Niemcy Archives - przedeptane /tag/niemcy/ Jedzoki w świat Thu, 23 Jul 2020 08:07:29 +0000 pl-PL hourly 1 https://wordpress.org/?v=6.2.9 Balowanie w Akwizgranie, czyli z wizytą u Karolingów /2016/akwizgran-karol-wielki/ /2016/akwizgran-karol-wielki/#comments Mon, 08 Aug 2016 07:10:12 +0000 /?p=2266 W porównaniu z antykiem czy renesansem wczesne średniowiecze ma żałośnie słaby PR, rzadko trafia na ekrany kin i kartki książek. W ramach łatania dziur w wiedzy historycznej wyruszmy więc do Akwizgranu, stolicy pierwszego nowożytnego imperium na europejskim kontynencie. Ach, Aachen Miasto ma za sobą kilkanaście wieków niezwykle burzliwych dziejów, a więc jego okolice obfitują w różne ciekawostki i kurioza historyczne. W pobliżu Akwizgranu znajduje się trójstyk granicy Belgii, Holandii i Niemiec, który jeszcze sto lat temu był czwórstykiem. Ponieważ politycy nie potrafili się dogadać na Kongresie Wiedeńskim, od 1815 do 1919 roku istniało tutaj osobliwe państewko Moresnet, o które w swoim czasie walczyły nie tylko okoliczne mocarstwa, ale też esperantyści pragnący stworzyć w nim swoje pierwsze i ostatnie państwo pod nazwą Amikejo (“miejsce przyjaźni”). Historia jest dziwna. A skąd wziął się Akwizgran? Warianty tej nazwy […]

The post Balowanie w Akwizgranie, czyli z wizytą u Karolingów appeared first on przedeptane.

]]>
W porównaniu z antykiem czy renesansem wczesne średniowiecze ma żałośnie słaby PR, rzadko trafia na ekrany kin i kartki książek. W ramach łatania dziur w wiedzy historycznej wyruszmy więc do Akwizgranu, stolicy pierwszego nowożytnego imperium na europejskim kontynencie.

Ratusz w Akwizgranie

Ach, Aachen

Miasto ma za sobą kilkanaście wieków niezwykle burzliwych dziejów, a więc jego okolice obfitują w różne ciekawostki i kurioza historyczne. W pobliżu Akwizgranu znajduje się trójstyk granicy Belgii, Holandii i Niemiec, który jeszcze sto lat temu był czwórstykiem. Ponieważ politycy nie potrafili się dogadać na Kongresie Wiedeńskim, od 1815 do 1919 roku istniało tutaj osobliwe państewko Moresnet, o które w swoim czasie walczyły nie tylko okoliczne mocarstwa, ale też esperantyści pragnący stworzyć w nim swoje pierwsze i ostatnie państwo pod nazwą Amikejo (“miejsce przyjaźni”). Historia jest dziwna.

Uliczki Akwizgranu

A skąd wziął się Akwizgran? Warianty tej nazwy mają często związek ze źródłami termalnymi, które już 5000 lat temu ściągnęły tutaj neolitycznych osadników. “Aachen” pochodzi ze staro-wysoko-niemieckiego słowa oznaczającego “wodę” lub “źródło” (czeska nazwa “Cáchy” powstała właśnie poprzez skrócenie “z Aachen”). Z kolei Polska nazwa wzięła się z łacińskiego “Aque Grani/Aquisgranium”, czyli wód celtyckiego bożka Grannusa.

Ekspozycja archeologiczna w Elisengarten

Dzisiaj można skosztować w centrum miasta gorącej, pitnej wody wypływającej z dwóch kraników w Eliseenbrunnen – eleganckim, neoklasycystycznym budynku, którego śnieżnobiały portyk kontrastuje ze zbukowatym smrodkiem tych siarkowych źródeł. Ale nie sposób narzekać. W Akwizgranie – podobnie jak w Rzymie lub Atenach – historia dawnych wieków organicznie wrasta w ulice nowoczesnego miasta. Tuż za Elisenbrunnen znajduje się niewielki park, a w nim przeszklona konstrukcja dająca wgląd w poszczególne warstwy wykopalisk archeologicznych.

