etyka Archives - przedeptane /tag/etyka/ Jedzoki w świat Sat, 11 Apr 2020 10:09:56 +0000 pl-PL hourly 1 https://wordpress.org/?v=6.2.9 Zwierzęta w turystyce. Lista nieetycznych atrakcji. /2016/zwierzeta-turystyka/ /2016/zwierzeta-turystyka/#comments Mon, 20 Jun 2016 07:03:46 +0000 /?p=2026 … czyli kilkanaście miejsc z całego świata, w których można stracić wiarę w człowieka. Zamknięcie niechlubnie znanej Świątyni Tygrysów w Tajlandii ponownie otworzyło temat wykorzystania zwierząt w przemyśle turystycznym. Ponieważ tematyka ekologii, praw zwierząt i etycznego podróżowania zawsze była nam bliska, postanowiliśmy zapytać znajomych globtroterów, czy zdarzyło im się otrzeć o podobne atrakcje. Dzisiaj więc wpis ostrzegawczy. Dokąd nie jechać? Czego nie oglądać? Cywety produkujące Kopi Luwak „Kopi luwak, słynna „gówniana kawa”, to w Indonezji (i w Wietnamie czy na Filipinach) biznes pełen oszustw – ziarna kawy, zamiast przechodzić przez układ trawienny zwierząt, bywają poddawane sztucznym enzymom, aby wywołać podobny efekt, mielona kawa mieszana jest z prażoną kukurydzą lub mączką ryżową… Ale takie „drobne” oszustwa przynajmniej nie szkodzą zwierzętom, najgorsze, że miejscowi wyczuwając kasę zaczęli zakładać farmy, na których zwierzęta w klatkach karmione są wyłącznie kawą, […]

The post Zwierzęta w turystyce. Lista nieetycznych atrakcji. appeared first on przedeptane.

]]>
… czyli kilkanaście miejsc z całego świata, w których można stracić wiarę w człowieka.

Zamknięcie niechlubnie znanej Świątyni Tygrysów w Tajlandii ponownie otworzyło temat wykorzystania zwierząt w przemyśle turystycznym. Ponieważ tematyka ekologii, praw zwierząt i etycznego podróżowania zawsze była nam bliska, postanowiliśmy zapytać znajomych globtroterów, czy zdarzyło im się otrzeć o podobne atrakcje.

Dzisiaj więc wpis ostrzegawczy. Dokąd nie jechać? Czego nie oglądać?

Cywety produkujące Kopi Luwak

cyweta, kopi luwak

„Kopi luwak, słynna „gówniana kawa”, to w Indonezji (i w Wietnamie czy na Filipinach) biznes pełen oszustw – ziarna kawy, zamiast przechodzić przez układ trawienny zwierząt, bywają poddawane sztucznym enzymom, aby wywołać podobny efekt, mielona kawa mieszana jest z prażoną kukurydzą lub mączką ryżową… Ale takie „drobne” oszustwa przynajmniej nie szkodzą zwierzętom, najgorsze, że miejscowi wyczuwając kasę zaczęli zakładać farmy, na których zwierzęta w klatkach karmione są wyłącznie kawą, aby “produkowały” jej więcej. Tej prawdziwej kopi luwak od zwierząt na wolności zbiera się raptem kilkaset kg rocznie, a znaczy to, że 99% kawy, którą kupujemy w miejscach, do których zaprowadzi nas przewodnik na Jawie, Bali czy Sumatrze (i zapewnia, że żadna cyweta podczas jej produkcji nie została skrzywdzona), to podróbki. Czasem do opakowania kawy dołączony jest nawet certyfikat potwierdzający jej autentyczność, ale jako, że w Indonezji nie istnieje żadna instytucja to regulująca, w Photoshopie może go sobie zrobić każdy.”

