Austria Archives - przedeptane /tag/austria/ Jedzoki w świat Wed, 06 May 2020 00:21:11 +0000 pl-PL hourly 1 https://wordpress.org/?v=6.2.9 Muzeum Historii Naturalnej w Wiedniu /2018/wieden-muzeum-historii-naturalnej/ /2018/wieden-muzeum-historii-naturalnej/#comments Fri, 09 Mar 2018 10:04:57 +0000 /?p=2973 Wchodzi Franciszek Józef do sali, a tam słoń, wieloryb i stado zebr. To nie dowcip, ale sytuacja, jaka mogła się wydarzyć w najstarszym, największym, najlepszym muzeum przyrodniczym w naszej części Europy. Zwiedzanie Muzeum Historii Naturalnej rozpoczęliśmy od drugiego piętra przedstawiającego kolejno wszystkie grupy zwierzęce – od meduz, mięczaków i owadów aż po małpy człekokształtne. I od razu na wstępie poczuliśmy, że będzie grubo. Pomieszczenie wypełniały gabloty z morskimi bezkręgowcami, a ponieważ w XIX wieku trudno było zachować ich miękkie tkanki w nienaruszonym stanie, władze muzeum zlecały wykonywanie kolorowych kopii… ze szkła. Tak, miniaturowy głowonóg na poniższym zdjęciu to koronkowa robota artysty szklarza. Każde kolejne pomieszczenie ukrywało nowe skarby z dalekich lądów lub głębokich oceanów. Poniższy kawał rybska to latimeria – żywa skamieniałość, uważana za wymarłą od 60 milionów lat. Latimeria była trochę wyjątkiem z reguły, ponieważ […]

The post Muzeum Historii Naturalnej w Wiedniu appeared first on przedeptane.

]]>
Wchodzi Franciszek Józef do sali, a tam słoń, wieloryb i stado zebr. To nie dowcip, ale sytuacja, jaka mogła się wydarzyć w najstarszym, największym, najlepszym muzeum przyrodniczym w naszej części Europy.

Zwiedzanie Muzeum Historii Naturalnej rozpoczęliśmy od drugiego piętra przedstawiającego kolejno wszystkie grupy zwierzęce – od meduz, mięczaków i owadów aż po małpy człekokształtne. I od razu na wstępie poczuliśmy, że będzie grubo.

Pomieszczenie wypełniały gabloty z morskimi bezkręgowcami, a ponieważ w XIX wieku trudno było zachować ich miękkie tkanki w nienaruszonym stanie, władze muzeum zlecały wykonywanie kolorowych kopii… ze szkła. Tak, miniaturowy głowonóg na poniższym zdjęciu to koronkowa robota artysty szklarza.

szklana kałamarnica, Muzeum Historii Naturalnej, Wiedeń

Każde kolejne pomieszczenie ukrywało nowe skarby z dalekich lądów lub głębokich oceanów. Poniższy kawał rybska to latimeria – żywa skamieniałość, uważana za wymarłą od 60 milionów lat.

latimeria, Muzeum Historii Naturalnej w Wiedniu

Latimeria była trochę wyjątkiem z reguły, ponieważ motywem przewodnim naszego zwiedzania były spotkania z wymarłymi gatunkami – pojechaliśmy do Wiednia właśnie po to, aby zobaczyć rzadkie okazy zwierząt, które bezpowrotnie zniknęły z powierzchni naszej planety.

Pierwszym z nich był mamutak – madagaskarski struś zwany ptakiem-słoniem, ponieważ dorastał do wysokości 3 metrów i ważył aż pół tony. Ich jaja (zdjęcie po lewej) były do 6 razy większe od jaj współcześnie żyjących strusi (160 jaj kurzych!).

Mamutaki były prawdopodobnie pierwowzorem legendarnego ptaka „rukh” z arabskiej „Księgi tysiąca i jednej nocy” i wyginęły dopiero koło 1000 roku po tym, co na Madagaskarze zaczęli osiedlać się ludzie. Identyczny los spotkał także ptaka dodo (zdjęcie po prawej) z wyspy Mauritius na Oceanie Indyjskim. Ten z kolei wymarł w XVII wieku dzięki połączonym wysiłkom europejskich żeglarzy oraz ich kotów, psów i szczurów.

W końcu dotarliśmy też do naszej ukochanej Oceanii. W wiedeńskim muzeum można podziwiać szkielet nowozelandzkiego ptaka moa, którego pobratymców wybili w XV wieku Maorysi. Kolejne zdjęcia przedstawiają gabloty z gatunkami australijskich papug oraz nowozelandzkich nielotów – kiwi i papug kakapo.

