsze i większe papugi, aż po ibisy. Wiele z nich gniazduje na dwóch palmach przy werandzie.

Jednym z najładniejszych ptasich gości jest chwostka szafirowa (Malurus cyaneus, wiki). O jej kuzynce pisaliśmy w tekście o gigantycznych eukaliptusach z Zachodniej Australii – jak widać, wszystkie samce ptaków z tej rodziny mają podobnie wyraziste, niebieskie upierzenie.

Chwostki mają plus za wrażenia estetyczne, ale minus za charakter – są tak naspidowane, że Darek od lat daremnie próbuje zdobyć chociaż jedno ostre zdjęcie. Poniżej zamieszczamy fotkę z szufladki „close enough”.

Bardzo mile widzianym, chociaż płochliwym gościem jest lamparcik plamisty (Pardalotus punctatus, wiki), jeden z najmniejszych australijskich ptaków. Samce dorastają do 8-10 centymetrów, a więc – jak przekonacie się za chwilę – są mniejsze od niektórych „naszych” pająków.

Rano lub wczesnym wieczorem na nasiona traw zlatuje się gromadka drobnych, zawadiackich żarłoków. Kraśniczek czerwonobrewy (wiki) należy do rodziny astryldowatych i w Polsce byłby ciekawym dodatkiem do domowej hodowli (180 złotych sztuka!). Tym bardziej doceniamy fakt, że możemy obserwować je za darmo i bez krat.

Przy płocie rośnie duże cestrum, krzew z rodziny psiankowatych (wiki), które praktycznie nieustannie kwitnie i wabi kilka gatunków miodojadów. Jednym z nich jest miodaczek białouchy (Latrodectus hasselti, wiki).

 Oprócz endemicznych australijskich ptaków w Sydney można spotkać wiele gatunków inwazyjnych, pochodzących z innych kontynentów. Anglicy sprowadzili tutaj nie tylko europejskie wróble i szpaki…

… ale też wiele ptaków z Azji. Najczęstszymi gośćmi są indyjskie majny, które dzięki wrodzonej inteligencji i asertywności szybko rozprzestrzeniły się po całej Australii. Na naszej werandzie rzadziej pojawia się inny, czubaty gość z Indii – bilbil zbroczony (wiki), zwany też „bulbulem”. W Azji od stuleci trzymany był w klatkach, by cieszyć właścicieli swoim śpiewem i kontrastowym upierzeniem, w niektórych krajach organizowano nawet ich pojedynki na wzór walk kogutów.

Z Dalekiego Wschodu pochodzi też synogarlica perłoszyja (Spilopelia chinensis, wiki).

Owady w Sydney

Wiele miejscowych insektów wielokrotnie przerasta swoich europejskich krewniaków. Niedawno wylądował u nas Musgraveia sulciventris (wiki), pluskwiak odżywiający się sokami cytrusów. Owady te są na tyle duże (dorastają do 2,5 cm długości), że na ich bokach można gołym okiem zauważyć przetchlinki.

Żuki też są niczego sobie. Lecącego „cowboy beetle” (Chondropyga dorsalis, wiki) słychać z odległości kilkunastu metrów.

Generalnie nie narzekamy na brak sześcionogów. Czasem na werandzie pojawi się ogromny, szafirowy motyl, czasem modliszka, patyczak lub turkuć podjadek, wieczorem nie dają nam spać świerszcze i cykady. Zdecydowanie królują jednak mrówki, które na szczęście nie sprawiają większego kłopotu, o ile akurat nie popełnią zbiorowego samobójstwa w szklance z sokiem lub piwem. Kilka razy zauważyliśmy jednak mały dramat: do przydomowej kolonii regularnie przychodzi na polowanie żołnierz (tzw. „robotnica major”) inwazyjnego gatunku Pheidole megacephala (wiki). Żołnierze o absurdalnie przerośniętych głowach są wielokrotnie więksi od lokalsów, a więc starcie trwa zwykle tyle, co walka Pudzian-Popek.

Pająki w Sydney

W domu i w ogrodzie spotkaliśmy już dwa stosunkowo niebezpieczne ośmionogi. Raz trafił nam się tzw. white-tailed spider (Lampona murinawiki), w ogrodzie mieszkał z kolei jadowity, ale zdecydowanie przereklamowany redback (Latrodectus hasselti, wiki), bliski kuzyn czarnej wdowy. Redbacki można spotkać na terenie całego Sydney, ale to raczej płoche zwierzęta, które większość czasu spędzają w ukryciu.

Jak widać, chociaż australijskie pająki mają paskudną renomę, to można z nimi żyć w zgodzie. Ukąszenia zdarzają się rzadko, a poważniejsze powikłania jeszcze rzadziej.

Oprócz dwóch jadowitych delikwentów na werandę zawita też czasem wielgachny huntsman. Jego rozmiary i szybkość mogą skłonić do zabrudzenia kalesonów nawet największego twardziela, ale trzeba pamiętać, że huntsmany są nieszkodliwe i pożyteczne. Każda wizyta „Szybkiego Zdzicha” jest małym wydarzeniem.

