Tasmania Archives - przedeptane /tag/tasmania/ Jedzoki w świat Sat, 13 May 2023 09:15:03 +0000 pl-PL hourly 1 https://wordpress.org/?v=6.2.9 Diabeł spod paprotki. Podróż po Zachodniej Tasmanii. /2020/diabel-spod-paprotki-podroz-po-zachodniej-tasmanii/ /2020/diabel-spod-paprotki-podroz-po-zachodniej-tasmanii/#comments Wed, 22 Apr 2020 09:37:40 +0000 /?p=3307 Matko, jak tu zielono. I chłodno. I mży. O tym, że nadal jesteśmy w Australii, przypominają nam dopiero głuche pacnięcia kangurzych łap gdzieś tam, w cieniu paproci drzewiastych. Wielka przemiana niewielkiej wyspy Tasmania zawsze stała nieco na uboczu, w cieniu Australii, i ze względu na swoją izolację jest czasem traktowana przez kontynentalnych Australijczyków z lekką pobłażliwością, niczym zacofana wiocha, w której przeciętny chłop szuka partnerki albo wśród kuzynek, albo wśród wolniejszych owiec. Tak, jak Nowa Zelandia, do której przylgnęła podobnie krzywdząca naklejka, Tasmania walczy z tym stereotypem w najlepszy możliwy sposób – ignorując prześmiewców i robiąc swoje. Z zahukanej peryferii przeradza się w świeżą, intrygującą destynację ekoturystyki. Dobrym przykładem jest Hobart. Główne miasto wyspy nie może konkurować z widowiskowością Sydney, wyrafinowaniem Melbourne, ani kilometrami białych piasków Perth, a więc stawia właśnie na to, czego brakuje […]

The post Diabeł spod paprotki. Podróż po Zachodniej Tasmanii. appeared first on przedeptane.

]]>
Matko, jak tu zielono. I chłodno. I mży. O tym, że nadal jesteśmy w Australii, przypominają nam dopiero głuche pacnięcia kangurzych łap gdzieś tam, w cieniu paproci drzewiastych.

Wielka przemiana niewielkiej wyspy

Tasmania zawsze stała nieco na uboczu, w cieniu Australii, i ze względu na swoją izolację jest czasem traktowana przez kontynentalnych Australijczyków z lekką pobłażliwością, niczym zacofana wiocha, w której przeciętny chłop szuka partnerki albo wśród kuzynek, albo wśród wolniejszych owiec. Tak, jak Nowa Zelandia, do której przylgnęła podobnie krzywdząca naklejka, Tasmania walczy z tym stereotypem w najlepszy możliwy sposób – ignorując prześmiewców i robiąc swoje. Z zahukanej peryferii przeradza się w świeżą, intrygującą destynację ekoturystyki.

Klify Bruny Island

Dobrym przykładem jest Hobart. Główne miasto wyspy nie może konkurować z widowiskowością Sydney, wyrafinowaniem Melbourne, ani kilometrami białych piasków Perth, a więc stawia właśnie na to, czego brakuje wielkim metropoliom – na małomiasteczkowy klimat i stary, dobry, święty spokój. W wodach mariny kołyszą się nowoczesne i historyczne jachty niczym wspomnienie rybackiej i żeglarskiej historii miasta; wyżej, w ulicach, roi się od kafejek, sklepików i pubów, w których zbiera się kwiat miejscowej i przyjezdnej hipsterki oraz miłośnicy przygód wracający z tasmańskiej dziczy.

Obok tajskiego bistro oferującego tofukurczaka stoi butik z drewnianą biżuterią lokalnych artystów, w budynku gregoriańskiego hotelu znajduje się sklep z odzieżą outdoorową, w ogródku baru z dwudziestoma gatunkami piwa rzemieślniczego można usiąść na ławce lub w retro autobusie stojącym na trawniku. Na tablicy przy wjeździe do miasta znajduje się napis „Uchodźcy mile widziani”, na szybach barów i hosteli wiszą tabliczki „LGBT+ friendly”, podczas naszego pobytu przez główną ulicę przechodziła manifestacja w obronie praw Aborygenów. Ten klimat otwartości i tolerancji jest tym bardziej zaskakujący, gdy weźmiemy pod uwagę czarne karty tasmańskiej historii.

Protest uliczny przeciwko Australia Day, który obecnie przypada na rocznicę wylądowania Jamesa Cooka

Niedaleko Hobart przejeżdżaliśmy przez miasteczko, którego główną atrakcją był kościół zbudowany przez skazańców i dla skazańców. Architekt zaprojektował w budynku tylko jedne drzwi, aby członkowie zboru nie rozpierzchli się po okolicznym buszu. Było to jednak działanie trochę na wyrost, ponieważ tasmański busz był wtedy miejscem dla największych twardzieli – jeżeli nie dopadli Cię zbóje lub legendarnie wprost kapryśna pogoda, w nocy mogłeś się obudzić z diabłem tasmańskim wgryzionym w łydkę. A diabły nie lubią zostawiać resztek. Gdy dopadły kogoś wystarczająco osłabionego, po latach znajdowano tylko podeszwę lub pasek od spodni.

Diabeł tasmański

Potencjalnych uciekinierów odstraszała też wizja spotkania Aborygenów, którzy już dawno porzucili pokojowe nastawienie, z jakim witali pierwszych białych gości. To właśnie Tasmania jest najstarszą australijską kolonią i pierwszym miejscem starcia z aborygeńską ludnością, która nie wytrzymała zbyt długo kontaktu z zachodnią cywilizacją. Brytyjczycy przyszli, przepędzili miejscowych na najbardziej niegościnne tereny i zjedli wszystkie emu (ostatni tasmański nielot upiekł się w latach 50. XIX wieku), w zamian oferując tubylcom bogatą ofertę europejskich chorób zakaźnych, które kosiły całe wioski jak żyto. Ostatnia miejscowa Aborygenka czystej krwi zmarła w Hobart w 1876 roku, czyli niecałych 100 lat od momentu, kiedy kapitan Cook podał rękę pierwszemu z jej przodków. A i potem nie było lepiej, bo po rozprawieniu się z tubylcami Tasmańczycy wzięli się za innych bliźnich. Przez dużą część XX wieku Tasmania nazywana była „wyspą bigotów” – homoseksualizm był na niej nielegalny aż do 1997 roku.

