Blue Mountains Archives - przedeptane /tag/blue-mountains/ Jedzoki w świat Mon, 10 Apr 2017 04:14:24 +0000 pl-PL hourly 1 https://wordpress.org/?v=6.2.9 Jaskinie Jenolan Caves. Magiczne podziemia Gór Błękitnych. /2017/jaskinie-jenolan-caves-lucas/ /2017/jaskinie-jenolan-caves-lucas/#comments Wed, 08 Feb 2017 07:31:41 +0000 /?p=2676 Lucas Cave – krótka podróż do fantastycznego świata z aborygeńskich legend. Lato w Blue Mountains potrafi nieźle przygrzać w beret. W pobliżu gór jest jednak jedno miejsce, w którym można uciec od wszechobecnej spiekoty i ochłodzić członki zjarane od australijskiego słońca. Około 180 kilometrów na zachód od Sydney rozciąga się obszerny kompleks jaskiń i pieczar, które wyżłobiła w wapiennych skałach rzeka Jenolan. Wejście do Jenolan Caves znajduje się w dolinie, w której panuje specyficzny, chłodny mikroklimat. Polany porastają dywany niebieskich kwiatów, po kamieniach ganiają jaszczurki, w centrum stoi kurort w alpejskim stylu. Generalnie byłoby bardzo nieaustralijsko, gdyby nie dziobaki pluskające się w spokojniejszych segmentach rzeki.   Ale my tu nie za idyllą. Zaledwie kilkadziesiąt metrów od hotelu asfaltowa droga wbija się w wąskie, skalne przejście prowadzące do gigantycznej groty. I tu zaczynają się schody – do jaskiń, ma się rozumieć.   Cały kompleks Jenolan Caves obejmuje kilkanaście […]

The post Jaskinie Jenolan Caves. Magiczne podziemia Gór Błękitnych. appeared first on przedeptane.

]]>
Lucas Cave – krótka podróż do fantastycznego świata z aborygeńskich legend.

Lato w Blue Mountains potrafi nieźle przygrzać w beret. W pobliżu gór jest jednak jedno miejsce, w którym można uciec od wszechobecnej spiekoty i ochłodzić członki zjarane od australijskiego słońca. Około 180 kilometrów na zachód od Sydney rozciąga się obszerny kompleks jaskiń i pieczar, które wyżłobiła w wapiennych skałach rzeka Jenolan.

Wejście do Jenolan Caves znajduje się w dolinie, w której panuje specyficzny, chłodny mikroklimat. Polany porastają dywany niebieskich kwiatów, po kamieniach ganiają jaszczurki, w centrum stoi kurort w alpejskim stylu. Generalnie byłoby bardzo nieaustralijsko, gdyby nie dziobaki pluskające się w spokojniejszych segmentach rzeki.

 

Ale my tu nie za idyllą. Zaledwie kilkadziesiąt metrów od hotelu asfaltowa droga wbija się w wąskie, skalne przejście prowadzące do gigantycznej groty. I tu zaczynają się schody – do jaskiń, ma się rozumieć.

 

Cały kompleks Jenolan Caves obejmuje kilkanaście jaskiń – każda z nich jest niepowtarzalna, wabi turystów innym klimatem, kolorami i galerią kształtów. My wybraliśmy się do Lucas Cave, nazwaną na cześć Johna Lucasa – australijskiego polityka oraz miłośnika jam i szczelin, chłe. To właśnie dzięki Lucasowi jaskinie Jenolan zostały otoczone opieką australijskiego rządu już w 1860 roku, czyli zaledwie 22 lata po odkryciu ich przez Europejczyków.

 

Oficjalnie odkrycia dokonali w 1838 roku bracia James i Charles Whalan, lokalni hodowcy bydła. Miejska legenda jednak głosi, że pierwszym białym człekiem w podziemiach był James McKeown, były skazaniec, któremu Jenolan Caves służyły za idealną kryjówkę.

