listopad Archives - przedeptane /tag/listopad/ Jedzoki w świat Mon, 10 Oct 2016 00:32:10 +0000 pl-PL hourly 1 https://wordpress.org/?v=6.2.9 Rottnest Island. Wyspa uśmiechniętego torbacza. /2015/rottnest-island-wyspa-usmiechnietego-torbacza/ /2015/rottnest-island-wyspa-usmiechnietego-torbacza/#comments Sun, 17 May 2015 11:42:48 +0000 /?p=661 U wybrzeży australijskiego miasta Perth znajduje się pasemko lądu spalone przez słońce i wysmagane przez morski wiatr; mały raj dla turystów i dla zwierząt. Australia nie jest połączona z żadnym innym kontynentem, a całą jej zachodnią część oddziela od reszty państwa bezkresna pustynia. Nic dziwnego, że Perth – główne miasto Zachodniej Australii – figuruje w Księdze Rekordów Guinessa jako najbardziej odizolowana metropolia świata. Najbliższe duże miasta są odległe co najmniej o trzy tysiące kilometrów, i to w każdym kierunku. „Mieszkamy na zadupiu” – usłyszeliśmy od miejscowych. Dla niejednego z nas takie „zadupie” przedstawia jednak idealny cel wakacyjnego wyjazdu – Perth może się pochwalić ponad 300 słonecznymi dniami rocznie (przeciętnie 8 godzin słońca dziennie)  i niesprawiedliwie hojną ofertą pięknych plaż. Nas jednak przyciągało coś innego. Samotnia dla pół miliona ludzi Niektórzy złośliwie twierdzą, że Rottnest Island jest najciekawszą, bo […]

The post Rottnest Island. Wyspa uśmiechniętego torbacza. appeared first on przedeptane.

]]>
U wybrzeży australijskiego miasta Perth znajduje się pasemko lądu spalone przez słońce i wysmagane przez morski wiatr; mały raj dla turystów i dla zwierząt.

Australia nie jest połączona z żadnym innym kontynentem, a całą jej zachodnią część oddziela od reszty państwa bezkresna pustynia. Nic dziwnego, że Perth – główne miasto Zachodniej Australii – figuruje w Księdze Rekordów Guinessa jako najbardziej odizolowana metropolia świata. Najbliższe duże miasta są odległe co najmniej o trzy tysiące kilometrów, i to w każdym kierunku. „Mieszkamy na zadupiu” – usłyszeliśmy od miejscowych. Dla niejednego z nas takie „zadupie” przedstawia jednak idealny cel wakacyjnego wyjazdu – Perth może się pochwalić ponad 300 słonecznymi dniami rocznie (przeciętnie 8 godzin słońca dziennie)  i niesprawiedliwie hojną ofertą pięknych plaż. Nas jednak przyciągało coś innego.

Rottnest Island, Australia

Samotnia dla pół miliona ludzi

Niektórzy złośliwie twierdzą, że Rottnest Island jest najciekawszą, bo jedyną destynacją w Perth. Nie zgadzamy się z takim oszczerstwem, ale fakt faktem – wyspa od początku znajdowała się na szczycie naszej listy australijskich marzeń.

Z lądu można na nią dotrzeć jedynie promem, który wyrusza w podróż kilka razy dziennie. Wyspę najlepiej jest zwiedzić na siodełku rowerowym, a więc oprócz biletu na prom przewoźnicy oferują także całodniowe wypożyczenie roweru i sprzętu do snorkelingu. Cena całego pakietu przekracza wtedy 150 australijskich dolarów, ale warto zainwestować – na wyspie obowiązuje bowiem zasada „czym dalej od przystani, tym mniej luda”, dzięki dwom kółkom każdy może więc w kilkanaście minut znaleźć dla siebie bezludną plażę. A te są tutaj naprawdę przepiękne.