Po zniesieniu kontrowersyjnego prawa wyspa nie tylko zrównała krok, ale wkrótce też wyprzedziła pozostałe stany. Wyspa skazańców stała się oazą tolerancji i nie boi się stawiać na nowe trendy. W ten sposób zwieńczono proces zmiany marki, który rozpoczął się już w pierwszej połowie XIX wieku. Wyspa porzuciła wtedy starszą nazwę „Ziemi Van Diemena”, kojarzącą się głównie ze skazańcami, zarośniętymi bandytami, alkoholizmem i kazirodztwem.

Piekarska samoobsługa

Chwostka szafirowa

Jednym z wyznaczników tej cichej tasmańskiej rewolucji jest MONA, Muzeum Starej i Nowej Sztuki, stworzone przez tasmańskiego milionera i kolekcjonera sztuki, Davida Walsha. Do muzeum można dopłynąć bezpośrednio z mariny ekspresowymi promami, które z zewnątrz ozdobione są charakterystycznym wzorem moro, a w środku – muralami i graffiti. Kolekcje znajdują się w rozległych, kilkupiętrowych pieczarach wykutych w podziemnej skale i obejmują szeroki zakres dzieł od czasów starożytnych do nowoczesności, od egipskich sarkofagów po interaktywne instalacje i poszerzoną rzeczywistość. Ta eklektyczna mieszanka wątków i tematów, kreatywności i wisielczego humoru sprawiła, że instytucja nazywana jest czasem „wywrotowym Disneylandem dla dorosłych”. Jednym z eksponatów jest na przykład żywy człowiek, który nosi obraz wytatuowany na swoich plecach i spędza w muzeum kilka miesięcy rocznie, siedząc na piedestale w blasku reflektorów. Prawdę powiedziawszy, podziwiam odwagę tych, którzy przyprowadzili do MONA swoje dzieci lub starszyznę rodu. Droga powrotna musiała być wypełniona pytaniami lub żenującą ciszą. Chyba właśnie o to chodziło Walshowi, który w oryginalny sposób podszedł nie tylko do wystawienia swojej kolekcji, ale też do finansowania całej instytucji. Podczas gdy wszyscy Tasmańczycy mogą odwiedzać zbiory za darmo, MONA wprowadziła poszerzony pakiet daleko wykraczający poza płatne, dożywotnie członkostwo. Za – bagatela – 75 tysięcy dolarów można wykupić pakiet „wiecznego członkostwa”, który obejmuje nie tylko wstęp na wszystkie wystawy i koncerty za życia, ale – po jego zakończeniu – także kremację i wystawienie prochów w urnie zaprojektowanej przez znaną artystkę/taksydermistkę Julię deVille. No umierać, nie żyć.

Ale jeszcze nie teraz. Na razie trochę pożyjmy i pozwiedzajmy, zwłaszcza, że Hobart jest świetnym punktem wypadowym do eksploracji wyspy.

Puszcze, raki i kopalnie

Z głównego miasta można wyruszyć w kilkudniową podróż wzdłuż wschodniego wybrzeża ( mogliście ją z nami odbyć kilka lat temu w poprzednim artykule dla Zwrotu). Na południu znajduje się z kolei podwójna wyspa Bruny Island oferująca nie tylko esencję tasmańskiej fauny i flory, ale też lokalną populację walabii-albinosów. Nie wiecie, co to walabia? Już wyjaśniam. Otóż Europejczyk nazwałby ją pewnie kangurem, jednak mieszkańcy Antypodów – niczym Eskimosi rozróżniający rzekomo kilkanaście gatunków śniegu – mają dla torbaczy z podrzędu kangurokształtnych całą skalę określeń. Największe, muskularne i szczupłe są prawdziwe kangury; mniejsze, puchate i zdecydowanie częściej spotykane są walabie; na Tasmanii można się spotkać też z pademelonami osiągającymi rozmiary kota, oraz jeszcze mniejszymi bettongami, zwanymi po polsku kanguroszczurnikami. A to zaledwie jedna część miejscowych zwierząt. Czym głębiej w las, tym robi się ciekawiej. W strumykach i rzekach żyją dziobaki prawie trzykrotnie większe od kontynentalnych, w trakcie podróży często spotykaliśmy kolczatki poszukujące przekąsek w przydrożnych liściach. Na Tasmanię nigdy nie dotarły koale, jednak jest ona świetnym miejscem do obserwacji wombatów, a także torbaczy drapieżnych, które praktycznie wcale nie występują na kontynencie.

End of the Road. Dalej się nie da.

Podróż po zachodniej Tasmanii możemy rozpocząć w Cockle Creek, najbardziej wysuniętym na południe miejscem w całej Australii, do którego można dotrzeć samochodem. Stojąc na skalistym wybrzeżu znowu przypominamy sobie o tym, że z Tasmanii bliżej jest na Antarktydę, niż na tropikalną północ kontynentu – z Hobart ruszają loty na stacje polarne, w miejscowym ogrodzie botanicznym znajduje się dział flory antarktycznej. Sama Tasmania porośnięta jest krewniakami roślin porastających szczątki południowego superkontynentu Gondwany, który 180 milionów lat temu rozpadł się na Australię, Nową Zelandię, Antarktydę, Afrykę i Amerykę Południową. W chłodnych, wilgotnych lasach Tasmanii rosną bukany, czyli odpowiedniki buków z północnej półkuli. Drzewa te, które jako jedyne w Australii zrzucają liście na zimę, rosły jeszcze 3 miliony lat temu także na Antarktydzie, zanim ostatecznie nie skuł jej lód.

Arktyczna roślinność w ogrodzie botanicznym w Hobart

Ruszając na północ natykamy się na rzekę Huon, która dała nazwę kolejnemu tasmańskiemu endemitowi – sośnie Huon słynącej nie tylko z pięknego, szlachetnego drewna, ale też swojej długowieczności. Niektóre tasmańskie okazy mają aż 3000 lat i uznawane są za jedne z najstarszych żywych organizmów na ziemi. Inne miejscowe drzewa, eukaliptusy, walczą z kolei o miano najwyższych. Kilkanaście z nich dorasta do 90 metrów, a najwyższy – Centurion – przekroczył magiczną granicę 100 metrów, co zapewniło mu pozycję trzeciego najwyższego drzewa na świecie. Niemniej interesujące są niższe piętra tasmańskich lasów. W mrocznym półświatku mchów i zimnych strumieni świetnie powodzi się paprociom drzewiastym, których pnie i monstrualne wachlarze przypominają bardziej tropikalne palmy, niż paprotki z europejskich lasów. Pod ziemią, wplecione w korzenie drzew rosną trufle, jedno z kulinarnych bogactw Tasmanii. W błotnistych brzegach rzek ukrywają się z kolei gigantyczne tasmańskie raki, największe słodkowodne bezkręgowce świata, których najstarsze osobniki – a raki te mogą żyć do 60 lat – osiągają aż 80 centymetrów długości i 6 kilo wagi.

