Wiktoria Archives - przedeptane /tag/wiktoria/ Jedzoki w świat Thu, 23 Jun 2016 09:21:12 +0000 pl-PL hourly 1 https://wordpress.org/?v=6.2.9 Melbourne: Seks i pingwiny w sweterkach! /2015/melbourne-pingwiny/ /2015/melbourne-pingwiny/#comments Wed, 25 Mar 2015 16:46:25 +0000 /?p=908 Melbourne może nie jest tak wystrzałowe jak Sydney, ale ma duże serce – i malutkie pingwiny. St Kilda to dzielnica leżakowania, łażenia po barach i bujania się z artystyczną bohemą. W dzień można tutaj paść na plaży lub zabawić się w historycznym lunaparku, jednak w nocy turyści przybywają tu z zupełnie innego powodu. Na końcu molo, za stylowym budynkiem z 1904 roku (patrz pierwsze zdjęcie), w przystani otoczonej wałem z głazów odbywa się ptasie show – dziesiątki pingwinów wracają z łowów do swoich gniazd. Przybyliśmy na miejsce tuż przed zachodem słońca, aby znaleźć się jak najbliżej akcji – na drewnianym podeście u podnóża głazów zebrała się już liczna grupa widzów czekających na przybycie gwiazd wieczoru. Na miejscu nie wolno używać latarek ani fleszy (i bardzo dobrze!), ciemność oświetlają tylko czerwone lampy wolontariuszy, którzy dbają o bezpieczeństwo i komfort obserwujących i obserwowanych. Chwilę po zapadnięciu zmroku taflę wody […]

The post Melbourne: Seks i pingwiny w sweterkach! appeared first on przedeptane.

]]>
OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Melbourne może nie jest tak wystrzałowe jak Sydney, ale ma duże serce – i malutkie pingwiny.

St Kilda to dzielnica leżakowania, łażenia po barach i bujania się z artystyczną bohemą. W dzień można tutaj paść na plaży lub zabawić się w historycznym lunaparku, jednak w nocy turyści przybywają tu z zupełnie innego powodu. Na końcu molo, za stylowym budynkiem z 1904 roku (patrz pierwsze zdjęcie), w przystani otoczonej wałem z głazów odbywa się ptasie show – dziesiątki pingwinów wracają z łowów do swoich gniazd.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Przybyliśmy na miejsce tuż przed zachodem słońca, aby znaleźć się jak najbliżej akcji – na drewnianym podeście u podnóża głazów zebrała się już liczna grupa widzów czekających na przybycie gwiazd wieczoru. Na miejscu nie wolno używać latarek ani fleszy (i bardzo dobrze!), ciemność oświetlają tylko czerwone lampy wolontariuszy, którzy dbają o bezpieczeństwo i komfort obserwujących i obserwowanych.

Chwilę po zapadnięciu zmroku taflę wody rozcięło pasemko fal w kształcie litery V. Czarna główka pojawiła się nad wodą, znowu zniknęła i wyskoczyła o kilka metrów bliżej. Małe to, ale szybkie jak diabli.

Pingwin Melbourne

Pierwsze pingwiny wyglądały na lekko speszone. Wyskoczyły z wody na piasek, zgarbiły się i po chwili człapania w miejscu przebiegły tuż pod naszymi nogami i zniknęły w skalnych szczelinach. Kolejni goście nabierali jednak odwagi – coraz częściej paradowali wzdłuż podestu, a w końcu zostawali na dłużej, aby powitać znajomych powracających z morza.

Pingwin Melbourne

Pingwiny małe są – nomen omen – najmniejszymi pingwinami na świecie, w pozycji wyprostowanej mają 34 centymetry wysokości, ważą zaledwie półtora kilograma. Zamieszkują wybrzeża Australii, Nowej Zelandii i Tasmanii, chociaż podobno pojawiły się aż w Chile. Na Nowej Zelandii nazywane są „blue penguins”, a w Australii „little penguins”.

Możemy w tym miejscu obalić dwie miejskie legendy związane z tymi maluchami. Pierwsza – Australijczycy nazywali je wcześniej „fairy penguins”, więc przez jakiś czas miejscowi konserwatyści rozsiewali plotki, że zmianę nomenklatury wymusili aktywiści LGBT („fairy” to nie tylko wróżka, ale też niewybredne określenie homoseksualisty). Fałsz.