W zaroślach można też trafić na małe skakuny. Z bliska może i wyglądają kosmicznie…

… ale tak naprawdę są uroczymi, ciekawskimi stworzeniami, które w pełni zasłużyły na miano „labradorów wśród pająków”.

W bonusie dorzucamy dwóch regularnych gości – w dzień po ścianach domu śmiga kilkanaście drobnych jaszczurek, w nocy przychodzą rozkosznie niezdarne kitanki (dawniej pałanki kuzu, wiki) podjadające owoce mango z sąsiedniego drzewa. Ostatnio nasze palmy zaczęły odwiedzać też owocożerne nietoperze – rudawki, czyli tzw. flying foxy.

To zaledwie mała część zwierzyny, która baluje w naszym ogródku. Wpadajcie więc od czasu do czasu – będziemy na bieżąco dodawali zdjęcia nowych gatunków lub wymieniali fotki na lepsze i ostrzejsze.

Polecamy też inne wpisy o australijskich zwierzakach, o tu!

The post Fauna z werandy. Jakie zwierzęta żyją w sydnejskich ogrodach? appeared first on przedeptane.

]]>
/2017/zwierzeta-ogrody-sydney-australia/feed/ 9
Takie rzeczy tylko w Australii – lista najdziwniejszych nagłówków /2016/australijskie-naglowki/ /2016/australijskie-naglowki/#comments Mon, 11 Jul 2016 06:17:07 +0000 /?p=2225 Z Australii napływa tyle łotdefakowych newsów, że nie nadążamy z tłumaczeniem. Postanowiliśmy więc przynajmniej kolekcjonować najbardziej zwariowane nagłówki. Niektóre tytuły pochodzą z tabloidów, ale na liście nie ma żartów primaaprilisowych. Po kliknięciu na linki możecie przeczytać oryginalne artykuły. Jadowity pająk ukąsił mężczyznę w penisa w tojtoju Kookaburra uzależniona od parówek jest za gruba, aby latać Nastolatek pogryziony przez rekina pojechał na rowerze do domu i zrobił sobie śniadanie Uczeń nakrył koalę próbującą ukraść rodzinny samochód Zdziczała świnia ukradła piwo, upiła się i wdała się w bójkę z krową Mężczyzna ukąszony przez śmiertelnie jadowitego węża: „Skoro mam umrzeć, wypiję sobie jeszcze piwko” Bójka na parkingu: ksiądz odgryzł ucho drugiemu księdzu Mężczyzna stracił pracę, ponieważ mocował się z rekinem będąc na zwolnieniu lekarskim A dla nieangielskojęzycznych: Artykuły po polsku Naćpane kangury niszczą uprawy na Tasmanii Krokodyl wyciągnął turystę z namiotu Australijscy […]

The post Takie rzeczy tylko w Australii – lista najdziwniejszych nagłówków appeared first on przedeptane.

]]>
Z Australii napływa tyle łotdefakowych newsów, że nie nadążamy z tłumaczeniem. Postanowiliśmy więc przynajmniej kolekcjonować najbardziej zwariowane nagłówki.

Niektóre tytuły pochodzą z tabloidów, ale na liście nie ma żartów primaaprilisowych. Po kliknięciu na linki możecie przeczytać oryginalne artykuły.

Jadowity pająk ukąsił mężczyznę w penisa w tojtoju

Kookaburra uzależniona od parówek jest za gruba, aby latać

Nastolatek pogryziony przez rekina pojechał na rowerze do domu i zrobił sobie śniadanie

Uczeń nakrył koalę próbującą ukraść rodzinny samochód

Zdziczała świnia ukradła piwo, upiła się i wdała się w bójkę z krową

Mężczyzna ukąszony przez śmiertelnie jadowitego węża: „Skoro mam umrzeć, wypiję sobie jeszcze piwko”

Bójka na parkingu: ksiądz odgryzł ucho drugiemu księdzu

Mężczyzna stracił pracę, ponieważ mocował się z rekinem będąc na zwolnieniu lekarskim

A dla nieangielskojęzycznych:

Artykuły po polsku

Naćpane kangury niszczą uprawy na Tasmanii

Krokodyl wyciągnął turystę z namiotu

Australijscy dżihadyści chcieli użyć wybuchowych kangurów

Kto nie czytał, nie uwierzy.

 

 

The post Takie rzeczy tylko w Australii – lista najdziwniejszych nagłówków appeared first on przedeptane.