Walabia

Ausralijski sromotnik Aseroë rubra

Kolczatka

W pobliskim parku narodowym Hartz Mountains krajobraz ulega dramatycznej przemianie. Wraz z rosnącą wysokością nad poziomem morza gęste, wilgotne lasy ustępują miejsca niskiej, alpejskiej roślinności. W najwyższych partiach gołe skały otaczają niecki z mokradłami i jeziorami polodowcowymi, a karłowate drzewa i krzewy wzbijają się wyżej tylko w lecie, zanim ich kwiatów nie zerwą zimowe wichury i zamiecie śnieżne.

Alpejskie krajobrazy Hartz Mountains National Park

Połacie lasów w tak zwanej Tasmańskiej Dziczy na zachodzie wyspy przerwane są tu i tam głębokimi bliznami po wygasłym przemyśle wydobywczym, który w swoim czasie ściągał tutaj rzesze ludzi z całego świata. Dzisiaj na terenach zamkniętych kopalń złota, srebra czy miedzi pozostały tylko senne miasteczka, które starają się przekuć okruchy dziewiętnastowiecznej sławy na turystyczny potencjał. I całkiem nieźle im to wychodzi. W jednym z nich, Zeehan, spędzamy kilka godzin na zwiedzaniu jednego z najciekawszych muzeów, jakie przyszło nam zobaczyć. Centrum Dziedzictwa Zachodniego Wybrzeża to dosłownie miasto w mieście, surrealistyczny kompleks obejmujący kilka dziewiętnastowiecznych budynków, często z kompletnym wyposażeniem. Oprócz standardowych zbiorów dokumentujących życie górników, farmerów, czy lekarzy na terenie Centrum znajduje się też replika kopalni, zbiór lokomotyw, posterunek policji z celami dla aresztantów, loża masońska, a nawet cały teatr, włącznie ze starą salą bilardową, kasami biletowymi i plakatami filmów niemych.

Tunele opuszczonych kopalni

Zdjęcia w muzeum przedstawiały też walkę miejscowych z regularnie powracającym żywiołem ognia. Podczas podróży przez interior wyspy przejeżdżaliśmy kilka razy przez obszary zniszczone przez pożary buszu, z ulgą zauważając powracające życie. Między sczerniałymi pniami powalonych gigantów przeżyły niższe drzewa, które już nieśmiało zazieleniały się świeżymi pędami. W nadmorskich lasach zwęglona kora łuszczyła się pod naporem deszczu, spływała w strumieniach do podnóża wzgórz, a osadzając się, barwiła piasek plaż na kolor smoły.

Busz po pożarze

Na cieszyńskim orzechu

Po dotarciu na północ wyspy otworzył się przed nami całkowicie odmienny pejzaż. Lasy ustąpiły miejsca farmom i sadom, w których królują europejskie owoce i warzywa, czyli produkty uważane w warunkach suchej i gorącej Australii za prawie egzotyczne. Tasmania znana jest też ze znakomitych miodów eukaliptusowych, przetworów i cydrów.

The Nut i miasteczko Stanley

W końcu dotarliśmy do jednej z najciekawszych destynacji tasmańskiej północy. Rybackie miasteczko Stanley kurczy się u podnóża wulkanicznej skały zwanej przez miejscowych The Nut, czyli Orzechem. Stanley, które było niegdyś bazą wypadową dla wypraw wielorybniczych, jest obecnie Mekką wędkarzy i miłośników morskiej fauny. Wybrzeże usiane jest koloniami uchatek, kormoranów i niebieskich pingwinów małych; w samym porcie rzuciłem niecenzuralnym słowem, gdy pod moimi stopami z wody wyłoniła się ponad dwumetrowa płaszczka.

Widok z The Nut

Paprocie drzewiaste

Na The Nut można wyjść pieszo lub wyjechać kolejką, podziwiając po drodze spektakularne widoki na plaże i morze Cieśniny Bassa. Wody tej cieśniny słyną ze swojej nieprzewidywalności, gwałtownych sztormów i 15-metrowych fal, co sprawia, że wybrzeża północnej Tasmanii i południowej Wiktorii usiane są setkami wraków. Tego dnia jednak cała ta paleta zieleni i błękitów bardziej przypominała pocztówkę z Karaibów, niż cmentarzysko statków.

Weszliśmy na płaski szczyt wzgórza. Prawie w całości pokrywają go łąki, na których wszechobecne muchy uciekają przed stadami ważek, w eukaliptusowych zagajnikach na południowym stoku mieszkają z kolei płoche walabie. Cała skała o wysokości 152 metrów jest tak zwanym nekiem wulkanicznym, czyli korkiem wypełniającym krater nieistniejącego już wulkanu sprzed 16 milionów lat. Nasze śląskie serca rozgrzało trochę odkrycie, że ten tasmański Orzech jest w całości zbudowany nie z byle jakiej skały magmowej, a… z cieszynitu, który po raz pierwszy został opisany w Cieszynie, jednak oprócz pogranicza Czech i Polski występuje też w Szkocji i właśnie w Australii.

Tak więc stało się, znaleźliśmy wspomnienie rodzinnych stron nawet tutaj, na wpół drogi między Australią, a Antarktydą. Przed ojczyzną nie uciekniesz.


Migawki z podróży, które umieszczaliśmy na Instagram Stories, możesz obejrzeć TUTAJ.

Mapka wyprawy:

O poprzedniej wyprawie możesz przeczytać we wpisach Tasmania. Wschodnie wybrzeże czarciej wyspy oraz Cradle Mountain. Chłodne serce wyspy.

Tekst ukazał się w miesięczniku Zwrot 2/2020.

The post Diabeł spod paprotki. Podróż po Zachodniej Tasmanii. appeared first on przedeptane.