Pingwiny Melbourne

Drugą legendą są słynne „sweterki dla pingwinów”. Po wycieku ropy w 2000 roku pewna organizacja poprosiła miłośników przyrody o przesyłanie wełnianych sweterków, które mogłyby ogrzać poszkodowanych i wchłonąć zanieczyszczenia pokrywające ich pióra. Akcja szybko wymknęła się spod kontroli i osiągnęła globalny rozmach, w Internecie pojawiły się instrukcje i szablony do szydełkowania. Gdy liczba nadesłanych sweterków przekroczyła 15.000, organizatorzy musieli oficjalnie poprosić o wstrzymanie dalszych działań.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Podobne historie wracają jak bumerang, najnowsza pochodzi z 2014 roku. Nie musicie jednak sięgać po druty i kłębki – większość ekspertów twierdzi, że takie akcje (jakkolwiek sympatyczne) nie mają większego wpływu na dobrostan pingwinów. Swetry niewiele pomagają, a mogą nawet zaszkodzić, ponieważ ich ubieranie stresuje zwierzęta. Jeżeli zaś chodzi o walory estetyczne, to pingwiny małe są wystarczająco urocze nawet bez pomocy modnych dodatków.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Wróćmy jednak na plażę, a raczej do sensacyjnego tytułu tego wpisu.

W pewnym momencie w ciemności zaczęły się odzywać dziwne skrzeki – stojąca obok nas wolontariuszka uniosła lekko brew i zawyrokowała: „O, stosunek”. Skierowała snop czerwonego światła na piasek, gdzie dwa małe pingwiny faktycznie zajmowały się robieniem jeszcze mniejszych pingwiniątek.

Nota bene: chyba mamy na te zwierzaki jakiś zły wpływ, bo już drugi raz wniosły w naszą fotorelację wątki erotyczne (patrz kangury z poprzedniej wyprawy)

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Na szczęście reszta pingwinów zachowała pozory przyzwoitości i grzecznie pozowała do zdjęć. Może wiedzą, że pomimo conocnego najazdu turystów kolonia z St Kilda ma się całkiem dobrze? W wielu innych miejscach pingwiny małe atakowane są przez drapieżniki zawleczone tutaj z Europy; w ubiegłym roku w jednym z takich zajść fretki wybiły na Nowej Zelandii 29 ptaków.

Władze Victorii szukają więc nowych sposobów na ratowanie sytuacji – po tym, co zdziczałe koty i lisy w ciągu 5 lat zmniejszyły liczebność kolonii na wyspie Middle Island z 1000 do 4 (!) osobników, do akcji wkroczyły specjalnie tresowane owczarki maremma, które wkrótce zaczęły przywracać pierwotną równowagę. Więcej o tym niezwykłym eksperymencie możecie przeczytać tutaj.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Wrócimy jeszcze do Melbourne w kilku kolejnych notkach. Pisaliśmy już o wspaniałej miejscowej sztuce ulicznej i o festiwalu jedzenia w Queen Victoria Market, napiszemy jeszcze o będą ogrodach botanicznych. Tymczasem niech utuli was do snu rzężenie ptactwa w smokingach.

The post Melbourne: Seks i pingwiny w sweterkach! appeared first on przedeptane.

]]>
/2015/melbourne-pingwiny/feed/ 10
Great Ocean Road. Dwanaście apostołów, osiem tysięcy koali. /2015/great-ocean-road/ /2015/great-ocean-road/#comments Wed, 11 Mar 2015 15:10:28 +0000 /?p=817 Jeżeli lubisz roadtripy, to Australia będzie dla Ciebie ziemią obiecaną. Niektóre szlaki przebiegają przez pustynie, inne przez zbocza gór lub pasma dżungli tropikalnej. Do wyboru, do koloru. Nam w końcu udało się przejechać samochodem po najbardziej znanym, a być może i najpiękniejszym z nich. Great Ocean Road to asfaltowy wąż o długości 243 kilometrów, wijący się wzdłuż południowo-wschodniego wybrzeża kontynentu na trasie z Melbourne do Adelaide. Trasa, która powstała prawie osiemdziesiąt lat temu, jest dzisiaj uważana za jedną z głównych atrakcji turystycznych całego kontynentu. Wjazd na Great Ocean Road Mieliśmy tylko dwa dni wolnego, a więc trzeba się było trochę streszczać. Na Gumtree znaleźliśmy ogłoszenie dwóch backpackerek z Niemiec – szybki telefon, szybkie spotkanie, wynajmujemy samochód, ruszamy. Następnego ranka nasz tymczasowy wehikuł śmigał już na południe, w stronę morza, do miasteczka Torquay, w którym zaczyna się cała zabawa. Great Ocean Road jest pomnikiem […]

The post Great Ocean Road. Dwanaście apostołów, osiem tysięcy koali. appeared first on przedeptane.

