Zwrot Archives - przedeptane /tag/zwrot/ Jedzoki w świat Thu, 23 Jun 2016 09:24:36 +0000 pl-PL hourly 1 https://wordpress.org/?v=6.2.9 Powroty /2013/powroty/ /2013/powroty/#respond Wed, 20 Mar 2013 11:46:24 +0000 /?p=346 W powrocie z dłuższej podróży jest coś nierzeczywistego. Dopiero teraz powoli zaczynają do nas docierać niektóre wrażenia, których nie można było w pełni strawić na miejscu. Chociażby Uluru, które jest zbyt ogromne, aby jakiekolwiek zdjęcie mogło oddać jego masę i magnetyzm. Ale też rzeczy tak niepozorne, jak przechadzka po lesie drzew gumowych w Nowej Południowej Walii, budzonym o świcie przez diabelski śmiech zimorodków. Najgorszy był ostatni dzień przed wyjazdem, kiedy trzeba było odciążyć plecaki i pozbyć się zbędnego balastu. To tak, jakby zostawiać za sobą starych znajomych – Zosia wyrzuciła sandały, które służyły jej wiernie w Europie, Afryce i Azji, by ostatecznie polec na czwartym kontynencie – na zwykłym chodniku w Sydney. W pokoju hostelu młodzieżowego spało osiem osób, a więc zostawiliśmy na półkach koszulki, jedzenie i przeczytane książki. To miła tradycja – nie wyrzucaj, […]

The post Powroty appeared first on przedeptane.

]]>
W powrocie z dłuższej podróży jest coś nierzeczywistego. Dopiero teraz powoli zaczynają do nas docierać niektóre wrażenia, których nie można było w pełni strawić na miejscu. Chociażby Uluru, które jest zbyt ogromne, aby jakiekolwiek zdjęcie mogło oddać jego masę i magnetyzm. Ale też rzeczy tak niepozorne, jak przechadzka po lesie drzew gumowych w Nowej Południowej Walii, budzonym o świcie przez diabelski śmiech zimorodków.

Najgorszy był ostatni dzień przed wyjazdem, kiedy trzeba było odciążyć plecaki i pozbyć się zbędnego balastu. To tak, jakby zostawiać za sobą starych znajomych – Zosia wyrzuciła sandały, które służyły jej wiernie w Europie, Afryce i Azji, by ostatecznie polec na czwartym kontynencie – na zwykłym chodniku w Sydney. W pokoju hostelu młodzieżowego spało osiem osób, a więc zostawiliśmy na półkach koszulki, jedzenie i przeczytane książki. To miła tradycja – nie wyrzucaj, przekaż innym – najprostszy gest globtroterskiej solidarności. Sami nieraz korzystaliśmy z tego wiecznego recyklingu.

Potem było kilkanaście godzin w samolocie i jedna noc w Szanghaju – powtórka z bezbrzeżnej azjatyckiej uprzejmości, gotowany krab w małej ulicznej knajpce i pierwsze naprawdę dobre piwo po czterech miesiącach sączenia australijskich napojów piwopodobnych.

Szanghaj, Frankfurt, Praga, Ostrawa, Cieszyn … zabawne, że każdy etap tej podróży wydawał się tak samo długi. No i w końcu mieszkanie, trochę zażenowane naszą obecnością, odzwyczajone od ludzi. Puste ściany zostały nagle zawalone górą ciuchów i pakunków z pamiątkami, na lodówkę wskoczyło kilka nowych magnesów – chińska maska, dziobak ozdobiony w aborygeńskie wzory, trzech małych mnichów w pomarańczowych szatach.

Niepewnie przeglądam zdjęcia i czytam na wyrywki notatki ze zdezelowanego notesu. Teraz możemy już zacząć opowiadać historie, na które wcześniej nałożone zostało embargo spod znaku „po co mamę denerwować”. Historie o tym, jak Zosia jeździła z tajemniczą wysypką po kambodżańskich szpitalach i o tym, jak w trakcie zwiedzania parku narodowego tak wpatrzyłem się w nasionka namorzynów, że o mało nie spadłem z wieży widokowej. Historie o jadowitych czarnych wdowach wiszących w prysznicach i o tym, jak w Phnom Penh stwierdziliśmy, że pijemy drinka w najważniejszym domu publicznym dla zachodnich turystów. O ślepej małpie, o najpiękniejszej wyspie na świecie, o jedzeniu świerszczy, o pływających wioskach i pustynnych diabłach.