]]>
/2020/diabel-spod-paprotki-podroz-po-zachodniej-tasmanii/feed/ 11
Tasmania. Wschodnie wybrzeże czarciej wyspy. /2016/tasmania-wschodnie-wybrzeze/ /2016/tasmania-wschodnie-wybrzeze/#comments Fri, 08 Jul 2016 09:48:21 +0000 /?p=2223 Czyli rzecz o siostrze Antarktydy, jedynym miejscu na świecie, w którym diabeł naprawdę mówi dobranoc. A przynajmniej tak było do niedawna. Z tropików do lodówki Przylecieliśmy do Hobart prosto z upalnej Zachodniej Australii, a więc nawet nie przyszło nam na myśl, by się skarżyć, gdy tasmańska mżawka schłodziła nam świeże poparzenia słoneczne. Wręcz przeciwnie – poświęciliśmy całe dwa dni na łuszczenie się w chłodnym zaciszu Brunswick, drugiego najstarszego hotelu w całej Australii. Brunswick działa od 1827 roku, co może nie robi dużego wrażenia na Europejczykach, ale dla miejscowych przedstawia wręcz przedpotopowy zabytek. To nie przypadek, że tak stary budynek znajduje się właśnie na Tasmanii – od samego początku była na celowniku marynarzy i kolonizatorów. Już w połowie XVII wieku jej brzegi obserwował z pokładu holenderski odkrywca Abel Tasman, w sto lat później na tasmańskiej ziemi […]

The post Tasmania. Wschodnie wybrzeże czarciej wyspy. appeared first on przedeptane.

]]>
Czyli rzecz o siostrze Antarktydy, jedynym miejscu na świecie, w którym diabeł naprawdę mówi dobranoc. A przynajmniej tak było do niedawna.

Z tropików do lodówki

Przylecieliśmy do Hobart prosto z upalnej Zachodniej Australii, a więc nawet nie przyszło nam na myśl, by się skarżyć, gdy tasmańska mżawka schłodziła nam świeże poparzenia słoneczne. Wręcz przeciwnie – poświęciliśmy całe dwa dni na łuszczenie się w chłodnym zaciszu Brunswick, drugiego najstarszego hotelu w całej Australii. Brunswick działa od 1827 roku, co może nie robi dużego wrażenia na Europejczykach, ale dla miejscowych przedstawia wręcz przedpotopowy zabytek.

To nie przypadek, że tak stary budynek znajduje się właśnie na Tasmanii – od samego początku była na celowniku marynarzy i kolonizatorów. Już w połowie XVII wieku jej brzegi obserwował z pokładu holenderski odkrywca Abel Tasman, w sto lat później na tasmańskiej ziemi stanęli francuscy marynarze, w 1777 roku koło wyspy przepłynął kapitan James Cook. W 1803 roku powstało Hobart, założone przez grupkę osadników wysłanych tutaj z Sydney. Podejrzewam, że Brytyjczycy – tak jak my – ucieszyli się z klimatu wyspy. Kapryśna pogoda i wilgotne, zielone okolice pewnie przypomniały im rodzinne strony.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Szlakiem krwawej historii

Po wynajęciu samochodu wyruszyliśmy na północ wzdłuż wschodnich wybrzeży wyspy. To jedna z bardziej popularnych australijskich tras samochodowych road-tripów – obfituje w fotogeniczne scenerie, parki narodowe, a także ślady pierwszych osadników.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Zaledwie kilkadziesiąt kilometrów od Hobart znajduje się Port Arthur, które cieszy się podwójnie niechlubną sławą. Po pierwsze – w połowie XIX wieku było to miejsce zsyłki najbardziej niebezpiecznych skazańców. Po zamknięciu więzienia na miejscu powstało muzeum kolonizacji, które szybko zaczęło przyciągać tłumy turystów. Zło wróciło 28 kwietnia 1996 roku, kiedy na parkingu zatrzymał się samochód wyładowany bronią palną. Martin Bryant – młody psychopata z Hobart – kontynuował tutaj jatkę, której ostateczny bilans wynosił 35 ofiar śmiertelnych i 23 rannych.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Masakra w Port Arthur jest do dzisiaj uważana za jedną z największych masowych strzelanin w historii i doprowadziła do poważnych zmian w australijskim prawie, mentalności i podejściu do posiadania broni palnej. W reakcji na tragiczne wydarzenia rząd uruchomił szeroko zakrojoną akcję skupowania broni od obywateli i zaostrzył warunki wydawania pozwoleń, co wpłynęło na gwałtowne obniżenie przestępstw dokonywanych przy użyciu broni palnej. Bryant został skazany na 35 kar dożywocia oraz dodatkowych 1035 lat bez możliwości zwolnienia warunkowego.

Zew natury

Dalsza trasa na północ nie jest już skażona tak makabrycznymi historiami, droga wijąca się przez senne miasteczka doprowadziła nas do Parku Narodowego Freycineta. Tutaj znajduje się Zatoka Wineglass, turystyczna perełka wyspy.

Ascetyzm tasmańskich krajobrazów jest tylko pozorny, goszczą one niezwykle bogate życie. Praktycznie na każdym postoju i noclegu towarzyszyły nam kangury i ich mniejsze kuzynki – walabie, wzdłuż dróg co kilka kilometrów kolebały się kolczatki. Szybko zrozumieliśmy, dlaczego miłośnicy natury wygłaszają peany na cześć Tasmanii, jednak dopiero wokół Zatoki Wineglass ostatecznie ulegliśmy jej urokowi.

Wineglass Bay, Tasmania

Kontrast lazurowej wody i rdzawych skał jest oczywistym, ale nie jedynym atutem zatoki. Pod lazurowymi falami można czasem dostrzec szkielety wielorybów lub złowić (podobno pyszne) ostrygi, piasek roi się nie tylko od fantazyjnie poskręcanych muszli, ale też jaj płaszczek i rekinów. Jeszcze ciekawsze rzeczy dzieją się w okolicznym buszu.

Zziębnięte dinozaury

Surowy urok Tasmanii ma w rzeczywistości dosyć zaskakujące pochodzenie. Jeszcze 45 milionów lat temu wyspa była połączona z Antarktydą, którą porastały wówczas chłodne, zielone puszcze. Ta wspólna historia do dzisiaj podnosi tętno geologom i paleontologom. Pierwsi interesują się wspólną historią skał obu miejsc, dla drugich Tasmania jest swoistym wehikułem czasu, dzięki któremu mogą na własne oczy zobaczyć, jak wyglądały antarktyczne lasy w czasach, gdy rządziły nimi dinozaury. Do dzisiaj na Tasmanii żyją gatunki roślin i zwierząt, których krewniacy skamienieli pod lodami południowego kontynentu.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Ta świadomość dodaje dodatkowego smaczku pieszym wyprawom przez miejscowe ostępy i mokradła. Naprawdę nie trzeba bujnej wyobraźni, aby w mglistym gąszczu mchów i paproci zobaczyć cień przemykającego gada.

las na Tasmanii, paproć drzewiasta

Magię miejsca umacnia też fakt, że ludziom do dzisiaj nie udało się tutaj wepchnąć swoich brudnych paluchów. Nie to, że by się nie starali. Trwa kontrowersyjna wycinka gigantycznych eukaliptusów, ale wyspa nadal ma pod dostatkiem dziewiczych lasów. Wody rzek i potoków przypominają kolorem herbatę z drugiego naparu, ale to tylko zmyłka – tak naprawdę zabarwiają je składniki wypłukane z gleby, nigdzie w Australii nie znajdziecie tak dobrej wody, jak tutaj. Chłodne antarktyczne wiatry też mają dobrą stronę – dzięki nim wyspa może się pochwalić najczystszym powietrzem na świecie. Pan Guinness potwierdza.