Gwoździem programu był dla nas oczywiście wilk tasmański. Te fascynujące drapieżniki wyginęły dopiero w latach 30. XX wieku, jednak na całym świecie istnieje zaledwie kilkadziesiąt wypchanych okazów, przy czym ten wiedeński należy do najlepiej zachowanych. Mamy porównanie – zwierzak, którego widzieliśmy w muzeum na Tasmanii, przypominał susła uzależnionego od metamamfetaminy.

tygrys tasmański, wilkowór, Muzeum Historii Naturalnej, Wiedeń, Austria

Ale dość tych smutów – podczas zwiedzania trafiały się też różne dziwaczne odkrycia. Na przykład w sali ssaków natknęliśmy się na taką oto mysz przeglądającą się w lustrze.

mysz, taksydermia, muzeum historii naturalnej wiedeń austria

Ponieważ zaś nie władamy językiem Goethego, z pewnym rozbawieniem zauważyliśmy, że niemieckim przyrodnikom podejrzanie dużo fauny kojarzy się ze świniami. Bynajmniej nie poprzestali na śwince morskiej („Meerschweinchen”) i morświnie („Seeschwein”) – po niemiecku jeżozwierz to „Stachelschwein” (kolczasta świnia), diugoń to „Schweinswal” (świnio-waleń), a kapibara to „Wasserschwein” (wodna świnia). W ogóle całe germańskie nazewnictwo zoologiczne jest urocze, co demonstruje następująca infografika.

Po świntuszeniu nadszedł czas na największe okazy w zbiorach wiedeńskiego muzeum – salę ze słoniowatymi i ssakami morskimi.

Muzeum Historii Naturalnej w Wiedniu, Austria

To właśnie tutaj można zrozumieć, dlaczego taksydermia cieszyła się w swoim czasie tak dużą estymą. Rachel Poliquin w swojej książce „The Breathless Zoo” opisała historię i przemiany tej makabrycznej sztuki, której wspięła się na wyżyny popularności właśnie na przełomie XIX i XX wieku. Cytacik:

U schyłku XIX wieku umiejętnie wypchane zwierzęta uznawane były za połączenie wysokiej sztuki i nauki, czyli coś, z czego imperium może być dumne. Dobra taksydermia zależna była od wysokiej jakości skór oraz precyzyjnej wiedzy przyrodniczej, która z kolei oparta była na odkryciach, podróżach, badaniach i podbojach.

 

Galerie wypełnione imponującymi stworami z całego świata stały się więc symbolem pozytywistycznego boomu wiedzy, odkryć i nowych technologii.

Muzeum Historii Naturalnej, Wiedeń, ssaki

Przedstawicielami tego szczytowego okresu są na przykład wiedeńskie dioramy, w których zwierzęta ustawiane są w pieczołowicie odtworzonym wycinku ich naturalnego środowiska. Gablota z zebrami wysypana jest piaskiem i ozdobiona afrykańską roślinnością, na podłodze leżą nawet spreparowane odchody. W kolejnym pomieszczeniu znajduje się wielgachny model europejskiej puszczy – rodzina żubrów stoi wśród buków i dębów, na mchu zastygły sikorki, na pniach i korzeniach można dostrzec dzięcioła, wiewiórkę, czy łasiczkę, spod jednego z konarów wychyla się borsuk.

Muzeum Historii Naturalnej, Wiedeń, zebry

Ale wystarczy już drugiego piętra, schodzimy w dół. Po drodze przebijamy się przez tabun dzieci, które przyszły obejrzeć wystawę czasową poświęconą obecności zwierząt w kulturze, społeczeństwie i sztuce.

Na pierwszym piętrze Muzeum Historii Naturalnej znajdują się pokaźne zbiory mineralogiczne i paleontologiczne. W części poświęconej ewolucji życia na ziemi można podziwiać kopię czaszki ryby pancernej – Dunkleosteusa, największego drapieżnika występującego w morzach późnego dewonu. W innej sali znajduje się z kolei rzadki, kompletny szkielet ogromnego Glyptodona (1 tona masy, proszę państwa). Ten krewniak dzisiejszych pancerników jeszcze 11 tysięcy lat temu żył w Ameryce Południowej, zanim nie pojawili się tam Indianie i nie zrobili z nim porządek.

W ten sposób skompletowaliśmy kolekcję wymarłej megafauny, czyli zwierząt-gigantów, które nie przeżyły kontaktu z ludźmi – w towarzystwie amerykańskiego glyptodona, afrykańskiego mamutaka, azjatyckiego dodo, oceanicznego moa i tygrysa zabrakło jeszcze europejskiego tura czy mamuta. Do obecnie żyjących przedstawicieli megafauny można zaliczyć azjatyckie i afrykańskie słonie czy nosorożce – a i z nimi jest ostatnio raczej krucho.

