quokka Archives - przedeptane /tag/quokka/ Jedzoki w świat Mon, 10 Feb 2020 05:10:37 +0000 pl-PL hourly 1 https://wordpress.org/?v=6.2.9 Nie każdy kangur jest kangurem /2020/nie-kazdy-kangur-jest-kangurem/ /2020/nie-kazdy-kangur-jest-kangurem/#respond Tue, 04 Feb 2020 10:04:06 +0000 /?p=3309 … czyli krótki przegląd australijskiej fauny kicającej. Był taki brodaty dowcip: „Czym się różni krokodyl?” (odpowiedź: „Jest dłuższy niż zielony.” Badum tss). Okazuje się, że w przypadku kangurów podobne pytanie wcale nie jest tak głupie, ponieważ pod tą potoczną nazwą kryje się cała skala zwierząt z podrzędu kangurokształtnych. O ile Australijczycy całkiem dobrze je rozróżniają, Europejczykom wychodzi to już nieco gorzej, postanowiliśmy więc przynieść też nad Wisłę oświaty kaganiec i wyjaśnić, jaka jest różnica między poszczególnymi rodzajami tych zwierząt. Cały podrząd kangurokształtnych dzieli się na trzy rodziny: kangurowate, kanguroszczurowate i torebnikowate. I tu zaczynają się schody, ponieważ te trzy rodziny dzielą się na wiele podrodzin i rodzajów zwierząt zamieszkujących nie tylko kontynentalną Australię, ale też Tasmanię, a nawet Nową Gwineę (na Nowej Zelandii występują wyłącznie jako gatunki inwazyjne sprowadzone przez ludzi). Dla ułatwienia orientacji stworzyliśmy […]

The post Nie każdy kangur jest kangurem appeared first on przedeptane.

]]>
… czyli krótki przegląd australijskiej fauny kicającej.

Był taki brodaty dowcip: „Czym się różni krokodyl?” (odpowiedź: „Jest dłuższy niż zielony.” Badum tss). Okazuje się, że w przypadku kangurów podobne pytanie wcale nie jest tak głupie, ponieważ pod tą potoczną nazwą kryje się cała skala zwierząt z podrzędu kangurokształtnych. O ile Australijczycy całkiem dobrze je rozróżniają, Europejczykom wychodzi to już nieco gorzej, postanowiliśmy więc przynieść też nad Wisłę oświaty kaganiec i wyjaśnić, jaka jest różnica między poszczególnymi rodzajami tych zwierząt.

Cały podrząd kangurokształtnych dzieli się na trzy rodziny: kangurowate, kanguroszczurowate i torebnikowate. I tu zaczynają się schody, ponieważ te trzy rodziny dzielą się na wiele podrodzin i rodzajów zwierząt zamieszkujących nie tylko kontynentalną Australię, ale też Tasmanię, a nawet Nową Gwineę (na Nowej Zelandii występują wyłącznie jako gatunki inwazyjne sprowadzone przez ludzi).

Dla ułatwienia orientacji stworzyliśmy poniższą tabelkę całego podrzędu:

kangur, walabia, quokka, zwierzęta, torbacze

Troszku to skomplikowane, prawda? Już wyjaśniamy.

Kangurowate

Jak widzicie, pierwsza, największa rodzina (czyli kangurowate) dzieli się na podrodzinę kangurów i filanderków, a podrodzina kangurów dzieli się z kolei na dziesięć kolejnych rodzajów. Jednym z nich są właśnie prawdziwe kangury – i tylko je Australijczycy nazywają „kangaroos” czy „roos”.

Wyróżniają się one smukłą, muskularną budową i krótszą sierścią, a w odróżnieniu od mniejszych kuzynów preferują otwarte przestrzenie. Do tej rodziny należą największe żyjące torbacze – kangury rude mogą mieć aż 2 metry od nosa do czubka ogona. Od mniejszych torbaczy różnią się też szybkością poruszania się oraz zdolnością do wykonywania ogromnych skoków.

