Menu

Jak zmniejszyć liczbę masowych strzelanin? Australio, prowadź!

Po atakach w Paryżu pojawiły się głosy nawołujące do uzbrojenia obywateli. Australia przeżyła podobną tragedię w 1996 roku i błyskawicznie wyciągnęła wnioski. Od tego czasu na jej terenie nie było ani jednej masowej strzelaniny.

Bolesna nauczka z Port Arthur

W 1996 roku na Tasmanii odegrała się jedna z najbardziej krwawych masakr w historii całego kontynentu. 28-letni Martin Bryant, wyposażony w arsenał broni palnej, zaatakował centrum turystyczne w mieście Port Arthur i w ciągu jednego dnia zabił 35 osób. Pod względem liczby ofiar zamach ten do dzisiaj należy do smutnej, światowej czołówki ataków tzw. „samotnych strzelców”.

Australijski rząd zareagował błyskawicznie. W ciągu 12 dni wprowadzono nowe, restrykcyjne prawo znacząco ograniczające dostęp do broni półautomatycznej, jednocześnie ruszyła akcja wykupywania broni palnej od obywateli, w trakcie której zebrano ponad 700,000 sztuk. Wyniki?

Zero masowych strzelanin

Australijskie prawo definiuje „masową strzelaninę” jako atak z udziałem broni palnej, w którym zginęły cztery lub więcej osób. Zgodnie z tą definicją w ciągu zaledwie 18 lat przed wydarzeniami w Port Arthur w Australii doszło do 13 masowych strzelanin, w których zginęło łącznie 112 osób. A po 1996 roku?

Od chwili wprowadzenia restrykcji do dnia dzisiejszego nie było ani jednej masowej strzelaniny. Jedynymi porównywalnymi wypadkami były tragedie w 2002, 2011 i 2014 roku – podczas każdej z nich zginęły dwie lub trzy osoby, i to wliczając zamachowca.

Od czasu wprowadzenia nowego prawa liczba morderstw przy użyciu broni palnej spadła o 59 procent, a liczba samobójstw – aż o 65, przy czym nie odnotowano wzrostu morderstw i samobójstw przy użyciu innych rodzajów broni. Obserwatorzy uważają, że szok po masakrze w Port Arthur oraz nowe prawa doprowadziły także do zmiany w postrzeganiu broni palnej, a dokładniej – do wyciszenia mentalności Dzikiego Zachodu w australijskim społeczeństwie. Chociaż broń nadal jest stosunkowo powszechna, to Australijczycy przestali ją postrzegać jako narzędzie do rozwiązywania problemów.

Wracając jednak do paryskiej tragedii – tak, gdyby ktoś w klubie Bataclan miał przy sobie pistolet, to być może mógłby stawić czoła zamachowcom. Jak jednak pokazuje przykład Australii, uzbrajanie społeczeństwa jest bardzo lekkomyślną i krótkowzroczną strategią, która gasząc ognisko może zapalić las.

P.S.
Nieprzekonanych kierujemy do badań przeprowadzonych wśród ekspertów od bezpieczeństwa broni palnej – konsensus naukowców jest jednoznaczny: broń nie podnosi poziomu bezpieczeństwa w społeczeństwie.

źródła: nymag.com, gizmodo.com.au, slate.com

33 komentarze

  • Traveling Rockhopper
    17/11/2015 at 08:28

    chyba USA najlepiej pokazuje, że uzbrojone społeczeństwo to nie jest dobry pomysł… :(

    Reply
    • Przedeptane
      17/11/2015 at 09:13

      Tak, masz rację – poziom uzbrojenia jest bardzo ważnym składnikiem (jak widać właśnie na przykładzie Australii), jednak swoją rolę odgrywa też mentalność. Obywatele niektórych krajów mają statystycznie tyle broni, co przeciętny Amerykanin, a statystyki przestępstw są kilkukrotnie niższe.

      Reply
  • balkanyrudej
    17/11/2015 at 09:16

    Australia z tego, co obserwuję, jest krajem, który dość szybko radzi sobie z kryzysami, wprowadzając odpowiednie prawo. Wykup broni i ograniczenie jej dostępu okazało się być „strzałem w 10”. Nie jestem za tym, aby do broni ludzie mieli swobodny dostęp, bo nie każdy, pod kątem psychologicznym, jest w stanie udźwignąć jej ciężar, co skutkuje tym, że ktoś nadle wpada na pomysł, by zastrzelić kolegów ze szkoły czy ludzi na ulicach.

    Reply
    • Przedeptane
      19/11/2015 at 04:50

      Dokładnie. Wiele z masakr w USA spowodowanych było przez osoby chore psychicznie, które nigdy nie mogłyby zdobyć broni w Europie. A Australia faktycznie ma to do siebie, że potrafi szybko wprowadzać zmiany legislacyjne i prężnie reagować na problemy – także pod tym względem możemy się od niej wiele nauczyć.