]]>
/2016/australijskie-naglowki/feed/ 12
Jakie zwierzęta czyhają na Ciebie w australijskiej toalecie? /2016/zwierzeta-w-australijskich-toaletach/ /2016/zwierzeta-w-australijskich-toaletach/#comments Mon, 30 May 2016 06:45:56 +0000 /?p=2007 Media żyją teraz newsem o mężczyźnie z Tajlandii, którego ugryzł w przyrodzenie wąż ukryty w sedesie. Australijczycy nie chcieli zostać w tyle, przypominają więc o własnym zestawie toaletowej fauny. Oto krótka lista. Jeżeli niepokoi Cię wizja gadów w pomieszczeniach sanitarnych, to uspokajamy – wcale nie pełzną tam po to, by podgryzać ludziom narządy płciowe. Najczęściej idą w ślad za potencjalnym obiadem, czyli szczurami. Już lepiej? Ratatouille w porcelanie Najbardziej prawdopodobne jest właśnie spotkanie ze szczurem. I wcale nie trzeba wcale jechać aż do Australii. Jak opowiada mieszkanka zachodniego Londynu: „O czwartej nad ranem obudziło mnie pluskanie. Pobiegłam do łazienki i wpadłam na szczura, który bezskutecznie starał się wydostać z sedesu. Opuściłam klapę i spuściłam wodę, zwierzak zniknął. Wróciłam do łóżka, jednak po godzinie obudził mnie identyczny hałas. Szczur wrócił, rano znalazłam je także pod zlewem i słyszałam chrobotanie […]

The post Jakie zwierzęta czyhają na Ciebie w australijskiej toalecie? appeared first on przedeptane.

]]>
Media żyją teraz newsem o mężczyźnie z Tajlandii, którego ugryzł w przyrodzenie wąż ukryty w sedesie. Australijczycy nie chcieli zostać w tyle, przypominają więc o własnym zestawie toaletowej fauny. Oto krótka lista.

Jeżeli niepokoi Cię wizja gadów w pomieszczeniach sanitarnych, to uspokajamy – wcale nie pełzną tam po to, by podgryzać ludziom narządy płciowe. Najczęściej idą w ślad za potencjalnym obiadem, czyli szczurami. Już lepiej?

Ratatouille w porcelanie

Najbardziej prawdopodobne jest właśnie spotkanie ze szczurem. I wcale nie trzeba wcale jechać aż do Australii. Jak opowiada mieszkanka zachodniego Londynu: „O czwartej nad ranem obudziło mnie pluskanie. Pobiegłam do łazienki i wpadłam na szczura, który bezskutecznie starał się wydostać z sedesu. Opuściłam klapę i spuściłam wodę, zwierzak zniknął. Wróciłam do łóżka, jednak po godzinie obudził mnie identyczny hałas. Szczur wrócił, rano znalazłam je także pod zlewem i słyszałam chrobotanie w ścianie.”

Jak możecie zobaczyć na poniższym filmiku National Geographic, szczury są wytrzymałymi pływakami i świetnymi nurkami, a dzięki elastycznej klatce piersiowej potrafią się przecisnąć nawet przez bardzo małe otwory. Przepłynięcie z kanału do sedesu nie przedstawia dla nich większego wyzwania, co chyba zauważyły też niektóre australijskie węże.

Wunsz!

Tu już mówimy z autopsji, ponieważ osobiście wyciągaliśmy kilka węży z australijskich domów. We wszystkich dużych miastach działają licencjonowani „wyłapywacze” dzikich zwierząt, a my mieliśmy okazję pomagać przez jeden dzień Davidovi, który usuwa węże z budynków w Cairns na tropikalnej północy kontynentu. W ciągu zaledwie kilku godzin wspólnie z Davidem wyciągnęliśmy ze strychów i piwnic kilka węży, przy czym największy pyton zamieszkiwał właśnie toaletę małego bungalowu na przedmieściach (patrz pierwsze zdjęcie).

Na szczęście nie taki pyton straszny. Największe okazy – czyli te od pięciu metrów w górę – nie przepchną się przez rury, a nawet na otwartej przestrzeni same nie atakują ludzi. Po prostu nie byłyby w stanie nas połknąć, a więc szkoda im czasu i energii na takie przedsięwzięcie. Mogą jednak boleśnie ugryźć, a więc przed wizytą w ustronnym miejscu zdecydowanie polecamy sprawdzać, czy biały tron na pewno jest pusty.

Zresztą węże to jeszcze nie wszystko.

WC kum kum

Do stosunkowo miłych gości należą tropikalne żabki. Znajomi pracujący w parkach narodowych w Queenslandzie i Terytorium Północnym mówili, że w niektórych muszlach na stałe zadomowiły się soczystozielone rzekotki, w tropikalnych obszarach często można spotkać też gekony. W tej sytuacji wszyscy są zadowoleni, ponieważ dobrze ulokowana żaba lub jaszczurka potrafi powstrzymać mniej pożądanych intruzów sanitariatu. Na przykład pająki.

W publicznych łazienkach Parku Narodowego Kakadu (Terytorium Północne) naliczyliśmy kiedyś osiem gniazd tzw. „redbacków”, czyli australijskich kuzynów czarnej wdowy, których łatwo rozpoznać po czerwonym znaku na odwłoku. Redbacki lubią mieszkać w pobliżu ludzkich domostw, są jadowite jak diabli i polują na wszystko, co się rusza – insekty, jaszczurki, a nawet małe węże i myszy. Gorszy od nich jest tylko ptasznik australijski, występujący też pod nazwą „atraks”, „podkopnik” lub „najbardziej agresywny i jadowity pająk świata”. Mieszkańcy Sydney znają go jednak jako sąsiada z ogródka.