Jednak nasze zwiedzanie nie skończyło się w mollowym nastroju. W kolejnym pomieszczeniu natknęliśmy się na nieoczekiwaną perełkę, a raczej dar z niebios – meteoryty! Wiele wystawionych okazów pochodzi z terenów Europy (także z Polski), najstarszy spadł bodajże w XV wieku. W gablotach można obejrzeć nie tylko surowe bryły, ale też przekroje, które przyciągają uwagę misternymi strukturami, a czasem nawet tęczowymi kolorami.

W salach z okazami mineralogicznymi można z kolei podziwiać prezenty nadsyłane Franzowi Josefowi z różnych zakątków Austro-Węgier – złoto, srebro i kamienie szlachetne, ale też tonową bryłę soli z Wieliczki. I tu kolejne zwierzakowe intermezzo – w jednej z gablot znajduje się wystawa minerałów, których nazwy pochodzą od zwierząt (kwarcowe tygrysie oko, oczy „kocie” i „wilcze” itp.)

Podsumowanie? Co tu dużo gadać – przez większość czasu czuliśmy się jak dziecko w cukierni. Wiedeńskie Muzeum Historii Naturalnej przypomina wiktoriański wehikuł czasu – to miejscami sentymentalna, miejscami surrealistyczna wycieczka w klimacie książek Juliusza Verne’a, Josepha Conrada, czy Tomkowych serii Alfreda Szklarskiego.

Brawo, Franz. Masz swoje za uszami, ale toto Ci się udało.


Jeżeli wybieracie się do Wiednia, to rzućcie okiem na nasz mini poradnik – co, gdzie, jak w stolicy Austrii :)

The post Muzeum Historii Naturalnej w Wiedniu appeared first on przedeptane.

]]>
/2018/wieden-muzeum-historii-naturalnej/feed/ 1
Wiedeń na dzień. Ekspresowy poradnik. /2017/wieden-na-dzien-ekspresowy-poradnik/ /2017/wieden-na-dzien-ekspresowy-poradnik/#comments Sun, 15 Oct 2017 16:06:37 +0000 /?p=2959 Kilka rad i propozycji na jednodniowy wypad do Wiednia – czyli co zjeść, co wypić, gdzie przysiąść w drodze do muzeum. Wpis także dla wegan i wegetarian. Nie będziemy udawali, że jesteśmy znawcami stolicy Austrii. Dzięki pomocy znajomych udało nam się jednak trafić na kilka ciekawych miejsc, a więc przekazujemy dalej. Gdzie spać? Jeżeli w kieszeni hula Wam wiatr, polecamy hotele sieci Meininger. Przy całkiem dobrym standardzie oferują ceny nawet o połowę niższe od konkurencji oraz dobre lokalizacje – jeden z hoteli (o, ten!) znajduje się w odległości kilkuset metrów od głównego dworca kolejowego. Cały czas szukaliśmy haczyka w tej podejrzanie atrakcyjnej ofercie, ale wszystko było ok. Jakiś błąd w Matriksie. Jak się poruszać? Wiedeń jest miastem przyjaznym dla rowerzystów, a więc możecie wypożyczyć dwa kółka na dworcu i wio, jednak osobom w presji czasowej […]

The post Wiedeń na dzień. Ekspresowy poradnik. appeared first on przedeptane.

]]>
Kilka rad i propozycji na jednodniowy wypad do Wiednia – czyli co zjeść, co wypić, gdzie przysiąść w drodze do muzeum. Wpis także dla wegan i wegetarian.

Nie będziemy udawali, że jesteśmy znawcami stolicy Austrii. Dzięki pomocy znajomych udało nam się jednak trafić na kilka ciekawych miejsc, a więc przekazujemy dalej.

Gdzie spać?

Jeżeli w kieszeni hula Wam wiatr, polecamy hotele sieci Meininger. Przy całkiem dobrym standardzie oferują ceny nawet o połowę niższe od konkurencji oraz dobre lokalizacje – jeden z hoteli (o, ten!) znajduje się w odległości kilkuset metrów od głównego dworca kolejowego. Cały czas szukaliśmy haczyka w tej podejrzanie atrakcyjnej ofercie, ale wszystko było ok. Jakiś błąd w Matriksie.

Jak się poruszać?

