Irlandia Archives - przedeptane /tag/irlandia/ Jedzoki w świat Tue, 29 Dec 2015 07:25:12 +0000 pl-PL hourly 1 https://wordpress.org/?v=6.2.9 … i nauka poszła w busz /2012/i-nauka-poszla-w-busz/ /2012/i-nauka-poszla-w-busz/#comments Mon, 17 Sep 2012 06:56:57 +0000 /?p=270 Jednym z założeń, a raczej pretekstów dla naszej wyprawy do Kangurlandii było podszlifowanie znajomości języka angielskiego. Cały plan trzymał się kupy, dopóki któryś ze znajomych trafnie nie zauważył : „A więc jedziecie uczyć się inglisza do kraju, w którym nie dogada się nawet rodowity Anglik?” No tak. Każdy, kto kiedykolwiek zmagał się z jakimś językiem obcym wie, że na pierwszym etapie najłatwiej rozmawiać z obcokrajowcami, którzy też się go uczą. Prawdziwa próba ognia zaczyna się dopiero w chwili, kiedy trafiamy na „native speakera”. Kiedyś wydawało mi się, że całkiem nieźle radzę sobie z angielskimi dialektami – przynajmniej do momentu, gdy kilka lat temu odwiedziłem Dublin. Przyleciałem, wyszedłem z hali lotniska i – aby nie tracić czasu – zapytałem przypadkowo spotkanego robotnika, czy wie, skąd odjeżdżają autobusy do centrum. Ryży tubylec przytaknął ochoczo i odpowiedział, a […]

The post … i nauka poszła w busz appeared first on przedeptane.

]]>
Jednym z założeń, a raczej pretekstów dla naszej wyprawy do Kangurlandii było podszlifowanie znajomości języka angielskiego. Cały plan trzymał się kupy, dopóki któryś ze znajomych trafnie nie zauważył : „A więc jedziecie uczyć się inglisza do kraju, w którym nie dogada się nawet rodowity Anglik?”

No tak. Każdy, kto kiedykolwiek zmagał się z jakimś językiem obcym wie, że na pierwszym etapie najłatwiej rozmawiać z obcokrajowcami, którzy też się go uczą. Prawdziwa próba ognia zaczyna się dopiero w chwili, kiedy trafiamy na „native speakera”.

Kiedyś wydawało mi się, że całkiem nieźle radzę sobie z angielskimi dialektami – przynajmniej do momentu, gdy kilka lat temu odwiedziłem Dublin. Przyleciałem, wyszedłem z hali lotniska i – aby nie tracić czasu – zapytałem przypadkowo spotkanego robotnika, czy wie, skąd odjeżdżają autobusy do centrum. Ryży tubylec przytaknął ochoczo i odpowiedział, a gdy poprosiłem go o powtórzenie, powtórzył drugi raz. I trzeci. A ja nadal nie zrozumiałem, czy wskazuje mi drogę, czy poprosił mnie o rękę, czy chce sprzedać kilo pomidorów. Podziękowałem uprzejmie i pokornie poszedłem się błąkać po betonowej płycie dworca.

Z australijskim angielskim jest chyba jeszcze gorzej. O ile to, co słychać w telewizji i w radio, przypomina jeszcze z grubsza język Szekspira, to na ulicy można szybko popaść w depresję. Nie chodzi tylko o samą wymowę, Australijczycy lubują się w skracaniu słów. Jest więc „breakie” zamiast „breakfast” i  „barbie” zamiast „barbecue”; i „hubbie” (małżonek), i „sunny” (okulary słoneczne). Do tego dochodzi wiele całkowicie nieintuicyjnych określeń. Kto wpadłby na to, że „kobieta” to „sheila”, a „toaleta” to „dunny”?

Przypomniało mi się górnośląskie powiedzonko służące do dezorientowania turystów – „gorole do szole a lina upolić” (czyt. „ludzi nie pochodzących ze Śląska należy spuścić do sztolni, a następnie spalić linę”). Kiedy rodowity Australijczyk poczęstował znajomą Amerykankę podobnym, lokalnym sloganem, dziewczę spojrzało na niego jak królik oślepiony światłem reflektorów samochodowych.

Z drugiej strony są też liczne ułatwienia. Do każdego, bez względu na wiek, płeć i stopień spoufalenia można zwracać się per „mate”. Najważniejsze jest jednak słówko „cheers”, które w zależności od sytuacji może oznaczać „proszę”, „dziękuję”, „dzień dobry”, „do widzenia” albo „uwaga, kangur na szóstej”.

Co więc robić, gdy zostaniemy otoczeni przez tubylców, którzy – o zgrozo! – chcą z nami rozmawiać? To, co zawsze w podobnych sytuacjach : należy uśmiechać się, przytakiwać na wszystko i błagać siły wyższe, aby rozmówca broń boże nie używał zdań pytających.

Może w końcu wrośniemy w lokalną dziwnomowę i nieodwracalnie okaleczymy swój angielski do tego stopnia, że w trakcie kolejnych podróży już nikt nie będzie miał bladego pojęcia, o co nam chodzi. Będzie to oznaczało, że osiągnęliśmy pełny sukces – opanowaliśmy język obcy na poziomie „native speaker”.

Tekst opublikowany w miesięczniku Zwrot (8/12).

The post … i nauka poszła w busz appeared first on przedeptane.

]]>
/2012/i-nauka-poszla-w-busz/feed/ 13