      Reply
  • Gadulec
    17/11/2015 at 11:05

    Australia robi to dobrze. Nie zapomnę jak rozmawiałam z koleżanką, która rok mieszkała w USA – tam jest normą, że co kilka tygodni/miesięcy jakiś uczeń ginie w strzelaninie „osiedlowej”/porachunkach gangów. Dostęp do broni palnej powinien być jak najbardziej ograniczony. Ale słyszałam, że np. w Norwegii policja w ogóle nie będzie miała przy sobie broni… To chyba już trochę przesada? Jak jest w Australii?

    Reply
    • Przedeptane
      19/11/2015 at 04:48

      W porównaniu z Europą Australia ma nadal dosyć liberalne przepisy, ale przynajmniej przestała brać przykład z USA (i wyszło jej to na dobre). Co do Norwegii – trudno powiedzieć, ale prędzej czy później może się okazać, że siły porządkowe mimo wszystko powinny być uzbrojone lepiej od zwykłych obywateli.

      Reply
    • Philip
      15/03/2019 at 16:32

      O czym panowie mówią? W Norwegii w co drugim domu jest broń.

      Reply
      • Przedeptane
        23/03/2019 at 09:25

        Właśnie o tym mówimy :) Norwedzy mają w domach stosunkowo dużo broni, a jednocześnie policja chodzi na co dzień nieuzbrojona. Znowu można to wyjaśnić odmienną mentalnością – same statystyki posiadania broni nie przekładają się automatycznie na większą ilość przemocy, w połączeniu z innymi czynnikami mogą jednak działać jako mocny katalizator.

        Reply
  • PatTravel
    17/11/2015 at 14:30

    Nie pojmuję tego świata. Absolutnie jako społeczeństwo nie wyciągamy wniosków, ze swojej historii. Myślę, że wiara w naukę na podstawie doświadczeń innych krajów, jest jeszcze większą utopią. Szkoda.

    Reply
  • Basia || Podróże Hani
    18/11/2015 at 21:55

    Australia od dawna jest wzorem wielu rozwiązań, szkoda, że mało które państwo je docenia i wprowadza u siebie.

    Reply
  • Aleksandra
    18/11/2015 at 22:34

    Niby logiczne argumenty, ale dla większości polityków nie są logiczne. Niestety lobby zwolenników broni palnej jest zbyt mocne :(

    Reply
  • Paweł
    08/03/2016 at 12:48

    „…przy czym nie odnotowano wzrostu morderstw i samobójstw przy użyciu innych rodzajów broni”. Niestety wzrosła.
    Poza tym teoretycznie w Australii jest w dniu dzisiejszym więcej broni palnej niż przed wprowadzeniem restrykcji.
    Polecam spojrzeć na inny punkt widzenia.
    Jak lubicie dyskutować to zapraszam http://www.hoplofobia.info/australijska-orgia-niszczenia/

    Reply
  • BostonTea
    13/03/2016 at 16:12

    Bardzo nieobiektywny wpis. Kilka uwag:
    1.
    Jest dobrze udokumentowanym faktem, że australijska ofensywa legislacyjna po masakrze w Port Arthur wpadła w trwający przynajmniej od dekady nurt spadkowy niemal wszystkich wskaźników przemocy skojarzonych z bronią i już tylko to daje solidne podstawy do argumentacji, iż wbrew popularnej wykładni tamtych wydarzeń rygorystyczne przepisy z 1996 roku nie mogą odpowiadać za zmniejszenie liczby zgonów. Dowody przeciwko cudownej mocy sprawczej NFA zyskują jeszcze większego ciężaru gatunkowego, gdy zderzy się Australię z krajami cywilizacji anglosaskiej o zbliżonym profilu etnicznym populacji, podobnym poziomie zamożności obywateli i tożsamej historii socjoekonomicznej. Po przeprowadzeniu takiej ewaluacji od razu widać, że twierdzenie, iż na przestrzeni minionych dekad Australia doświadczyła nadzwyczajnych spadków w kategorii zabójstw popełnianych z broni palnej nie ma oparcia w materiale dowodowym. Należy ponadto wspomnieć, że najbardziej gwałtowna obniżka wskaźników (średnio 8 proc. rocznie) wystąpiła w Nowej Zelandii, tj. na obszarze posiadającym względnie liberalne ustawodawstwo, gdzie nigdy nie przeprowadzono żadnej konfiskaty prywatnego uzbrojenia (http://www.hoplofobia.info/historyczna-analiza-szeregow-czasowych/)
    2.
    Od proklamowania inicjatywy rozbrojeniowej do dzisiaj populacja kontynentu zwiększyła się o ponad 20 proc., a liczba jednostek broni na głowę rosła nieprzerwanie, by niecałe dwa lata temu osiągnąć pułap sprzed masakry w Port Arthur, rekompensując straty poniesione w wyniku wywłaszczenia. Zgodnie z logiką autora bloga (less guns = less violence), w ostatnich latach powinniśmy zatem obserwować sukcesywny przyrost wskaźników zabójstw oraz śmierci samobójczych, tymczasem nic takiego nie nastąpiło.
    3.
    W roku 1996 współczynnik posiadania broni palnej wynosił 17.3 na stu obywateli; w roku 2007 – 15.0; dzisiaj – powyżej 20.0 (angielska Wikipedia, dostęp 5 marca 2016). Australijska Komisja ds. Przestępstw (The Australian Crime Commission) konserwatywnie szacuje, że w czarnorynkowym obrocie znajduje się przeszło 260 000 sztuk broni nielegalnej. Inne rządowe dokumenty wskazują, że liczba ta może sięgać nawet kilku milionów. Reuter i Mouzos sugerują, że na skutek implementacji NFA odsetek uzbrojonych gospodarstw domowych zmniejszył się tylko nieznacznie (patrz przypis nr 3 http://www.hoplofobia.info/australijska-orgia-niszczenia/)