Och, Karol

Złota epoka miasta ściśle związana jest z osobą Karola Wielkiego, dzięki któremu właśnie tutaj przez kilkadziesiąt lat znajdowało się serce kontynentu. To stąd Karol podbił (lub wybił) pół Europy i zapoczątkował epokę renesansu karolińskiego, wprowadzając reformy kościelne, edukacyjne, polityczne i militarne. Daleko mu jednak było do pokojowego władcy-filozofa. Tylko dwa lata jego panowania pozbawione były działań wojennych, w pozostałych Karol wysłał ponad pięćdziesiąt zbrojnych wypraw, a w połowie z nich brał osobisty udział.

 

 

Podczas chrystianizacji Sasów kazał ściąć około 4500 jeńców, jednak w owych czasach krwawa działalność misyjna nie była wcale skazą w królewskim CV – wręcz przeciwnie. Karol pewnie zostałby świętym, gdyby nie fakt, że był nie tylko wielkim politykiem i wielkim człowiekiem (przewyższał swoich rówieśników co najmniej o głowę), ale też wielkim – ehm – koneserem kobiecych wdzięków.

Król machał berłem tak entuzjastycznie, że oprócz osiemnastu dzieci ze związków z żonami i konkubinami dorobił się też czeladki anonimowych bękartów. Do oficjalnej linii starali się doczepić Habsburgowie i Plantageneci, do nieoficjalnej należymy praktycznie wszyscy. Zgodnie z prawami statystyki i genetyki większość mieszkańców Europy ma w sobie co najmniej homeopatyczną ilość karolińskiej krwi.

Budynek ratusza

Karol – całkiem dosłownie – jest Europą i zostawił po sobie wiele trwałych śladów. Wymawiamy jego imię za każdym razem, gdy używamy słowa “król”, patrzymy na niego grając w karty, gdzie reprezentuje go obrazek króla kier. Najbardziej widowiskowy pomnik zbudował sobie jednak w Akwizgranie.

Monument historii

Budynek akwizgrańskiej katedry jest streszczeniem ponad dziesięciu wieków rozwoju architektury w jednej, potężnej bryle. Właściwa budowla powstała na przełomie VIII i IX wieku, ale jej architekci szukali inspiracji w jeszcze starszych, bizantyjskich kościołach. Do tej niskiej kaplicy stopniowo przylegały kolejne, nowsze części – kapliczki, kopuły, wieże. Znaczenie świątyni podkreśla fakt, że była on jednym z pierwszych europejskich budynków, które w 1978 roku znalazły się na liście zabytków UNESCO.

Wilcze Wrota

Dziś do katedry wchodzimy przez oryginalne, odlane z brązu Wilcze Wrota, z których podwojów szczerzą się dwa lwie pyski. Zgodnie z legendą król wyjechał na wojnę i zostawił budowniczym fundusze na dokończenie katedry. Gdy architekci przehulali cały budżet, zwrócili się o pomoc do diabła, który miał dokończyć budowę w zamian za duszę pierwszej istoty, która wkroczy do kościoła. Budowniczy z przerażeniem stwierdzili, że tą osobą będzie sam papież Leon III, który miał dokonać konsekracji, więc poszli po pomysł do głowy i wpędzili do katedry schwytaną wilczycę. Diabeł wprawdzie wyrwał jej duszę i umieścił ją w dużej, brązowej szyszce, ale gdy odkrył podstęp, wybiegł z kościoła trzaskając drzwiami tak mocno, że urwał sobie palec. Można go dzisiaj znaleźć w pysku prawego lwa.