Podręcznikowy kangur wygląda o tak:

kangur, torbacz, Australia

Kangury zamieszkują praktycznie całą Australię i to właśnie one najczęściej występują na australijskich logotypach, ilustracjach i pocztówkach. W rzeczywistości niełatwo je spotkać w pobliżu dużych miast (my natknęliśmy się na nie tylko w jednym z miejskich parków w Perth) – o wiele liczniejsze są na rzadziej zamieszkanych terenach, najczęściej na obszarach uprawy bydła, gdzie korzystają z wybudowanych wodopojów.

Ich bliskimi krewnymi są walabie. Dzięki swoim niewielkim rozmiarom lepiej sobie radzą w pobliżu ludzkich siedzib, wiele razy spotykaliśmy je podczas spacerów po buszu na obrzeżach Sydney, Cairns czy Hobart. Australijczycy nazywają walabiami także kolejne dwa rodzaje kangurokształtnych – skalniaki i pazurogony. Walabie generalnie preferują bardziej zarośnięte tereny, poruszają się wolniej i mniejszymi skokami. Wszystkie różnią się też od „prawdziwych” kangurów drobniejszą budową i gęstszym futrem, które ułatwia im przeżycie także w chłodnych klimatach. Ta kombinacja cech – kompaktowe rozmiary, odporność na zimno i prosta dieta – sprawia, że całkiem dobrze powodzi się im także w Europie, gdzie walabie uciekające z ZOO lub prywatnych hodowli stworzyły już kilka dziko żyjących populacji. A jak wygląda walabia? Poniżej przykładowy okaz z przychówkiem.

walabia torbacz Australia

Swoistą miniaturką kangura jest pademelon, drobny torbacz hojnie występujący zwłaszcza na Tasmanii, ale spotykany też w Nowej Południowej Walii, w Queensland i na Nowej Gwinei. Pademelony to niepozorne zwierzęta, które – podobnie jak walabie – nie stronią zbytnio od ludzi i zwłaszcza w okolicach świtu lub zmierzchu lubią myszkować w pobliżu ich siedzib. Podczas podróży po Tasmanii praktycznie na każdym campingu czy polu namiotowym mieliśmy lokalnego, przydziałowego pademelona lub walabię.

Generalnie pademelony są jeszcze mniejsze i bardziej krępe od walabii, mają krótsze ogony i uszy, przez co ich pyszczki nabierają nieco gryzoniowatego charakteru. Patrz poniższe zdjęcie przedstawiające tasmańskiego pademelona.

pademelon torbacz Tasmania Australia

W dużym uproszczeniu można więc powiedzieć, że dla Australijczyka duże kangurowate zwierzę to kangur, a małe – walabia lub pademelon.

Bardzo ciekawym rodzajem są mało znane drzewiaki, czyli kangury nadrzewne (tree kangaroos). Występują one wyłącznie w lasach deszczowych północnego Queensland i Nowej Gwinei. Niestety w ostatnim czasie bardzo źle znoszą zmiany klimatyczne, o czym pisaliśmy w poniższym tekście na Facebooku:

Jednym z symboli Zachodniej Australii są z kolei quokki. Te malutkie torbacze występowały dawniej na całym zachodnim wybrzeżu, jednak stopniowo zostały wyparte przez ludzi (i ich koty), także obecnie spotkać je można tylko na kilku wyspach w okolicach Perth, a przede wszystkim na przepięknej Rottnest Island, gdzie osiągnęły status turystycznych celebrytów.

 

View this post on Instagram

 

A post shared by Przedeptane (@przedeptane) on

Pozostałymi rodzajami należącymi do tej rodziny są tzw. kangury zajęcokształtne, czyli filandry oraz kangurniki i kangurowce występujące wyłącznie na Nowej Gwinei. Osobną podrodziną są filanderki.

Kanguroszczurowate

Jeżeli jeszcze nie zrobiło Wam się słabo od całej tej systematyki, to jedziemy dalej.