Oczywiście Aborygeni znali te miejsca o wiele dłużej, najstarsze ślady ludzkiej obecności pochodzą sprzed 9000 lat. Tubylcy stosunkowo rzadko zapuszczali się w te strony, obawiając się tego, co mogłoby czyhać w ciemnościach i wyciągnąć po nich swoją zimną, śliską łapę. Znosili tu jednak chorych, by leczyć ich wodą o rzekomo cudownych właściwościach. Z jaskiń wynosili także znalezione kryształy, które używane były do odprawiania ceremonii.

 

Według aborygeńskich wierzeń cały obszar powstał w wyniku walki Gurangatcha (olbrzymiego węgorzopodobnego stwora) z Mirranganem (tzw. „quolla”, czyli australijskiej kuny workowatej / kota workowatego). Mityczne zwierzęta goniły się po okolicach przekopując w ziemi długie tunele, z których powstały później oczka wodne, jeziora i jaskinie.

Trzeba przyznać, że wnętrza Jenolan Caves mocno oddziałują na wyobraźnię. Oprócz standardowego zestawu stalaktytów, gmitów i gnatów ze ścian i sufitów wyrastają wapienne pasy i falbany, a także pokraczne, surrealistyczne formacje przypominające wizje z obrazów Dalego.

Wszystkie te cuda miały dużo czasu na powolne wyrastanie. Wiek wapiennych skał szacuje się na 340 milionów lat, co czyni z Jenolan Caves najstarszy znany otwarty system jaskiń na świecie.

W miarę wchodzenia w głąb kompleksu spada temperatura i rośnie ekscytacja. W jednym miejscu rozbawił nas mały potworek mrugający czerwonymi ślepiami. Czujnik ruchu, jak się okazało.

 

Pauza dla klaustrofobików – kwiecie z górskiej polany. Wypocznijcie, bo za chwilę będzie o truchłach.

W wielu częściach kompleksu znajdują się ukryte przejścia, śmiertelne pułapki dla zwierząt, którym zdarzyło się tutaj zabłądzić. Ludzie też czasem mieli pecha – w 1902 roku w Skeleton Cave odkryto prastare szczątki Aborygena.

W Lucas Cave można zobaczyć na przykład szkielet wombata (poniżej).

W jaskini Jersey znajdowały się nawet kości wilka workowatego (vel wilkowora tasmańskiego). To naprawdę wyjątkowe znalezisko, ponieważ zwierzęta te wymarły na kontynencie ponad 2000 lat temu – na Tasmanii przeżyły jeszcze do lat 30. minionego wieku, dopóki Europejczycy definitywnie nie zepchnęli ich na karty historii i portale kryptozoologów.

 

Większość wnętrz oświetlonych jest przy użyciu stonowanych lamp, dopiero w ostatnim segmencie Lucas Cave można zobaczyć starszą iluminację à la „jakie grzyby dałaś do tej zupy, mamo?”.

I tym kiczydłem żegnamy jaskinię Lucasa. Jeżeli nadal Wam mało, nie płaczcie. Na pewno wrócimy, by poeksplorować inne części kompleksu.

Zresztą Jenolan Caves nadal nie zdradziły wszystkich swoich tajemnic – geolodzy przewidują, że do tej pory odkryto zaledwie mały fragment całego systemu. Na pewno czeka nas niejedna niespodzianka.


Fajnie? Chcesz więcej? Zapraszamy na Facebooka.

The post Jaskinie Jenolan Caves. Magiczne podziemia Gór Błękitnych. appeared first on przedeptane.