Nic, tylko usiąść i pisać. Wywietrzyć z głowy kolorowy pył, nie pasujący do codziennych obowiązków i formalności, które czekały na nas cierpliwie przez prawie pół roku. I czekać, kiedy z nowo wprowadzonego ładu i porządku wyłoni się znowu zadziorne pytanie „Dokąd teraz?”.

The post Powroty appeared first on przedeptane.

]]>
/2013/powroty/feed/ 0
Góral z bumerangiem /2012/goral-z-bumerangiem/ /2012/goral-z-bumerangiem/#respond Tue, 31 Jul 2012 07:20:54 +0000 /?p=240 Redakcja Zwrotu zapytała, czy nie mógłbym wysnuć jakiejś paraleli do aktualnych wydarzeń na Zaolziu, na przykład do Gorolskiego Święta. Od miesiąca bawię w australijskim Cairns, mieście otoczonym przez góry, a więc przecież nie powinno być tak trudno. Tyle, że jest. Podziwiamy górali za ich niezłomność, tężyznę i zdrowy rozsądek. W porównaniu z nimi tutejsi górale, Aborygeni, nie przedstawiają raczej stereotypowego obrazka hardego człowieka żyjącego w zgodzie z naturą. Już nie. Dzisiejsi Aborygeni są cieniem tubylczej społeczności zniszczonej przez dekady prześladowań. Ci, którzy żyją w miastach, najczęściej drepcą niepozornie po ulicach w najtańszych dresach. Trudno uwierzyć, że są potomkami prawdziwych mistrzów sztuki przeżycia. Tuż za miastem wznoszą się łagodne zbocza porośnięte gęstym lasem deszczowym, zieloną gęstwiną pełną jedzenia – ale i niebezpieczeństw, które przemieniłyby naszych, beskidzkich górali w bezradne, przestraszone dziewczynki. Co tam nasza żmija, co […]

The post Góral z bumerangiem appeared first on przedeptane.

]]>
Redakcja Zwrotu zapytała, czy nie mógłbym wysnuć jakiejś paraleli do aktualnych wydarzeń na Zaolziu, na przykład do Gorolskiego Święta. Od miesiąca bawię w australijskim Cairns, mieście otoczonym przez góry, a więc przecież nie powinno być tak trudno. Tyle, że jest.

Podziwiamy górali za ich niezłomność, tężyznę i zdrowy rozsądek. W porównaniu z nimi tutejsi górale, Aborygeni, nie przedstawiają raczej stereotypowego obrazka hardego człowieka żyjącego w zgodzie z naturą. Już nie. Dzisiejsi Aborygeni są cieniem tubylczej społeczności zniszczonej przez dekady prześladowań. Ci, którzy żyją w miastach, najczęściej drepcą niepozornie po ulicach w najtańszych dresach. Trudno uwierzyć, że są potomkami prawdziwych mistrzów sztuki przeżycia. Tuż za miastem wznoszą się łagodne zbocza porośnięte gęstym lasem deszczowym, zieloną gęstwiną pełną jedzenia – ale i niebezpieczeństw, które przemieniłyby naszych, beskidzkich górali w bezradne, przestraszone dziewczynki.

Co tam nasza żmija, co tam nasze pszczoły czy pokrzywy. Nieraz słyszałem, że w Australii możesz odnieść wrażenie, że każde zwierzę i każda roślina chce cię zabić. Tutaj, na tropikalnej północy kontynentu, powiedzenie to jest w dwójnasób przekonujące.