Dziś prawdziwych tubylców już nie ma

Nie ma tutaj zresztą wielu rzeczy, które znajdziemy na kontynencie. Na Tasmanii nigdy nie było koali, ku uciesze miejscowej fauny nie dotarły tu też psy dingo. Aborygeni owszem, dotarli, i długo mieli się całkiem dobrze – w chwili przybycia Europejczyków żyło ich tutaj około 7000, a pierwsi kronikarze opisują ich jako zdrowych, energicznych i przyjacielskich ludzi. Wszystko to miało się szybko zmienić.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Anglicy przywieźli nie tylko alkohol i przemoc, ale przede wszystkim choroby, które wybijały Aborygenów szybciej niż ołów. W ciągu 30 lat z całej miejscowej populacji ostało się zaledwie 300 osób. Te zostały przymusowo wysiedlone na wyspę Flinders Island, by wziąć udział w teleturnieju „Zasymiluj się lub umrzyj”. Ostatni Tasmańczyk czystej krwi opuścił karty historii w 1876 roku.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

W latach 30. XX wieku zginął też ostatni wilkowór tasmański (wilk workowaty), wybity dzięki połączonym staraniom tubylców i Brytyjczyków. Aborygeni pozamiatali z nim wcześniej na kontynencie, Europejczycy – którzy niesłusznie uważali go za zagrożenie dla swoich owiec – dokończyli dzieła na Tasmanii, w jego ostatnim sanktuarium.

tygrys tasmański wilk

Obecnie trwa walka o ratowanie jego kuzyna – diabła tasmańskiego. Jego populację decymuje zakaźny rak pyska, więc sprawa wygląda naprawdę nieciekawie. Pomimo odizolowania zdrowych osobników oraz intensywnych prac nad szczepionką los tych sympatycznych nerwusów nadal balansuje na ostrzu noża. Nie słychać już w lasach wściekłego parskania i charczenia, które pierwsi, wystraszeni osadnicy natychmiast skojarzyli z piekielnymi istotami. Miejmy nadzieję, że te odgłosy nie zniknęły bezpowrotnie.

Ogień na północy

W końcu docieramy do północnego skrawka wyspy i parku narodowego Mount William. W Zatoce Ogni (Bay of Fires) po raz kolejny podziwiamy skały, którym specjalny gatunek porostów nadaje jaskrawo pomarańczowy kolor.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Tutaj spotykamy też chyba najwięcej zwierząt – walabie z młodymi w torbach podchodzą dosłownie na wyciągnięcie ręki, trawa na równinach skoszona jest do samej ziemi przez kangury i wombaty.

kangur, walabia, Tasmania

Dalej już się nie da. Odrywamy się od wybrzeża i wjeżdżamy w głąb lądu. W krajobrazie zmieniają się kolejne slajdy z widokami – upiorne szkielety wymarłych lasów, rozległe pastwiska, połacie białych maków. Jakiś czas temu media obiegła informacja o tajemniczych kręgach na tasmańskich polach. Okazało się, że nie tworzyło ich UFO, ale kangury naćpane alkaloidami z surowego maku i skaczące w kółko po uprawach.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

A my prosto. Najpierw mijamy pojedyncze zabudowania, później malownicze wioski, których drewniane domki przypominają jakąś bajkową scenografię. W końcu – w pięć dni po wyjeździe z Hobart – dojeżdżamy do Launceston, miasta o nieodpartym, wiktoriańskim uroku.

Launceston, Tasmania

Tutaj kończymy pierwszy etap naszej podróży, pozostałych kilka dni zajmie nam zwiedzanie okolic Cradle Mountain w centrum wyspy, obszaru nazywanego Tasmańską Dziczą oraz fotograficzne polowanie na dziobaki.

Tasmania, wycieczka, Australia, roadtrip

Pozostaje niedosyt. Nie spróbowaliśmy słynnych tasmańskich trufli, nie zobaczyliśmy też południowej zorzy polarnej ani świecącego planktonu, który czasem pojawia się w tasmańskich zatokach. Nie narzekamy. Przynajmniej jest po co wrócić.

Tekst ukazał się w miesięczniku Zwrot. Zdjęcie wilka workowatego: CC Wikimedia Commons

The post Tasmania. Wschodnie wybrzeże czarciej wyspy. appeared first on przedeptane.

]]>
/2016/tasmania-wschodnie-wybrzeze/feed/ 2
Tajemnica kręgów na tasmańskich polach wyjaśniona! /2015/tajemnica-kregow-na-tasmanskich-polach-wyjasniona/ /2015/tajemnica-kregow-na-tasmanskich-polach-wyjasniona/#comments Wed, 05 Aug 2015 12:41:02 +0000 /?p=1116 Ku wielkiemu rozczarowaniu ufologów komisja badająca tajemnicze zjawisko stwierdziła, że winowajcami są… zwierzęta na haju. Tasmańskich rolników od lat niepokoiły kręgi pojawiające się w miejscowych uprawach maku. Po zbadaniu sprawy udało się odkryć przyczynę – okazało się, że miejscowe walabie (mniejsi krewni kangurów) przychodzą na pola, by żywić się makówkami zawierającymi liczne alkaloidy wykorzystywane do produkcji leków. „Mamy problem z kangurami” – przyznaje Lara Giddings, Prokurator Generalny Tasmanii – „Przychodzą na pola, ćpają i biegają w kółko”. Jeden z farmerów twierdzi, że walabie wracają regularnie: „Przyjdą, zjedzą kilka maków i znikają. Później wracają, zrobią kilka kółek jak konie na wybiegu. Wygląda to tak, jakby wiedziały, kiedy mają dosyć.” Tasmania jest jednym z największych światowych producentów opium przetwarzanego na kodeinę, morfinę i inne leki. Biznes wart 80 milionów dolarów generuje około 50 procent ogólnoświatowej produkcji legalnego opium. Walabie nie są jedynymi australijskimi zwierzętami, które zasmakowały w używkach. W innych […]

The post Tajemnica kręgów na tasmańskich polach wyjaśniona! appeared first on przedeptane.