plaża na Rottnest Island

Wyspę zamieszkuje około 100 stałych mieszkańców, jednak rocznie odwiedza ją aż 500.000 turystów (prawdziwa inwazja zaczyna się w okresie świątecznym), okolice przystani są więc często nieznośnie zatłoczone i gwarne. Większość turystów pozostaje jednak w restauracjach przy molo i nie zapuszcza się dalej, pozostawiając całą resztę wyspy bardziej zdeterminowanym zwiedzającym.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

19 kilometrów kwadratowych przecina kilkadziesiąt kilometrów szlaków rowerowych, na całodniową wycieczkę może się więc porwać każdy w miarę zdrowy i sprawny ludź. Przed wyprawą dobrze jednak zadbać o zapasy wody i krem z mocnym filtrem (50+), ponieważ niektóre dłuższe fragmenty trasy prowadzą przez miejsca bez najmniejszego skrawka cienia, a australijskie słońce potrafi okrutnie dopiec, o czym przekonaliśmy się dosłownie na własnej skórze. Jednodniowa wycieczka, dwa tygodnie leczenia poparzeń słonecznych.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Ale nie chcemy was straszyć – naprawdę jest co podziwiać! Nie samym morzem człowiek żyje – wyspę porastają wielkie połacie traw i krzewów, na wzgórzach leżą (sic!) drzewa, wysmagane przez wiatr do fantastycznych kształtów. Codziennie po południu Perth odwiedza bryza morska znad Oceanu Indyjskiego (tzw. „Freemantle Doctor”), dzięki której oprócz miana najbardziej słonecznej metropolii uzyskało także status trzeciego najbardziej wietrznego miasta na świecie.

W pobliżu przystani znajduje się kilka słonych (i cuchnących) jeziorek zamieszkanych przez bajeczną kolekcję wodnych ptaków. Także przybrzeżne wody tętnią życiem – oprócz mew, pelikanów i innego wodnego ptactwa  można się tutaj natknąć na płaszczki i delfiny, z kolei kamieniste podłoże wnętrza wyspy jest świetnym środowiskiem dla gadów. Często widywaliśmy duże, leniwe jaszczurki, dwa razy musieliśmy w ostatniej chwili hamować, aby nie przejechać jadowitego węża wygrzewającego się na asfalcie.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

W gnieździe szczurów

Głównym magnesem na zwierzolubnych turystów są jednak kuoki (ang. quokka). Pierwsi holenderscy odkrywcy pisali o wyspie zamieszkanej przez „dzikie koty”. Gdy w 1696 roku dotarł tutaj kapitan Willem de Vlamingh, także on natknął się na niezliczone stada zwierząt, które – ku jego niezmiernemu zaskoczeniu – często poruszały się na dwóch tylnych łapach. Odkrywca nadał więc wyspie nazwę „Rotte nest”, czyli „gniazdo szczurów”.

quokka, Australia

Kuoki nie są jednak spokrewnione ze szczurami ani z innymi gryzoniami – to torbacze wielkości kota (waga 5 kg, wiek – do 5 lat). Wcześniej żyły także na australijskim lądzie, gdzie zostały jednak wyparte przez ludzi i drapieżniki sprowadzone z Europy. Nic dziwnego – to spokojne, a nawet flegmatyczne zwierzaki, których strategia obronna opiera się z reguły na staniu bez ruchu i robieniu słodkiej miny. Dzisiaj miejsca ich występowania można policzyć na palcach jednej ręki, przy czym wyspa pozostaje ich największym schronieniem.

Na Rottnest Island kuoki nie mają żadnych naturalnych wrogów i oswoiły się do tego stopnia, że często same podchodzą i szukają kontaktu z ludźmi. W trakcie jednego z postojów nasze rowery zostały „zaatakowane” przez całe stado – zwierzaki oblizywały łańcuchy, obwąchiwały torby, a nawet powskakiwały do wózka rowerowego w poszukiwaniu jedzenia.