]]>
Jeżeli lubisz roadtripy, to Australia będzie dla Ciebie ziemią obiecaną. Niektóre szlaki przebiegają przez pustynie, inne przez zbocza gór lub pasma dżungli tropikalnej. Do wyboru, do koloru. Nam w końcu udało się przejechać samochodem po najbardziej znanym, a być może i najpiękniejszym z nich.

Great Ocean Road to asfaltowy wąż o długości 243 kilometrów, wijący się wzdłuż południowo-wschodniego wybrzeża kontynentu na trasie z Melbourne do Adelaide. Trasa, która powstała prawie osiemdziesiąt lat temu, jest dzisiaj uważana za jedną z głównych atrakcji turystycznych całego kontynentu.

Wjazd na Great Ocean Road

Mieliśmy tylko dwa dni wolnego, a więc trzeba się było trochę streszczać. Na Gumtree znaleźliśmy ogłoszenie dwóch backpackerek z Niemiec – szybki telefon, szybkie spotkanie, wynajmujemy samochód, ruszamy. Następnego ranka nasz tymczasowy wehikuł śmigał już na południe, w stronę morza, do miasteczka Torquay, w którym zaczyna się cała zabawa.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Great Ocean Road jest pomnikiem australijskiej historii – i to w dosłownym sensie, trasa powstała bowiem jako projekt zatrudnienia weteranów wracających z okopów I wojny światowej. Roboty ruszyły w 1919 roku, i do oficjalnego otwarcia w roku 1932 pracowało tutaj około 3000 byłych żołnierzy. Zanim przybyli tutaj panowie z kilofami i walcami, wybrzeże było w dużej części niedostępne, można było do niego dotrzeć wyłącznie łodzią lub przez gęsty busz.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Dzisiaj trudno sobie wyobrazić, jak niedostępne bywały te tereny – przejeżdżając po trasie możemy podziwiać bogatą paletę krajobrazów. Po lewej urwiska, skały, plaże; po prawej – senne wioski i soczysta zieleń buszu ukrywającego oczka wodne i wodospady.

PC181879z copy

Królestwo koali

Mniej więcej w połowie szlaku droga ucieka od wybrzeża i przecina półwysep Cape Otway. Zatrzymujemy się na dłużej – znajduje się tutaj nie tylko najstarsza australijska latarnia morska (rok budowy 1848, wejście 20 dolarów, pasujemy), ale przede wszystkim gęsty las eukaliptusowy. Gdy Europejczycy sprowadzili tutaj koale, te zaczęły się mnożyć na potęgę. Dzisiaj Cape Otway jest jednym z najlepszych miejsc na spotkanie tych zwierząt w przyrodzie.

Cape Otway, koale, Australia, Great Ocean Road

Niestety nad tą sielanką zaczynają gromadzić się burzowe chmury. Jeden koala zjada dziennie aż kilogram liści, eksplozja populacyjna szybko doprowadziła więc do umierania drzew i kolapsu całego ekosystemu. Powyższe zdjęcie przedstawia jeszcze zdrowy las, w pobliżu latarni pozostały już tylko białe, suche pnie i konary. Coraz częściej zdarza się, że koale znajdą się w środku takiej martwej strefy i padają z głodu.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Ostatnio głośnym echem odbiła się w mediach akcja odstrzału koali właśnie na Cape Otway. Jest to niestety smutna konieczność, ponieważ koali nie można przesiedlić – bardzo źle znoszą stres i często giną w trakcie transportu. Niełatwo też sadzić nowe drzewa, prawdopodobnie do ich wymierania doprowadzają nie tylko koale, ale i inne, nieznane czynniki; australijska natura przedstawia bardzo skomplikowany i osobliwy system wzajemnych zależności. Tak czy owak – badania trwają, a lasów nadal jest jeszcze stosunkowo dużo, a więc nadzieja jeszcze nie umarła.