]]>
Walabia, Południowa Tasmania

Ku wielkiemu rozczarowaniu ufologów komisja badająca tajemnicze zjawisko stwierdziła, że winowajcami są… zwierzęta na haju.
Tasmańskich rolników od lat niepokoiły kręgi pojawiające się w miejscowych uprawach maku. Po zbadaniu sprawy udało się odkryć przyczynę – okazało się, że miejscowe walabie (mniejsi krewni kangurów) przychodzą na pola, by żywić się makówkami zawierającymi liczne alkaloidy wykorzystywane do produkcji leków.

„Mamy problem z kangurami” – przyznaje Lara Giddings, Prokurator Generalny Tasmanii – „Przychodzą na pola, ćpają i biegają w kółko”. Jeden z farmerów twierdzi, że walabie wracają regularnie: „Przyjdą, zjedzą kilka maków i znikają. Później wracają, zrobią kilka kółek jak konie na wybiegu. Wygląda to tak, jakby wiedziały, kiedy mają dosyć.”

Tasmania jest jednym z największych światowych producentów opium przetwarzanego na kodeinę, morfinę i inne leki. Biznes wart 80 milionów dolarów generuje około 50 procent ogólnoświatowej produkcji legalnego opium.

Kakadu, Sydney

Walabie nie są jedynymi australijskimi zwierzętami, które zasmakowały w używkach. W innych częściach Australii uprawy maku są atakowane przez papugi kakadu – w tym wypadku powiedzenie „dać sobie w czuba” nabiera całkowicie nowego znaczenia.

źródło: Reset.me

The post Tajemnica kręgów na tasmańskich polach wyjaśniona! appeared first on przedeptane.

]]>
/2015/tajemnica-kregow-na-tasmanskich-polach-wyjasniona/feed/ 11
Tasmania i rzeka, która świeci /2015/tasmania-swiecaca-rzeka/ /2015/tasmania-swiecaca-rzeka/#comments Wed, 27 May 2015 11:13:10 +0000 /?p=1002 Dlaczego woda w Hobart zaczęła świecić? Wpis z cyklu „Nie, to naprawdę nie jest Photoshop”. W połowie maja 2015 roku mieszkańcy Hobart, głównego miasta Tasmanii, zaczęli zauważać niebieskie światło pojawiające się na brzegach rzeki Derwent River. Podziękowania za to niesamowite widowisko należą się nocoświetlikom, pierwotniakom o zdolności bioluminescencji. Jak wygląda nocoświetlik w dzień? Niepozornie. Co innego w nocy. Ciała nocoświetlików zawierają lucyferynę, czyli tę samą substancję świecącą, którą wykorzystują nasze świetliki. Nocoświetliki aktywują lucefyrynę podczas podrażnienia wywołanego na przykład przez falę lub inne poruszenie wody. I wtedy dzieją się wielkie rzeczy. To świetlne show ma oczywiście swoje ciemne strony – tak naprawdę zjawisko to jest efektem ubocznym tzw. zakwitu, czyli masowego przerostu mikroskopijnych organizmów. Zakwity są problemem także w naszych jeziorach, są niebezpieczne zarówno dla ryb, jak i dla pływaków, umierający nocoświetlik wydziela trujący amoniak. Magia magią, ale wiele plaż w Australii […]

The post Tasmania i rzeka, która świeci appeared first on przedeptane.

]]>
Dlaczego woda w Hobart zaczęła świecić? Wpis z cyklu „Nie, to naprawdę nie jest Photoshop”.

W połowie maja 2015 roku mieszkańcy Hobart, głównego miasta Tasmanii, zaczęli zauważać niebieskie światło pojawiające się na brzegach rzeki Derwent River. Podziękowania za to niesamowite widowisko należą się nocoświetlikom, pierwotniakom o zdolności bioluminescencji.

Jak wygląda nocoświetlik w dzień? Niepozornie.

70f41e27

Co innego w nocy. Ciała nocoświetlików zawierają lucyferynę, czyli tę samą substancję świecącą, którą wykorzystują nasze świetliki. Nocoświetliki aktywują lucefyrynę podczas podrażnienia wywołanego na przykład przez falę lub inne poruszenie wody. I wtedy dzieją się wielkie rzeczy.

Tasmania Hobart świecąca rzeka

To świetlne show ma oczywiście swoje ciemne strony – tak naprawdę zjawisko to jest efektem ubocznym tzw. zakwitu, czyli masowego przerostu mikroskopijnych organizmów. Zakwity są problemem także w naszych jeziorach, są niebezpieczne zarówno dla ryb, jak i dla pływaków, umierający nocoświetlik wydziela trujący amoniak. Magia magią, ale wiele plaż w Australii jest co roku zamykanych nie z powodu rekinów, ale właśnie ze względu na inwazję tych malutkich, świecących stworzeń.

11088813_909431302470278_4257734546714633516_o

No cóż – czy można się na nie złościć, skoro fundują nam tak piękne widoki?

11255814_906834406063301_1241841639980269717_o

Tasmania świecąca rzeka

Tasmania przyroda

Tasmania przyroda

11336932_906834539396621_1681226144851258537_o

Zdjęcia pochodzą ze strony Lena’s Lens Photography. Jeżeli interesuje Cię Tasmania, to zapraszamy do innych wpisów poświęconych tej fascynującej wyspie.

The post Tasmania i rzeka, która świeci appeared first on przedeptane.

]]>
/2015/tasmania-swiecaca-rzeka/feed/ 9
Cradle Mountain, Tasmania. Chłodne serce wyspy. /2015/cradle-mountain-tasmania-australia/ /2015/cradle-mountain-tasmania-australia/#comments Wed, 11 Feb 2015 12:34:50 +0000 /?p=717 Tasmania zaprzecza wielu stereotypom o Australii, obie mają jednak jedną wspólną cechę – dziką, niepowtarzalną, niesamowicie różnorodną przyrodę.  Dzika Tasmania Prawie 20 procent wyspy pokrywa tak zwana „Tasmańska Dzicz” („Tasmanian Wilderness”), obszar znajdujący się pod ochroną UNESCO. Swoistą bramą do tych terenów jest góra Cradle Mountain i otaczający ją park narodowy, a głównym punktem orientacyjnym jest jezioro Dove Lake rozciągające się u jej stóp. Tutaj znajduje się punkt wyjścia dla kilku tras pieszych, przy czym najkrótsze trwają dosłownie kilkanaście minut, a dłuższe zajmują kilka godzin. Największym wyzwaniem jest jednak „Overland Track”, czyli ponad 80-kilometrowa trasa, której przebycie zajmuje 5-6 dni. Nie mieliśmy niestety czasu na wielodniową wyprawę, od początku wiedzieliśmy, że na całą Tasmanię możemy poświęcić najwyżej dwa tygodnie. Okazało się jednak, że Cradle Mountain sowicie wynagrodzi nam nawet krótsze, kilkugodzinne spotkanie. Okoliczne krajobrazy tylko na pierwszy rzut oka przypominają […]

The post Cradle Mountain, Tasmania. Chłodne serce wyspy. appeared first on przedeptane.