Tekst: Emilia z bloga Emiwdrodze.pl / Zdjęcie: Wikimedia Commons

Delfiny na Bali

delfiny na Bali

Mały, ciasny basen, woda wydaje się czysta, ale już z daleka dociera do nas zapach chloru. Jesteśmy w północnej części Bali, w Melka Dolphin Hotel,w Lovinie. Delfinów w hotelu jest 5, z czego dwa prawie już ślepe, od chloru znajdującego się w wodzie. Hotel szczyci się, że uratował delfiny z dawnego cyrku na Jawie, gdzie były przetrzymywane w znacznie gorszych warunkach. Czy tutaj mają lepiej? Podobno mają lekarza, i tylko tyle. Hotel zarabia $125 od osoby, za możliwość popływania z delfinami. Można je do woli głaskać, całować, łapać za płetwę i dać się ciągnąć dookoła basenu, który ma rozmiar 10 na 20 metrów. Delfiny na zawołanie skaczą, pozują do zdjęć, wykonują różne akrobacje.

Ludzie reagują rożnie, niektórzy są nerwowi, co udziela się zwierzętom , inni pakują łapy gdzie popadnie, po ciele zwierzęcia, nawet w oczy, by sprawdzić jak działają. Delfiny w naturze pływają około 170 km dziennie. Tutaj nie mają na to szans – te piękne, inteligentne zwierzęta są trzymane całe dnie w śmierdzącej wodzie basenu na uciechę gawiedzi. Miejsca jak to będą istniały tak długo, dopóki turyści będą płacić pieniądze za takie atrakcje. Czyż nie piękniej byłoby zobaczyć te cudowne stworzenia na żywo, w oceanach?

Tekst i zdjęcie: Dee z bloga Nie zawsze poprawne zapiski Dee

Konie w Zakopanem

konie Tatry

Morskie Oko – największe jezioro w Tatrach, do którego cały rok ściągają rzesze turystów spragnionych wysokogórskich wrażeń. Niestety wiele z nich nie przyjeżdża tutaj obcować z górskim światem, ale zrobić selfie, wypić piwo i pokrzyczeć do telefonu „Ej, stary zgadnij k…wa skąd do Ciebie dzwonię?”. Dla nich powstają pseudoregionalne atrakcje, dla nich tworzą się kilometrowe kolejki do kas na Kasprowy Wierch i dla nich konie z Morskiego Oka ciągną przeładowane wozy.

Do szału doprowadzają mnie komentarze, że górale to rzeźnicy, że męczą konie, że wyciągają pieniądze z turystów. A kto, jak nie turyści, jest odpowiedzialny za taki stan rzeczy? Kto zapłaci każdą cenę za to, żeby się nie zmęczyć? Fiakrzy w Morskim Oku nie wożą przecież w wozach powietrza, ale zdrowych i pełnosprawnych ludzi, którym nie chce się ruszyć tyłka i pomaszerować o własnych siłach pod górę. To my, turyści, napędzamy tę machinę, bo oczekujemy tych atrakcji i dajemy na nie pieniądze. Popyt generuje podaż i zawsze znajdzie się ktoś, kogo nie obchodzi świadome i etyczne podróżowanie. Byle zgadzał się hajs i ilość zdjęć w smartfonie.

Tekst i zdjęcie: Magda z bloga W 10 inspiracji dookoła świata

Kozy w Maroku

kozy w Maroku zwierzęta

Przed wyjazdem do Maroka sporo słyszałam o „kozach na drzewach”. Nie kręciło mnie to. Kozice na drzewach widziałam już w parku narodowym w Izraelu. Swobodnie skakały po gałązkach i zajadały liście. To naturalna zdolność, która pozwala zwierzakom na przetrwanie w pustynnych warunkach, gdzie na ziemi zieleni niewiele.