W morzu – tak, jakby nie wystarczyły same rekiny – trujące jest praktycznie wszystko, co się rusza. Ryby, węże morskie, ślimaki, ośmiornice, meduzy. Na lądzie wcale nie jest lepiej – w pobliżu rzek pojawiają się czasem gigantyczne krokodyle, w samym Cairns żyje dziewięć z dziesięciu najbardziej jadowitych węży świata, do tego dochodzi kilkadziesiąt gatunków pająków, które o ile nie są bezpośrednio jadowite, to przynajmniej boleśnie gryzą. Mało kto wie, że nawet dziobak – jako jedyny ssak na świecie – jest wyposażony w kolec jadowy.

W lesie pojawiają się kazuary, półtorametrowe, drażliwe nieloty, które mogą rozłupać czaszkę uderzeniem opancerzonej głowy albo dokonać pazurami improwizowanej operacji wyrostka robaczkowego. Jakby tego było mało, rosną tam też drzewa i krzewy o liściach, których poparzenie może doprowadzić do wielomiesięcznych nawrotów bólu i które nieraz zabijały nie tylko ludzi, ale nawet krowy czy konie. Mówię wam, las w Queenslandzie nie jest miejscem, w którym chcielibyście spędzić noc bez namiotu i miotacza ognia.

Po kilku wycieczkach w okoliczną dżunglę muszę pochylić czoła przed zdolnościami tubylców, którzy byli w stanie podołać tak olbrzymim wyzwaniom. W sumie nic dziwnego, że Aborygeni, którzy zostali zmuszeni do opuszczenia tak niegościnnego łona natury, ostatecznie pogodzili się z życiem w mieście.

Gdzie są dzisiaj? Niektórym udało się z powodzeniem wtopić w „białą” cywilizację, nieliczni żyją w rezerwatach, inni zrzucają codziennie dżinsy i trudnią się pozowaniem do zdjęć i uprawianiem folkloryzmu dla turystów.

Pozostali żyją z zapomogi. I piją – a niech mnie, paralela! – piją tak, jak nasi górale, a my razem z nimi na corocznym Gorolskim Święcie. Podejrzewam tylko, że w tym ich piciu nie ma raczej żadnego świętowania.

Tekst opublikowany w miesięczniku Zwrot (7/12).

The post Góral z bumerangiem appeared first on przedeptane.

]]>
/2012/goral-z-bumerangiem/feed/ 0
Uśmiech, proszę /2012/usmiech-prosze/ /2012/usmiech-prosze/#comments Thu, 28 Jun 2012 09:27:38 +0000 /?p=233 Europa Środkowa to dziwny region. Szary i smętny. A przynajmniej tak – czort wie dlaczemu – postrzegamy go my, jego mieszkańcy. Rzadko kiedy uświadamiamy sobie, że to właśnie my uczyniliśmy z tej bogu ducha winnej krainy dolinę płaczu i narzekań. Gdzieś głęboko w nas siedzi defetyzm, oswajany i pielęgnowany niczym miła tradycja; grzeje nas jak herbatka u babci, jak wigilijny barszcz. Jakiś czas temu gościłem w Cieszynie przyjaciół z Austrii, którzy nawiązali nić porozumienia z lokalsami dopiero w momencie, gdy stwierdzili, że Polacy i Czesi też uwielbiają narzekać przy piwie. „Chryste” – powiedział jeden z nich, zdmuchując piankę – „Nawet nie wiecie, jak uciążliwy jest zapał i sumienność Niemców. Jeżeli Austriak ma problem, to po prostu idzie się poużalać do knajpy. Nie to, co Niemiec – ten od razu podwija rękawy i wymyśla, co z […]

The post Uśmiech, proszę appeared first on przedeptane.

]]>
Europa Środkowa to dziwny region. Szary i smętny. A przynajmniej tak – czort wie dlaczemu – postrzegamy go my, jego mieszkańcy. Rzadko kiedy uświadamiamy sobie, że to właśnie my uczyniliśmy z tej bogu ducha winnej krainy dolinę płaczu i narzekań. Gdzieś głęboko w nas siedzi defetyzm, oswajany i pielęgnowany niczym miła tradycja; grzeje nas jak herbatka u babci, jak wigilijny barszcz.