    Co do masowych strzelanin:

    Nowa Zelandia jest pod wieloma względami uderzająco podobna do Australii: ekonomicznie, demograficznie i geograficznie. Współczynnik masakr przy użyciu broni palnej w obydwu krajach przed NFA był także zbliżony: dla Australii w latach 1980-1996 wyniósł 0.0042 incydenty na stu tysięcy mieszkańców, dla Nowej Zelandii – 0.0050. I co się okazało? Że po 1996 roku w Nowej Zelandii TAKŻE NIE ODNOTOWANO ANI JEDNEGO PRZYPADKU STRZELANINY.

    Dowodzi to tego, że prohibicja na rynku określonych rodzajów broni palnej ani tym bardziej surowsze przepisy nie sprawdzają się jako wytłumaczenie nagłego zaniku występowania masowych zabójstw po stronie australijskiej, a co za tym idzie, nie powinny być one traktowane jako uniwersalny drogowskaz w podejmowaniu decyzji politycznych dotyczących reglamentacji broni. Podnoszony nieustannie przez zwolenników kontroli argument, że zakaz sprzedaży groźnie wyglądających, czarnych karabinów przyczynił się do wyzerowania licznika “strzelanin” w Australii, można skontrować równie absurdalnym twierdzeniem, że oto do identycznych rezultatów doprowadził w NZ brak takiego zakazu. Obydwa rozumowania będą jednakowo fałszywe.

    Reply
    • Przedeptane
      13/03/2016 at 16:37

      Nowa Zelandia wcale nie jest tak podobna do Australii, a nawet gdyby tak było, to jeden rodzaj sprzecznych statystyk raczej nie obaliłby całej tezy, wspartej na wielu różnych trendach statystycznych (dotyczących nie tylko pojedynczych i masowych zabójstw, ale też samobójstw).
      Patrz artykuł w Washington Post https://www.washingtonpost.com/news/wonk/wp/2012/08/02/did-gun-control-work-in-australia/ Wniosek – nowe prawa i wykup broni miały niezaprzeczalny wpływ na spadek ilości samobójstw i mniejszy, ale nadal dosyć dobrze dostrzegalny wpływ na ilość zabójstw.
      A to, że statystyki posiadanej broni mocno korelują ze statystykami zabójstw widać dobrze też w samych Stanach Zjednoczonych http://big.assets.huffingtonpost.com/GunOwnership2_1.png

      Reply
      • BostonTea
        13/03/2016 at 18:32

        “Nowa Zelandia wcale nie jest tak podobna do Australii”
        W okolicy nie ma bardziej podobnego kraju pod względem profilu demograficznego i warunków socjoekonomicznych.
        ” to jeden rodzaj sprzecznych statystyk raczej nie obaliłby całej tezy, wspartej na wielu różnych trendach statystycznych”
        Artykuł WP powiela te same bzdury, nieustannie reprodukowane we wszystkich innych mediach. Klasyczna echo chamber, gdzie perpetuum mobile dezinformacji kreci się pełną parą.
        Tak jak napisałem: przed rokiem 1996 Australia doświadczyła minimum dziesięcioletniego okresu spadków wszystkich kluczowych z punktu widzenia NFA wskaźników we wszystkich najważniejszych kategoriach: zabójstw, zamachów samobójczych oraz wypadków. Ponadto poziom uzbrojenia Australijczyków kilka lat temu przewyższył poziom uzbrojenia z roku 1996, a wskaźniki samobójstw i zabójstw nie wzrosły, co wyraźnie pokazuje, że gun control is not a control variable.
        “Wniosek – nowe prawa i wykup broni miały niezaprzeczalny wpływ na spadek ilości samobójstw i mniejszy, ale nadal dosyć dobrze dostrzegalny wpływ na ilość zabójstw.”
        Nie miały absolutnie żadnego wpływu. Nawet rządowy raport z 2012 roku wyraźnie stwierdza, że: “Skup broni palnej zarządzony po masakrze w Port Arthur był programem bardzo kosztownym i nie sposób jednoznacznie wytłumaczyć redukcji samobójstw faktem jego wdrożenia.” (przypis 2). Innymi słowy, wydano kilkaset milionów dolarów na przedsięwzięcie, którego rezultaty nawet dla rządowych analityków są więcej niż dyskusyjne, szczególnie że płynąc na fali panikarskiej legislacji, nikt nie pokusił się o skalkulowanie kosztów alternatywnych.
        “A to, że statystyki posiadanej broni mocno korelują ze statystykami zabójstw widać dobrze też w samych Stanach Zjednoczonych”
        Tam jest napisane “gun deaths”, czyli oczywiście wrzucili do jednego wora wszystko: samobójstwa, zabójstwa, zabójstwa popełniane przez policje i gangsterkę. Poza tym to jest prymitywne porównanie przekrojowe z zerową liczbą skontrolowanych zmiennych – rasowych, przestrzennych etc. Dobre na Wykop, ale nie do użycia w poważnej debacie. Nie da się z niego wyciągnąć żadnych konstruktywnych wniosków. Aby wyjaśnić dystrybucję przemocy, amerykańscy badacze sięgają dzisiaj po bardziej zaawansowane instrumenty takie jak np. analizę sieciową. Kiedy Robert Muggah z Instytutu Igarapé rozciągnął studia nad ogniskami przemocy na cały obszar Stanów Zjednoczonych, okazało się, że 99 proc. przestępstw w USA popełnianych jest na 5 proc. ulic. Słowo “ekstremalnie” nie oddaje zatem rzeczywistego stopnia koncentracji przestępczości w Ameryce. Andrew Papachristos ujął to następująco: “Przemoc z użyciem broni daleka jest od losowości. Przeciwnie: jest ona wysoce skondensowana w obrębie ściśle określonych segmentów populacji i w ściśle określonych miejscach.”