compo

Ostatnio hitem australijskiego Internetu stały się zdjęcia „selfie” z kuokami, co bardzo nie podoba się ekologom. Władze wyspy rozmieszczają tabliczki ostrzegające przed zbytnim spoufalaniem się ze zwierzętami, nie wolno ich karmić ani dotykać – chociaż my kilka razy nie mieliśmy innej możliwości, gdy futrzaki za nic nie chciały odejść od rowerów, a zwykłe „kszsz” nie pomagało. Kuoki najwidoczniej nie czytają tabliczek – najczęściej spotykaliśmy je właśnie w pobliżu terenów zabudowanych, a nie na rozległych, pustych obszarach wyspy.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Największą atrakcją Rottnest Island pozostaje jednak malownicze wybrzeże. Przejeżdżając wzdłuż niego można zatrzymywać się dosłownie co kilka minut, by odwiedzić kolejne miejsce, w którym biały piasek styka się z turkusową wodą. Czasem spokój naruszają okrzyki i muzyka złotej młodzieży, która przybywa tutaj na własnych jachtach z Perth, aby wypić kilka piw i popływać na wakeboardach – zawsze można jednak spakować manatki i już kawałek dalej znaleźć plażę, która jest całkowicie pusta i cicha.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Piekło, raj

Sielankowe krajobrazy kryją w sobie też mroczne tajemnice – w XVIII i XIX wieku wyspa była na zmianę bazą wojskową, kolonią karną i więzieniem dla tubylców. Zesłanie na wyspę było dla nich podwójną karą, ponieważ uważali ją za święte miejsce; nazywali ją „Winnaitch”, siedzibą duchów zakazaną dla człowieka. W okropnych warunkach i stresie ginęli więc w zatrważających ilościach – niektóre źródła podają, że w tym czasie zmarło tutaj ok. 10 procent, czyli aż 369 więzionych Aborygenów.

Pamięć o tych wydarzeniach powoli ginie. Wyspa jest obecnie nie tylko celem wycieczek, ale też miejscem realizacji wielu projektów mających na celu ochronę jej unikalnej przyrody – na czele z kuokami, które nazywane są „najszczęśliwszymi zwierzakami na ziemi”. I nie chodzi wcale o to, że te prześladowane pluszaki znalazły w końcu bezpieczne miejsce na ziemi – jeżeli przyjrzycie się uważnie ich zdjęciom, to faktycznie można odnieść wrażenie, że kuoki mają wiecznie uśmiechnięte pyszczki.

uśmiechnięta quokka

Tekst ukazał się w miesięczniku Zwrot 03/2015

The post Rottnest Island. Wyspa uśmiechniętego torbacza. appeared first on przedeptane.

]]>
/2015/rottnest-island-wyspa-usmiechnietego-torbacza/feed/ 9
Perth. Słoneczny koniec świata. /2015/perth-sloneczny-koniec-swiata/ /2015/perth-sloneczny-koniec-swiata/#comments Thu, 09 Apr 2015 11:53:59 +0000 /?p=935 Dla wielu turystów Australia zaczyna się na Sydney, a kończy na Uluru. A szkoda, bo zachód kontynentu też ukrywa sporo skarbów. Aby dotrzeć do Perth, trzeba solidnie nadłożyć drogi – miasto, a nawet cały stan są odizolowane od reszty kontynentu, prawie nikt nie ląduje tutaj przez przypadek. Chociaż Perth prężnie się rozwija, to nadal pozostaje w cieniu dużych miast na wschodnim wybrzeżu Australii. Centrum można przejść pieszo w kilka minut i nie dysponuje żadnymi większymi atrakcjami, pozostałe dzielnice ciągną się w nieskończoność we wszystkich kierunkach i czasami trudno do nich dotrzeć miejską komunikacją. Bez samochodu ani rusz. Może i Perth nie jest klejnotem urbanistyki, jednak ma wiele innych zalet. Przede wszystkim przedstawia główną bazę wypadową dla zwiedzania całej Australii Zachodniej – można stąd wyruszyć na południe, gdzie znajduje się zielony cypel kontynentu porośnięty lasami eukaliptusów karri; na wschód, w stronę najprawdziwszego, czerwonego outbacku i znanej […]

The post Perth. Słoneczny koniec świata. appeared first on przedeptane.

]]>
Dla wielu turystów Australia zaczyna się na Sydney, a kończy na Uluru. A szkoda, bo zachód kontynentu też ukrywa sporo skarbów.