Przedstawiciele rodziny kanguroszczurowatych nadal przypominają walabie czy bettongi, jednak są od nich jeszcze mniejsze – osiągają maksymalnie rozmiary zająca, częściej jednak są niewiele większe od szczura. Te niegdyś liczne zwierzęta pełniły ważną rolę w wielu australijskich ekosystemach, jednak w XIX i XX wieku zostały praktycznie całkowicie wytępione na australijskim kontynencie – ich niewielkie, zagrożone populacje przeżywają na wyspach. Należą tutaj potoroo (kanguroszczury) oraz bettongi (kanguroszczurniki, na zdjęciu poniżej).

bettong kanguroszczurnik

Torebnikowate

Jedynym żyjącym przedstawicielem trzeciej i ostatniej rodziny kangurokształtnych jest torebnik piżmowy (musky rat-kangaroo), drobny torbacz zamieszkujący lasy deszczowe północnego Queensland.

Torebnik pizmowy torbacz Queensland

Jak może zauważyliście, torbacze skwapliwie skorzystały z tego, że dzięki kilkudziesięciu milionom lat izolacji do Australii nie dotarły duże ssaki łożyskowe. Kangury i walabie pełnią w lokalnych ekosystemach podobną rolę, jak antylopy w Afryce czy sarny w Europie, podczas gdy pademelony i mniejsze gatunki przypominają swoim zachowaniem i dietą gryzonie lub zajęczaki. Oczywiście kangurokształtne tworzą zaledwie część australijskiej fauny workowatej – pozostałe torbacze opanowały praktycznie wszystkie nisze ekologiczne wypełnione na innych kontynentach przez łożyskowce. Można tu spotkać torbacze żyjące pod ziemią, spędzające całe życie przekopując się przez pustynny piasek lub przelatujące z drzewa na drzewo lotem ślizgowym; w Australii żyją torbacze mrówkożerne, drapieżne, a nawet padlinożerne.

O nich jednak napiszemy innym razem.

zdjęcia: archiwum Przedeptane + WikiCommons (bettong, torebnik)

The post Nie każdy kangur jest kangurem appeared first on przedeptane.

]]>
/2020/nie-kazdy-kangur-jest-kangurem/feed/ 0
Rottnest Island. Wyspa uśmiechniętego torbacza. /2015/rottnest-island-wyspa-usmiechnietego-torbacza/ /2015/rottnest-island-wyspa-usmiechnietego-torbacza/#comments Sun, 17 May 2015 11:42:48 +0000 /?p=661 U wybrzeży australijskiego miasta Perth znajduje się pasemko lądu spalone przez słońce i wysmagane przez morski wiatr; mały raj dla turystów i dla zwierząt. Australia nie jest połączona z żadnym innym kontynentem, a całą jej zachodnią część oddziela od reszty państwa bezkresna pustynia. Nic dziwnego, że Perth – główne miasto Zachodniej Australii – figuruje w Księdze Rekordów Guinessa jako najbardziej odizolowana metropolia świata. Najbliższe duże miasta są odległe co najmniej o trzy tysiące kilometrów, i to w każdym kierunku. „Mieszkamy na zadupiu” – usłyszeliśmy od miejscowych. Dla niejednego z nas takie „zadupie” przedstawia jednak idealny cel wakacyjnego wyjazdu – Perth może się pochwalić ponad 300 słonecznymi dniami rocznie (przeciętnie 8 godzin słońca dziennie)  i niesprawiedliwie hojną ofertą pięknych plaż. Nas jednak przyciągało coś innego. Samotnia dla pół miliona ludzi Niektórzy złośliwie twierdzą, że Rottnest Island jest najciekawszą, bo […]

The post Rottnest Island. Wyspa uśmiechniętego torbacza. appeared first on przedeptane.

]]>
U wybrzeży australijskiego miasta Perth znajduje się pasemko lądu spalone przez słońce i wysmagane przez morski wiatr; mały raj dla turystów i dla zwierząt.