        Reply
        • Przedeptane
          13/03/2016 at 19:08

          Trza trochę przyhamować z wątkami, bo dyskusja zaczyna się zmieniać w „gish gallop” :) NZ może i jest najbardziej podobnym państwem w regionie, ale to niewiele wnosi w sytuacji, gdy mówimy o państwie/kontynencie tak odseparowanym geograficznie od innych krajów cywilizacji Zachodu.
          Nie widzę dezinformacji – jak wspomnieliśmy w naszym artykule, masakra w Port Arthur doprowadziła do zmian legislacyjnych, a razem z nimi doszło do przesunięcia całej narodowej mentalności. Australijczycy przeszli od gloryfikacji broni w amerykańskim stylu do bardziej europejskiego, pragmatycznego podejścia.
          Nie bardzo rozumiem, co ma dystrybucja i koncentracja przemocy do całości problematyki broni palnej. Nawet gdyby faktycznie była jakimś argumentem w dyskusji na temat zabójstw (a moim zdaniem nie jest), to pozostają jeszcze wspomniane samobójstwa, a nawet wypadki – jak na przykład niedawne tragikomiczne doniesienie o aktywistce pro-gun, której przez przypadek strzelił w plecy własny synek. http://www.huffingtonpost.ca/2016/03/10/jamie-gilt-shot-florida_n_9427426.html

          Reply
          • BostonTea
            13/03/2016 at 23:13

            >>>>>NZ może i jest najbardziej podobnym państwem w regionie, ale to niewiele wnosi w sytuacji<<<<>>>>razem z nimi doszło do przesunięcia całej narodowej mentalności.<<<<>>>>Australijczycy przeszli od gloryfikacji broni w amerykańskim stylu do bardziej europejskiego, pragmatycznego podejścia.<<<<>>>>Nie bardzo rozumiem, co ma dystrybucja i koncentracja przemocy do całości problematyki broni palnej.<<<<>>>>to pozostają jeszcze wspomniane samobójstwa<<<<>>>>a nawet wypadki.<<<<>>>>jak na przykład niedawne tragikomiczne doniesienie o aktywistce pro-gun, której przez przypadek strzelił w plecy własny synek<<<<<

            I to jest właśnie to horrendalne skrzywienie mediów, o którym tyle piszę u siebie na blogu. Tego samego dnia, kiedy ta idiotka została postrzelona, z więzienia w Missisipi uciekł morderca, który następnie wziął zakładników (kobietę i dziecko). I został zastrzelony przez uzbrojonego cywila. Pytanie do ciebie: ile ogólnokrajowych, dużych mediów w USA wspomniało o tym wydarzeniu? Odpowiedź: zero. Ile polskich mediów wspomniało? Jeszcze mniej.

            Słuchaj, coś się dzieje z komentarzami, wcinają mi większość treści, więc podzielę je jakoś sensownie na mniejsze. Sory za kłopot, ale system komentowania u ciebie na blogu najwyraźniej nie sprzyja produkowaniu dużych postów.