 

Po przejściu przez wrota mijamy więc posągi wilczycy i szyszki i wchodzimy do najstarszej części – ośmiokątnej kaplicy. Wszystko podporządkowane jest tutaj boskiej symetrii. Na wysokości prezbiterium kaplicę okala brązowa karolińska balustrada, która kiedyś była dodatkowo pokryta złotem i tworzyła swoistą koronę. Dominującym elementem jest jednak ogromny żyrandol zakupiony w XII wieku przez samego Fryderyka I Barbarossę.

Kaplica i żyrandol Barbarossy

Imponująca metalowa konstrukcja o średnicy 4 metrów zawieszona jest na łańcuchu tworzącym specyficzną iluzję optyczną – jeżeli patrzymy na niego z dołu, łańcuch zdaje się przeczyć zasadom perspektywy, na dole ma taką samą grubość, jak na górze. Prosty trick polega na tym, że ogniwa łańcucha stopniowo rosną, a więc najwyższe są prawie dwukrotnie większe od najniższych.

 

W prezbiterium znajduje się jedna z największych atrakcji katedry. Tron Karola wygląda zaskakująco skromnie, ponieważ sam król nie lubił przepychu i ubierał się w proste szaty. Ale pozory mogą mylić – ascetyczna, kamienna konstrukcja składa się z płyt, które miały pochodzić z jerozolimskiego grobu Chrystusa. Do dziś noszą one ślady po grach planszowych, które wyryli na nich rzymscy żołnierze. Nie dziwota, że przez długie lata nikt nie zapragnął zmienić tronu na bardziej wystawny model – na przestrzeni siedmiu wieków ukoronowano na nim 30 niemieckich króli.

Święta pieluszka z Akwizgranu

W głównej nawie katedry znajduje się kilka relikwiarzy. W pozłacanym, dwumetrowym Karlsschrein umieszczono szczątki Karola – osobiście dokonał tego cesarz Fryderyk Barbarossa, dla którego Karol Wielki zawsze był niedoścignionym wzorem do naśladowania. Fryderyk kazał zresztą wyryć w relikwiarzu niezbyt subtelny przekaz polityczny – posążek siedzącego Karola przewyższa przygarbione postaci papieża i arcybiskupa, nad władcą wznosi się już tylko Chrystus.

 

Jednak prawdziwe dziwy znajdują się w innych relikwiarzach w nawie oraz pobliskim skarbcu. Na czasy panowania Barbarossy przypada kulminacja ogólnoeuropejskiego polowania na relikwie, które tak barwnie opisał Umberto Eco w powieści “Baudolino”. Popyt wśród świeckich i kościelnych władz był tak duży, że w obiegu krążyło nieraz kilka czaszek jednego świętego i co rusz pojawiały się nowo odkryte kąski. Jako ówczesna stolica Europy Akwizgran musiał oczywiście zgromadzić najcenniejsze zdobycze.

Czyjś święty ząb umieszczony w relikwiarzu z XII wieku

Oprócz szczątków Karola znalazło się więc tutaj nie tylko sukno, w które owijano ściętą głowę Jana Chrzciciela lub opaska biodrowa Chrystusa. Jest też bicz, którym go smagano, szata rodzącej Maryi, a nawet pieluszki Jezusa. Sama nawa ukrywa w sobie kilka dodatkowych perełek – w drewnianą boazerię wkomponowano na przykład spodeczek i talerzyk do picia herbaty, i to kilkaset lat wcześniej, zanim do Europy dotarł zwyczaj picia tego napoju.

Miasto nie do zdarcia

Imperium Karola rozpadło się niedługo po jego śmierci, dając początek dzisiejszej Francji, Niemcom i Włochom, ale Akwizgran uparcie parł dalej przez kolejne stulecia. Jak każde stare europejskie miasto przeżył swoje wzloty i upadki, pożary, rewolucje i najazdy Wikingów. Dzisiaj przesączony jest niezliczonymi historiami i legendami, ma więc do zaoferowania o wiele więcej niż to, co można opisać w krótkim artykule.