View post on imgur.com

Jak można przeczytać na stronie Muzeum Australijskiego, ptaszniki nie potrafią pływać, ale dzięki włoskom na odnóżach utrzymują się długo na powierzchni, a po zatonięciu mogą przeżyć pod wodą nawet do 30 godzin. Jak mówi Geoff Jacobs, kolejny wyłapywacz dzikiej zwierzyny: „Czasem spadają do sedesu i nie mogą się wydostać, czasem podróżują w rurach. Mogą podróżować w obie strony, wiele pająków tak robi.”

Jakie są szanse na spotkanie?

Szczerze? Dla mieszkańców Australii znikome, a dla turysty – praktycznie zerowe. Trzeba mieć naprawdę dużego pecha, aby wyjść z latryny z pytonem wgryzionym w pytona (patrz lista dziwnych australijskich zwrotów).

Do większości incydentów dochodzi na dalekiej północy, a nawet tam jesteście całkowicie bezpieczni zarówno w mieście (dzięki wspomnianym panom wyłapywaczom), jak i w buszu (bo busz jest duży, a wunsz woli sobie powisieć na gałęzi, niż wąchać w śpiworze czyjeś skarpetki). Bardziej prawdopodobne, że spotkacie na przykład taką pałankę, jak na poniższym filmie:

A więc spokojna głowa, nie musicie wyrzucać biletów do Australii. Jeżeli jednak nie rozwialiśmy wszystkich wątpliwości, to podręczny miotacz ognia można kupić tutaj.

źródło: BBC, Australian Museum

The post Jakie zwierzęta czyhają na Ciebie w australijskiej toalecie? appeared first on przedeptane.

]]>
/2016/zwierzeta-w-australijskich-toaletach/feed/ 52
Północna Australia: Krokodyl wyciągnął turystę z namiotu /2016/krokodyl-wyciagnal-turyste-z-namiotu/ /2016/krokodyl-wyciagnal-turyste-z-namiotu/#comments Tue, 26 Apr 2016 15:43:33 +0000 /?p=1946 Typowy australijski kemping. Gwieździste niebo, szum eukaliptusów i szczęka czterometrowego krokodyla zaciśnięta na kostce. Zębaty budzik Australijskie media żyją wiadomością o 19-letnim turyście, który przeżył bliskie spotkanie z krokodylem podczas noclegu w północnoaustralijskim buszu. Rzecz stała się w pobliżu miasta Katherine, bramy do słynnego parku narodowego Kakadu. Chłopak nocował nad odległym creekiem (australijska nazwa okresowych rzek) w namiocie składającym się właściwie tylko z cienkiej moskitiery, która siłą rzeczy stanowiła słabą ochronę przeciwko kilkumetrowym gadom. Jak powiedział sam poszkodowany: Spałem pod siatką, ale nagle się budzę i czuję, że coś szarpie mnie za nogę. Krokodyl różańcowy starał się zaciągnąć ofiarę do wody, jednak niedoszła kolacja zachowała zimną krew i tak długo uderzała go w paszczę, aż gad zrezygnował i uciekł. Na szczęście obyło się bez większych obrażeń – rodzice odwieźli chłopaka do najbliższego szpitala, gdzie został opatrzony i otrzymał dawkę […]

The post Północna Australia: Krokodyl wyciągnął turystę z namiotu appeared first on przedeptane.

]]>
Typowy australijski kemping. Gwieździste niebo, szum eukaliptusów i szczęka czterometrowego krokodyla zaciśnięta na kostce.

Zębaty budzik

Australijskie media żyją wiadomością o 19-letnim turyście, który przeżył bliskie spotkanie z krokodylem podczas noclegu w północnoaustralijskim buszu. Rzecz stała się w pobliżu miasta Katherine, bramy do słynnego parku narodowego Kakadu. Chłopak nocował nad odległym creekiem (australijska nazwa okresowych rzek) w namiocie składającym się właściwie tylko z cienkiej moskitiery, która siłą rzeczy stanowiła słabą ochronę przeciwko kilkumetrowym gadom. Jak powiedział sam poszkodowany:

Spałem pod siatką, ale nagle się budzę i czuję, że coś szarpie mnie za nogę.

Krokodyl różańcowy starał się zaciągnąć ofiarę do wody, jednak niedoszła kolacja zachowała zimną krew i tak długo uderzała go w paszczę, aż gad zrezygnował i uciekł. Na szczęście obyło się bez większych obrażeń – rodzice odwieźli chłopaka do najbliższego szpitala, gdzie został opatrzony i otrzymał dawkę antybiotyków.

Historia nocnego ataku może być dla wszystkich nauczką, że nie warto ignorować ostrzeżeń zarządców australijskich parków narodowych. Rodzina rozbiła namioty w odległości zaledwie 15 metrów od wody, przy czym zalecany dystans wynosi co najmniej 50 metrów.

Jak wygrać z krokodylem?

Od zakończenia odstrzału krokodyli różańcowych w 1971 wzrosła ilość ataków na ludzi, jednak do większości wypadków dochodzi właśnie w wyniku złamania przepisów – pływaniu lub łowieniu ryb w niedozwolonych miejscach lub w niewłaściwym czasie. W zeszłym roku australijski Departament Parków Narodowych uruchomił specjalną kampanię społeczną skierowaną na szerzenie oświaty nie tylko wśród turystów, ale także miejscowej ludności. Poniższy spot emitowany był po angielsku, kreolsku oraz w kilku aborygeńskich językach.