            Reply
  • BostonTea
    13/03/2016 at 23:18

    3.
    „Nie bardzo rozumiem, co ma dystrybucja i koncentracja przemocy do całości problematyki broni palnej”

    Jeżeli wiadomo, że 99% przemoc dzieje się na 5% ulic i 7% populacji popełnia 55-60% morderstw rocznie (chodzi o subpopulację czarnych zamieszkujących duże metropolie), to jaki jest moralne uzasadnienie karania pozostałych za agresję tak niewielu? Broń to wyłącznie wymówka. Ponadto brak wiedzy o dystrybucji przestępczości w USA totalnie wykoślawia percepcję ryzyka. Ci, którzy mają w zwyczaju mierzyć bezpieczeństwo, dajmy na to, wskaźnikami zabójstw, wpadają potem w pułapkę fałszywej skali, skupiając się na ogólnych liczbach. Takie dane same w sobie niewiele mówią na temat konkretnych ulic albo dzielnic, gdzie te zabójstwa występują, rzutując w ten sposób fatalną kondycję raptem kilku obszarów na całościowy obraz miasta, hrabstwa, stanu czy kraju. Long sotry szort: problematyka przestępczości generalnie, a z użyciem broni palnej w szczególności, dotyczy niewielkiej grupy wysokiego ryzyka silnie skoncentrowanej w kilku niebezpiecznych miejscach, co rozkłada samą ideę agregowania danych i transponowania ich na resztę populacji.

    4.
    „to pozostają jeszcze wspomniane samobójstwa”

    Ale samobójstw nie jest przestępstwem. To po pierwsze. Po drugie, żaden zgromadzony materiał badawczy nie pozwala udowodnić ponad poziom poszlakowy, czy spiętrzanie biurokratycznych trudności w dostępie do broni rzeczywiście zmniejszyłoby odsetek samobójstw czy też po prostu spowodowało zmianę sposobu ich popełniania. Kanada ma znacznie ostrzejsze regulacje w kwestii nabywania broni palnej i niemal identyczny odsetek śmierci samobójczych co sąsiednie USA. Mało tego, ludność w krajach wysoko uprzemysłowionych, gdzie na dobrą sprawę broń palna jest nieobecna w obiegu cywilnym – Japonia i Korea Południowa – regularnie generują jedne z najwyższych wskaźników samobójstw na kuli ziemskiej. Wreszcie trzecia sprawa: z mojego punktu widzenia, ratowanie potencjalnych samobójców kosztem krępowania wolności posiadania broni nie powinno leżeć w kompetencjach władzy politycznej ani instytucji zdrowia publicznego, nawet jeśli takie rozwiązanie byłoby na dłuższą metę skuteczne. Wątpliwości budzi już choćby to, że działania te naruszałyby prawa właścicieli broni (zarówno samobójczej mniejszości, jak i niesamobójczej większości), nie chroniąc praw nikogo innego.

    5.
    “a nawet wypadki”
    Z wypadkami jest o tyle ciekawa sytuacja, że obecnie znajdują się one na najniższym poziomie w historii przy jednocześnie największej liczbie jednostek broni w obiegu cywilnym. Korelacja jest wyraźnie negatywna. Co więcej, broń palna odpowiada za raptem 0.5 proc. wszystkich śmiertelnych urazów, do jakich dochodzi każdego roku w USA, czyli figuruje na samym dnie listy przedmiotów codziennego użytku powodujących nieszczęśliwie wypadki.
    6.
    “jak na przykład niedawne tragikomiczne doniesienie o aktywistce pro-gun, której przez przypadek strzelił w plecy własny synek”
    I to jest właśnie to horrendalne skrzywienie mediów, o którym tyle piszę u siebie na blogu. Tego samego dnia, kiedy ta idiotka została postrzelona, z więzienia w Missisipi uciekł morderca, który następnie wziął zakładników (kobietę i dziecko). I został zastrzelony przez uzbrojonego cywila. Pytanie do ciebie: ile ogólnokrajowych, dużych mediów w USA wspomniało o tym wydarzeniu? Odpowiedź: zero. Ile polskich mediów wspomniało? Jeszcze mniej. Ale jak dzieciak niegroźnie postrzelił matkę gdzieś na Florydzie – DAWAĆ, MAMY SUPER NEWSA!
    Taka ciekawostka: jeden z najbardziej rozpoznawalnych przeciwników broni palnej w USA, kalifornijski senator Leland Yee, został niedawno oskarżony o POŚREDNICZENIE W NIELEGALNYM HANDLU BRONIĄ. Zero informacji o tym w polskich mediach, choć w normalnym świecie to powinna być sensacja na pierwszą stronę “New York Timesa”.

    Podsumowując: gun control is not a control variable. Przekładając na polski: kontrola broni nie jest zmienną tłumaczącą redukcję przestępczości w Australii.

    Reply
    • Irek
      09/04/2016 at 22:44

      Ostanie zdanie dotyczy ogólnie natury ludzkiej; mały skrót ale dobrze ilustruje.
      Przed tą przypadłością chronią nieźle metodologia badań a w następnej kolejności też wiedza z danej dziedziny.

      Reply
      • Przedeptane
        10/04/2016 at 06:29

        Zgoda. Jednak ten wątek już się tutaj pojawił – człowiek zajmujący się historią futer i kochający futra zwierzęce może mieć ogromną wiedzę na temat lisów, ale na pewno nie będzie dobrym, obiektywnym rzeczoznawcą w dziedzinie ich dobrostanu. Czas i emocje zainwestowane w jednostronne badanie tematyki też może prowadzić do irracjonalizmu, zaowocować ślepotą na fakty przeczące wyznawanym przekonaniom.