 

Nie ma miejsca na opisanie pięknego budynku ratusza, który powstał i dojrzewał jednocześnie z katedrą. Nie ma miejsca na “Aachen printen”, lokalną odmianę pierniczków sprzedawanych w różnych postaciach i smakach. Nie zmieściły się dziesiątki metalowych statuetek, posągów, a nawet ruchomych lalek zdobiących miejscowe fontanny. Nie było też legendarnego Bachkalba (dosłownie “wodnego cielęcia”), potwora, który atakuje miejscowych pijaków i ukąszeniem powoduje kaca (o nim pisaliśmy w osobnym artykule).

Pierniczki Printen

To wszystko możecie zbadać już na własną rękę, miasto jest przecież oddalone o rzut biletem. I wcale nie musicie się spieszyć – Akwizgran przetrwał kilkanaście tysięcy lat, więc na pewno pociągnie jeszcze chwilę.

Ulica w Akwizgranie

P.S. Przy okazji gorąco polecamy bloga Sekulada, skarbnicy wiedzy na temat średniowiecznej architektury i historii. Teksty o Akwizgranie bardzo pomogły nam w przygotowaniu naszego wpisu.

Tekst ukazał się w miesięczniku Zwrot 6/2016

The post Balowanie w Akwizgranie, czyli z wizytą u Karolingów appeared first on przedeptane.

]]>
/2016/akwizgran-karol-wielki/feed/ 18
Legendarny Bahkauv: pogromca pijaków z Akwizgranu /2016/legendarny-bahkauv-pogromca-pijakow-z-akwizgranu/ /2016/legendarny-bahkauv-pogromca-pijakow-z-akwizgranu/#comments Mon, 09 May 2016 07:11:47 +0000 /?p=1960 Nigdy, przenigdy nie wychodź na ulice Akwizgranu po kilku głębszych. Wodne cielę czyha. Promilowa zmora Legenda mówi, że Bahkauv atakuje wyłącznie studentów i dorosłych mężczyzn, kobiet nie rusza. W dzień śpi przy fontannie, wieczór czasem przejdzie się po okolicy, by postraszyć dzieci grzechotaniem łańcucha, jednak najgroźniejszy jest dopiero po zmroku. Gdy usłyszy lub poczuje zbliżającego się pijaka, skoczy mu na plecy, by utrudnić powrót do domu – jedyną obroną są modlitwy lub głośne przekleństwa, wtedy Bahkauv staje się lżejszy. Nie ma jednak antidotum na jego najgorszą broń – ukąszenie Bakhauva powoduje bowiem bezlitosnego kaca. Potwór zeskakuje z barków nieszczęśnika dopiero w chwili przekroczeniu progu domowego. Niektórzy sądzą, że legendę wypromowały troskliwe żony, aby mężczyźni nie siedzieli zbyt długo w szynku. Z kolei mężczyźni lubią stosować wodne cielę jako pretekst i wymówkę do przedłużania imprezy – przecież nie warto ryzykować i wracać po […]

The post Legendarny Bahkauv: pogromca pijaków z Akwizgranu appeared first on przedeptane.

]]>
Nigdy, przenigdy nie wychodź na ulice Akwizgranu po kilku głębszych. Wodne cielę czyha.

Promilowa zmora

Legenda mówi, że Bahkauv atakuje wyłącznie studentów i dorosłych mężczyzn, kobiet nie rusza. W dzień śpi przy fontannie, wieczór czasem przejdzie się po okolicy, by postraszyć dzieci grzechotaniem łańcucha, jednak najgroźniejszy jest dopiero po zmroku. Gdy usłyszy lub poczuje zbliżającego się pijaka, skoczy mu na plecy, by utrudnić powrót do domu – jedyną obroną są modlitwy lub głośne przekleństwa, wtedy Bahkauv staje się lżejszy. Nie ma jednak antidotum na jego najgorszą broń – ukąszenie Bakhauva powoduje bowiem bezlitosnego kaca. Potwór zeskakuje z barków nieszczęśnika dopiero w chwili przekroczeniu progu domowego.