Jakiś czas temu gościłem w Cieszynie przyjaciół z Austrii, którzy nawiązali nić porozumienia z lokalsami dopiero w momencie, gdy stwierdzili, że Polacy i Czesi też uwielbiają narzekać przy piwie. „Chryste” – powiedział jeden z nich, zdmuchując piankę – „Nawet nie wiecie, jak uciążliwy jest zapał i sumienność Niemców. Jeżeli Austriak ma problem, to po prostu idzie się poużalać do knajpy. Nie to, co Niemiec – ten od razu podwija rękawy i wymyśla, co z tym fantem zrobić. Koszmar.”

Z każdą dalszą wyprawą za granice, z każdą kolejną napotkaną tam osobą nabieram wrażenia, że coś poszło nie tak, że zagalopowaliśmy się z tą naszą anhedonią. Podkreślam, iż sam jestem chronicznym czarnowidzem i introwertykiem, który potrzebuje swojej regularnej dawki świętego spokoju. Pomimo tego uważam, że warto wyruszyć w dowolnym kierunku – do Skandynawii, na południe, na Bliski i Daleki Wschód, czy też przez ocean – aby przypomnieć sobie, że uśmiech obcej osoby na ulicy nie jest niczym zdrożnym ani nienormalnym.

Ostatecznie przekonała mnie o tym wyprawa do Azji. W Wientianie, stolicy Laosu, staraliśmy się wypytać o czas oraz warunki podróży dwóch kierowców autokaru, którzy nie znali ani jednego słowa po angielsku. Podczas całej rozmowy prowadzonej na migi i grymasy naszym rozmówcom ani na chwilę nie zszedł z twarzy szeroki, serdeczny uśmiech. W Kambodży i Tajlandii ta azjatycka uprzejmość i chęć pomocy kilka razy stwarzała nie lada problem – ludzie pytani o drogę szczerzyli zęby i wskazywali ręką w dowolnym kierunku, chociaż nie mieli zielonego pojęcia, o co dokładnie pytamy.

Kiedy po przylocie do Azji udało nam się zgubić w ulicach Bangkoku, praktycznie od razu zatrzymała się przy nas dziewczyna przejeżdżająca obok na skuterze – przejrzała mapę, zadzwoniła z własnej komórki do naszych gospodarzy, a w końcu złapała dla nas taksówkę. W kambodżańskim Sihanoukville dyrektor hotelu wysłał rano swojego syna, aby ten odwiózł nas samochodem na dworzec autobusowy. Naprawdę są na tym świecie miejsca, gdzie podanie pomocnej dłoni nie napawa podejrzeniami.

Za nasz wredny humor nie możemy winić nawet niskich dochodów lub standardu życia – w najbiedniejszych rejonach, w których przeciętny zarobek wynosi zaledwie kilkadziesiąt dolarów miesięcznie, nie spotkałem żadnej opryskliwej ekspedientki wysysającej z zębów resztki drugiego śniadania. A po drugiej stronie skali? Słowa te piszę w Australii, gdzie każda kasjerka rozpoczyna rozmowę jowialnym „Cześć, jak Ci minął dzień?”, a niektóre nawet – o zgrozo! – wdają się w spontaniczne rozmowy z przypadkowymi klientami. I to wcale nie w osiedlowym warzywniaku, ale w dużych supermarketach, świątyniach zbiorowej anonimowości.

Może powiecie – toż to klasyczny syndrom wakacyjny. Na urlopie, w wyjeździe wszystko widzimy na różowo, ludzie są uśmiechnięci, świat wydaje się lepszy. Dobrze, jeżeli nie podoba wam się ten tekst, to napiszcie list. Ostry, krytyczny.

Co zrobię? Od razu po powrocie pójdę się pożalić znajomym do cieszyńskiej Partyki, jeszcze tego samego wieczoru zapomnę o całym problemie, a w kilka dni później będę kontynuował pisanie kiepskich felietonów. Ale być może będzie inaczej – może uśmiechnę się przepraszająco i dołożę wszelkich starań, aby kolejny artykuł był o wiele lepszy. Obiecuję, że będę dobrze pilnował tych różowych okularów.

Tekst opublikowany w miesięczniku Zwrot (6/12).

The post Uśmiech, proszę appeared first on przedeptane.

]]>
/2012/usmiech-prosze/feed/ 6