]]>
/2017/jaskinie-jenolan-caves-lucas/feed/ 9
Poradnik żalturysty: Jak spieprzyć wycieczkę do Blue Mountains /2016/zalturysta-wycieczka-blue-mountains/ /2016/zalturysta-wycieczka-blue-mountains/#comments Mon, 21 Nov 2016 04:03:16 +0000 /?p=2383 Macie dość motywujących wpisów o podróżach? Oto kilka prostych wskazówek, które pomogą Wam zmienić wymarzony wypad w australijskie góry w pasmo fenomenalnych porażek. (Wszelkie poniższe wydarzenia i osoby  są dziełem fikcji i w żadnym wypadku nie mają związku z naszą wycieczką w Góry Błękitne pewnego upalnego, grudniowego dnia w 2014 roku). Punkt 1 Nie zapomnijcie o odpowiednim przygotowaniu i dzień lub dwa przed wyjazdem zaraźcie się anginą lub inną chorobą od któregoś z bardziej cherlawych znajomych. W ten sposób będziecie mogli cierpieć nawet na najłatwiejszych szlakach turystycznych. Lifehack: anginę najłatwiej złapać tutaj właśnie w grudniu, kiedy panują największe różnice temperatur między sydnejskim betonowym piekarnikiem a wymrożonymi wnętrzami pociągów i autobusów. Na ten czas przypada także szczyt sezonu turystycznego, którego gorzki owoc zbierzecie w kluczowych etapach wyprawy. Punkt 2 Ponieważ jednodniowa wycieczka do Blue Mountains zajmuje kilkanaście godzin, ustawcie budzik na siódmą rano, ale olejcie […]

The post Poradnik żalturysty: Jak spieprzyć wycieczkę do Blue Mountains appeared first on przedeptane.

]]>
Macie dość motywujących wpisów o podróżach? Oto kilka prostych wskazówek, które pomogą Wam zmienić wymarzony wypad w australijskie góry w pasmo fenomenalnych porażek.

(Wszelkie poniższe wydarzenia i osoby  są dziełem fikcji i w żadnym wypadku nie mają związku z naszą wycieczką w Góry Błękitne pewnego upalnego, grudniowego dnia w 2014 roku).

Punkt 1

Nie zapomnijcie o odpowiednim przygotowaniu i dzień lub dwa przed wyjazdem zaraźcie się anginą lub inną chorobą od któregoś z bardziej cherlawych znajomych. W ten sposób będziecie mogli cierpieć nawet na najłatwiejszych szlakach turystycznych.

Lifehack: anginę najłatwiej złapać tutaj właśnie w grudniu, kiedy panują największe różnice temperatur między sydnejskim betonowym piekarnikiem a wymrożonymi wnętrzami pociągów i autobusów. Na ten czas przypada także szczyt sezonu turystycznego, którego gorzki owoc zbierzecie w kluczowych etapach wyprawy.

Punkt 2

Ponieważ jednodniowa wycieczka do Blue Mountains zajmuje kilkanaście godzin, ustawcie budzik na siódmą rano, ale olejcie go i śpijcie co najmniej do dziewiątej. Rozpoczniecie dzionek od stresu i bieganiny, które będą świetną uwerturą do tego, co przyjdzie później.

Punkt 2

Tak naprawdę zapomnijcie o punkcie pierwszym, ponieważ dla żalturysty najlepszym przygotowaniem jest brak przygotowania. Absolutnie nie sprawdzajcie połączeń w Internecie i postanówcie, że zorientujecie się na miejscu, aby stracić kolejnych kilkadziesiąt minut na dojazd do centrum i bezradne wałęsanie się między peronami.

Punkt 3

Po czterdziestu minutach błądzenia ostatecznie odkryjcie, że w tym miesiącu pociąg do Katoomby – głównej bazy wypadowej do Blue Mountains – w ogóle nie odjeżdża z centrum i że zamiast niego podstawione są autobusy, chociaż nikt dokładnie nie wie gdzie. Wtopcie się w stado podobnie zdezorientowanych bohaterów tej kafkowskiej sytuacji.

Lifehack: dla pewności nie pytajcie miejscowych o miejsce postoju autokarów – istnieje ryzyko, że jakaś dobra dusza faktycznie Wam pomoże, pozbawiając Was możliwości panicznego truchrania w te i we w te i przeklinania Milczącego Absolutu.