]]>
OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Tasmania zaprzecza wielu stereotypom o Australii, obie mają jednak jedną wspólną cechę – dziką, niepowtarzalną, niesamowicie różnorodną przyrodę. 

mapa Tasmania Australia

Dzika Tasmania

Prawie 20 procent wyspy pokrywa tak zwana „Tasmańska Dzicz” („Tasmanian Wilderness”), obszar znajdujący się pod ochroną UNESCO. Swoistą bramą do tych terenów jest góra Cradle Mountain i otaczający ją park narodowy, a głównym punktem orientacyjnym jest jezioro Dove Lake rozciągające się u jej stóp. Tutaj znajduje się punkt wyjścia dla kilku tras pieszych, przy czym najkrótsze trwają dosłownie kilkanaście minut, a dłuższe zajmują kilka godzin. Największym wyzwaniem jest jednak „Overland Track”, czyli ponad 80-kilometrowa trasa, której przebycie zajmuje 5-6 dni.

Three_Rectangles1

Nie mieliśmy niestety czasu na wielodniową wyprawę, od początku wiedzieliśmy, że na całą Tasmanię możemy poświęcić najwyżej dwa tygodnie. Okazało się jednak, że Cradle Mountain sowicie wynagrodzi nam nawet krótsze, kilkugodzinne spotkanie.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Okoliczne krajobrazy tylko na pierwszy rzut oka przypominają europejskie góry. Na niższych poziomach rosną eukaliptusy, które stopniowo ustępują miejsca połaciom ostrych traw, krzewów i karłowatych drzew. Wiele miejscowych gatunków jest endemitami, występują wyłącznie w tym miejscu. Jednym z nich jest na przykład bukan Nothofagus gunnii  – bukany są odpowiednikami naszych buków, rosną jednak wyłącznie na półkuli południowej. Na całym świecie istnieje już tylko 100 km2 lasu bukana z Cradle Mountain.

Three_Rectangles-Recovered2

Ale rośliny to nie wszystko. Okolice góry obfitują w rzadkie zwierzęta – oprócz wielu gatunków ptaków, jaszczurek i węży w okolicznych lasach występują diabły tasmańskie, ale też dziobaki i kolczatki, i to w ilościach niespotykanych na australijskim kontynencie.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Dziobak na żywo

Zobaczenie dziobaka w naturalnym środowisku było jednym z naczelnych zadań naszej australijskiej wyprawy. Od początku naszego pobytu na Tasmanii bezskutecznie wypatrywaliśmy go w mijanych jeziorach i rzeczkach, jednak dopiero Cradle Mountain w końcu spełniła nam to marzenie.

W drodze na szczyt przechodziliśmy obok jeziora Lake Lilla, gdy naszą uwagę przykuły dwa pasemka drobnych fal układających się w literę V. Co chwilę pasemka znikały, by znowu pojawić się o kilka metrów bliżej, aż w końcu stworzenie podpłynęło aż do brzegu. Za każdym razem nad wodą zalśniło na kilka sekund brązowe futro, mignęły cztery łapki z palcami połączonymi błoną pławną. Nie było już wątpliwości – dziobak! Żywy, najprawdziwszy!

dziobak Tasmania Cradle Mountain Australia

Nie mogliśmy się napatrzyć – spotkanie z dziobakiem jest przecież wydarzeniem nawet dla rodowitych Australijczyków! Wcześniej spotykaliśmy ludzi, którzy przez wiele lat żyli na terenach zamieszkanych przez dziobaki, a pomimo tego ani razu nie widzieli ich na żywo. Ruszyliśmy dalej dopiero wtedy, gdy zwierzak zanurkował po raz ostatni i tafla wody znowu zmieniła się w nieruchome, czarne lustro.

Doszliśmy do stawu Wombat Pool nazywanego przez miejscowych Wombat Poo, ponieważ jego okolice usiane są kupkami wombatów (staw – pool, kupa – poo). Tym razem po samych wombatach nie było ani śladu, ale po wcześniejszych doświadczeniach wcale nas to nie zdziwiło – w odróżnieniu od kangurowatych, które nie wstydzą się kraść jedzenia z namiotów i odłożonych plecaków, wombaty są nieufne i płoche. Trudno je wypatrzyć, jeszcze trudniej się do nich zbliżyć.

Wombat Pool pod Cradle Mountain, Tasmania, Australia

Przeszliśmy dalej, wspinając się na Marions Lookout, z którego można podziwiać całą panoramę Dove Lake (patrz pierwsze zdjęcie). Roztoczył się przed nami widok przypominający Tatry lub skandynawskie fiordy, a mroczny wizerunek uzupełniało ołowianoszare niebo, które chyba zawsze będzie nam się kojarzyło z Tasmanią. Wyspa lubi się chmurzyć i zaskakiwać zmianami pogody, bez peleryny i dobrych butów ani rusz.

Nie jest łatwo, ale warto. Chłodny urok Cradle Mountain ocieplają kolorowe grzyby, wszechobecne krzewy obsypane setkami drobnych kwiatków i jaszczurki przemykające pod stopami.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

W drodze powrotnej czekała nas jeszcze ostatnia, miła niespodzianka – w pewnej chwili tuż pod naszymi nogami pojawił się duży, włochaty kłębek najeżony ostrymi kolcami. Kolczatka, echidna! Wprawdzie nie był to nasz „pierwszy raz”, jednak wcześniej napotkane kolczatki błyskawicznie wkopywały się w ziemię; pomimo wielu podejść mieliśmy w kolekcji kilka wspaniałych fotek ich grzbietów. Tym razem spotkaliśmy ekstrawertyczkę – Darek zrobił porządną sesję zdjęciową, zanim modelka postanowiła odkołysać się w pobliskie chaszcze.

kolczatka Tasmania Cradle Mountain

Podziękowaliśmy górze, pstryknęliśmy ostatnią fotę Lake Dove i wróciliśmy do samochodu. Spieszno nam było do jaskini ze świecącymi larwami i na spotkanie z diabłem tasmańskim. O tym napiszemy jednak przy innej okazji.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

The post Cradle Mountain, Tasmania. Chłodne serce wyspy. appeared first on przedeptane.