RPC180010

Na obrzeżach półwyspu koale występują jeszcze sporadycznie, z trudem wypatrywaliśmy ich w koronach. Jednak czym bliżej do cypla, tym większe zagęszczenie – na obrzeżach martwego lasu koale obrastały eukaliptusy jak gruszki, wiele samic tuliło do siebie „joeys”, czyli młode.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Dwunastu skamieniałych apostołów

Wracamy na trasę i już wkrótce krajobraz ulega dramatycznej zmianie. Tak, jakby chciał zapowiedzieć, że za chwilę zobaczymy coś dużego. Największą atrakcją Great Ocean Road jest właśnie jej ostatni etap, na którym można zobaczyć klejnot w koronie – Dwunastu Apostołów. Słynna formacja skalna wyrzeźbiona przez erozję faktycznie zapiera dech w piersiach.

Dwunastu apostołów, Great Ocean Road, Australia

Apostołów tak naprawdę było dziewięć – w 2005 i 2009 roku walkę z falami i kapryśną pogodą przegrały kolejne dwie kolumny, a więc dzisiaj możemy podziwiać siedem monumentów, co wcale nie umniejsza wagi ani uroku tego cudu natury. Oto dwa po lewej:

Dwunastu apostołów, Great Ocean Road

A tu reszta wapiennej gromadki po prawej:

Dwunastu apostołów, Great Ocean Road

Współczujemy Apostołom, bo nam też pogoda dała nieźle w kość – przez większość przejazdu po Great Ocean Road uciekaliśmy przed groźnie wyglądającą burzą, w serpentynach między urwiskami złapał nas gęsty deszcz, po przybyciu do Dwunastu nagle uderzył mocny wiatr. A więc nie, nie pokażemy żadnych selfie – próby były, ale okazało się, że wyglądamy tak, jakbyśmy zwiedzali tunel aerodynamiczny. Daliśmy sobie spokój.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Kawałek dalej można zobaczyć proces erozji w akcji. Woda i wiatr wymywają w wapieniu jaskinie, które stopniowo zamieniają się w łuki naskalne. W pewnym momencie sklepienie zapada się i – et voilá – mamy nowego apostoła.

Dwunastu apostołów, Great Ocean Road, Australia

Trasa z Melbourne do tego punktu zajęła nam cały dzień. Znaleźliśmy nocleg w pobliżu Apostołów, a kolejnego ranka dojechaliśmy do Port Fairy, gdzie obróciliśmy rumaka i wyruszyliśmy w drogę powrotną. Po obu stronach szosy często rosły całe ściany krwistoczerwonych kwiatów, do których zlatywały się motyle i ptaki – to Corymbia ficifolia, jeden z najbardziej znanych ozdobnych eukaliptusów. Podobno nadaje się do uprawy w naszych warunkach domowych – jest wprawdzie mniejszy, ale jego czerwone eksplozje i tak robią wrażenie.

ozdobny eukaliptus, czerwony, Australia, kwiaty

Do Melbourne wróciliśmy inną drogą, aby zobaczyć na własne oczy Leura Maar, trzecią największą równinę wulkaniczną na świecie. W jej centrum króluje Mt Leura (w aborygeńskim dialekcie „Wielki Nos”) oraz Mt Sugarloaf, wygasłe wulkany, które powstały w tym miejscu przed około 20.000 lat.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Z punktu widokowego można podziwiać cały obszar o prozaicznej nazwie „Lakes and Craters”, przede wszystkim widok na jezioro Colongulac i wzgórze Mt Elephant.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Wieczorem byliśmy już w Melbourne – zgodnie z planem cała wyprawa zajęła nam dwa dni, i jest to chyba najkrótsza sensowna opcja podboju Great Ocean Road, jeżeli chcecie zobaczyć na spokojnie najważniejsze punkty i nie pędzić na złamanie karku.

Tym razem już powoli wzywało nas do siebie Sydney, więc musieliśmy pójść na lekki kompromis, ale… wrócimy i poświęcimy tej drodze więcej czasu. Jest tego warta.

Poniżej zebranie klubu przyjaźni polsko-niemieckiej na szczycie Mt Leura:

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

The post Great Ocean Road. Dwanaście apostołów, osiem tysięcy koali. appeared first on przedeptane.

]]>
/2015/great-ocean-road/feed/ 6