Wiedeń jest miastem przyjaznym dla rowerzystów, a więc możecie wypożyczyć dwa kółka na dworcu i wio, jednak osobom w presji czasowej zdecydowanie polecamy komunikację miejską. Dwudniowy bilet kosztuje niecałe 14 Euro – po pierwszym skasowaniu wkładasz go do kieszeni i praktycznie możesz o nim zapomnieć, w metrze ani na przystankach nie ma bramek.

Przejazdy są szybkie i proste (zwłaszcza z pomocą Google Maps). Opisaną poniżej trasę hotel-Cafe Hummel  można pokonać w ciągu kilkunastu minut.

Gdzie kupić pamiątki?

Zdecydowanie na Naschmarkt (przystanek Kettenbrückengasse). Oprócz tradycyjnej cepeliady można tutaj znaleźć stoiska z lokalnymi winami i piwami, ale też owocami i przyprawami z całego świata. Gorąco polecamy kołacze Mohnzelten, jeden z lepszych wynalazków ludzkości – niepozorne, brązowe dyski wypełnione masą makową lub orzechową. Cukrzyca instant, ale Mein Gott, jakie to dobre!

Możecie też zjeść małe lub duże co nieco w jednej z wielu ulicznych budkorestauracji, które oferują przekrój przez kuchnie różnych regionów i kultur. Targ Nachtsmarket jest otwarty codziennie z wyjątkiem niedzieli.

Dzielnica muzealna!

Jeżeli głód dalej atakuje, to przeskoczcie na ostatni punkt. W przeciwnym wypadku wyruszcie do muzeum autobusem numer 2 (kilka minut) lub pieszo (kilkanaście minut przyjemnego spaceru). Po drodze możecie obejrzeć dwie dziewiętnastowieczne perełki architektury – imponujący, neogotycki budynek ratusza oraz Parlament zbudowany na wzór greckich świątyń.

My oczywiście wbiliśmy od razu do Muzeum Historii Naturalnej (tutaj nasz wpis o cudach, jakie się w nim znajdują), jednak w Dzielnicy Muzealnej MQ znajduje się kilka innych placówek o tak bogatych zbiorach, że nie sposób ich ogarnąć w jeden dzień. Jeżeli akurat nie interesują Was zwierzaki, minerały i meteoryty w MHN, zahaczcie o Muzeum Historii Sztuki (kłania się imć Rubens, Rembrandt i inni) albo o tzw. mumok, czyli Muzeum Sztuki Nowoczesnej, gdzie można spotkać na przykład panów Warhola czy Picassa.

Jeść! Pić!

Skoro już jesteście w Wiedniu, to nie ma zmiłuj – musicie posiedzieć w kawiarni,  i/lub wtrynić tort Sachera. W przerwie między muzeami skoczcie więc autobusem „dwójką” (pieszo to kolejnych kilkanaście minut) do słynnej Cafe Hummel. Skórzane siedzenia, kelnerzy z muszkami, autentyczny klimat, w gablotce z ciastami arsenał kalorycznych bomb do kawy.

Jeżeli jednak nie po drodze Wam ze sznyclami i innymi rodzajami fleischu ze schweina, to nic straconego. Po przeciwnej stronie ulicy znajduje się świątynia lokalnej hipsterki – stylowa wegańska burgerownia Swing Kitchen. Oprócz klasycznych wegeburgerów są tu też lokalne smaczki – bułki z wegańskim sznyclem i lany sok czereśniowy.

Jeżeli z kolei lubicie kuchnię azjatycką, to kilkadziesiąt metrów dalej na Albertgasse ukrywa się tajska minirestauracyjka Mamamon Thai Eatery. Kameralna atmosfera, sympatyczna obsługa, kolekcja rzemieślniczych piw w lodówce, a przede wszystkim – skromne, ale zajepyszne menu (także w wersjach wege). Ich zupa curry z makaronem podbiła nasze serca i żołądki!

W drodze powrotnej z Cafe Hummel do muzeum warto też zapolować na jakąś bardziej ambitną pamiątkę. Na pewno wyniuchacie coś ciekawego w którymś ze sklepów, butików i antykwariatów rozmieszczonych wzdłuż głównej ulicy.

P.S.
Wszystkie powyższe miejsca ogarnęliśmy w ciągu jednego krótkiego dnia – na spokojnie i bez wysiłku, bo dopadła nas grypa. Można? Można! Zachęcamy!

P.S.2
Sami na pewno niebawem tam wrócimy – chociażby po to, by dorobić do wpisu własne zdjęcia i nie zasysać materiałów z obcych instagramów ;)

The post Wiedeń na dzień. Ekspresowy poradnik. appeared first on przedeptane.

]]>
/2017/wieden-na-dzien-ekspresowy-poradnik/feed/ 1