Jakie było moje zdziwienie, jak zobaczyłam skąd marokańscy turyści mają zdjęcia kóz. Zatrzymaliśmy się busem jadącym z Marrakeszu do As-Sawiry. Wokół drogi rosło wiele drzew, a kozy stały nerwowo na jednym z nich patrząc na swoich strażników, którzy stali zaraz przy drzewie. Co i rusz jakaś próbowała uciec i była łapana przez pilnujących, po czym na drabinie wkładana z powrotem. Biedaczki czekały na godzinę, gdy turyści już się rozjadą, a te spokojnie będą mogły jeść trawę tam, gdzie mają ochotę. Jak tylko się pojawiłam jeden z Marokańczyków wręczył mi małe koźlątko w ramiona.

Po oddaniu zaczął się awanturować, że nie chcę mu zapłacić za możliwość potrzymania maleństwa. Krew mnie zalała.

Tekst i zdjęcie: Agnieszka z bloga Zależna w podróży

Kurczaki w Wenezueli

kurczaki Wenezuela

Gdy włóczyliśmy się po jednej z wenezuelskich ulic, naszą uwagę przykuł jeden z wielu, rozłożonych przy głównym placu miasta, stragan. Zresztą nie tylko naszą, bo otaczało go sporo ludzi. Okazało się, że sprzedawca handlował na nim… farbowanymi kurczakami! Cena tych kolorowych wynosiła około 5 zł, podczas, gdy „zwykłe” kurczaki chodziły za po 2zł. Straganiarz zapytany dlaczego je farbuje, powiedział, że takie cieszą się dużo większą popularnością, szczególnie wśród małych dzieci, które rzeczywiście tłumnie otoczyły stragan i z piskami radości tuliły i głaskały umęczone pisklaki.

Zastanawialiśmy się co stanie się z ptakami za kilka tygodni, gdy już znudzą się maluchom albo, co gorsza, stracą kolorowe piórka, więc słodkie pisklęta wraz z tym jak będą rosły stracą sporo na uroku i mogą stać się problemem. W końcu trzymanie w domu kury czy koguta to nie taka łatwa sprawa. Odpowiedź okazała się być prosta: większość z nich pewnie nie dotrwa do tego czasu, a te którym jakimś cudem się się uda… cóż, zawsze można przecież dać kotu.

Tekst i zdjęcie: Kasia Adamczyk-Tomiak z bloga Vanillaisland.pl

Lamy w Peru

lamy, Ameryka Południowa, Peru

Lamy w środowisku naturalnym. Rzecz jasna nie mamy zdjęcia z lamą w przebraniu, bo nie przykładamy do tego ręki. Jadąc do Peru, każdy chce mieć zdjęcie z lamą. Albo chociaż zdjęcie lamy. W rzeczywistości zrobienie sobie zdjęcia z lamą jest dość trudne, bo kiedy pójdzie się w góry, gdzie lamy się pasą, to te uciekają przed człowiekiem, co jest zupełnie zrozumiałe. Peruwiańczycy jednak wymyślili sposób, żeby wyjść naprzeciw oczekiwaniom turystów, a przy okazji zarobić. Za kilka soli można sobie zrobić zdjęcie z kolorową ubraną lamą, alpaką lub nawet z cielakiem lamy… Te biedne zwierzęta chodzą ze swoimi kolorowo ubranymi właścicielkami po ulicach Cusco lub Arequipy, żeby turyści mogli sobie z nimi robić zdjęcia. Nie trzeba chyba dodawać, że miejsce lam jest na pastwiskach, gdzie mogą sobie przygryzać trawę, a nie na ulicach miast poubierane do tego w idiotyczne, kolorowe stroje…