Oczywiście jak zawsze podkreślamy, że nocowanie pod gołym niebem w Australii wcale nie jest takie niebezpieczne – pod wieloma względami jest nawet mniej ryzykowne niż na przykład nocleg w Tatrach lub Bieszczadach. O tym jednak napiszemy innym razem.

Osoby zainteresowane tymi niebezpiecznymi, ale fascynującymi gadami odsyłamy do naszego starszego wpisu o pojedynku krokodyla różańcowego z rekinem.

źródło: The Week

The post Północna Australia: Krokodyl wyciągnął turystę z namiotu appeared first on przedeptane.

]]>
/2016/krokodyl-wyciagnal-turyste-z-namiotu/feed/ 12
Wielkanoc w Australii. Bilby wielkouch kontra zajączek. /2016/australia-wielkanoc-bilby/ /2016/australia-wielkanoc-bilby/#comments Mon, 21 Mar 2016 06:55:32 +0000 /?p=1844 Od ponad 150 lat trwa walka między europejskimi królikami a australijskim wielkouchem. Czy bitwa na czekoladowym froncie ostatecznie rozstrzygnie sprawę? Króliki były sprowadzane do Australii już od samego początku angielskiej kolonizacji, jednak prawdziwa epidemia rozpoczęła się w 1858 roku, kiedy to w stanie Victoria wypuszczono na wolność 24 pary. Ku powszechnemu zaskoczeniu króliki rozmnażały się jak króliki i w latach 20. XX wieku na terenie Australii żyło ich już około 10 miliardów. Plaga królików. Zdjęcie: Wikimedia Commons Europejska inwazja Granica króliczego imperium przesuwała się o 130 kilometrów rocznie – naoczni świadkowie mówią, że czasami masa ciał pokrywała cały krajobraz jak rozległy, futrzasty ocean. Gdy nie pomagały ogrodzenia, odstrzał ani trucie, słynny Louis Pasteur zaproponował użycie broni biologicznej. Pomysł był trafem w dziesiątkę – od tego czasu nowo wprowadzone choroby kilka razy dziesiątkowały populację królików. Niestety dla wielu rodzimych gatunków było już za późno. Roślinożercy padali z głodu, a zwierzęta żyjące […]

The post Wielkanoc w Australii. Bilby wielkouch kontra zajączek. appeared first on przedeptane.

]]>
Od ponad 150 lat trwa walka między europejskimi królikami a australijskim wielkouchem. Czy bitwa na czekoladowym froncie ostatecznie rozstrzygnie sprawę?

Króliki były sprowadzane do Australii już od samego początku angielskiej kolonizacji, jednak prawdziwa epidemia rozpoczęła się w 1858 roku, kiedy to w stanie Victoria wypuszczono na wolność 24 pary. Ku powszechnemu zaskoczeniu króliki rozmnażały się jak króliki i w latach 20. XX wieku na terenie Australii żyło ich już około 10 miliardów.

króliki Australia

Plaga królików. Zdjęcie: Wikimedia Commons

Europejska inwazja

Granica króliczego imperium przesuwała się o 130 kilometrów rocznie – naoczni świadkowie mówią, że czasami masa ciał pokrywała cały krajobraz jak rozległy, futrzasty ocean. Gdy nie pomagały ogrodzenia, odstrzał ani trucie, słynny Louis Pasteur zaproponował użycie broni biologicznej. Pomysł był trafem w dziesiątkę – od tego czasu nowo wprowadzone choroby kilka razy dziesiątkowały populację królików.

Niestety dla wielu rodzimych gatunków było już za późno. Roślinożercy padali z głodu, a zwierzęta żyjące w norach traciły schronienie. Jednym z takich poszkodowanych był właśnie wielkouch, czyli bilby.

Macrotis lagotis Wielkouch króliczy bilby

Rycina przedstawiająca wielkoucha, rok 1863. Zdjęcie: CC wikimedia commons

Od milionera prawie do zera

Pierwotnie istniały dwa gatunki tych pustynnych torbaczy. Jeden – wielkouch mniejszy – niestety nie wytrzymał presji i w połowie XX wieku mu się wymarło. Przetrwał jego krewny, wielkouch króliczy, który jednak do dzisiaj figuruje na liście zagrożonych gatunków. Z wielomilionowego pogłowia przeżyło zaledwie 1500 osobników.

Nic więc dziwnego, że wielu Australijczykom coraz mniej podobał się symbol królika wielkanocnego (który u Anglosasów zastępuje naszego zajączka). Przecież symbolem życia i odrodzenia nie może być europejski najeźdźca i szkodnik pustoszący lokalną przyrodę – trzeba było znaleźć godnego, australijskiego następcę. Problem pomogła rozwiązać dziewięcioletnia dziewczynka.

Mała Rose-Marie Dusting napisała w 1968 roku krótką historyjkę o wielkanocnym bilby, a w 11 lat później wydała ją w postaci książki. Wielkouch zaczął podbijać serca Australijczyków, a temat szybko podchwyciły organizacje ekologiczne. I tak oto narodził się bilby wielkanocny.