Aby dotrzeć do Perth, trzeba solidnie nadłożyć drogi – miasto, a nawet cały stan są odizolowane od reszty kontynentu, prawie nikt nie ląduje tutaj przez przypadek. Chociaż Perth prężnie się rozwija, to nadal pozostaje w cieniu dużych miast na wschodnim wybrzeżu Australii. Centrum można przejść pieszo w kilka minut i nie dysponuje żadnymi większymi atrakcjami, pozostałe dzielnice ciągną się w nieskończoność we wszystkich kierunkach i czasami trudno do nich dotrzeć miejską komunikacją. Bez samochodu ani rusz.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Może i Perth nie jest klejnotem urbanistyki, jednak ma wiele innych zalet. Przede wszystkim przedstawia główną bazę wypadową dla zwiedzania całej Australii Zachodniej – można stąd wyruszyć na południe, gdzie znajduje się zielony cypel kontynentu porośnięty lasami eukaliptusów karri; na wschód, w stronę najprawdziwszego, czerwonego outbacku i znanej skały Wave Rock; i na północ, do Pinnacles – słynnej formacji skalnej, oraz zatoki Shark Bay, gdzie można popływać z delfinami lub zobaczyć prastare stromatolity.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Także sama stolica stanu ma kilka asów w rękawie. Oprócz obowiązkowej wycieczki na Rottnest Island (już wkrótce opublikujemy osobną notkę o tej wyspie), niewątpliwą atrakcją jest wybrzeże miasta, które tworzy jedno, długie pasmo białego piasku. Tutaj akurat odizolowanie Perth działa na korzyść plażowiczów – powyższe zdjęcie z miejskiej plaży Scarborough dowodzi, że nie trzeba się tutaj bić o miejsce na rozłożenie ręcznika.

Dużą atrakcją dla miłośników architektury są starsze dzielnice, które posiane są willami w stylu art deco. Spacer po tych okolicach jest podróżą w czasie do lat 20. i 30. XX wieku – całe ulice wyglądają jak żywcem wyjęte z filmów kina noir albo Wielkiego Gatsby’ego. Nocowaliśmy w jednym z takich domów, którego właściciele zachowali do dzisiaj oryginalne kafelki, drewniane boazerie i drzwi. Był nawet mechaniczny dzwonek na korbkę. Cudo.

Art Deco

Naszym prywatnym zboczonkiem są ogrody botaniczne, a więc i w Perth nie mogliśmy ominąć tego punktu programu. Kings Park znajduje się na wzgórzu nad miastem i może się pochwalić piękną kolekcją banksji – jednego z symboli miejscowej flory, krzewu ważnego zarówno dla Aborygenów, jak i białych Australijczyków. Na poniższym zdjęciu możecie zobaczyć cztery etapy kwitnienia tej niepowtarzalnej rośliny. Kwiaty w pełnym rozkwicie mają różne kolory – w zależności od gatunku mogą być żółte, czerwone, pomarańczowe lub wielokolorowe. W dotyku przypominają szczotkę z twardymi szczecinami (zdjęcia 2 i 3).

Nine_Square_Grid

Kwiaty w ostatnim stadium – przedstawione na czwartym zdjęciu – zainspirowały May Gibbs, autorkę słynnej serii książek dziecięcych. Występują tam jako złe, leśne duchy – antagoniści bohaterów tych bajek, czyli malutkich, eukaliptusowych maluchów (ilustracja poniżej). Później kwiat nabiera jeszcze dziwniejszego kształtu – zrzuca włoski i zamienia się w suchą szyszkę z pokracznymi drewnianymi naroślami. Przywieźliśmy ich kilka do domu, na pewno pokażemy je na wykładach.