Tekst i zdjęcie: K. Wudniak / TropiMy Przygody

Lwy w RPA

lwy, turystyka, zwierzęta

Wolontariat ze zwierzętami w egzotycznym miejscu świata to marzenie wielu ludzi, a jego najbardziej ekstremalną formułą potrafią być ośrodki, w których opieką można otoczyć duże koty. Urocze zdjęcia wolontariuszy z lwami czy gepardami podsycają wyobraźnię, przez co liczba chętnych z roku na rok rośnie, a wraz z nimi przyrastają miejsca które oferują coś, co wydawać się może przygodą życia. Niestety faktyczna pomoc dla zwierząt zamieniła się w prężną gałąź biznesu – obecnie większość miejsc, w których za skromną „opłatą” kilku tysięcy złotych miesięcznie można opiekować się kotowatymi to miejsca, które koty rozmnażają i trzymają w niewoli tylko w celu zarabiania na tzw „woloturystach”. Koty w takich miejscach, po dorośnięciu często kończą jako trofea dla myśliwych z zachodu i w samym RPA w takich miejscach przebywa więcej lwów niż na wolności. Każdemu zainteresowanemu wolontariatem w Afryce przy kotowatych powinna zapalić się czerwona lampka gdy strona www reklamuje jakiekolwiek interakcje ludzi np. z lwami – bez odpowiedniego prześwietlenia takiego miejsca można skończyć jako trybik w brudnym biznesie opartym na krzywdzie zwierząt.

Tekst: Maciej Bielak / Animalus.eu

Zdjęcie: Wikimedia Commons (CC BY-SA 1.0)

Małpy w Indiach

małpy Indie zwierzęta

Popularnym w Indiach rodzajem „rozrywki” prezentowanej turystom i Hindusom jest pokaz tresury małp. Zwierzę uczone jest kilku trików, takich jak witanie się z przechodniem, taniec, akrobacja i kilka innych. W zamian za pokaz widzowie zostawiają kilkadziesiąt rupii trenerowi.

Małpy są zwierzętami bardzo inteligentnymi i wytresowanie ich do takiego posłuszeństwa może odbywać się tylko poprzez znęcanie się. Zwierzę jest bite i głodzone,, by spełniało polecenia właściciela. Wyrywa im się zęby, aby uniemożliwić im gryzienie w samoobronie. Co zaskakujące, taki proceder już od dawna zakazany jest przez indyjskie prawo, jednak jego egzekwowanie jest żałośnie słabe. Większość małp trenowanych do pokazów łapana jest w dżungli i odbierana rodzicom w młodym wieku.

Rada: nigdy nie bierz udziału w takich pokazach. Nie zgadzaj się, gdy ktoś proponuje taki pokaz dla Ciebie i znajomych. Nie dawaj też pieniędzy treserom.

Tekst i zdjęcie: Łukasz z bloga www.lukaszsupergan.com

Orangutany na Sumatrze

orangutan, Indonezja, wikimedia

Orangutany są krytycznie zagrożonym gatunkiem małp człekokształtnych, które obecnie można spotkać w lasach deszczowych jedynie na Sumatrze i Borneo. Poza wycinaniem lasów pod plantacje palmy oleistej, swego czasu gatunkowi zagrażało odławianie młodych osobników przez człowieka. Gdy dorastały, okazywały się zbyt niebezpieczne i dzikie, by być domowym pupilem. Trafiały do Ośrodka Rehabilitacji przy Parku Narodowym Gunung Leuser, gdzie starano się je przywrócić naturze. Dziś orangutany zamieszkują dżunglę w okolicach Bukit Lawang, a w porze, kiedy owoców jest niewiele, są dokarmiane przez pracowników parku.

Najgorszym procederem jest jednak oferowanie trekingów z możliwością zobaczenia orangutana (pewność 100%, opłata za wycieczki pobierana w euro). Miejscowi wprost nazywają to biznesem, a turyści wracający z wycieczek chwalą się kadrami niczym z National Geographic. Jak to możliwe? Okazuje się, że wśród „przewodników” powszechny jest proceder dokarmiania orangutanów, na TripAdvisor pojawiają się informacje, że przewodnicy wręcz zachęcają turystów do dotykania zwierząt. Ponadto w obozowiskach często zostawiane jest jedzenie, by zwabić do nich też makaki i gibony. Tak właśnie wygląda „przywracanie orangutanów naturze” w Bukit Lawang.