Bilby wielkouch - Wielkanoc w Australii

zdjęcie: Howard Hughes © Australian Museum

Nowy symbol Wielkanocy

Wielkouch zaczął wypierać europejskiego rywala z programów telewizyjnych, książek i kartek świątecznych, przejął też dystrybucję czekoladowych jajek. Zyski ze sprzedaży często zasilają konta organizacji zwalczających króliki lub budujących dla rodzimej fauny bezpieczne, ogrodzone strefy, w których udało się wytępić europejskie drapieżniki – koty i lisy. Bilby wygrywa dzięki czekoladzie.

Jeżeli więc znajdziesz się kiedyś do Australii w okolicach Wielkanocy, to nie zdziw się, gdy zobaczysz w sklepie dziwne, zającopodobne figurki. Kupuj i wcinaj. Pójdzie w tyłek, ale też na ratunek pewnego niezwykle interesującego zwierza.

czekoladowy bilby wielkouch

zdjęcie: Haigh’s Chocolates, źródło dla tekstu: NPR, zdjęcie w nagłówku: AAP/Wild Life

Ciekawe? Rzuć okiem na nasz wpis o australijskim Bożym Narodzeniu – tam to dopiero jest egzotyka! Jeżeli interesuje Cię fauna z Antypodów, to zapraszamy też do tekstu o najciekawszych australijskich ptakach.

The post Wielkanoc w Australii. Bilby wielkouch kontra zajączek. appeared first on przedeptane.

]]>
/2016/australia-wielkanoc-bilby/feed/ 10
Kangur obejmuje umierającą samicę. Żałoba czy ostatni seks? /2016/zdjecia-kangura-obejmujacego-umierajaca-samice-zaloba-czy-seks/ /2016/zdjecia-kangura-obejmujacego-umierajaca-samice-zaloba-czy-seks/#comments Thu, 14 Jan 2016 08:07:07 +0000 /?p=1658 Internet obiegła kolejna wzruszająca historia – zdjęcia kangurzej samicy umierającej w towarzystwie samca i młodego kangurzątka. Ale czy to na pewno żałoba? Pierwsze doniesienia prasowe powtórzyły komentarz autora zdjęć, Evana Switzera ze stanu Queensland. “Widziałem samca podnoszącego samicę. Wyglądało na to, że próbuje ją postawić na nogi i zobaczyć, co jej się stało” – powiedział Switzer dziennikarzom z The Daily Mail. “Nie potrafiła już wstać, więc potrącał ją, stał przy niej… To była wyjątkowa chwila, samiec był w żałobie po utracie swojej partnerki. (…) Samiec odganiał od samicy inne kangury, troszczył się o nią.” Fotograf wspominał także o młodym kangurku, który po raz ostatni chciał dotknąć umierającej mamy. I wszystko byłoby pięknie, gdyby nie przyszli fachowcy i nie popsuli zabawy. Serwer Mashable poprosił o opinię Dra Marka Eldridga z instytutu badawczego przy Australian Museum, który przedstawił trzeźwą interpretację zachowania uchwyconego na zdjęciach. „Samiec ma […]

The post Kangur obejmuje umierającą samicę. Żałoba czy ostatni seks? appeared first on przedeptane.

]]>
Internet obiegła kolejna wzruszająca historia – zdjęcia kangurzej samicy umierającej w towarzystwie samca i młodego kangurzątka. Ale czy to na pewno żałoba?

Pierwsze doniesienia prasowe powtórzyły komentarz autora zdjęć, Evana Switzera ze stanu Queensland.

“Widziałem samca podnoszącego samicę. Wyglądało na to, że próbuje ją postawić na nogi i zobaczyć, co jej się stało” – powiedział Switzer dziennikarzom z The Daily Mail. “Nie potrafiła już wstać, więc potrącał ją, stał przy niej… To była wyjątkowa chwila, samiec był w żałobie po utracie swojej partnerki. (…) Samiec odganiał od samicy inne kangury, troszczył się o nią.” Fotograf wspominał także o młodym kangurku, który po raz ostatni chciał dotknąć umierającej mamy.

I wszystko byłoby pięknie, gdyby nie przyszli fachowcy i nie popsuli zabawy.

Serwer Mashable poprosił o opinię Dra Marka Eldridga z instytutu badawczego przy Australian Museum, który przedstawił trzeźwą interpretację zachowania uchwyconego na zdjęciach.

„Samiec ma bardzo wilgotne przedramiona – kangury liżą je, gdy są przegrzane lub podekscytowane. Wnioskuję, że był podniecony.” – powiedział Eldridge. „Przy bliższej analizie zdjęć można zresztą zauważyć, że samiec ma erekcję. Podejrzewam, że starał się utrzymać samicę w pionie, aby kontynuować zaloty, samce mogą być dosyć agresywne, gdy starają się zmusić samice do godów.”

Oczywiście kangury – jak wszystkie ssaki – nie są bezdusznymi automatami. Po prostu ich grupy rządzą się innymi prawami, a więc powstają też inne relacje niż w skupiskach ludzkich.