Australia nie jest połączona z żadnym innym kontynentem, a całą jej zachodnią część oddziela od reszty państwa bezkresna pustynia. Nic dziwnego, że Perth – główne miasto Zachodniej Australii – figuruje w Księdze Rekordów Guinessa jako najbardziej odizolowana metropolia świata. Najbliższe duże miasta są odległe co najmniej o trzy tysiące kilometrów, i to w każdym kierunku. „Mieszkamy na zadupiu” – usłyszeliśmy od miejscowych. Dla niejednego z nas takie „zadupie” przedstawia jednak idealny cel wakacyjnego wyjazdu – Perth może się pochwalić ponad 300 słonecznymi dniami rocznie (przeciętnie 8 godzin słońca dziennie)  i niesprawiedliwie hojną ofertą pięknych plaż. Nas jednak przyciągało coś innego.

Rottnest Island, Australia

Samotnia dla pół miliona ludzi

Niektórzy złośliwie twierdzą, że Rottnest Island jest najciekawszą, bo jedyną destynacją w Perth. Nie zgadzamy się z takim oszczerstwem, ale fakt faktem – wyspa od początku znajdowała się na szczycie naszej listy australijskich marzeń.

Z lądu można na nią dotrzeć jedynie promem, który wyrusza w podróż kilka razy dziennie. Wyspę najlepiej jest zwiedzić na siodełku rowerowym, a więc oprócz biletu na prom przewoźnicy oferują także całodniowe wypożyczenie roweru i sprzętu do snorkelingu. Cena całego pakietu przekracza wtedy 150 australijskich dolarów, ale warto zainwestować – na wyspie obowiązuje bowiem zasada „czym dalej od przystani, tym mniej luda”, dzięki dwom kółkom każdy może więc w kilkanaście minut znaleźć dla siebie bezludną plażę. A te są tutaj naprawdę przepiękne.

plaża na Rottnest Island

Wyspę zamieszkuje około 100 stałych mieszkańców, jednak rocznie odwiedza ją aż 500.000 turystów (prawdziwa inwazja zaczyna się w okresie świątecznym), okolice przystani są więc często nieznośnie zatłoczone i gwarne. Większość turystów pozostaje jednak w restauracjach przy molo i nie zapuszcza się dalej, pozostawiając całą resztę wyspy bardziej zdeterminowanym zwiedzającym.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

19 kilometrów kwadratowych przecina kilkadziesiąt kilometrów szlaków rowerowych, na całodniową wycieczkę może się więc porwać każdy w miarę zdrowy i sprawny ludź. Przed wyprawą dobrze jednak zadbać o zapasy wody i krem z mocnym filtrem (50+), ponieważ niektóre dłuższe fragmenty trasy prowadzą przez miejsca bez najmniejszego skrawka cienia, a australijskie słońce potrafi okrutnie dopiec, o czym przekonaliśmy się dosłownie na własnej skórze. Jednodniowa wycieczka, dwa tygodnie leczenia poparzeń słonecznych.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Ale nie chcemy was straszyć – naprawdę jest co podziwiać! Nie samym morzem człowiek żyje – wyspę porastają wielkie połacie traw i krzewów, na wzgórzach leżą (sic!) drzewa, wysmagane przez wiatr do fantastycznych kształtów. Codziennie po południu Perth odwiedza bryza morska znad Oceanu Indyjskiego (tzw. „Freemantle Doctor”), dzięki której oprócz miana najbardziej słonecznej metropolii uzyskało także status trzeciego najbardziej wietrznego miasta na świecie.

W pobliżu przystani znajduje się kilka słonych (i cuchnących) jeziorek zamieszkanych przez bajeczną kolekcję wodnych ptaków. Także przybrzeżne wody tętnią życiem – oprócz mew, pelikanów i innego wodnego ptactwa  można się tutaj natknąć na płaszczki i delfiny, z kolei kamieniste podłoże wnętrza wyspy jest świetnym środowiskiem dla gadów. Często widywaliśmy duże, leniwe jaszczurki, dwa razy musieliśmy w ostatniej chwili hamować, aby nie przejechać jadowitego węża wygrzewającego się na asfalcie.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

W gnieździe szczurów

Głównym magnesem na zwierzolubnych turystów są jednak kuoki (ang. quokka). Pierwsi holenderscy odkrywcy pisali o wyspie zamieszkanej przez „dzikie koty”. Gdy w 1696 roku dotarł tutaj kapitan Willem de Vlamingh, także on natknął się na niezliczone stada zwierząt, które – ku jego niezmiernemu zaskoczeniu – często poruszały się na dwóch tylnych łapach. Odkrywca nadał więc wyspie nazwę „Rotte nest”, czyli „gniazdo szczurów”.