        Reply
  • BostonTea
    13/03/2016 at 23:16

    Odpowiadam tutaj.

    1.
    „NZ może i jest najbardziej podobnym państwem w regionie, ale to niewiele wnosi w sytuacji”

    Wnosi bardzo wiele. Bo jeżeli „The Washington Post” będzie absurdalnie twierdził, że australijskie NFA i surowe przepisy doprowadziły do spadku wskaźników zabójstw w tym kraju (co jest nieprawdą, bo, jak już powiedziałem, wskaźniki spadały od przynajmniej dekady, a NFA po prostu wpadło w ten nurt), to ja mogę na tej samej zasadzie twierdzić, że brak surowych przepisów doprowadził do JESZCZE SZYBSZEGO spadku wskaźników zabójstw z broni palnej w Nowej Zelandii. Obydwie tezy będą tak samo nonsensowne. Spadki w jednym i drugim kraju zachodziły przy kompletnym oderwaniu od jakiejkolwiek polityki kontrolnej, inaczej mówiąc, gun control was not a control variable.

    2.
    „Australijczycy przeszli od gloryfikacji broni w amerykańskim stylu do bardziej europejskiego, pragmatycznego podejścia.”

    Mam poważne wątpliwości, czy Australijczycy kiedykolwiek masowo gloryfikowali broń palną. Ci, którzy posiadali broń w roku 1996, ciągle ją posiadają. Wskaźniki ‚gun ownership’ na głowę, co prawda, nieco wzrosły, ale nie na tyle, żeby mówić o jakiejś rewolucji w postrzeganiu broni. Odsetek uzbrojonych gospodarstw domowych, jeśli wierzyć szacunkom Reutera i Mouzosa, też się nie zmienił znacząco. zatem wszystko wskazuje na to, że Australijczycy pozostali tacy sami w podejściu do broni palnej.

    Reply
    • Przedeptane
      14/03/2016 at 07:44

      1. Kręcimy się w kółko, też się powtórzę. NZ wcale nie jest podobna do AU, tendencja spadkowa była, ale bardzo łagodna – po zakazie w AU doszło do gwałtownego, jednorazowego spadku.
      2. Tutaj akurat chodziło mi nie tylko o zmianę statystyk, ale o zmianę mentalności. Po masakrze z Port Arthur Australijczycy generalnie otrząsnęli się z osadniczego, redneckowskiego podejścia do broni typ „bierem szotgana i piwo, idziem ze szwagrem poszczelać na kangury”. Czasami problem tworzy nie tylko samo posiadanie broni, ale też jej rola w społeczeństwie. Np. Szwajcarzy są dosyć mocno uzbrojeni, ale są też pragmatykami, więc większa ilość posiadanej broni nie przekłada się na wysoki poziom wypadków i zabójstw. W USA skombinowały się OBIE niebezpieczne tendencje – posiadanie broni i kowbojskie zapędy. Australii udało się ograniczyć pierwszą i pozbyć drugiej.
      3. Nawet gdyby tak było, to jaki z tego wniosek dla ludzi tworzących prawo? Przecież i tak nie można tworzyć osobnych praw dla „częściej strzelających” dzielnic.
      4. No właśnie, tu już całkowicie wychodzi na powierzchnię warstwa ideologiczna tej dyskusji. Moim zdaniem państwo może i powinno chronić obywateli zakazami. Bez względu na to, czy liczymy samobójstwa osobno, czy doliczymy je do zabójstw, czy do wypadków.
      5. Biorąc pod uwagę ogólną ilość wypadków 0,5 procent to wbrew pozorom bardzo, bardzo dużo.
      6. Ot, taki urok mediów :) O Lelandzie Yee wcześniej nie słyszałem, ale teraz czytam i gościu faktycznie wygląda na nieźle pokrzywioną postać. Pod względem skali upadku i zdrady proklamowanych ideałów przypomina toto historię Teda Haggarda.

      Reply
      • BostonTea
        14/03/2016 at 08:52

        1.
        „NZ wcale nie jest podobna do AU”

        Jest 1000x bardziej podobna niż USA.

        2.
        „po zakazie w AU doszło do gwałtownego, jednorazowego spadku.”

        Przed zakazem spadki zabójstw odbywały się w tym samym tempie. Nieznaczne przyśpieszenie dotyczyło tylko samobójstw, choć i to jest dyskusyjne.

        3.
        „Australijczycy generalnie otrząsnęli się z osadniczego, redneckowskiego podejścia do broni typ “bierem szotgana i piwo, idziem ze szwagrem poszczelać na kangury”.

        Rednecki to najmniejszy problem w USA. Poza tym wskaźniki zabójstw w australii liczone są od 1903 roku i ani razu nie przekroczyły 2 zabitych na 100 tys mieszkańców. Tyle to my mieliśmy jeszcze w 2001 roku. Perpspektywy trochę.