Niektórzy sądzą, że legendę wypromowały troskliwe żony, aby mężczyźni nie siedzieli zbyt długo w szynku. Z kolei mężczyźni lubią stosować wodne cielę jako pretekst i wymówkę do przedłużania imprezy – przecież nie warto ryzykować i wracać po pijaku przed świtem. Ewentualnie można zostać w barze do kolejnego dnia i wysłać do domów smutną wiadomość, że tym razem Bakhauv pożarł wszystkich.

Nikt tak naprawdę nie wie, skąd się wziął. Nazwa pochodzi z języka staro wysoko niemieckiego i oznacza wodne lub źródlane cielę. W całej Nadrenii roiło się od podobnych potworów, które zazwyczaj pilnowały źródeł pitnej wody. Czasem przyjmowały postać duchów, wilkołaków lub demonów, akwizgrańska kreatura miała przypominać skrzyżowanie cielęcia z gadem lub drapieżnym kotem.

Podobno zmierzył się z nim kiedyś Pepin Krótki, ojciec Karola Wielkiego, który stoczył pojedynek z bestią przy gorącym źródle i zabił ją pchnięciem miecza. Nie wiadomo jednak, czy ta wersja nie jest wymysłem dziewiętnastowiecznych historyków i etnografów, którzy chcieli zaanektować dla miasta legendę opowiadaną w różnych wersjach po szerokiej okolicy.

Bahkauva pokonał też pewien kowal w XVII wieku, który pomimo kilku promili okazał się być zbyt mocnym przeciwnikiem. Z kostiumu cielęcia wylazł poturbowany odźwierny, który wykorzystywał legendę do straszenia i okradania przechodniów.

Ciekawe jest też wyjaśnienie naukowe. W gorących źródłach panują nieraz bardzo dobre warunki dla rozrostu kolorowych alg – od czasu do czasu na powierzchnię wypływają czerwone skupiska o konsystencji śliskiej, czerwonej mazi, która z pewnością przerażała pierwszych osadników zamieszkujących te okolice. Zjawisko to, w połączeniu z odorem siarki i charczącymi odgłosami wypluwanej gorącej wody, na pewno zainspirowało niejedną historię o ohydnych stworach mieszkających w podziemiu.

Pomnik z fontanną

Bakhauv grasował w samym centrum miasta, na jednym z rynków w pobliżu katedry akwizgrańskiej. Kiedyś źródło biło prosto z ziemi, w XVII wieku zbudowano tutaj wanienkę dla wygodniejszego pobierania wody, w 1902 roku radni postanowili zbudować w tym miejscu fontannę z pomnikiem przedstawiającym słynnego potwora. Projektem i wykonaniem, które możecie podziwiać na poniższym zdjęciu, zajął się Karl Krauss. W tej wersji wodne cielę prychało wodą z pyska na chłopca, który przyszedł do źródła z dzbankiem.

Akwizgran, Aachen, fontanna, Niemcy

Niestety w latach czterdziestych wszystkie akwizgrańskie statuy zostały przetopione na broń, więc po wojnie trzeba było pomyśleć o nowym sposobie uczczenia najsłynniejszej miejscowej bestii. W 1967 roku zbudowano fontannę, która przetrwała do dziś – Bahkauv przypomina tutaj ogromnego jaguara przyczajonego na wysokim pniu.

Dzisiaj nie ma już gorącego źródła, a więc i ataki wodnego cielęcia są coraz rzadsze. Ale po co ryzykować? Lepiej chuchać na zimne i wrócić z gospody taksówką.

Informacje+zdjęcie: Wikipedia

The post Legendarny Bahkauv: pogromca pijaków z Akwizgranu appeared first on przedeptane.

]]>
/2016/legendarny-bahkauv-pogromca-pijakow-z-akwizgranu/feed/ 9