quokka, Australia

Kuoki nie są jednak spokrewnione ze szczurami ani z innymi gryzoniami – to torbacze wielkości kota (waga 5 kg, wiek – do 5 lat). Wcześniej żyły także na australijskim lądzie, gdzie zostały jednak wyparte przez ludzi i drapieżniki sprowadzone z Europy. Nic dziwnego – to spokojne, a nawet flegmatyczne zwierzaki, których strategia obronna opiera się z reguły na staniu bez ruchu i robieniu słodkiej miny. Dzisiaj miejsca ich występowania można policzyć na palcach jednej ręki, przy czym wyspa pozostaje ich największym schronieniem.

Na Rottnest Island kuoki nie mają żadnych naturalnych wrogów i oswoiły się do tego stopnia, że często same podchodzą i szukają kontaktu z ludźmi. W trakcie jednego z postojów nasze rowery zostały „zaatakowane” przez całe stado – zwierzaki oblizywały łańcuchy, obwąchiwały torby, a nawet powskakiwały do wózka rowerowego w poszukiwaniu jedzenia.

compo

Ostatnio hitem australijskiego Internetu stały się zdjęcia „selfie” z kuokami, co bardzo nie podoba się ekologom. Władze wyspy rozmieszczają tabliczki ostrzegające przed zbytnim spoufalaniem się ze zwierzętami, nie wolno ich karmić ani dotykać – chociaż my kilka razy nie mieliśmy innej możliwości, gdy futrzaki za nic nie chciały odejść od rowerów, a zwykłe „kszsz” nie pomagało. Kuoki najwidoczniej nie czytają tabliczek – najczęściej spotykaliśmy je właśnie w pobliżu terenów zabudowanych, a nie na rozległych, pustych obszarach wyspy.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Największą atrakcją Rottnest Island pozostaje jednak malownicze wybrzeże. Przejeżdżając wzdłuż niego można zatrzymywać się dosłownie co kilka minut, by odwiedzić kolejne miejsce, w którym biały piasek styka się z turkusową wodą. Czasem spokój naruszają okrzyki i muzyka złotej młodzieży, która przybywa tutaj na własnych jachtach z Perth, aby wypić kilka piw i popływać na wakeboardach – zawsze można jednak spakować manatki i już kawałek dalej znaleźć plażę, która jest całkowicie pusta i cicha.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Piekło, raj

Sielankowe krajobrazy kryją w sobie też mroczne tajemnice – w XVIII i XIX wieku wyspa była na zmianę bazą wojskową, kolonią karną i więzieniem dla tubylców. Zesłanie na wyspę było dla nich podwójną karą, ponieważ uważali ją za święte miejsce; nazywali ją „Winnaitch”, siedzibą duchów zakazaną dla człowieka. W okropnych warunkach i stresie ginęli więc w zatrważających ilościach – niektóre źródła podają, że w tym czasie zmarło tutaj ok. 10 procent, czyli aż 369 więzionych Aborygenów.

Pamięć o tych wydarzeniach powoli ginie. Wyspa jest obecnie nie tylko celem wycieczek, ale też miejscem realizacji wielu projektów mających na celu ochronę jej unikalnej przyrody – na czele z kuokami, które nazywane są „najszczęśliwszymi zwierzakami na ziemi”. I nie chodzi wcale o to, że te prześladowane pluszaki znalazły w końcu bezpieczne miejsce na ziemi – jeżeli przyjrzycie się uważnie ich zdjęciom, to faktycznie można odnieść wrażenie, że kuoki mają wiecznie uśmiechnięte pyszczki.

uśmiechnięta quokka

Tekst ukazał się w miesięczniku Zwrot 03/2015

The post Rottnest Island. Wyspa uśmiechniętego torbacza. appeared first on przedeptane.

]]>
/2015/rottnest-island-wyspa-usmiechnietego-torbacza/feed/ 9