„Samice często tworzą wzajemne więzi z innymi samicami, z którymi lubią przebywać i które rozpoznają. Jednak u kangurów olbrzymich (Eastern grey kangaroo) nie występuje społeczna więź między samcem i samicą,” – dodał Eldridge.

Zdjęcie: Evan Switzer, kangur, australijskie zwierzęta

Kangury nie tworzą stałych par. Wprawdzie samce po wypatrzeniu samicy stanowczo przeganiają rywali, ale po kopulacji szybko zaczynają szukać innego celu. W dodatku samce nabuzowane hormonami często atakują i ranią nawet potencjalne partnerki, jeżeli te starają się uniknąć amorów. Inny ekspert, Dr. Derek Spielman, przypuszcza nawet, że to właśnie zbyt gwałtowne zaloty mogły być przyczyną śmierci samicy.

Krótko mówiąc – jakkolwiek cynicznie to brzmi, najbardziej prawdopodobna jest właśnie teoria „ostatniego seksu”.

Badania nad emocjami i inteligencją zwierząt są fascynującym tematem i w ciągu ostatnich lat odkrywamy złożone emocje u coraz to nowych gatunków. Ciekawy zbiór historii zwierząt w żałobie przedstawiła Barbara J. King w książce „How Animals Grieve„. W podobnych przypadkach należy jednak zachować ostrożność, ponieważ nieraz zbyt łatwo ulegamy pokusie antropomorfizacji.

Zawsze należy zwrócić uwagę na to, jak działa społeczność danego gatunku i jakie więzi w niej panują. Zwierzęta żyjące w grupach i tworzące stałe, długoletnie pary tworzą też mocne związki i często boleśnie przeżywają utratę najbliższych – takie zachowania zaobserwowano nie tylko u małp, słoni, ssaków morskich, szczurów, ale też krukowatych, papug czy łabędzi.

W przypadku gatunków o mniej skomplikowanej budowie mózgu lub żyjących samotniczo występowanie takich emocji jest o wiele mniej prawdopodobne, ponieważ takie uczucia są im po prostu… niepotrzebne.

My, ludzie, jesteśmy gatunkiem wybitnie społecznym. Potrzebujemy relacji jak tlenu, żywimy się uczuciami i nie potrafimy bez nich żyć. To jednak nie oznacza, że zwierzęta nie odczuwające całej gamy naszych uczuć są bezduszne albo okrutne. Po prostu mają inną strategię przetrwania – nieraz równie fascynującą jak nasza.

P.S.
Jeżeli chcesz się dowiedzieć więcej o kangurach i ich krewniakach, rzuć okiem na nasz tekst opisujący różnice między kangurem, a na przykład walabią.

Zdjęcia: Ewan Switzer; źródła: The Daily MailMashable

The post Kangur obejmuje umierającą samicę. Żałoba czy ostatni seks? appeared first on przedeptane.

]]>
/2016/zdjecia-kangura-obejmujacego-umierajaca-samice-zaloba-czy-seks/feed/ 5
Tajemnica kręgów na tasmańskich polach wyjaśniona! /2015/tajemnica-kregow-na-tasmanskich-polach-wyjasniona/ /2015/tajemnica-kregow-na-tasmanskich-polach-wyjasniona/#comments Wed, 05 Aug 2015 12:41:02 +0000 /?p=1116 Ku wielkiemu rozczarowaniu ufologów komisja badająca tajemnicze zjawisko stwierdziła, że winowajcami są… zwierzęta na haju. Tasmańskich rolników od lat niepokoiły kręgi pojawiające się w miejscowych uprawach maku. Po zbadaniu sprawy udało się odkryć przyczynę – okazało się, że miejscowe walabie (mniejsi krewni kangurów) przychodzą na pola, by żywić się makówkami zawierającymi liczne alkaloidy wykorzystywane do produkcji leków. „Mamy problem z kangurami” – przyznaje Lara Giddings, Prokurator Generalny Tasmanii – „Przychodzą na pola, ćpają i biegają w kółko”. Jeden z farmerów twierdzi, że walabie wracają regularnie: „Przyjdą, zjedzą kilka maków i znikają. Później wracają, zrobią kilka kółek jak konie na wybiegu. Wygląda to tak, jakby wiedziały, kiedy mają dosyć.” Tasmania jest jednym z największych światowych producentów opium przetwarzanego na kodeinę, morfinę i inne leki. Biznes wart 80 milionów dolarów generuje około 50 procent ogólnoświatowej produkcji legalnego opium. Walabie nie są jedynymi australijskimi zwierzętami, które zasmakowały w używkach. W innych […]

The post Tajemnica kręgów na tasmańskich polach wyjaśniona! appeared first on przedeptane.

]]>
Walabia, Południowa Tasmania

Ku wielkiemu rozczarowaniu ufologów komisja badająca tajemnicze zjawisko stwierdziła, że winowajcami są… zwierzęta na haju.
Tasmańskich rolników od lat niepokoiły kręgi pojawiające się w miejscowych uprawach maku. Po zbadaniu sprawy udało się odkryć przyczynę – okazało się, że miejscowe walabie (mniejsi krewni kangurów) przychodzą na pola, by żywić się makówkami zawierającymi liczne alkaloidy wykorzystywane do produkcji leków.