]]>
/2015/cradle-mountain-tasmania-australia/feed/ 5
Pod papugami /2015/papugi-australia/ /2015/papugi-australia/#comments Mon, 12 Jan 2015 12:59:41 +0000 /?p=634 Australia to nie tylko kangury i koale – to też ptaki najróżniejszych kształtów i kolorów. Zobaczcie, jakie papugi udało nam się „upolować” podczas naszych wypraw po Czerwonym Kontynencie. Jeżeli możecie pomóc nam z identyfikacją gatunków, to bardzo chętnie skorzystamy! Dotychczas zidentyfikowane papugi: 1. Rozella żółtolica (?) 2. Rozella białolica 2. Galah różowe 3. Kakadu żółtoczuba 4. Kakadu sinookie 5. Lorysa górska 6. Żałobnica białosterna (?) 7. Barnard czarnogłowy 8. Rozella królewska 9. Świergotka seledynowa 10. Szkarłatka królewska 11. Krasnopiórka czerwonoskrzydła  

The post Pod papugami appeared first on przedeptane.

]]>
Australia to nie tylko kangury i koale – to też ptaki najróżniejszych kształtów i kolorów. Zobaczcie, jakie papugi udało nam się „upolować” podczas naszych wypraw po Czerwonym Kontynencie.

Jeżeli możecie pomóc nam z identyfikacją gatunków, to bardzo chętnie skorzystamy!

Dotychczas zidentyfikowane papugi:

1. Rozella żółtolica (?) 2. Rozella białolica 2. Galah różowe 3. Kakadu żółtoczuba 4. Kakadu sinookie 5. Lorysa górska 6. Żałobnica białosterna (?) 7. Barnard czarnogłowy 8. Rozella królewska 9. Świergotka seledynowa 10. Szkarłatka królewska 11. Krasnopiórka czerwonoskrzydła

Rozella żółtolica - papugi - Australia

Rozella białolica, papugi, Australia

Galah różowe http://pl.wikipedia.org/wiki/Kakadu_r%C3%B3%C5%BCowa

Kakadu żółtoczuba http://pl.wikipedia.org/wiki/Kakadu_%C5%BC%C3%B3%C5%82toczuba

Lorysa górska http://pl.wikipedia.org/wiki/Lorysa_g%C3%B3rska - papugi - Australia

Żałobnica białopasterna http://en.wikipedia.org/wiki/Baudin%27s_black_cockatoo papugi, Australia

Barnard czarnogłowy http://en.wikipedia.org/wiki/Australian_ringneck

 

The post Pod papugami appeared first on przedeptane.

]]>
/2015/papugi-australia/feed/ 13
Wracamy. Australia 2014. /2014/wracamy-australia-2014/ /2014/wracamy-australia-2014/#comments Sun, 23 Mar 2014 13:18:17 +0000 /?p=499 Podobno nic dwa razy się nie zdarza … A nam się zdarzyło – jeszcze w tym roku wrócimy na Antypody. Jak? Gdzie? Na jak długo? Na naszym Facebooku pisaliśmy niedawno o supertanich biletach do Kangurlandii. Nie napisaliśmy już jednak że sami daliśmy się skusić. Trzeba było odczekać kilka dni i stwierdzić, czy promocja na pewno nie jest zwykłą pomyłką w systemie. W końcu otrzymaliśmy jednak oficjalne potwierdzenie rezerwacji – w ostatnich dniach listopada odlatujemy do Perth w Australii Zachodniej i zostajemy na południowej półkuli aż do Sylwestra! Jakie mamy plany? No cóż, na razie są one dosyć mgliste – i dlatego najbliższych kilka tygodni będzie tak ekscytujących :) Na pewno chcielibyśmy się skoncentrować na miejscach, których nie udało nam się zwiedzić w trakcie zeszłej wyprawy. Dużą część wyjazdu na pewno poświęcimy na zwiedzanie południowej części Australii […]

The post Wracamy. Australia 2014. appeared first on przedeptane.

]]>
Podobno nic dwa razy się nie zdarza … A nam się zdarzyło – jeszcze w tym roku wrócimy na Antypody. Jak? Gdzie? Na jak długo?

Na naszym Facebooku pisaliśmy niedawno o supertanich biletach do Kangurlandii. Nie napisaliśmy już jednak że sami daliśmy się skusić. Trzeba było odczekać kilka dni i stwierdzić, czy promocja na pewno nie jest zwykłą pomyłką w systemie. W końcu otrzymaliśmy jednak oficjalne potwierdzenie rezerwacji – w ostatnich dniach listopada odlatujemy do Perth w Australii Zachodniej i zostajemy na południowej półkuli aż do Sylwestra!

Jakie mamy plany? No cóż, na razie są one dosyć mgliste – i dlatego najbliższych kilka tygodni będzie tak ekscytujących :) Na pewno chcielibyśmy się skoncentrować na miejscach, których nie udało nam się zwiedzić w trakcie zeszłej wyprawy. Dużą część wyjazdu na pewno poświęcimy na zwiedzanie południowej części Australii Zachodniej (na północy w tym czasie szaleją monsuny), jeżeli pozwoli na to czas i fundusze, bardzo chcielibyśmy zobaczyć Tasmanię. Czy uda nam się dotrzeć do najbielszej plaży na świecie? Czy przejdziemy się w koronach gigantycznych eukaliptusów? Czy spotkamy diabła tasmańskiego?

Przy okazji chcielibyśmy Was poprosić o pomoc. Mamy teraz kilka miesięcy na dokładne przygotowania, zbieranie informacji i tematów – jeżeli więc macie jakichś znajomych, którzy byli albo są w Australii Zachodniej lub na Tasmanii, to będziemy wdzięczni za jakiekolwiek rady, ostrzeżenia i wskazówki. Oczywiście zapraszamy też do współpracy wszystkich blogerów związanych z Antypodami – to może być nasza wspólna przygoda.

W każdym razie wszystko wskazuje na to, że w najbliższym czasie będzie się działo. Stay tuned!

*UPDATE*

Udało nam się zrealizować praktycznie wszystkie wyznaczone cele! Relacje i zdjęcia z tej wyprawy znajdziesz pod tagiem Australia2014.

The post Wracamy. Australia 2014. appeared first on przedeptane.

]]>
/2014/wracamy-australia-2014/feed/ 5