Untitled-2

Nota bene – australijska przyroda chyba lubi nadawać kwiatom dziwaczne kształty.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Co ciekawe, wiele kwiatów nie zapylają pszczoły lub motyle, ale ptaki, a nawet nietoperze. Dlatego często są czerwonego koloru, który dla insektów jest praktycznie niewidoczny, za to ptaki widzą go bardzo dobrze. Jednym z takich zapylaczy jest na przykład koralicowiec z poniższego zdjęcia. Teoretycznie miodojad – nam próbował dorwać się do kanapek.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Podczas jednej z wycieczek na obrzeża Perth trafiliśmy nad tamę wodną Mundaring Weir, którą zbudował tutaj w 1903 roku irlandzki inżynier C.Y. O’Connor. O’Connor był autorem i wykonawcą odważnego projektu hydrotechnicznego (tzw. Goldfields Water Supply Scheme), który miał zapewnić dostawy wody dla całego regionu – inwestycja wynosiła 2,5 miliona dolarów i od początku uważana była za ryzykowną, a nawet niewykonalną, ponieważ zakładała transportowanie wody rurociągiem na odległość 530 kilometrów. Dzisiaj system zaopatruje w wodę ponad 100.000 mieszkańców jednego z najbardziej suchych rejonów świata.

O’Connor, człowiek honoru i absolutny perfekcjonista, ostatecznie nie wytrzymał presji i postanowił odejść z tego świata w wielkim stylu. Tuż przed dokończeniem tamy wjechał na swoim koniu w morze i odebrał sobie życie strzałem z pistoletu. Wydarzenie to upamiętnia dzisiaj pomnik konny postawiony w wodzie na plaży nazwanej jego imieniem.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Ostatnio pojawiło się kilka katastroficznych prognoz, zgodnie z którymi całą Zachodnią Australię czeka w najbliższych latach kolaps dostaw wody. Póki co okoliczne tereny tętnią jednak życiem – w jednym z parków na obrzeżach miasta po raz pierwszy spotkaliśmy w przyrodzie potężne kangury szare.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Nie brakuje też różnych bzyczków, motyli i innych sześcionogów.

inse

Jak już jednak wspomnieliśmy, największym atutem stolicy Zachodniej Australii pozostaje ocean i piasek. Najbardziej znane plaże znajdują się południu Perth, w mieście Fremantle. Smażenie ciał ma tutaj długą tradycję – miejscowi przychodzą na plażę Cottesloe (patrz poniższe zdjęcie) już od ponad stu lat. Wcale im się nie dziwimy – zachodnioaustralijskie plaże należą do najładniejszych, jakie dotychczas udało nam się zobaczyć. Ogrom wolnej przestrzeni i gra kolorów naprawdę robi wrażenie.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Życie miasta jest tutaj idealnie przeplecione z naturą (czasami nawet za bardzo – w Zachodniej Australii zdarzają się ataki rekinów). Oprócz mnóstwa gatunków wodnych ptaków to właśnie tutaj spotkaliśmy scynki krótkoogonowe, kolejny symbol australijskiej fauny. Te duże, rozkosznie ociężałe jaszczurki – nazywane blue tongues ze względu na niebieskie języki, którymi odstraszają potencjalnych wrogów – przychodzą tutaj wyjadać resztki sałatek spadających z balkonów restauracji.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Naszym zdecydowanym faworytem były jednak plaże dla psów na północy Perth. Dzięki nim ostatecznie zrozumieliśmy, dlaczego w 2014 roku uplasowało się ono na 9. miejscu listy najlepszych miast do życia (w pierwszej dwudziestce znalazły się aż cztery australijskie metropolie!).

Pożegnamy się z wami trzema fotkami z tych miejsc.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Jak widać, Perth jest naprawdę dobrym miejscem. Nie tylko dla ludzi.

P.S.
Serdecznie dziękujemy wszystkim dobrym duszom, które opiekowały się nami w Perth w pierwszych i ostatnich dniach naszej australijskiej podróży – Gerardowi i Pauli (za gościnność), Maxowi (za towarzystwo), Reni i Mirkowi (za pomoc i dobrą radę). Transkontynentalne uściski dla Was wszystkich!

The post Perth. Słoneczny koniec świata. appeared first on przedeptane.

]]>
/2015/perth-sloneczny-koniec-swiata/feed/ 4