Tekst: Agnieszka Muzińska / Zdjęcie: Wikimedia Commons

Osły i wielbłądy

osły

Osły i wielbłądy są w turystyce wykorzystywane głównie jako środek transportu. Popularną atrakcją są przejażdżki na wielbłądach a osłom przykleja się naklejkę TAXI i obwozi turystów po mieście (np. Mijas Pueblo) lub wwozi pod górę (np. Lindos na Rodos). W Turcji widziałam, jak eksploatowane za dnia wielbłądy, były wieczorem „parkowane” w lesie, przywiązane krótkim sznurkiem do drzewa, w czasie wczesnojesiennych burz, a miejscowe dzieci rzucały w nie kamieniami. W Maroku odmówiłam udziału w wielbłądzim safari – zwierzęta były brudne, wychudzone i wyglądały na bardzo zmęczone. W jednym z parków w Polsce widziałam samotnego osła (a one lubią towarzystwo!), zamkniętego na malutkim terenie, biegającego obłąkańczo dookoła ogrodzenia. Osły są zwierzętami silnymi i wytrzymałymi, jednak warto zastanowić się nad tym, jak są traktowane i w jakich warunkach przebywają. Zwierzęta to nie zabawki!

Tekst i zdjęcie: Agnieszka z bloga Całe życie w podróży

Rafy koralowe

rafa koralowa, nurkowanie, Cairns

Kurs nurkowania zrobiłam w Australii, gdzie każdy instruktor wielokrotnie powtarza, żeby niczego pod wodą nie dotykać. Dla naszego bezpieczeństwa i dla dobra rafy. Wiadomo, niepotrzebne dotykanie, zrywanie, łamanie czy deptanie rafy może ją zabić. Tak byłam nauczona i tego przestrzegam. Inaczej było w Ameryce, na Hawajach, gdzie miałam okazję nurkować. Dive master miał specjalną pałkę, którą wsadzał w każdą dziurę i dotykał każdej możliwej rośliny. Inni amerykańscy turyści – śladem przewodnika – robili to samo. Nagle przewodnik urwał kawałek rafy i zaczął ją kruszyć jako pokarm dla ryb. Ryby od razu okrążyły nurków i instruktor zaczął robić nam zdjęcia. Na koniec powiedział, że to taka atrakcja dla turystów. No tak, ale czy trzeba niszczyć rafę, żeby zadowolić turystów? Widziałam ogromne ławice ryb i dwa ogromne żółwie bez zbędnego niszczenia podwodnego świata.

Tekst: Karolina z bloga Moja Australia / Zdjęcie: Przedeptane

Rekiny wielorybie na Filipinach

rekin wielorybi, łukasz kędzierski

Kto nie chciałby zobaczyć rekinów wielorybich w ich naturalnym środowisku? Móc podziwiać olbrzymie ryby pływając obok nich na wyciągnięcie ręki to niesamowite przeżycie i bardzo chciałem to zrobić. Cisza, spokój, niczym nie zmącona woda a w niej ja, który obserwuje przepiękne olbrzymy. Przynajmniej tyle w teorii.

Niestety rzeczywistość potrafi brutalnie rozczarować. Okazało się, że w Oslob, czyli najpopularniejszym miejscu na Filipinach, gdzie można podziwiać rekiny wielorybie, wygląda to zdecydowanie inaczej. Dużo łodzi, dużo turystów, nie ma ciszy i spokoju i w tyle głowy pojawiają się wątpliwości dotyczące naturalności tego miejsca, jak działalność turystyczna wpływa na rekiny i ich naturalne zachowania. Pomimo, że nie wolno karmić ryb, miejscowi przewodnicy cały czas je dokarmiają. Co tu się dzieje? Warto przeczytać mój tekst, aby dowiedzieć się więcej szczegółów i wyrobić sobie własne zdanie, aby podjąć decyzję w oparciu o wiedzę. Tyle i aż tyle.