„Mamy problem z kangurami” – przyznaje Lara Giddings, Prokurator Generalny Tasmanii – „Przychodzą na pola, ćpają i biegają w kółko”. Jeden z farmerów twierdzi, że walabie wracają regularnie: „Przyjdą, zjedzą kilka maków i znikają. Później wracają, zrobią kilka kółek jak konie na wybiegu. Wygląda to tak, jakby wiedziały, kiedy mają dosyć.”

Tasmania jest jednym z największych światowych producentów opium przetwarzanego na kodeinę, morfinę i inne leki. Biznes wart 80 milionów dolarów generuje około 50 procent ogólnoświatowej produkcji legalnego opium.

Kakadu, Sydney

Walabie nie są jedynymi australijskimi zwierzętami, które zasmakowały w używkach. W innych częściach Australii uprawy maku są atakowane przez papugi kakadu – w tym wypadku powiedzenie „dać sobie w czuba” nabiera całkowicie nowego znaczenia.

źródło: Reset.me

The post Tajemnica kręgów na tasmańskich polach wyjaśniona! appeared first on przedeptane.

]]>
/2015/tajemnica-kregow-na-tasmanskich-polach-wyjasniona/feed/ 11
Tasmania i rzeka, która świeci /2015/tasmania-swiecaca-rzeka/ /2015/tasmania-swiecaca-rzeka/#comments Wed, 27 May 2015 11:13:10 +0000 /?p=1002 Dlaczego woda w Hobart zaczęła świecić? Wpis z cyklu „Nie, to naprawdę nie jest Photoshop”. W połowie maja 2015 roku mieszkańcy Hobart, głównego miasta Tasmanii, zaczęli zauważać niebieskie światło pojawiające się na brzegach rzeki Derwent River. Podziękowania za to niesamowite widowisko należą się nocoświetlikom, pierwotniakom o zdolności bioluminescencji. Jak wygląda nocoświetlik w dzień? Niepozornie. Co innego w nocy. Ciała nocoświetlików zawierają lucyferynę, czyli tę samą substancję świecącą, którą wykorzystują nasze świetliki. Nocoświetliki aktywują lucefyrynę podczas podrażnienia wywołanego na przykład przez falę lub inne poruszenie wody. I wtedy dzieją się wielkie rzeczy. To świetlne show ma oczywiście swoje ciemne strony – tak naprawdę zjawisko to jest efektem ubocznym tzw. zakwitu, czyli masowego przerostu mikroskopijnych organizmów. Zakwity są problemem także w naszych jeziorach, są niebezpieczne zarówno dla ryb, jak i dla pływaków, umierający nocoświetlik wydziela trujący amoniak. Magia magią, ale wiele plaż w Australii […]

The post Tasmania i rzeka, która świeci appeared first on przedeptane.

]]>
Dlaczego woda w Hobart zaczęła świecić? Wpis z cyklu „Nie, to naprawdę nie jest Photoshop”.

W połowie maja 2015 roku mieszkańcy Hobart, głównego miasta Tasmanii, zaczęli zauważać niebieskie światło pojawiające się na brzegach rzeki Derwent River. Podziękowania za to niesamowite widowisko należą się nocoświetlikom, pierwotniakom o zdolności bioluminescencji.

Jak wygląda nocoświetlik w dzień? Niepozornie.

70f41e27

Co innego w nocy. Ciała nocoświetlików zawierają lucyferynę, czyli tę samą substancję świecącą, którą wykorzystują nasze świetliki. Nocoświetliki aktywują lucefyrynę podczas podrażnienia wywołanego na przykład przez falę lub inne poruszenie wody. I wtedy dzieją się wielkie rzeczy.

Tasmania Hobart świecąca rzeka

To świetlne show ma oczywiście swoje ciemne strony – tak naprawdę zjawisko to jest efektem ubocznym tzw. zakwitu, czyli masowego przerostu mikroskopijnych organizmów. Zakwity są problemem także w naszych jeziorach, są niebezpieczne zarówno dla ryb, jak i dla pływaków, umierający nocoświetlik wydziela trujący amoniak. Magia magią, ale wiele plaż w Australii jest co roku zamykanych nie z powodu rekinów, ale właśnie ze względu na inwazję tych malutkich, świecących stworzeń.

11088813_909431302470278_4257734546714633516_o

No cóż – czy można się na nie złościć, skoro fundują nam tak piękne widoki?

11255814_906834406063301_1241841639980269717_o

Tasmania świecąca rzeka

Tasmania przyroda

Tasmania przyroda

11336932_906834539396621_1681226144851258537_o

Zdjęcia pochodzą ze strony Lena’s Lens Photography. Jeżeli interesuje Cię Tasmania, to zapraszamy do innych wpisów poświęconych tej fascynującej wyspie.

The post Tasmania i rzeka, która świeci appeared first on przedeptane.

]]>
/2015/tasmania-swiecaca-rzeka/feed/ 9