        4.
        „W USA skombinowały się OBIE niebezpieczne tendencje – posiadanie broni i kowbojskie zapędy.”

        USA zamieszkuje przede wszystkim wyjątkowo agresywna czarna subpopulacja, która podbija wskaźniki zabójstw. Nie chcesz porówywać NZ do AU, bo sa rzekomo „nbiepodobne”, a porównań z USA używasz bez oporów, choć to skrajnie odmienne środoiwsko. Białe stany w USA z powszechnym dostępem do broni mają wskaźniki zabójstw spokojnie mieszczące się w średniej europejskiej czy australijskiej.

        5.
        „Nawet gdyby tak było, to jaki z tego wniosek dla ludzi tworzących prawo? ”

        Że środki są ograniczopne i należy je wykorzystywać racjonalnie.

        6.
        „Moim zdaniem państwo może i powinno chronić obywateli zakazami.”

        To niech sobie chroni, ale niech nie zakazuje posiadania broni i nie ogranicza możliwości defensywnych tylko dlatego, że jakiś tam odsetek samobójców postanowił użyć broni palnej do zabicia się. To jest chora i makabryczna logika.

        7.
        „Biorąc pod uwagę ogólną ilość wypadków 0,5 procent to wbrew pozorom bardzo, bardzo dużo.”

        Zależy od kontekstu. W kontekście rekordowych wskaźników posiadania broni i szeregu innych przedmiotów codziennego użytku to kuriozalnie wręcz mało.

        Pozdrawiam

        Reply
        • BostonTea
          14/03/2016 at 08:58

          P.S.

          „Szwajcarzy są dosyć mocno uzbrojeni, ale są też pragmatykami, więc większa ilość posiadanej broni nie przekłada się na wysoki poziom wypadków i zabójstw. ”

          Szwajcarzy do roku 1999 mieli bardziej poluzowane prawo w kwestii posiadania i nabywania broni palnej niż najbardziej redneckowskie stany w USA. Potem pojawiły się naciski z zewnątrz, by to zmienić, a potem Helweci weszli do strefy Schengen, co wiązało się z kolejnymi rtestrykcjami. Niestety. Tak czy siak, materiału historyznego do analizy jest od groma. Mam na blogu całą serię wpsisów o Szwajcarii – zarówno tych odnoszących się do niedawnej jeszcze historii, jak i dotyczących współczesności. Jeremy Clarckson został kiedyś zatrzymany przez szwajcarską drogówkę, mając przy sobie w samochodzie na widoku załadowany karabin maszynowy. Gliny nawet nie zareagowały – jedynie podeszli do niego, zmierzyli poziom dźwięku i poinformowali, że nie może jeździć takim autem po okolicy, bo za bardzo hałasuje: https://vimeo.com/124913586

          Reply
          • Przedeptane
            14/03/2016 at 09:23

            Jak wspomniałem – dużą rolę odgrywa tutaj mentalność danego narodu, generalne podejście do kwestii broni i jej roli. Identyczna ilość posiadanej broni per capita inaczej przekłada się na ilość zabójstw w kraju Europy Zachodniej, a inaczej w kraju, w którym szaleje wojna domowa. To jednak nie znaczy, że ilość posiadanej broni nie ma wpływu na statystyki przemocy i wypadków.

            Reply
        • Przedeptane
          14/03/2016 at 09:42

          1. Bądźmy poważni.
          2. Statystyki są dosyć jasne. https://cdn2.vox-cdn.com/thumbor/0x_bkxiuhv8HchFLTgYHEfA4qc0=/cdn0.vox-cdn.com/uploads/chorus_asset/file/4124128/firearm%20suicides%20australia.jpg
          3. i 4. Nie odrzucam wszystkich porównań, zawsze trzeba jednak pamiętać, że ze względu na wielość czynników i rolę mentalności danego narodu porównania te często mają zaledwie wartość anegdotyczną.
          5. Ograniczenie dostępu do broni jest bardzo tanim i skutecznym rozwiązaniem. O wiele tańszym od dodatkowego uzbrajania sił porządkowych i reperowania szkód wyrządzonych przez masowo uzbrojonych obywateli.
          6. Tu jedna uwaga merytoryczna – bardzo mi się podoba poziom Twoich argumentów, ale nie wszystkie są tak racjonalne, jak uważasz. Sam piszesz, że zajmujesz się obroną prawa do posiadania broni (kilka razy wspominałeś o swoim blogu), a więc zainwestowałeś w temat pracę, czas i emocje. To siłą rzeczy oznacza, że nie podchodzisz już do tej sytuacji na chłodno i obiektywnie.
          7. Więc tutaj się zasadniczo nie zgodzimy, nie ma po co drążyć. Ale przy okazji – dobre rozwiązanie widziałbym we wdrożeniu technologii elektronicznej identyfikacji właściciela broni. To momentalnie usunęłoby wielką część problemu z wypadkami.

          Reply
          • BostonTea
            14/03/2016 at 10:23

            1
            „Statystyki są dosyć jasne.”