Punkt 4

Po dłuższych poszukiwaniach odkryjcie na zapleczu dworca prowizoryczny przystanek, z którego co pół godziny odjeżdża klimatyzowany autokar. Jeżeli nie zdążyliście złapać anginy wcześniej, to teraz macie ostatnią okazję.

Punkt 5

Po przybyciu do Katoomby postanówcie, że nie będziecie płacić za mikrobus kursujący między punktami wyjściowymi poszczególnych tras. Pełzajcie między nimi pieszo po rozpalonym asfalcie – dzięki temu pozbędziecie się ewentualnych zapasów wody, czasu i energii, których później zabraknie Wam podczas prawdziwego zwiedzania.

Punkt 6

Ruszcie z buta prosto do głównego punktu widokowego, aby w końcu rozkoszować się pięknym krajobrazem Blue Mountains zza kilkuset głów turystów (patrz Punkt 1).

Korzystając z łokci, łaskotek i umiejętnie wymierzonych ciosów statywem fotograficznym przedostańcie się do barierki, aby szybko zrobić kilka zdjęć dziewiczej australijskiej głuszy. Hasztagi: #naturelover #adventure #trekking #staringintoanabyss

Punkt 7

Ze względu na brak czasu i sił (patrz punkty 1-6) wybierzcie najkrótszy i najłatwiejszy szlak. Polecamy szlaki z tabliczką „dostępne dla osób na wózkach inwalidzkich”, a więc takie, na których na pewno spotkacie kilkunastoosobowe rodziny azjatyckich turystów w wieku od 8 do 80 lat. Być może uda Wam się nawet wpasować między dwie familie i radośnie przecierpieć całą drogę w takim dalekowschodnim sandwiczu.

W ten prosty sposób ograniczycie także do minimum szanse na obcowanie z miejscową fauną, którą niezawodnie odstraszy błyskanie fleszy, muzyka odtwarzana z komórek, nawoływanie się między poszczególnymi członkami rodzin oraz okładanie chaszczy różowymi parasolkami Hello Kitty.

Punkt 8

Jeżeli mimo wszystko zostało Wam jeszcze trochę czasu i infantylnej chęci do życia, możecie wyruszyć na któryś z dłuższych i bardziej wymagających szlaków – zwłaszcza, że na tym etapie kombinacja duchoty, nieprzygotowania fizycznego i chorób zdąży już zmienić Wasze płuca w rodzynki a oddech w astmatyczne rzężenie.

Proponowane tematy do kontemplacji podczas wspinaczki:

  • jakie buty trekkingowe wybrałby Kierkegaard?;
  • bezsensowność istnienia;
  • sensowność istnienia kanap, Netflixa i chłodnych pryszniców.

Uwaga: tym razem oprzyjcie się pokusie i zdecydowanie nie obserwujcie współcierpiących turystów! Ulotne Schadenfreude może zaburzyć Wasz mozolnie pielęgnowany Weltschmerz – a tego byście nie chcieli, nicht wahr?

Punkt 9

Jeżeli uda Wam się wrócić ze szlaku, możecie już wyruszyć na dworzec. Wasze zainteresowanie dobrami materialnymi powinno się skurczyć na tyle, że zdecydujecie się na zamówienie taksówki – pomimo tego, że stawka za kilometr przekracza roczny budżet Wenezueli.

Punkt 10

Drogę powrotną do Sydney spędźcie na cichym powtarzaniu mantry „pocholere kuwamacz”. Osoby podróżujące w parach mogą sobie skracać czas dokonując wstępnego podziału majątku lub wypełniając papiery rozwodowe.

Jeżeli podobał Wam się dzisiejszy wpis, to już teraz z przyjemnością zapowiadamy, że kontynuacji nie będzie. Życie jest pełne rozczarowań.

artur schopenhauer podróże

 

The post Poradnik żalturysty: Jak spieprzyć wycieczkę do Blue Mountains appeared first on przedeptane.

]]>
/2016/zalturysta-wycieczka-blue-mountains/feed/ 8