Tekst i zdjęcie: Łukasz Kędzierski. Cały tekst o rekinach znajduje się na blogu www.lkedzierski.com

Salamandry olbrzymie w Chinach

salamandra olbrzymia, chiny

Po raz pierwszy natknęliśmy się na nie podczas naszej wizyty w Zhangjiajie National Park w Chinach. Szczerze mówiąc, wcześniej nie wiedzieliśmy nawet, że taki gatunek istnieje. Okazało się, że obecnie żyją trzy gatunki takiej salamandry, z czego dwa w Azji (w Chinach i Japonii) i jeden w Ameryce Północnej. Azjatyckie salamandry są zagrożone wyginięciem i znajdują się pod ochroną, ale w Chinach i tak poławia się je dla mięsa. We wspomnianym parku kilka salamandr znajdowało się w małym akwarium i oczywiście nie miały możliwości się poruszać. Czekały na śmierć, a na półkach obok leżały już porcje ich mięsa przygotowane dla turystów. Kilka dni później widzieliśmy je ponownie na terenie często odwiedzanej przez turystów jaskini. Znajdowały się w małych i płytkich studniach, gdzie nie mogły się nawet obrócić wokół własnej osi, a poza tym narażone były na bezpośredni kontakt z turystami.

Tekst: Gosia i Kasper z bloga wysrodkowani.blog.pl / Zdjęcie: Wikimedia Commons

Słonie na Sri Lance

słonie, Sri Lanka, Azja

„Atrakcją” w wielu krajach Azji, w tym na Sri Lance, są sierocińce słoni i przejażdżki na nich. Niestety, słonie nie są zwierzętami udomowionymi, można je tylko oswoić, czyli zmusić torturami (np. głodzenie, przypalanie ogniem…) do przebywania z ludźmi i słuchania ich. Im młodszy słonik, tym łatwiej będzie go złamać i nauczyć pracować dla człowieka, np. dla turystów. Najgorsze są przejażdżki w specjalnych klatkach (houdach) na grzbiecie zwierzęcia, ponieważ uszkadzają one jego żebra i organy wewnętrzne skazując tym samym na szybszą śmierć.

Problem polega też na tym, że słonie, które zostały uratowane z niewoli nie mogą trafić na wolność – nauczone pracy dla ludzi od małego nie będą wiedziały jak tam przeżyć, więc trafiają do specjalnych fundacji i sierocińców. Jednak utrzymanie słonia sporo kosztuje, więc tam także musi on na siebie zarobić…

Wybierając się do sierocińca albo fundacji sprawdźmy jakie warunki oferują one zwierzętom – czy np. nie trzymają ich w ciasnych boksach. Nie jeździjmy również na słoniach wiedząc, ile musiały te zwierzęta wycierpieć, żebyśmy czerpali „radość” z przejażdżki. Najlepiej oglądać słonie w ich naturalnym środowisku, np. podczas safari, co wszystkim gorąco polecam!

Tekst i zdjęcie: Hanna Sobczuk z bloga Plecak i walizka

Wpis o słoniach na Sri Lance: blog Plecak i walizka

Wpis o słoniach w Birmie: blog JedźBawSię

Wpis o słoniach w Kambodży: blog Okiem Maleny

Tygrysy w Tajlandii

tygrysy Tajlandia

Usłyszałam, że w obecnej sytuacji związanej z zamknięciem Tiger Temple w Kanchanburi, nie powinnam przyznawać, że byłam w tej tajskiej świątyni tygrysów. Ale przecież nie będę udawać. Byłam.
10 lat temu pojechałam w pierwszą daleką podróż i chciałam zobaczyć tygrysy – pijar to miejsce miało wtedy dobry: mnisi, zajmujący się osieroconymi tygrysami, a finansowe wsparcie zwiedzających utrzymuje ośrodek. Pamiętam poczucie, że to niesamowite siedzieć blisko żywego tygrysa i jednoczesny smutek, że jestem przy uwięzionym zwierzęciu. Znalazłam teraz raport z kontroli, która odbyła się parę miesięcy po mojej wizycie – nie stwierdzono żadnych nieprawidłowości.
Co myślę teraz, kiedy wyszła na jaw afera z nieludzkim traktowaniem tygrysów? Zdobyte doświadczenia sprawiły, że odpowiedzialne podróżowanie stało się dla mnie ważne, jednak dopiero prawdziwe afrykańskie safari i zobaczenie zwierząt w naturalnym środowisku, na dużych przestrzeniach sprawiło, że żadne sanktuarium ze zwierzętami nigdy już nie będzie dla mnie atrakcją. Nawet zoo jest teraz smutnym miejscem.