            No są jasne. Wskaźniki samobójstw spadały systematycznie od roku 1986 (a w pracy Chapmana et al. spadki datowane są od roku 1980). Wsąsiedniej Nowej Zelandii to samo – wskaźniki spadały nawet szybciej bez jakiejkolwiek super kosztownej panikarskiej legislacji.

            2.
            „Ograniczenie dostępu do broni jest bardzo tanim i skutecznym rozwiązaniem.”

            Rzucasz sloganami. Po pierwsze, sam australijski skup broni z lat 1996-97 kosztował minimum kilkaset milionów dolarów. To są absurdalnie wysokie koszty zważywszy na jego dyskusyjne (jestem łagaodny teraz) efekty. System rejestracji broni długiej w Kanadzie był tak kosztowny i tak niepraktyczny, że niedawno go zniesiono.

            3.
            „To siłą rzeczy oznacza, że nie podchodzisz już do tej sytuacji na chłodno i obiektywnie.”

            Osobiście uważam, że podchodzę znacznie obiektywniej niż, przykładowo, badacze albo publicyści, którzy rzucają na lewo i prawo okresleniami typu „epidemia”. Zadziwiająca to epidemia, która dzieje się na 5% ulic w USA.

            3.
            „i reperowania szkód wyrządzonych przez masowo uzbrojonych obywateli.”

            A kto będzie reperował szkody wyrządzone przez rozbrojenie? Wiesz, że podczas II wś jeden karabin maszynowy posiadany przez mieszkańców parafii Kąty (powiat krzemieniecki, województwo wołyńskie) uratował kilka tysięcy ludzi od rzezi? I był to karabin zdobyczny, bo Polacy byli dokumentnie rozbrojeni.

            4.
            „dobre rozwiązanie widziałbym we wdrożeniu technologii elektronicznej identyfikacji właściciela broni. ”

            Nie wiem, nie orientuje się w tym temacie. Wiem natomiast, że wskaźniki wypadków maleją nieustannie bez wdrażania „elektronicznej identyfikacji”. Liczba broni rośnie, wypadki z jej użyciem maleją.

            Reply
            • Przedeptane
              14/03/2016 at 10:46

              1. Gdzie są statystyki dot. broni/spadku przemocy na NZ? Jakoś nie mogę tego znaleźć.
              2. Naprawdę uważasz, że usunięcie z obiegu kilkuset sztuk broni – często niezabezpieczonej i w złym stanie technicznym – nie miało żadnego wpływu na bezpieczeństwo?
              3b. To już jest czysto anegdotyczny przykład i gdybanie. Jako kontrargument mogłaby posłużyć dowolna historia masowej strzelaniny w historii. „Gdyby nie miał karabinu…”
              4. Spada, ponieważ od wieków generalnie spada przestępczość i podnosi się poziom bezpieczeństwa. Patrz publikacje i wykłady Stevena Pinkera http://blog.jedzok.com/2014/02/04/felieton-234-najlepszy-rok-w-historii-ludzkosci/ To nie znaczy, że tak będzie dalej i że nie trzeba robić nic więcej (na przykład poprzez rozwiązanie problemów związanych z posiadaniem broni palnej).

              Reply
          • Irek
            09/04/2016 at 19:04

            @Przedeptane, twój rozmówca (tutaj BostonTea, choć dość łatwy do rozpoznania) jest niebywale rozsądny i umiarkowany w poglądach. Czytałem sporo jego tekstów, świetne zastania danych, dogłębna analiza i szeroka perspektywa.

            Powszechność poglądu, czy nasze przywiązanie do niego wcale nie dowodzi jego słuszności.

            Reply
            • Przedeptane
              09/04/2016 at 19:14

              Ostatnie zdanie dotyczy obu stron dyskusji ;)

              Reply
          • QTip
            09/04/2016 at 20:30

            Co nie znaczy, ze masz racje. Wrecz jej nie masz, bo gdybys mial, to widac by bylo korelacje pomiedzy iloscia przestepstw w polsce i niemczech, czyli powinno byc ich 30x w niemczech, a nie ma, ilosc jest mniej wicej taka sama.
            Poza tym, jak wskazal „tea party” uzywasz tylko pasujacej czesci statystyk, aby wyciagnac pasujace Ci wnioski….

            Reply
            • Przedeptane
              10/04/2016 at 06:15

              Polecam uważnie przeczytać całą dyskusję. Wielokrotnie obie strony podpisywały się pod twierdzeniem, że nie można bezpośrednio porównywać sytuacji w dwóch krajach, bo do samych statystyk broni dochodzi czynnik kulturowy (i dlatego moim zdaniem Australia jest cennym przykładem, bo do zmiany doszło w ramach jednego narodu). I nie, nie uważam, że naciągałem jakiekolwiek statystyki.

              Reply
  • Daniel
    15/03/2019 at 11:20

    Polacy nie są lekkomyślni. Może Australijczycy tak. Ale my mamy dobrą kontrolę nad bronią.

    Reply

Dodaj komentarz