Tekst i zdjęcie: Monika z bloga Amused Observer

Węże i kameleony w Marakeszu

kameleony maroko marakesz przedeptane

Plac Jemaa el-Fnaa, perła Marakeszu, obfituje w kolory, dźwięki, zapachy i… wątpliwe etycznie atrakcje. W bocznych uliczkach można kupić nie tylko ubrania i świecidełka, ale też żywe jeże uszate, kameleony, a nawet ptaki drapieżne, przy czym zwierzęta trzymane są w paskudnych warunkach. Co zdechnie, to zdechnie – martwe osobniki od razu zastępowane są nowymi. Z kolei na głównym placu pchają się do zdjęć „treserzy” małp i węży, którzy często bez pytania zarzucają turystom zwierzaka na szyję i od razu domagają się zapłaty. Zestresowane małpy spędzają całe życie na przemian w ciasnej klatce i na postronku, większość węży pokrytych jest ranami, mają połamane ogony i wyrwane zęby jadowe.

Jeżeli kiedykolwiek zobaczycie odważnego poskramiacza gadów, to pamiętajcie – w tych atrakcjach zawsze zagrożone jest zwierzę, a nie jego właściciel. Nawet najlepsze zdjęcie nie jest warte kaca moralnego po powrocie.

Tekst i zdjęcie: my Przedeptani. Cały wpis o Maroku znajdziecie tutaj.

Żółwie na Sri Lance

żółwie, Sri Lanka

Jedną z atrakcji podczas pobytu na południu Sri Lanki jest odwiedzenie wylęgarni żółwi i wypuszczenie małych żółwików do oceanu. Najpierw pokazano nam kopczyki piasku z powtykanymi tabliczkami, w których rzekomo znajdowały się jaja żółwi. Jaja do wylęgarni znoszą okoliczni rybacy i dostają za to zapłatę, co powoduje, że tym chętniej je wykopują zamiast zostawić je tam gdzie zostawiają je żółwice. Żółwie w wylęgarni znajdują się w małych betonowych basenach, malutkie żółwiki są wciskane turystom do rąk i do zrobienia zdjęć, a do oceanu można je wypuścić za dodatkową opłatą. Na każdym kroku przypominano nam, żebyśmy wpłacili darowiznę na rozwój tego miejsca, pomimo bardzo drogiego biletu wstępu. Wszystko było prowizoryczne i mało wiarygodne. Nie wiemy, czy wszystkie wylęgarnie takie są, ale ta wyglądała na maszynkę do zarabiania na turystach. Lepiej trzymać się od takich miejsc z daleka.

Tekst i zdjęcie: Przemek i Magda z bloga www.tropimy.com

***

Oczywiście to zaledwie przysłowiowy czubek góry lodowej. Moglibyśmy przecież wspomnieć także o korridzie lub gonitwach z bykami w Hiszpanii, o walkach kogutów na Filipinach, o breloczkach z żywymi żółwiami. Moglibyśmy napisać o cyrkach, które – miejmy nadzieję – wkrótce staną się wstydliwym wspomnieniem.

Każdy z nas może pomóc – nagłaśniając poszczególne atrakcje lub po prostu odmawiając uczestnictwa. Podróżujmy z głową.

P.S.

Jeżeli masz w zanadrzu podobną historię, napisz do nas – chętnie dołączymy ją do tego wpisu.

The post Zwierzęta w turystyce. Lista nieetycznych atrakcji. appeared first on przedeptane.

]]>
/2016/zwierzeta-turystyka/feed/ 60